| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Koh Lipe - tajski skrawek raju koh-lipe-tajski-skrawek-raju,215,187267 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | becool [ 20 Mar 2016 21:04 ] |
| Temat postu: | Koh Lipe - tajski skrawek raju |
Z czym Wam się kojarzy raj? Mi właśnie z tym, co zastałam na plażach Koh Lipe. ![]() Ale do początku... Po wcześniejszym pobycie Krabi i wycieczce na wyspy Phi Phi, Tajlandia nie leżała w kręgu moich zainteresowań. Stało się jednak, znowu skusiły nas tanie bilety do Kuala Lumpur - ciężko się było oprzeć. Pojawiły się pytania: co dalej? Nie zostaniemy przecież w stolicy Malezji, którą swoją drogą średnio polubliśmy. Chcemy w końcu poczuć jak to jest w środku zimy leżeć na plaży i mrużyć oczy od słońca. Na Indonezję nie sezon, Perhentiany też średnio, znalazły się za to tanie tixy na Langkawi. Na temat wyspy naczytaliśmy się skrajnie różnych opinii - zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Dla nas okazała się naprawdę bardzo przyjemna, a do tego miała jedną wielką zaletę - była blisko Koh Lipe. Zdjęcia w internecie mówiły same za siebie - nie ma wyjścia, musimy dać Tajlandii jeszcze jedną szansę i to szybciej niż myśleliśmy. I co? Żal nas ściskał, że zarezerwowaliśmy tu tylko dwa dni. Jak się dostać z Langkawi na Koh Lipe? Bardzo prosto - promem. Na Langkawi są bodajże dwa porty. My wybraliśmy Telagę. Bilet kosztował ok. 100 zł w jedną stronę - niezbyt tanio, ale to chyba najlepiej wydane dwie stówki w życiu. Bilety kupiliśmy przez internet, ale na miejscu podobna cena. Promy odpływają dwa razy dziennie - rano (o 9:30) i po południu. My wybraliśmy poranny rejs i czekała nas bardzo wczesna (i jak się okazało niepotrzebna) pobudka. Po zakupie biletu widniała bowiem informacja, żeby stawić się w porcie już na 2 godziny przed rejsem. Niestety tylko po to, aby stać w kolejce, no i wziąć pieczątkę wyjazdową z Malezji, a potem… pożegnać się na jakiś czas ze swoim paszportem. Dostaliśmy je spowrotem dopiero na Koh Lipe. Były schowane w wielkim pudle, a potem jakiś Taj rozdwał je pasażerom. Tak naprawdę każdy mógł wziąć paszport każdego, jakimś cudem każdy dostał swój ![]() ![]() Rejs trwał 90 minut. Po czym odbywał się transport pasażerów na wyspę. Jak można się domyślić, na Koh Lipe z racji swoich rozmiarów, nie ma wielkiego portu. Ba, nie ma żadnego portu. Jak odbywa się, więc transport na wyspę? Otóż, statek zatrzymuje się w bezpiecznej odległości od lądu (tak, aby nie ugrzęznął na mieliźnie), a po pasażerów kolejno przypływają drewniane tajskie łódki. Żeby wszystkich przewieźć, łącznie z bagażami, potrzeba było kilkanaście takich łódek. My oczywiście siedząc na górnym pokładzie, załapaliśmy się na ostatnią z nich. Mieliśmy, więc sporo czasu, aby popatrzeć na wyspę z oddali. I już wtedy wiedzieliśmy, że będzie dobrze! ![]() ![]() Wysiadamy i już możemy (a nawet musimy) zamoczyć stopy w ciepłej, przejrzystej wodzie i dotknąć miękkiego jak mąka piasku. Odbieramy dokumenty i bagaż i kierujemy się na główną ulicę - Walking Street, szukać naszego hotelu. Nie zabiera to dużo czasu, w końcu wyspa ma 3 km długości i 1,5 km szerokości. Zdecydowaliśmy się zatrzymać w hotelu The Green i mimo, że nie jest on usytuowany przy plaży, to był bardzo dobry wybór. Obiekt jest nowy, czysty, w dobrym standardzie i z przemiłą obsługą. Polecam ![]() Nie tracąc czasu, którego i tak jest mało, bierzemy szybki prysznic i za chwilę już siedzimy na pierwszej z trzech głównych plaż Koh Lipe. Na początek trafiamy na Sunset Beach i jest nam tu tak błogo i przyjemnie, że zostajemy do końca dnia. Kąpiemy się, snorkujemy, gramy w piłkę, opalamy, oczywiście z przerwami na pyszne pad thaie, zimne piwerko i kokosy, które konsumujemy na plaży. A wieczorem… zachód słońca, w końcu jesteśmy na Sunset Beach. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Kolejny dzień? No cóż, będę monotonna – kolejna plaża. Takie uroki Koh Lipe. Tym razem Sunrise Beach. Znacznie dłuższa, mniej kameralna niż Sunset Beach, zakończona charakterystycznym „cyplem”, z jeszcze bardziej niesamowitym kolorem wody. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Na ostani dzień, dzień powrotu, zostawiamy "najgorszą" plażę - Pattaya Beach - to tu przypływają i odpływają promy. Słowo najgorsza chyba jednak średnio pasuje -patrząc na te obrazki. I pewnie jakbym nie widziała dwóch poprzednich plaż, to mogłabym się nią tylko zachwycać. ![]() ![]() ![]() Z żalem odpływamy z Koh Lipe. Dobrze było, choć na chwilę jednak znaleźć się w raju. Zapraszam również na bloga: http://www.mamasaidbecool.pl/ | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |