| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Kanadyjski Dziki Zachód kanadyjski-dziki-zachod,210,147620 | Strona 2 z 2 |
| Autor: | zuzanna_89 [ 21 Lut 2020 11:39 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
@south Dzięki za miłe słowa | |
| Autor: | JIK [ 27 Lut 2020 08:00 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
@zuzanna_89 super relacja, gratuluję wyjazdu | |
| Autor: | zuzanna_89 [ 01 Mar 2020 22:24 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
Dziękuję za miłe słowa i za inspirację! Już niedużo zostało, jedziemy z dalszą częścią Dzień 9: 6.09.2019 Seattle i przejazd na Vancouver Island Wystarczy USA, wracamy dziś do Kanady Wyjazd do Port Angeles mieliśmy o 12:30, więc rano jeszcze przeszliśmy się na punkt widokowy w Kerry Park – zdecydowanie polecam. Oczywiście najlepiej się tam wybrać kiedy nie pada (co w Seattle nie jest takie proste;), ale okolica jest bardzo ładna i myślę, że nawet w deszczu warto. Załącznik: IMG156.jpg [ 373.64 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG157.jpg [ 226.39 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Punkt widokowy znajduje się w bardzo ładnej okolicy – ogromne domy z ogrodami muszą kosztować fortunę. Załącznik: IMG158.jpg [ 502.02 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG159.jpg [ 628.26 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Wróciliśmy pieszo do hotelu, spakowaliśmy się do końca i o 10 wyruszyliśmy w dalszą drogę. Ponieważ mieliśmy sporo czasu uznaliśmy, że na dworzec autobusowy pójdziemy pieszo. Chyba rano przegrzało nam słońce, że wpadliśmy na taki pomysł – łazić 5km z 20-sto kilogramowym plecakiem? No ale uznaliśmy, że przynajmniej spożytkujemy czas zamiast siedzieć na dworcu autobusowym przez 2h, jeśli byśmy pojechali taksówką. Początkowo planowaliśmy zahaczyć jeszcze o najstarszego Starbucksa (który znajduje się właśnie w Seattle), ale po pierwszym kilometrze zrezygnowaliśmy Załącznik: IMG160.jpg [ 394.13 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Czas było ruszać dalej, czasu coraz mniej, a do dworca autobusowego wciąż daleko Załącznik: IMG161.JPG [ 658.62 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Stąd już rzut beretem i jesteśmy! Załącznik: IMG162.JPG [ 396.56 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Ktoś tu już niedawno na forum pisał, że w USA autobusami jeżdżą sami dziwni ludzie i ta podróż to potwierdziła O kierowcy można by napisać książkę. Starszy pan (na moje oko około 70-tki), który co chwila powtarzał, że pracuje tu od wczoraj i jeszcze się uczy trasy. Dla nas kiepsko, bo trochę nam się spieszyło, ale co poradzimy? Do wszystkich zwracał się per „kochanie” „ najdroższa” czy „złotko”, co było prześmieszne. Wystawił karton ze słodyczami (batony i cukierki), można było się częstować, a do tego woda w butelkach. W autobusie było kilka starszych osób, kilkoro młodych buntowników i kilku kolesi, którzy wyglądali jakby świeżo wyszli z więzienia. Czułam się jak w filmie Ruszyliśmy o czasie. W Seattle był jeszcze jeden przystanek obok jakiegoś szpitala, do którego najpierw ledwo podjechaliśmy (strasznie stroma ulica, bus ledwo dyszał), a potem krążyliśmy wokół szpitala, bo nasz świeżo upieczony kierowca nie pamiętał, gdzie jest przystanek... W końcu zgarnął ludzi z dwóch różnych miejsc (chyba oni też nie wiedzieli gdzie jest ten przystanek W końcu zaczęliśmy wyjeżdżać z Seattle i kierowca mówił, że teraz jedziemy prosto na prom. To zgadzało się z naszym planem, bo planowaliśmy wsiąść na prom w Port Angeles, aczkolwiek przecież nie wszyscy musieli chcieć jechać do Kanady. No dobra, jedziemy. Trochę czytałam, trochę drzemałam. Nagle obudziło mnie poruszenie w busie, wszyscy mówią o ogromnym korku i opóźnieniu, pytają kierowcę o której jest prom, on im na to, że pracuje drugi dzień i nie wie, ale że jest chyba osobna kolejka dla autobusów, zaraz zapyta. Myślę sobie „o co chodzi? Na jaki prom on nas wiezie?”. Odpalam Google map i okazuje się, że jesteśmy w Edmonds i przedostaniemy się promem na półwysep Olimpijski. Nie wiem czemu myślałam, że pojedziemy na południe od Seattle, a tu proszę, takie zaskoczenie. Kierowca zaparkował, wysiadł i po chwili wrócił mówiąc, że przed chwilą odpłynął prom, kolejny za 45 minut. Ludzie powysiadali, jedni na fajkę, inni do toalety, ktoś poszedł coś kupić. Wszyscy zaczęli się integrować, każdy z kimś gadał, młodzi gniewni ze staruszkami, niesamowite. Dużo można by pisać, ale nie będę tu zanudzać. Kierowca raz się zgubił, pasażerowie musieli mu mówić jak jechać (oczywiście nie miał włączonej nawigacji), przez to i przez opóźnione dotarcie na prom zaczęliśmy mieć coraz mniej czasu na przesiadkę. Do Port Angeles dotarliśmy jakieś 15 minut przed odpłynięciem promu, biegiem dotarliśmy do przystani, wymieniliśmy voucher na bilety, kontrola bagażu nie istniała, a na paszporty tylko rzucili okiem. W 5 minut byliśmy na statku. Byłam zadziwiona. Udało się! Podróż promem miała trwać jakieś 1.5h, niestety dotarliśmy za późno, żeby zająć miejsca przy oknach (a szkoda, bo podobno z promu można zobaczyć orki), więc wyszliśmy na chwilę na pokład. Załącznik: IMG163.JPG [ 488.54 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Niestety, za długo nie dało się tam wysiedzieć, bo okropnie wiało. Wróciliśmy do części wewnętrznej, kupiliśmy coś małego do jedzenia w barze i zagryźliśmy marchewkami z USA. Po przypłynięciu do Kanady też nie było zbyt wielu formalności, ale udało się dostać pieczątkę do paszportu! Celnik powiedział, że na lotniskach już nie dają, ale jak przekracza się granicę promem lub samochodem to owszem. Fajnie Co ciekawe, to właśnie Victoria, nie Vancouver, jest stolicą stanu British Columbia. Blisko nabrzeża znajduje się budynek parlamentu, nocą oświetlony jak moskiewski GUM Załącznik: Img164.jpg [ 430.85 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Do naszego hostelu mieliśmy około 1.5km, uznaliśmy, że po całym dniu siedzenia (nie licząc porannych 5km z plecakiem Dotarliśmy do hostelu przed 20, zjedliśmy oferowaną przez nich obiadokolację i już nigdzie się nie ruszaliśmy – poszliśmy spać o 21:30 po tym męczącym dniu Dzień 10: 7.09.2019 Szlak Juan de Fuca i Victoria Vancouver Island słynie z lasów deszczowych (tak, występują one również w klimacie umiarkowanym, nie tylko w tropikach) i malowniczych szlaków pieszych nad samym oceanem. Miejsc, w których można je zobaczyć jest kilka, my zdecydowaliśmy się na Juan de Fuca Trail, a w kolejnych dniach przejazd do Parku Narodowego Pacific Rim. Szlak Juan de Fuca to 47-mio kilometrowa trasa, którą można przejść w kilka dni śpiąc po drodze w namiocie. W Parku Narodowym Pacific Rim jest inny szlak, West Coast Trail, który ma 75km, ale za jego przejście trzeba zapłacić 150 CAD. My mieliśmy tylko kilka godzin, więc zdecydowaliśmy się przejść tylko fragment w okolicy Mystic Beach. Ale najpierw musieliśmy wypożyczyć samochód. W hostelu zjedliśmy śniadanie, poznaliśmy też 3 dziewczyny z Polski, które 2 dni wcześniej przyleciały do Vancouver, bardzo miłe spotkanie. Jeśli chodzi o wypożyczenie samochodu to długo zastanawialiśmy się jak to najlepiej zrobić. Potrzebowaliśmy samochodu na 3 dni, najlepiej z odbiorem w Victorii, a odstawieniem w okolicy terminala promowego skąd mieliśmy się udać do Vancouver. Oczywiście jak wypożyczasz samochód w innym miejscu niż oddajesz, to musisz dopłacić do interesu około 200 CAD, co nam się nie podobało. W takim razie pomyśleliśmy, że wypożyczymy i oddamy auto na lotnisku w Victorii, które jest blisko terminala promowego. Na lotnisko jechał autobus miejski za bodajże 3 CAD, więc wydawało nam się to dobrą opcją. Potem okazało się, że nie do końca, najwygodniej byłoby wypożyczyć i oddać samochód w samej Victorii, a stamtąd pojechać autokarem aż do samego Vancouver (takie przejazdy oferuje BC Ferries Connector za 50 CAD + cena biletu na prom). No nic. Na razie wsiedliśmy do autobusu, który dowiózł nas w okolice lotniska (jakieś 20 minut spacerem). Przy okazji zobaczyliśmy ciekawe hasło na stacji benzynowej. Załącznik: IMG165.jpg [ 404.72 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Lotnisko w Victorii jest bardzo małe, ale jego okolice są bardzo zadbane. Załącznik: IMG166.jpg [ 303.33 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Szczególnie zaintrygował nas ten widoczny w oddali mały domek. Po tym jak podeszliśmy bliżej okazało się, że mieszka w nim... kosiarka automatyczna! Załącznik: IMG167.jpg [ 577.47 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Ciekawe, czy jest jakoś zabezpieczona, czy po prostu nie boją się jej tak zostawić. Doszliśmy w końcu na lotnisko, gdzie spotkała nas bardzo niemiła przygoda. Samochód mieliśmy już opłacony w Avisie. Dokonaliśmy już większości formalności gdy pan poprosił nas o kartę kredytową. Daliśmy kartę Revolut, a pan wpisał dane do systemu, po czym po chwili powiedział, że system odrzuca tę kartę. Podaliśmy inną, też było źle. Pan na to, że musi być karta kredytowa, my na to, że nie mamy. Pan próbował nam wciskać kit, że w Kanadzie wszędzie potrzebna jest karta kredytowa do wypożyczenia samochodu, my na to, że to nieprawda – wypożyczaliśmy w Calgary i nie było żadnego problemu. Co więcej, rezerwując samochód specjalnie wybieraliśmy Avisa, gdzie nie była potrzebna karta kredytowa. Co za tragedia... Gdyby nie to że wszystko było już opłacone, to byśmy to zostawili i tyle, na pewno gdzieś indziej wypożyczyliby nam samochód. Niestety, było już za późno na odwołanie tej rezerwacji i szkoda nam było 140 CAD, które zapłaciliśmy za wynajem samochodu na 3 dni. W mailu potwierdzającym od Avisa było podane tylko, że w niektórych lokalizacjach nie przyjmują kart kredytowych, byliśmy wściekli, że o to nie dopytaliśmy. Nic to, pan łaskawie powiedział, że jeśli jego manager się zgodzi to możemy opłacić pełne ubezpieczenie (65 CAD za dzień) i wtedy wypożyczą nam samochód. Oczywiście manager się zgodził. Dawno nie byliśmy tak wściekli szczególnie, że w potwierdzeniu od Avisa nie było informacji, że karta kredytowa jest niezbędna w Victorii. Moglibyśmy to rzucić i wypożyczyć samochód gdzieś indziej (pewnie wyszłoby taniej), ale straciliśmy już kupę czasu i chcieliśmy po prostu pojechać już do lasu. Podsumowując, nie polecam Avisa na lotnisku w Victorii osobom bez karty kredytowej.. W końcu ruszyliśmy w kierunku szlaku Juan de Fuca, dojazd zajął nam około 1.5h, przy czym po drodze (jak i na całej Vancouver Island) sporo było robót drogowych. Na parkingu przy Mystic Beach cudem dorwaliśmy miejsce parkingowe (akurat ktoś wyjeżdżał) – należało nam się po tym jak nas oskubali w Avisie. Po przyjeździe od razu poszliśmy... spać. Byliśmy już coraz bardziej zmęczeni intensywną wycieczką i musieliśmy się trochę podładować Po krótkiej drzemce ruszyliśmy na szlak: Załącznik: IMG168.JPG [ 913.13 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Las deszczowy, mimo że dość suchy, był naprawdę piękny. Ludzi nie było zbyt wielu, a była sobota! Widać, że Vancouver Island to miejsce jeszcze nie do końca odkryte przez turystów. 2km do Mystic Beach szliśmy jakieś 45 minut co chwila zatrzymując się na zdjęcia. Załącznik: IMG169.JPG [ 911.66 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG170.JPG [ 649.35 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Po drodze był nawet most wiszący (na dalszych odcinkach Juan de Fuca Trail jest ich więcej). Załącznik: IMG171.JPG [ 1005.53 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Czy mówiłam już, że trasa była naprawdę piękna? Załącznik: IMG172.JPG [ 849.16 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG173.JPG [ 977.61 KiB | Obejrzany 15138 razy ] W końcu dotarliśmy na plażę, która zdecydowanie nie powaliła nas na kolana. Słynny wodospad ledwo ciurkał, plaża była brzydka i śmierdząca, było ponuro i dość przygnębiająco. Załącznik: IMG177.jpg [ 547.45 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG174.JPG [ 595.76 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Zjedliśmy kanapki, poczytaliśmy chwilę (ale bez słońca było dość zimno) i zaczęliśmy wracać. A w lesie dalej było cudownie Załącznik: IMG175.JPG [ 974.01 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG176.JPG [ 985.28 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Usatysfakcjonowani pojechaliśmy z powrotem do Victorii, gdzie mieliśmy jeszcze jeden nocleg w tym samym hostelu. Samochód zostawiliśmy na miejskim parkingu (płatny między 9 a 18), przebraliśmy się i poszliśmy na miasto Załącznik: IMG178.JPG [ 565.1 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Niestety, nie mogę znaleźć jak się nazywała, może już ją zamknęli? Stamtąd wybraliśmy się na wieczorne zwiedzanie Victorii. Chcieliśmy kupić jeszcze trochę pamiątek i zajrzeć do Munro Books (księgarni założonej przez noblistkę Alice Munro z mężem). Księgarnia znajduje się w budynku o pięknej elewacji. Załącznik: IMG179.JPG [ 712.53 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Wnętrze też robi wrażenie. Załącznik: IMG180.JPG [ 493.15 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Dla osób lubiących czytać to prawdziwa perełka. A obok mamy słynną herbaciarnię Murchie’s, niestety była już zamknięta. Dalej poszliśmy na nabrzeże, gdzie wreszcie mogliśmy z bliska przyjrzeć się hydroplanom. Załącznik: IMG181.jpg [ 344.67 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Są niesamowicie popularne w Seattle, Victorii i Vancouver. Wyglądają naprawdę przeuroczo, są takie malutkie, ale dzielne... Nie wiem czemu wzbudziły u mnie tyle emocji, ale wyglądają jak z kreskówki Obok było też lotnisko Załącznik: IMG182.jpg [ 392.83 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Stąd można polecieć hydroplanem np. do Vancouver za 150 CAD. Przez chwilę się nad tym zastanawialiśmy, ale jednak skąpstwo (czy może oszczędność?) wygrało; zostawimy sobie to na następny raz Jakiś dobry człowiek zlitował się nawet nad nami i zrobił nam wspólne zdjęcie Załącznik: IMG183.jpg [ 353.81 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Tak jak już pisałam, budynek Parlamentu wieczorem prezentuje się bardzo odświętnie: Załącznik: IMG184.JPG [ 481.85 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Załącznik: IMG185.JPG [ 481.25 KiB | Obejrzany 15138 razy ] A po drugiej stronie mamy hotel Fairmont Empress, hotel tej samej luksusowej sieci co słynny potworek nad Lake Louise. Załącznik: IMG186.jpg [ 210.99 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Każdy może przejść się po ogrodach należących do hotelu, co oczywiście uczyniliśmy Załącznik: IMG187.jpg [ 232.45 KiB | Obejrzany 15138 razy ] Atmosfera na nabrzeżu w sobotę wieczorem była naprawdę świetna – ludzie na spacerach, weseli, zadowoleni z życia. Victoria bardzo nam się spodobała! | |
| Autor: | gecko [ 02 Mar 2020 00:14 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
Super wyprawa! Pacific Rim od dawna jest na mojej liście miejsc, które koniecznie muszę odwiedzić | |
| Autor: | zuzanna_89 [ 20 Mar 2020 19:33 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
Dzień 11: 8.09.2019 Przejazd przez Vancouver Island z Victorii do Pacific Rim NP Obudziliśmy się około 7, zjedliśmy śniadanie, wymeldowaliśmy się i czas było ruszać dalej. Dziś w planach był przejazd przez wyspę do Parku Narodowego Pacific Rim. Po drodze planowaliśmy kilka przystanków na lokalne atrakcje, ale trzeba było przyznać, że powoli mieliśmy już dość atrakcji. Przychodzi taki moment, u nas zwykle po 10-14 dniach na wakacjach (które zawsze są bardzo intensywne), że człowiek nie ma ochoty już się zachwycać kolejnymi pięknymi miejscami, najchętniej poczytałby książkę albo po prostu wrócił do pracy. W dobie koronawirusa, gdy wszyscy siedzimy w domu i możemy tylko marzyć o wyjeździe brzmi to jak bluźnierstwo... No ale w takim byliśmy stanie Najpierw podjechaliśmy do dwóch miejsc jeszcze w Victorii. Pierwsze to Beacon Hill Park. Po co tam pojechaliśmy? Ano na mapie zauważyliśmy, że w tym parku znajduje się najwyższy na świecie totem. Skoro jesteśmy tak blisko, to musimy go zobaczyć Załącznik: IMG188.jpg [ 138.44 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Nie powalił nas na kolana Dalej pojechaliśmy zobaczyć opisywany w przewodniku zamek Craigdarroch. Wybudowany pod koniec XIX wieku przez rodzinę potentatów węglowych, o czym głosi ta urocza tabliczka: Załącznik: IMG189.JPG [ 630.75 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Na Europejczykach taki zamek nie może zrobić wrażenia. Załącznik: IMG190.JPG [ 947 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Skoro Victoria nie miała nam już nic więcej do zaoferowania postanowiliśmy jechać dalej. Do Ucluelet, gdzie mieliśmy kolejne 2 noclegi czekało nas ponad 4h jazdy. Pierwszym przystankiem był punkt widokowy w okolicach Cobble Hill. Załącznik: IMG191.jpg [ 349.56 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Niedługo potem uznaliśmy że zgłodnieliśmy i trzeba coś zjeść, a także zrobić zakupy na kolejne dni. Akurat natknęliśmy się na centrum handlowe, do złudzenia przypominające te w Surrey, w Anglii. Załącznik: IMG192.jpg [ 444.32 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Zjedliśmy w Subway’u, a ponieważ tym razem mieliśmy mieć pokój z aneksem kuchennym kupiliśmy mięso, sos i makaron... Tak, na kolację będzie spaghetti! Po drodze jest trochę miejsc, które pierwotnie mieliśmy zobaczyć, ale jak już pisałam – czujemy się trochę wypaleni ^^ Stajemy dopiero w MacMillan Provincial Park zobaczyć bardzo stary las o nazwie Cathedral Grove. Załącznik: IMG193.JPG [ 866.9 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Info praktyczne – parking jest przepełniony, trzeba stawać wzdłuż drogi i to kawałek drogi od ścieżki. Ale i parking i zwiedzanie darmowe. Ścieżka jest dość krótka, na może 15-sto minutowy spacer (po obu stronach ulicy), i dość zatłoczona. Nie wiem, czy to przez wczorajszą wizytę na szlaku Juan de Fuca, gdzie wszystko wyglądało podobnie, tylko było znacznie mniej ludzi i większy teren, ale Cathedral Grove nie powaliło nas na kolana. Załącznik: IMG194.JPG [ 427.3 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG195.JPG [ 932.99 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Trzeba jednak przyznać, że tutejsze drzewa (w większości są to daglezje zielone) są naprawdę ogromne: Załącznik: IMG196.JPG [ 255.84 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG197.JPG [ 807.83 KiB | Obejrzany 14892 razy ] 20 minut i jesteśmy z powrotem w samochodzie, jedziemy dalej. Po drodze napotykamy na roboty drogowe, w pewnym miejscu nad Kennedy Lake stoimy około 25-ciu minut, ruch odbywa się wahadłowo. W końcu około 16 docieramy na miejsce, do Ucluelet! Mieszkamy tu w West Coast Motel on the Harbor, który mogę polecić. Mamy do dyspozycji apartament – salon z aneksem kuchennym plus sypialnia, 150CAD za noc. Pierwsze co robimy po przyjeździe to próbujemy zapisać się na jutro na jakiś rejs – organizowane są dwa rodzaje: obserwacja wielorybów lub dzikich zwierząt (głównie niedźwiedzi) na nabrzeżu. Po drodze zgarnęliśmy kilka ulotek z punktu informacji turystycznej, w motelu też jest kilka ofert. Wybieramy najbardziej nas interesującą – niewielką lokalną firmę o nazwie Beachcombers (https://wildedgewhales.com/). Zapisy przez telefon lub bezpośrednio na łodzi. Ponieważ mieszkamy tuż przy przystani idziemy poszukać interesującej nas łodzi, niestety właściciel już poszedł do domu. W takim razie idziemy do recepcji motelu spytać, czy możemy zadzwonić z telefonu hotelowego – nie ma problemu, połączenia lokalne są darmowe Posileni uznajemy, że trzeba jeszcze coś dziś pozwiedzać, nie ma że boli. No dobra. Mój mąż już naprawdę miał dość, ale ja jak mam plan to muszę się go trzymać, więc obietnicą zakupienia whisky w drodze powrotnej przekonałam go do wyjścia. Już najbliższe okolice naszego motelu są bardzo malownicze: Załącznik: IMG198.jpg [ 256.22 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG199.jpg [ 215.09 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Dla mnie coś pomiędzy Chorwacją a Norwegią. W planie na dzisiejszy wieczór mieliśmy przejście około 2.5km Wild Pacific Trail. Jest to nadmorski szlak składający się z kilku odcinków, wszystkie w okolicach Ucluelet. Widoki są przepiękne, a szlak dostępny właściwie dla wszystkich (dobrze przygotowany, jak na którymś etapie są schody, to można to wózkiem objechać dookoła, co chwila ławki zachęcające do odpoczynku). Oto mapka: Załącznik: IMG200.JPG [ 537.94 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Do szlaku doszliśmy pieszo z naszego motelu spotykając przed jednym z domów taką nietypową „ozdobę”: Załącznik: IMG201.JPG [ 890.17 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Po drugiej stronie półwyspu, na którym znajduje się Ucluelet, czyli nad oceanem pojawiła się mgła. Wrażenie było niesamowite, przepiękne widoki, choć trochę straszne (nie zapominajmy o wszechobecnych ostrzeżeniach o misiach). Załącznik: IMG202.JPG [ 658.17 KiB | Obejrzany 14892 razy ] A tak było już na szlaku: Załącznik: IMG203.JPG [ 788.17 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG204.JPG [ 920.84 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG205.JPG [ 968.79 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Prawda, że tajemniczo i pięknie? Dodatkowo spotkaliśmy może 5 osób przez 1.5h. Mgła była taka, że w ogóle nie było widać oceanu, niesamowite: Załącznik: IMG206.JPG [ 724.78 KiB | Obejrzany 14892 razy ] W końcu mgła zaczęła się przerzedzać: Załącznik: IMG207.JPG [ 679.67 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG208.jpg [ 192.33 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Dzięki czemu mogliśmy zobaczyć przepiękne wybrzeże: Załącznik: IMG209.JPG [ 638.59 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Na tym zdjęciu dobrze widać cofającą się mgłę: Załącznik: IMG210.JPG [ 522.36 KiB | Obejrzany 14892 razy ] I na koniec niesamowity zachód słońca: Załącznik: IMG211.JPG [ 599.88 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG2.JPG [ 652.02 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Załącznik: IMG212.JPG [ 534.26 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Muszę przyznać, że spacer ten podziałał na nas naprawdę ożywczo. Był tak piękny, był takim zaskoczeniem, że od razu nabraliśmy energii na dalsze zwiedzanie. Tak, warto było się tu tłuc, dosłownie na drugi koniec świata! Gdybyśmy zaczynali spacer z drugiej strony (od strony bliższej Tofino) to moglibyśmy skorzystać z kijka Załącznik: IMG213.JPG [ 747.21 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Oj, byliśmy bardzo usatysfakcjonowani. Mąż nawet zapomniał o obiecanym whisky (ale nie jestem wredna, przypomniałam mu;). A tak wygląda tablica informująca o wjeździe do Ucluelet: Załącznik: IMG214.JPG [ 528.43 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Na zakończenie przez 15 minut obserwowaliśmy na placu budowy przy naszym motelu tego czaplopodobnego ptaka: Załącznik: IMG215.JPG [ 752.69 KiB | Obejrzany 14892 razy ] Jeszcze tylko ostatni rzut oka na marinę Załącznik: IMG216.JPG [ 527.87 KiB | Obejrzany 14892 razy ] I można uznać ten spacer za baaaaaardzo udany | |
| Autor: | jerzy5 [ 23 Mar 2020 03:06 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
piękna relacja, oby mi było dane to zrobić | |
| Autor: | kasiak80 [ 24 Mar 2020 21:58 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
W tych ciężkich czasach miło się czyta o miejscach w których się było prawie tym samym czasie. Super!! | |
| Autor: | zuzanna_89 [ 25 Mar 2020 12:50 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
@kasiak80 Dzięki, mi też się mile pisze i wspomina Dzień 12: 9.09.2019 Pacific Rim National Park Dziś w planach mieliśmy spacery po Pacific Rim NP, lunch (reszta spaghetti z wczoraj), a o 14 trzygodzinny rejs w poszukiwaniu wielorybów. Zapowiadało się ekscytująco W parku narodowym Pacific Rim jest sporo krótkich (kilkukilometrowych) tras, większość z nich wiedzie przez las deszczowy, część nad oceanem lub nawet po plaży. Najpierw ruszyliśmy samochodem do najdalszej od Ucluelet, Schooner Trail. A tu zonk, bo ścieżka jest uszkodzona i zamknięta do odwołania. Nic to, parkujemy kawałek dalej zobaczyć słynną Long Beach, mekkę surferów. Zdecydowanie nie zrobiła na nas wrażenia, może przez ponurą aurę i brak surferów. Jedziemy dalej, do Combers Beach. Załącznik: IMG217.JPG [ 868.99 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Jak człowiek zobaczy takie ostrzeżenia to jest gotowy na prawdziwą przygodę! Tymczasem szlak początkowo prowadził przez las: Załącznik: IMG218.JPG [ 911.46 KiB | Obejrzany 14755 razy ] A po około 300m kończył się na plaży (widać, że drzewa z pierwszego rzędu są bardzo zniszczone przez sól morską): Załącznik: IMG219.JPG [ 964.35 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Sama plaża była o taka: Załącznik: IMG220.JPG [ 613.38 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Nie no, niestety czuliśmy się jak u Gombrowicza – nie zachwyciła nas ta Long Beach i tyle. Czas jechać dalej, przed nami Rainforest Trail: Załącznik: IMG221.JPG [ 757.5 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Jak widać, trasy są dwie, po dwóch stronach drogi. My zdecydowaliśmy się na trasę A. Ścieżka jest dobrze przygotowana, idzie się cały czas po drewnianej kładce. Załącznik: IMG224.JPG [ 992.13 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Załącznik: IMG222.JPG [ 510.12 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Co jakiś czas są schody: Załącznik: IMG223.JPG [ 448.87 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Jest też sporo tablic informacyjnych i, podobnie jak w kanionie Maligne, są bardzo dobrze umiejscowione. Zaraz obok informacji, że martwe drzewa stanowią pożywienie dla roślin i zwierząt widzimy zwalony pień, na którym rosną dziesiątki drzewek. Załącznik: IMG225.JPG [ 621.48 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Załącznik: IMG226.JPG [ 954.11 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Spoko trasa, tyle że bardzo podobna i do szlaku Juan de Fuca i do Cathedral Grove, więc nie zrobiła już na nas wrażenia. Wracając na parking zauważyliśmy, że las wzdłuż drogi jest przerzedzony, coś tam będą budować – może drogę rowerową? Język miejscowych Indian jest naprawdę... nietypowy: Załącznik: IMG227.JPG [ 971.42 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Początkowo myślałam, że przejdziemy jeszcze jeden podobny szlak, ale mieliśmy już dość. Może niesłusznie, ale dotychczas szlaki były do siebie bardzo podobne i uznaliśmy, że czas wracać do motelu na lunch i chwilę odpocząć przed rejsem. Tak jak już pisałam, płynęliśmy z Beachcombers o 14 z mariny w Ucluelet. Zgłosiliśmy się na łódź około 13:30 odbyć szkolenie z bezpieczeństwa na łodzi. Było nas w sumie ośmioro pasażerów, więc całkiem kameralnie. Każdy dostał kamizelkę ratunkową, podpisaliśmy co trzeba i można było ruszać. Pogoda na szczęście zrobiła się ładna, chociaż mgła czaiła się gdzieś w oddali. Załącznik: IMG228.JPG [ 657.18 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Plan był taki: najpierw płyniemy zobaczyć lwy morskie w okolicy Ucluelet, potem na płyniemy jakieś 25km od brzegu w okolice Broken Group Islands, gdzie często można zobaczyć wieloryby. Następnie podpłyniemy zobaczyć kolonię fok. Później będziemy powoli wracać wypatrując niedźwiedzi na plaży. Niestety, aby zobaczyć wieloryby trzeba płynąć dość daleko od stałego lądu, podczas gdy niedźwiedzie można zobaczyć na plażach. Nie ma co, logiczne To jak blisko nas „stacjonuje” wielka kolonia lwów morskich nas zaskoczyło. Były bardzo fotogeniczne! Załącznik: IMG229.JPG [ 803.03 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Załącznik: IMG230.JPG [ 726.26 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Załącznik: IMG231.JPG [ 738.58 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Kurczę, 5 minut od wypłynięcia a my już podekscytowani i bardzo zadowoleni. Szybko jednak zadowolenie nam przeszło, bo zaczęła nas otaczać coraz gęstsza mgła. Po wypłynięciu na pełne morze przestaliśmy cokolwiek widzieć poza łódką. Muszę przyznać, że było to przerażające. Owszem, wiem, że w dzisiejszych czasach mgła nie przeszkadza w nawigacji, ale nie byłam pewna jaki sprzęt ma nasz kapitan. Dodatkowo zaczęłam myśleć o tym co by było jakby wieloryb zechciał wyskoczyć będąc akurat pod naszą łódką. Ok, mieliśmy kamizelki ratunkowe, ale w tej mgle naprawdę ciężko było określić gdzie miałabym płynąć, a woda była lodowata. Na szczęście z mgła zaczęła się przerzedzać, zaczęły wyłaniać się z niej jakieś skaliste wysepki i w końcu zostawiliśmy ją za sobą. Na tym zdjęciu dobrze widać pas mgły: Załącznik: IMG232.JPG [ 610.74 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Niesamowite zjawisko, ale widać występuje tu dość często (wczoraj też była przecież mgła). Dopłynęliśmy już w miejsce, gdzie często widuje się wieloryby i nasz kapitan zaczął odzywać się do innych łódek pytając czy ktoś coś widział. Okazało się, że owszem! Ruszamy w tamtą stronę. Stajemy i kapitan mówi nam, gdzie powinniśmy wypatrywać. I po chwili widzimy ogon! Załącznik: IMG233.JPG [ 618.34 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Wow, to jest niesamowite! Płyniemy dalej goniąc wieloryby, są podobno dwa. Załącznik: IMG244.JPG [ 622.56 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Faktycznie, są dwa! W oddali widać też inną łódkę z której turyści przypatrują się tym samym wielorybom, na szczęście nie jest tłoczno. Załącznik: IMG234.JPG [ 594.17 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Po chwili załapujemy rytm wydarzeń: najpierw tryśnięcie, potem wyłania się grzbiet, a po chwili wieloryb nurkuje, a my widzimy ogon. Przez kilka minut pozostaje pod wodą po czym całość zaczyna się od nowa. Wieloryby, które obserwujemy to humbaki, które charakteryzują się tym, że każdy osobnik ma białe plamy na ogonie w innym kształcie. Takie jakby linie papilarne. Załącznik: IMG235.JPG [ 628.16 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Załącznik: IMG236.JPG [ 597.89 KiB | Obejrzany 14755 razy ] A tak to wygląda bez powiększenia: Załącznik: IMG237.jpg [ 144.13 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Pływamy za wielorybami około pół godziny. Dla mnie to o wiele za krótko, no ale co poradzić. Dodatkowo mam żal do wielorybów o to, że są takie skryte. Na wszystkich ulotkach rejsów (nawet na broszurze informacyjnej) widać humbaki wyskakujące w wody. Załącznik: IMG238.JPG [ 433.65 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Pytam o to naszego kapitana. Mówi, że niestety, takie skoki są bardzo kosztowne energetycznie, a jesienią humbaki wolą nie marnować energii, tylko gromadzą ją na zimę. Ech... Płyniemy zobaczyć foki. Załącznik: IMG239.JPG [ 744.66 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Słońce świeci prosto w obiektyw i ciężko zrobić dobre zdjęcie. Po chwili ruszamy z powrotem. Płyniemy powoli, ale nie widzimy żadnego niedźwiedzia. Pogoda jest już piękna, nikt o mgle nawet nie pamięta, możemy się więc przypatrzeć Ucluelet od strony wody. Bardzo mi się podoba. Załącznik: IMG240.JPG [ 787.23 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Zgodnie z planem, o 17 kończymy rejs. Nie żałuję wydanych na niego pieniędzy, ale jestem trochę rozczarowana. Wieloryby były daleko, było ich niewiele, nie wyglądały jak na zdjęciach (które są pewnie robione z ogromnym zoomem). Rejs jak dla mnie był trochę za krótki i miałam lekkie odczucie, że kapitan jest bardziej zainteresowany nami (uczestnikami) niż zwierzętami. No ale pływa na tej trasie codziennie, więc ciężko mu się dziwić. Chętnie jeszcze kiedyś wybiorę się na podobny rejs w innym miejscu. Wracamy do naszego motelu, jemy szybką obiadokolację i ruszamy jeszcze na szlak Załącznik: IMG241.JPG [ 676.37 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Nie wiedziałam, że takie zjawiska występują w tej okolicy. Czytałam za to, że zimą ludzie przyjeżdżają na Vancouver Island oglądać ogromne fale. To musi być ciekawe doświadczenie Załącznik: IMG242.JPG [ 744.81 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Z tego spaceru nie mamy wielu zdjęć, bo oświetlenie było bardzo niekorzystne. Ale ta część Wild Pacific Trail jest również bardzo ładna. Załącznik: IMG243.jpg [ 251.98 KiB | Obejrzany 14755 razy ] Powoli trzeba się żegnać z Vancouver Island. Jutro jedziemy do Vancouver, a za 2 kolejne dni wracamy do Europy! | |
| Autor: | zuzanna_89 [ 31 Mar 2020 17:59 ] |
| Temat postu: | Re: Kanadyjski Dziki Zachód |
Dzień 13 10.09.2019 Przejazd przez Vancouver Island do Vancouver Tego dnia chcieliśmy zobaczyć jeszcze ostatni fragment Wild Pacific Trail, a mianowicie okolice Big Beach. Trzeba przyznać, że okolice są ładne – surowe, ale malownicze. Załącznik: IMG245.JPG [ 590.27 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Widząc ten hotel (bo chyba nie jest to blok dla mieszkańców?) pomyślałam, że naprawdę fajnie musi być tu zimą, kiedy jest niewielu turystów, wiatr wyje, fale są ogromne, a Ty siedzisz w ciepłym hotelu i patrzysz przez te wielkie okna W okolicy plaży jest ciekawa makieta informująca o związku między grubością drzewa, a jego wiekiem. Załącznik: IMG246.jpg [ 686.78 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Niby każdy to wie, ale jest tak ładnie wykonane, że przyjemnie się patrzy. Kawałek dalej znajduje się główna atrakcja Big Beach – wrak statku. Załącznik: IMG247.JPG [ 909.54 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Jak widać, tak jak w lesie deszczowym, na żyznych deskach wraku wyrastają drzewa Załącznik: IMG248.jpg [ 819.17 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Ciekawe doświadczenie, a u osób z większą wyobraźnią od razu rodzą się pytania – co tu się stało, dlaczego, kiedy i kto uczestniczył w tym wypadku. Zdarzenie jest dość tajemnicze, jak informuje tablica. Załącznik: IMG249.JPG [ 867.07 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Ciekawe miejsce. Na zakończenie wybraliśmy się jeszcze na mały spacer po Ucluelet, poszukać jakichś pamiątek. Miasteczko jest urocze i pomimo wielu atrakcji turystycznych wciąż jest znacznie mniej popularne niż Tofino (na drugim końcu Pacific Rim) i mieszka w nim sporo miejscowych (równiez rdzennych Amerykanów). Załącznik: IMG250.JPG [ 671.46 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Pamiątki jednak były albo bardzo drogie albo kiczowate, ruszyliśmy więc w drogę. Najpierw 4h jazdy aby oddać samochód na lotnisku w Victorii, a stamtąd na przystań promową i prosto do Vancouver. Tak jak już wcześniej pisałam, nie byliśmy pewni jak to rozegrać i ostatecznie wypożyczyliśmy samochód na lotnisku w Victorii i tam też mieliśmy go oddać. Nie była to idealna opcja, bo z lotniska do terminalu promowego był kawał drogi (jakieś 5km) drogą przy której nie było chodnika, a autobusy jeździły bardzo rzadko. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na taksówkę, za którą zapłaciliśmy 25 CAD. Podróż minęła nam dość szybko, przy czym po drodze zorientowaliśmy się, że motel, w którym spaliśmy w Ucluelet skasował nas 2 razy (podczas dokonywania rezerwacji w lipcu oraz teraz), więc jak tylko złapaliśmy Wi-fi trzeba było zabrać się za pisanie maili. Oczywiście motel odpisał, że to pomyłka, bardzo przepraszają i zaraz oddadzą pieniądze. Spoko, tylko co by było, gdybyśmy się nie zorientowali? To uczy, że trzeba zaznaczać sobie od razu, w którym hotelu już ściągnęli od nas kasę, a w którym płatność ma być podczas pobytu. Taksówka podwiozła nas prosto pod terminal promowy, gdzie w automacie kupiliśmy bilety (20CAD) i myśleliśmy, że zdążymy na prom o 16. Niestety, został odwołany i pozostało nam czekać ponad godzinę na kolejny. W końcu prom przypłynął i mogliśmy wejść na pokład. Załącznik: IMG251.JPG [ 705.27 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Plan był taki, żeby po wejściu na pokład spróbować kupić bilety na autokar jadący bezpośrednio do centrum Vancouver. Nie było problemu – zaraz po tym jak wsiedliśmy usłyszeliśmy ogłoszenie informujące o tym gdzie znajduje się pan kierowca sprzedający bilety. Taka przyjemność kosztuje, bagatela, 30 CAD, ale ponieważ byliśmy już u kresu podróży, a dziś były urodziny mojego męża zdecydowaliśmy się na tę odrobinę luksusu Do autokaru wsiedliśmy już na promie, nie powiem, było to bardzo wygodne. Dojazd do Vancouver zajął około godziny, a z przystanku mieliśmy około 10 minut spacerem do hotelu. Spaliśmy w St Clair Hostel, który zdecydowanie mogę polecić, głównie ze względu na lokalizację w połączeniu z względnie niską ceną. Załącznik: IMG252.jpg [ 371.57 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Na urodzinową kolację wybraliśmy się na ramen do knajpy znajdującej się 2 budynki od naszego hostelu Załącznik: IMG253.jpg [ 76.59 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Jutro mieliśmy cały dzień w Vancouver i chciałam wziąć udział w wycieczce z przewodnikiem (wiecie, taka darmowa z napiwkami na końcu). Mąż był początkowo niechętny, no bo co ma być ciekawego w Vancouver, ale jak przedstawiłam mu alternatywę w postaci pół dnia w outlecie to szybko zmienił zdanie Dzień 14 11.09.2019 Vancouver Widok z naszego okna: Załącznik: IMG254.JPG [ 578.62 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Rano popełniliśmy błąd – wybraliśmy się na śniadanie do Tim Horton’s. Myślałam, że to coś w stylu brytyjskiego Pret a Manger, ale jakość jedzenia niższa niż w McDonald’sie. Nie powiem, było mega tanio, kupiliśmy po dwie kanapki z jajkiem i bekonem, do tego kawa i zapłaciliśmy może 12 dolarów. Co z tego, skoro kanapki były tak okropne, że ledwo po jednej zjedliśmy? Kawa była ok. Na 10 mieliśmy zaklepaną wycieczkę z Tour Guys, których bardzo, bardzo polecam. Mają kilka różnych tras, my zdecydowaliśmy się na najbliższe okolice czyli Granville Street & Gastown. Byliśmy naprawdę ciekawi co też będziemy robić przez te 2h, bo jak na razie Vancouver nie wydawało nam się miastem obfitującym w zabytki. Większość budynków wyglądała jakby powstały w przeciągu ostatnich 20-stu lat, miasto przypominało mi głównie Londyn (okolice Canary Warf czy Battersea), trochę też miało z Nowego Yorku i Hong Kongu. Załącznik: IMG255.JPG [ 676.84 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Na wycieczkę zgłosiło się około 30 osób, na początku się przedstawiamy i mówimy skąd jesteśmy. Sporo Kanadyjczyków ze Wschodu, Amerykanów, do tego Europejczycy z Zachodu (UK, Holandia). Od razu okazuje się, że ta wycieczka to był strzał w 10-tkę. Przewodnikiem był założyciel Tour Guys, Ali, który ma ogromną wiedzę, a do tego talent do opowiadania. Dowiadujemy się wielu ciekawostek o mieście, choćby to, że George Vancouver był tu tylko przez kilka dni i że jeszcze 150 lat temu rósł tu bardzo stary las deszczowy. Żeby pokazać jak wysokie drzewa jeszcze niedawno rosły w tym miejscu wystarczy spojrzeć na drzewa rosnące na dachu tego wieżowca. Załącznik: IMG258.JPG [ 298.47 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Tak, robi wrażenie. Rozwój miasta bardzo przyspieszyła budowa linii kolejowej. Tu widzimy budynek dworca kolejowego: Załącznik: IMG256.JPG [ 600.36 KiB | Obejrzany 14652 razy ] W środku jest on przyozdobiony malunkami przedstawiającymi najpiękniejsze miejsca w Kanadzie. Wśród nich wypatrzyliśmy, a jakże, Morraine Lake: Załącznik: IMG257.jpg [ 329.42 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Dalej idziemy do Gastown, najstarszej dzielnicy miasta. Nasz przewodnik informuje nas, że kiedyś mieszkała tu biedota, teraz hipsterzy. Kręci się tu mnóstwo filmów, bo jest taniej niż w Nowym Yorku, a wygląda podobnie. Dowiadujemy się też, że okolice naszego hostelu jak i samo Gastown jest uważane za miejsca niebezpieczne. Podobno nigdzie w Kanadzie nie umiera z przedawkowania więcej osób niż tu. Faktycznie, jak się przyjrzeć to na ulicach widzimy igły, strzykawki i inne podejrzane przedmioty. Jest sporo bezdomnych. Victory Square, czyli plac zwycięstwa podobno jeszcze kilka lat temu aż roił się od narkomanów i bezdomnych. Dlatego usunięto krzaki, w których spali narkomani, dodano latarnie i wprowadzono częstsze kontrole policji. Efekt jest podobno zadowalający, mi w szczególności podobają się hełmy na latarniach upamiętniające poległych w I Wojnie Światowej. Załącznik: IMG259.JPG [ 859.96 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Ogólnie w Vancouver widać bogactwo i biedę, które przeplatają się ze sobą i wydają się nie przeszkadzać sobie wzajemnie. Ciekawym tego przykładem jest centrum handlowe Woodward’s, które istniało w Vancouver od końca XIX wieku. Nasz przewodnik mówił, że jako dziecko przychodził tu w soboty z rodzicami, było o kultowe miejsce. Jakiś czas temu centrum zdecydowano się rozebrać, pozostał problem co w tu zbudować? Świetna miejscówka, więc deweloperzy chcieli mieszkania, natomiast działacze społeczni ze względu na dużą ilość bezdomnych w okolicy chcieli mieszkania komunalne. I co? Powstało i jedno i drugie i to pod jednym dachem! Dodatkowo trochę sklepów, poradnie leczenia uzależnień, jakaś restauracja. Z dawnego centrum Woodward’s pozostało tylko logo. Załącznik: IMG260.JPG [ 956.52 KiB | Obejrzany 14652 razy ] A w ogóle to wiecie czemu w Vancouver jest aż tylu bezdomnych? Ano dlatego, że to jedyne miasto w Kanadzie, gdzie szybciej umrzesz z głodu niż zamarzniesz Sama mam liberalne poglądy, ale Vancouver nawet dla mnie jest chyba zbyt liberalne. Jako wisienka na torcie taka sytuacja przy wejściu do kanadyjskiego Rossmana: elegancko ubrana kobieta wychodzi ze sklepu. Obdarty bezdomny zaczepia ją z pytaniem o pieniądze. Kobieta otwiera portfel i daje mu 20CAD. Pyta jak się bezdomny miewa po czym ściska mu rękę. Wow. Szczęka mi opadła. O tym, że nie zawsze żyło się tu tak zgodnie przypomina zdjęcie wiszące w nowym kompleksie Woodward’s Załącznik: IMG261.jpg [ 164.16 KiB | Obejrzany 14652 razy ] To scena przedstawiająca zamieszki z 1971, kiedy to policja brutalnie stłumiła protest hippisów chcących zalegalizować marihuanę. Zamieszki były skutkiem rosnących latami napięć między hipisami mieszkających w opustoszałych budynkach w Gastown a rodzinami bogacącej się klasy średniej wprowadzającymi się w te okolice. Widać teraz już doszli do porozumienia Ojcem Gastown jest „Gassy” Jack: Załącznik: IMG272.JPG [ 443.7 KiB | Obejrzany 14652 razy ] A na przeciw pomnika jakby mini wersja Flatiron Building z NYC: Załącznik: IMG273.JPG [ 629.79 KiB | Obejrzany 14652 razy ] To już koniec wycieczki. Była super i gdybyśmy byli w Vancouver jeszcze jeden dzień to na pewno poszłabym na inną organizowaną przez Tour Guys. Aż mi głupio, że ja tak mało wiem o mieście, w którym mieszkam (Gdyni). No ale w tym roku pewnie będzie szansa nadrobić, bo chyba szykują się wakacje w kraju Nasz przewodnik polecił nam kilka knajp, głównie w okolicy Victory Square. Najpierw poszliśmy na lody w kołaczu: Załącznik: IMG274.jpg [ 65.92 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Hipsterska knajpa, więc cena zwaliła mnie z nóg. Ale dobre było. Po powrocie do hostelu trochę odsapnęliśmy po czym ruszyliśmy do Stanley Park. Jak spojrzycie na mapę Vancouver to zobaczycie, że ten park jest naprawdę ogromny. Oczywiście poszliśmy do niego pieszo. Zabudowa okolic Coal Harbor przypomina mi kraje azjatyckie (tylko ludzi mało). Załącznik: IMG275.JPG [ 766.9 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Po drodze widzieliśmy też SPA Ivanki Trump. Zakładam, że to dla tej bogatszej części mieszkańców: Załącznik: IMG283.jpg [ 107.91 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Patrząc na Stanley Park od strony miasta można zapomnieć, że jesteśmy w trzecim największym mieście Kanady. Załącznik: IMG276.JPG [ 412.22 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Wystarczy jednak się odwrócić, aby sobie o tym przymnieć Załącznik: IMG277.JPG [ 581.35 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Zaraz za mariną dla jachtów, koło Canada Place, znajduje się terminal hydroplanów. Dzięki temu co i rusz widać lądujące słodziaki! Załącznik: IMG278.JPG [ 508.95 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Załącznik: IMG279.JPG [ 615.48 KiB | Obejrzany 14652 razy ] A tu „lotnisko”: Załącznik: IMG280.JPG [ 447.92 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Akurat w dal odpływała też większa jednostka, z tego co widzę Holland America Line. Nie wiem dokąd płynęła, ale widziałam sporo opcji rejsów na Alaskę z Vancouver. Załącznik: IMG281.JPG [ 439.02 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Uwielbiam przyrodę, w tym parki i Stanley Park mnie nie zawiódł. Po pierwsze, było w nim mnóstwo ładnych zakamarków: Załącznik: IMG282.jpg [ 360.11 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Lokalna fauna dopisywała: Załącznik: IMG284.JPG [ 725.93 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Załącznik: IMG285.JPG [ 718.51 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Na tym ostatnim zdjęciu, jak ktoś nie widzi, jest foka Były też akcenty historyczno-kulturalne: Załącznik: IMG286.jpg [ 857.26 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Prócz tego piękne widoki i stosunkowo mało ludzi. Świetne miejsce. Z parku wracaliśmy nabrzeżem, które też było ciekawe ze względu na faunę: Załącznik: IMG287.JPG [ 696.73 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Prócz tego, było po prostu ładnie, widać, że już powoli zbliża się jesień. Załącznik: IMG288.JPG [ 539.5 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Załącznik: IMG289.JPG [ 564.46 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Ta łódka miała ciekawą nazwę Załącznik: IMG290.jpg [ 371.61 KiB | Obejrzany 14652 razy ] A na koniec pikselowa orka: Załącznik: IMG291.JPG [ 403.75 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Uff, teraz już tylko na późną obiadokolację, a potem do pubu na pożegnalnego drinka. Co ciekawe, drinki były zupełnie inne niż u nas, ja piłam Moscow Mule, całkiem niezłe. Dzień 15 13.09.2019 Powrót do Europy Tak, to już koniec naszej wycieczki. Wylot do Londynu mieliśmy o 14, a na lotnisko można wygodnie dojechać pociągiem, więc rano poszliśmy jeszcze na spacer. Najpierw śniadanie w polecanej przez wczorajszego przewodnika piekarni Purebread przy Victory Square. Wyszło z 2x drożej niż w Tim Hortons, ale o wieeele smaczniej! Potem poszliśmy na spacer do Chinatown, bo tam jeszcze nie byliśmy, a według przewodnika znajduje się tam najwęższy budynek na świecie. Nie wiem, czy ze względu na wczesną godzinę, czy taki dzień - ilość bezdomnych nas poraziła. Większość zachowywała się jak wariaci (nie wiem, czy po prostu nienormalni, czy narkomani na głodzie) – jeden biegł z rowerem, po czym cisnął go na środek chodnika i uciekł, inna kobieta miała w garści ogromną szczotkę i szorowała z zewnątrz śmietnik, kilku się przepychało... Zrobiliśmy zdjęcie najwęższego budynku i uciekliśmy gdzie pieprz rośnie. Załącznik: IMG293.jpg [ 392.77 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Ta część z przodu z napisem 1913 to właśnie najwęższy budynek. I standardowa w Chinatown brama: Załącznik: IMG292.JPG [ 690.3 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Na koniec jeszcze, z innej beczki, Salvador Dali: Załącznik: IMG294.JPG [ 379.02 KiB | Obejrzany 14652 razy ] O 11:30 odebraliśmy nasze bagaże i podreptaliśmy na stację. Na lotnisku bez przygód, lot spokojny i szybko minął, 8h i już byliśmy w Londynie Załącznik: IMG295.jpg [ 283.48 KiB | Obejrzany 14652 razy ] Dziękuję wszystkim, którzy to czytali, klikali, że lubią i komentowali | |
| Strona 2 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |