| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze transatlantykiem-do-buenos-aires-plus-cos-jeszcze,219,146511 | Strona 4 z 7 |
| Autor: | tropikey [ 25 Lis 2019 21:43 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
No jak to, oczywiście, że będzie - występ @greg2014 w finale oceanicznego Voice'a A tak na serio, brałeś kiedyś aktywny udział w tego typu atrakcjach na pokładzie? Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka | |
| Autor: | greg2014 [ 25 Lis 2019 22:56 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
@brzemia - tak, jutro jest planowana impreza równikowa. Ma być Neptun ze świtą, chrzest morski, okolicznościowy bufet i pewnie coś tam jeszcze. Wrzucę parę fotek i krótki komentarz. @tropikey - poza udziałem w jakichś quizach, głównie kibicuję. Zabawa często jest przy tym przednia. Akurat mam trochę samokrytyki i wiem, że śpiewać nie każdy może:-) Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka | |
| Autor: | greg2014 [ 26 Lis 2019 17:58 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Degustacja win przebiegła w miłej atmosferze i towarzystwie Jak wspominałem, zgodnie z programem dnia, wieczorem w teatrze odbył się finał statkowego „Voice of the Sea”. W ramach wieczorów karaoke, wyłoniono tylko 7-u finalistów, co może wskazywać, że jury nie chciało iść „na ilość”. Reprezentacja była mocno międzynarodowa – można było posłuchać pasażerów z Argentyny, Włoch, Szkocji, Francji i Hiszpanii: Głosowała jak zwykle widownia: 10 sekund i wszystko było jasne. 49% głosów zdobył Argentyńczyk z Buenos Aires: Stawiałem na kogoś innego ale miło było posłuchać Późnym wieczorem na pokładzie basenowym zaliczyliśmy jeszcze „La Notte Bianca” czyli jedną z tradycyjnych imprez na statkach Costy: W sąsiedztwie imprezy, statkowi kucharze (a jednocześnie artyści/rzeźbiarze) zaprezentowali swoje umiejętności rzeźbienia w lodzie. Zaczęło się tradycyjnie od klocków lodu: Kucharze sprawnie zabrali się do roboty: A to wynik końcowy: Zresztą małe arcydzieła z lodu, owoców i warzyw można oglądać codziennie w bufecie – stanowią one element jedynej w swoim rodzaju dekoracji. Tak na marginesie, w czasie nocnej imprezy przekroczyliśmy równik ale żeby nie było za dużo na jeden raz, obchody z tej okazji przełożono na następny dzień. Będzie to zarazem ostatni z dni na morzu podczas przejścia przez Atlantyk. O tym napiszę trochę później. | |
| Autor: | greg2014 [ 26 Lis 2019 21:50 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Jeszcze przed przybyciem Neptuna, miałem okazję zaliczyć krótką statusową wycieczkę po kuchni Costa Pacifica (jednej z czterech – ale największej). Obsługuje ona dwie restauracje główne, w których serwowana jest większość posiłków. Pozostałe kuchnie obsługują bufet dla pasażerów, bufet dla załogi oraz restaurację klubową. Wycieczka odbyła się w niewielkim gronie a oprowadzał nas Marcin (członek załogi - Polak, o którym wspominałem wcześniej). Zanim przekroczyliśmy jednak kuchenne drzwi, konieczne było założenie właściwych mundurków organizacyjnych: …po czym wkroczyliśmy do królestwa 150 kucharzy: W różnych sekcjach kuchni trwały przygotowania dań zarówno do lunchu jak również kończącego się już śniadania: Sekcja deserów była wyczuwalna z daleka po ilości cukru w powietrzu: Przy okazji można było zobaczyć ekspozycję jak powinny wyglądać najbardziej popularne dania śniadaniowe – chyba po to, żeby nikomu nie przyszło do głowy przygotować ich inaczej Ponieważ miałem okazję już widzieć statkową kuchnię (również na Costa Pacifica), tradycyjnie zainteresowałem się tablicami ogłoszeń. Liczne ilustracje zawierały instrukcje dla kucharzy i kelnerów – m.in. jak powinien być ubrany kucharz, jak przygotować stół do konkretnego posiłku, jak nieść a jak nie nieść tacy czy podawać dań… Ten stolik (już w restauracji) wygląda na przygotowany zgodnie z instrukcją Tymczasem tuż przed południem z okazji przekroczenia równika, na statek zawitał Jego Wysokość Neptun ze swoją świtą: Po wygłoszeniu okolicznościowych formułek, odbył się symboliczny chrzest neofitów – oczywiście wodą prosto z oceanu: … co udokumentowano odpowiednimi certyfikatami: Tym razem obyło się bez taplania neofitów w różnego rodzaju dziwnych substancjach oraz obowiązkowej kąpieli w basenie, który później wymagałby porządnego szorowania (a tak również czasami bywało). Tymczasem minęliśmy pas należących już do Brazylii wysp. Nasza przeprawa przez Atlantyk nieuchronnie dobiega końca | |
| Autor: | greg2014 [ 27 Lis 2019 13:39 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Ląd na horyzoncie:-) Pomijając wcześniejsze wyspy dotarliśmy w końcu do kontynentu. Gorąco jak w piekle. Cumujemy w porcie przemysłowym, skąd portowe autobusy zabiorą nas do terminala pasażerskiego. Ukraińska karta SIM działa więc na lądzie też będę miał Internet, możliwość korzystania z ubera i większe poczucie komfortu. Póki co jest dobrze:-) Załącznik: 20191127_071741.jpg [ 63.67 KiB | Obejrzany 4507 razy ] Załącznik: 20191127_075250.jpg [ 110.65 KiB | Obejrzany 4507 razy ] Załącznik: 20191127_082913(0).jpg [ 114.07 KiB | Obejrzany 4507 razy ] Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka | |
| Autor: | greg2014 [ 28 Lis 2019 02:58 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Recife to jedno z większych miast Brazylii i jednocześnie stolica stanu Pernambuco. Już zbliżając się do portu widać las ciągnących się po horyzont wieżowców: Tak jak wspominałem wcześniej, statek zacumował w przemysłowej części portu, skąd pasażerowie są dowożeni autobusem portowym do terminala pasażerskiego. W tym ostatnim czekało na nas miłe powitanie orkiestry dętej: Kolega-muzyk ocenił ją wysoko. Rzeczywiście miło było posłuchać Samo Recife to jedna z kolejnych tzw. „wenecji” – tym razem „brazylijska wenecja”. Określenie bierze się stąd, że miasto leży na kilku wyspach połączonych sporą ilością mostów. Zresztą sam terminal pasażerski również jest zlokalizowany na jednej z takich wysp. Kilkaset metrów od terminala zaczyna się najstarsza część miasta, w której wytyczono „Marco Zero” – punkt uważany za historyczny początek miasta. Dzisiaj zlokalizowany jest w nim napis „Recife”: Miejsce uzupełnia masa knajpek, a w oddali park powstały z okazji 500-lecia Recife z charakterystyczną rzeźbą Francisco Brennanda: Zainteresowani mogą tam popłynąć regularnie kursującą łódką. Zresztą okoliczne kamieniczki również wprowadzają w klimat epoki: …szczególnie jeśli dodać, że zwiedzanie zaliczaliśmy w temperaturze dobrze powyżej 30 stopni przy wilgotności na poziomie 80%... Warto – chociaż wcale nie oznacza, że jest to łatwe – przejść nieco dalej na Plac Republiki, przy którym zlokalizowanych jest kilka miejskich reprezentacyjnych budynków, w tym m.in. Saint Isabel Theater: …dawny pałac gubernatorów: …czy w końcu budynek sądu: W sąsiedztwie tego ostatniego, na uwagę zasługuje kilkusetletni baobab: Eksplorując starówkę, nie sposób pominąć położonego w sąsiedztwie dawnego klasztoru św. Franciszka (bilet: 4 reale) ze słynną złotą kapliczką mogącą konkurować tylko z tym co można zobaczyć w kościołach Salvador de Bahia (jeszcze przed nami): Zresztą zakrystia oraz przylegające pomieszczenia również są warte odwiedzin: …podobnie jak dawne klasztorne krużganki: Idąc dalej trudno nie zauważyć licznych kamienic z czasów kolonialnych. Fasady niektórych z nich niestety są w opłakanym stanie: Przy okazji – rzut oka na uliczne stoisko z kokosami po jednym realu za sztukę: Idąc dalej, odwiedziliśmy plac Patio do Livramento wraz z położoną przy nim niewielką świątynią: Podobnie jak inne kościoły w Ameryce Południowej, jej nieodłączną częścią jest cmentarz połączony z kolumbarium, w którym chowano księży oraz osoby z jakichś powodów uznane za zasłużone dla danego miejsca: Również tutaj zakrystia robi wrażenie: Kolejnym kościołem na naszej trasie był kościół pod wezwaniem św. Piotra: …oraz Basilica do Carmo: …z obowiązkowym kolumbarium: Starówka Recife ma jeszcze kilka innych twarzy. Kościołów jest tutaj od zatrzęsienia. Do tego wąskie uliczki, w których handluje się wszystkim co możliwe (duże wrażenie robią stoiska z mięsem – w tym upale przyprawiłyby z pewnością o zawał pracowników polskiego Sanepidu). Jakby było mało – liczne knajpki, jakieś rozstawiane i demontowane mikrosceny, sklepiki, uliczni handlarze, sprzedawcy kokosów, wody, słodyczy i nie wiadomo czego jeszcze. Przemieszczający się wózkami albo obnoszący swój towar z miejsca na miejsce. Do tego niestety należy dodać również smutne obrazki – bezdomnych, śmieci oraz ewidentne oznaki biedy i wieloletnich zaniedbań co do stanu infrastruktury. Takie po prostu jest Recife. Spacerek po starówce w nieprawdopodobnym upale zajął nam niespełna 2 godziny. Kiedy uznaliśmy, że nam wystarczy zamówiłem Ubera i wybraliśmy się na zwiedzanie klimatycznej Olindy. A ponieważ muszę uporządkować zdjęcia, napiszę o tym nieco później. | |
| Autor: | greg2014 [ 28 Lis 2019 11:36 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Olinda to jak dla mnie zupełnie inny świat w porównaniu z Recife. Miasteczko położone jest w odległości ok. 10-20 km od Recife (zależy skąd liczyć) w przeszłości odgrywało zdecydowanie większe znaczenie niż samo Recife. Jego kolonialny charakter i specyficzna zabudowa w dużej części zachowała się do dzisiaj. Najłatwiej się tam dostać z Recife lokalnym autobusem. My wybraliśmy Ubera, ze względu na czas (autobus jedzie tam kilkakrotnie dłużej ze względu na masę przystanków po drodze). Zresztą koszt był niewielki – ok. 24 reale po podziale na kilka osób było kwotą niewiele większą niż zapłacilibyśmy za wspomniany autobus. Samą Olindę można było zobaczyć jeszcze ze statku: Na miejscu, zwiedzanie najlepiej rozpocząć od katedry, która położona jest najwyżej. Można stąd powoli schodzić w dół w stronę wybrzeża: Wejście do samej katedry kosztuje 2 reale. Wnętrza specjalnie nie powalają – ascetyzm do kwadratu. Na uwagę zasługuje szczególnie taras widokowy, z którego można podziwiać przepiękną panoramę wybrzeża oraz Recife: Olinda to nie tylko katedra i jej okolice ale również strome, brukowane uliczki, kolorowe domki, kwieciste ogrodzenia, murale, niewielkie powciskane w różne miejsca bary i knajpki. Naprawdę warto się zapuścić w tamtejsze uliczki. Jeśli zwiedzanie zaczyna się od katedry to jest to tym łatwiejsze bo zasadniczo schodzi się w dół: Kościołów w Olindzie (podobnie jak w Recife) nie brakuje. Na uwagę zasługuje szczególnie kilka z nich, w tym klasztor Sao Bento: oraz położona na wzgórzu Igreja do Carmo: Na Olindę warto zarezerwować sobie minimum 2 godziny. My po zaliczeniu rundki, odwiedziliśmy jeszcze jeden z miejscowych barów, w którym nabraliśmy sił i uzupełniliśmy płyny Stąd (również uberem) wybraliśmy się do ostatniego celu naszej wycieczki – na plażę Boa Viadem położną w Recife. | |
| Autor: | greg2014 [ 28 Lis 2019 17:21 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Na koniec kilka fotek z najbardziej leniwej części naszej wycieczki w Recife - plaży Boa Viagem. Jest to specyficzna plaża ze względu na bonus, który może podnieść poziom adrenaliny u każdego – obecność rekinów, przed którymi ostrzegają na każdym kroku odpowiednie tablice: Plaża ciągnie się dosłownie kilometrami, przestrzeń na niej wystarczyłaby, aby pomieścić populację średniego europejskiego kraju i nie ma szans, żeby nie znaleźć jakiegoś miejsca dla siebie. Sama plaża jest o tyle specyficzna, że w odległości do ok. 100 metrów od brzegu zlokalizowany jest pas rafy koralowej. Obszar pomiędzy nią a brzegiem jest w praktyce basenem dla plażowiczów. W czasie odpływu jest to po prostu niegroźny brodzik (poniższe zdjęcia pochodzą z mojego poprzedniego pobytu w Recife): Akurat w czasie naszego pobytu miał miejsce przypływ. Rafa koralowa była całkowicie zalana wodą i niewidoczna: Z tego powodu ostrzeżenia związane z rekinami są szczególnie istotne w okresie przypływu, kiedy mogą one teoretycznie wpłynąć do basenu pomiędzy rafą koralową a brzegiem. Zresztą w czasie naszej obecności niewielu było widać chętnych do morskiej kąpieli. Jak widać ostrzeżenia są skuteczne:-) Na pożegnanie zaliczyłem jeszcze kokosa: …i nienerwowo (tzn. uberem) wróciliśmy na statek. Co ciekawe, plaża była jedynym miejscem, w którym jeden z miejscowych zwrócił mi uwagę, abym nie trzymał telefonu komórkowego w ręku ponieważ ktoś może podjechać na rowerze i mi go wyrwać. Ale tak tutaj jak i w poprzednio opisywanych miejscach czułem się jak najbardziej bezpiecznie. Podsumowując: byłem w Recife drugi raz. Jak dla mnie, pomimo swoich fawelowskich miejscami klimatów (ale gdzie w Brazylii ich nie ma), jest to naprawdę klimatyczne miejsce, w którym jest sporo do zobaczenia – szczególnie jeśli ktoś zdecyduje się na wypad do Olindy. Polecam | |
| Autor: | greg2014 [ 28 Lis 2019 23:41 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Kolejnym punktem na nasze trasie było Maceio - miejscowość typowo plażingowa. To znaczy lepiej skupić się na plażach – jest jeszcze samo (całkiem spore zresztą) miasto ale trzeba się do niego wybierać świadomie, tzn. być przygotowanym, że jego zdecydowana większość jest mało reprezentacyjna i raczej bardzo biedna. To pierwsze widoczki na Maceio jeszcze ze statku: Swoją drogą nie wiem, o co chodzi w brazylijskich miastach z tymi masztami. Są wszechobecne. Widać to szczególnie na reprezentacyjnej Pauliście w Sao Paulo. Na co drugim budynku przy tej ulicy stoi jakiś maszt… Podobnie jak w Recife, tak samo w Maceio pływy oceanu są bardzo zauważalne. W czasie odpływu odsłania się pas rafy koralowej, przy której cumują łodzie wycieczkowe dowożące do niej zwykle wycieczki z lądu: Port Maceio ma charakter przemysłowo-wojenny. Poruszanie się pieszo jest zabronione ale władze portowe zapewniają darmowe autobusy teoretycznie dowożące pasażerów do bramy portowej. Zanim jednak wsiadłem do autobusu, zaliczyłem spotkanie z lokalnym bandem? Costa w Maceio oferowała pasażerom płatny transfer na jedną z najbardziej popularnych plaż w Maceio (Pajucara) za 7 EUR w dwie strony. Co ciekawe, darmowy portowy autobus zamiast do bramy portu zawoził wszystkich również na tę samą plażę. Różnica polegała na tym, że jego przystanek był kilkaset metrów bliżej portu niż tego z Costy. Kolejny dowód, że nie warto brać płatnych transferów ze statku… Sama plaża Pajucara ciągnie się na kilka kilometrów, miejscami ma kilkaset metrów szerokości. Jest na niej masa ludzi ale tak jakby nikogo nie było: Jedną z plażowych atrakcji są niewielkie łódki, którymi za 30 reali od osoby można sobie zafundować krótką wycieczkę na rafę koralową połączoną z kąpielą/nurkowaniem. Flota łódek jest całkiem spora: Co ciekawe, łódki do wody przetaczane są na rolkach w dość widowiskowy sposób: Woda cieplutka, przenośnej i obwoźnej gastronomii od groma i generalnie miła atmosfera – chociaż część plaży była niedostępna z powodu zakwitu jakichś wodorostów. Ale mimo wszystko warto ją zaliczyć – np. w połączeniu z wizytą w jednym z przyplażowych barów | |
| Autor: | greg2014 [ 29 Lis 2019 11:58 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Wracając do Maceio, miasto plażami stoi ale uznałem, że mimo wszystko warto przynajmniej rzucić okiem na centrum miasta. Ponieważ czytałem wcześniej, że obszar pomiędzy portem a centrum pomimo niewielkiej odległości lepiej pokonać jakimś środkiem komunikacji, zamówiłem ubera. Faktycznie obrazki za oknem po drodze potwierdzały przewodnikowe wskazówki: jest to miasto w sporej części zaniedbane i biedne, po którym samodzielne poruszanie się (tej części, którą mijałem) mogłoby być kuszeniem losu. Zresztą z tego co rozmawiałem na statku, już po wczorajszej wizycie w Recife całkiem spora grupa pasażerów wróciła na statek bez wszystkiego z czym z niego zeszli. Listę utraconych rzeczy otwierała tradycyjnie biżuteria, okulary oraz elektronika… Zamówiłem kurs pod dawny pałac gubernatora (obecnie muzeum). Kierowca dowiózł mnie w rewiry, które faktycznie zza okna taksówki wyglądały mało wyjściowo. Trochę zwątpiłem, gdy po przyjeździe na miejsce kierowca kilka razy się upewnił, czy na pewno chcę tutaj wysiąść. Po szybkiej weryfikacji mapy stwierdziłem, że jesteśmy na tyłach pałacu więc potwierdziłem i w ten sposób znalazłem się na ulicy. Pierwsze wrażenia rzeczywiście były takie sobie: Na szczęście małe kilkaset metrów dalej rzeczywistość wyglądała już znacznie lepiej: Trzeba przy tym przyznać, że pałac wyglądał dobrze ale okoliczne kamieniczki (a w zasadzie to co z nich zostało) raczej bardzo kiepsko: Duże wrażenie robi sąsiadujący z pałacem i stanowiący jedną z atrakcji Maceio kościół Igreja Nossa Senhora dos Maritirios: Wędrując po centrum Maceio, w wielu miejscach można zobaczyć zaniedbane i pozostające w stanie mniejszej lub większej ruiny kamieniczki z czasów kolonialnych: Przy tym wszystkim trzeba przyznać, że Maceio to niezwykle żywe miasto. Na ulicach dzieje się bardzo dużo. Różnego rodzaju stragany, uliczne handelki, masa sprzedawców obnośnych i obwoźnych sprzedających dosłownie wszystko: Część centrum (chociaż trudno nazwać ją starówką) funkcjonuje zresztą jako typowy deptak z bardziej eleganckimi sklepami i bankami: W totalnym skwarze jaki lał się z nieba, szczególnie abstrakcyjnie wyglądały choinki oraz różnego rodzaju obrazki/figurki św. Mikołaja kojarzące się nam raczej z zimą: Akurat ta deptakowa część miasta jest dosłownie obstawiona wojskiem i policją i w niej można czuć się zdecydowanie najbezpieczniej. Spore wrażenie robi również katedra w Maceio: Na tle większości budynków, miano reprezentacyjnego trzeba przyznać siedzibie sądu: …czy miejscowemu teatrowi: Ciekawostką były widoczne w wielu miejscach rowerowe kawiarnie: Ich „operatorzy” mieli na stanie w termosach różnego rodzaju gorące napoje. Objeżdżali poszczególne rewiry i w przypadku napotkania klientów, rower był parkowany na wbudowanym stojaku a rowerzysta zamieniał się w baristę Spacerek po Maceio zajął mi nieco ponad godzinę, po której wróciłem na plażę Pajucara. Nie mogę powiedzieć, że centrum Maceio było nieciekawe ale niewątpliwie to nie jest to, z czego to miasto jest znane. Plaże i przepiękne okoliczne laguny (jedną miałem okazję zobaczyć podczas poprzedniego pobytu w mieście) moim zdaniem zdecydowanie pozostaną znakiem firmowym Maceio. Ale być może ja się nie znam… Kolejny punkt na naszej trasie to Salvador de Bahia. | |
| Autor: | greg2014 [ 29 Lis 2019 18:25 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Tymczasem dotarliśmy do Salvador de Bahia - trzeciego co do wielkości miasta Brazylii. Swoją historię zbudowało na niewolnikach przewożonych z Afryki, stąd czasami jest nazywane czarną stolicą Brazylii. Statek zacumował w bliskim sąsiedztwie przepięknej starówki, która ulokowana jest w tzw górnym mieście - ok 70 metrów powyżej poziomu oceanu. Dolne miasto, znacznie młodsze jest też mniej ciekawe. Mniej bezpieczne zresztą również. Komunikację pomiędzy poziomami miasta zapewnia wiekowa (po modernizacji) winda o wdzięcznej nazwie Elevador Lacerda oraz dwie kolejki typu "gubałówka". Poniżej wrzucam kilka pierwszych fotek. Później postaram się uporządkować zdjęcia i napisze coś więcej. Załącznik: 20191129_124546.jpg [ 95.96 KiB | Obejrzany 4324 razy ] Załącznik: 20191129_124538.jpg [ 128.81 KiB | Obejrzany 4324 razy ] Załącznik: 20191129_124744.jpg [ 139.03 KiB | Obejrzany 4324 razy ] Załącznik: 20191129_124758.jpg [ 99.01 KiB | Obejrzany 4324 razy ] | |
| Autor: | greg2014 [ 30 Lis 2019 13:08 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Salvador jest specyficznym miastem. Najstarsza jego część jest zlokalizowana na wysokim klifie i stanowi tzw. „górne miasto”. Widać je z daleka – znakiem rozpoznawczym są choćby wieże licznych kościołów, których w całym mieście jest blisko 400: Terminal pasażerki zlokalizowany jest w dolnym mieście, w niewielkiej odległości od blisko stuletniej windy „Elevator Lacerda”. Przy okazji mały polski motyw – jedną z ulic w bezpośrednim sąsiedztwie terminala to Rua da Polonia: Dolne miasto jest znacznie młodsze niż górne. Również mniej bezpieczne i mniej reprezentacyjne. Z drugiej strony, patrząc po resztkach fasad niektórych budynków, w przeszłości nie brakowało tutaj naprawdę ładnej architektury. Niestety dzisiaj zastąpiły ją w dużej części rudery i ruiny: Jednym z ładniejszych budynków w dolnym mieście jest siedziba izby handlowej: Pomimo tego, że różnica poziomów pomiędzy dolnym a górnym miastem wynosi tylko ok. 70 metrów najlepiej pokonać ją jednym z miejskich środków komunikacji – windą lub kolejką (cena: 0,15 Rs). Niewielki teren pomiędzy obiema częściami miasta cieszy się bardzo złą sławą. Sama winda robi zresztą niezłe wrażenie – tak z dołu jak i z góry: Z górnego tarasu obok windy można rzucić okiem na dolne miasto. Dopiero stąd widać, jak bardzo jest ono zaniedbane i zniszczone: Po wyjściu z windy, już w górnym mieście pierwszym rzucającym się w oczy budynkiem jest Palacio do Rio Branco – aktualnie przesłonięty częściowo olbrzymią sztuczną choinką: Salvador jest uważany za czarną stolicę Brazylii. Wraz z importem niewolników z Afryki, zaimportowane zostały ich zwyczaje i tradycje, których część przetrwała do dzisiaj. Jedną z takich tradycji jest zwyczaj zawiązywania kolorowych wstążek na przegubach rąk a także różnego rodzaju pomnikach, bramach oraz płotach kościołów i w wielu innych miejscach. Można je spotkać dosłownie na każdym kroku: Idąc w kierunku katedry minęliśmy jedno z muzeów zlokalizowanych w dawnym budynku kościelnym: …i stanęliśmy przed katedrą położoną przy głównym placu miasta (Terreiro de Jesus): Podczas mojego poprzedniego pobytu w Salvadorze, katedra była w trakcie generalnego remontu. W związku z tym nie było możliwe jej zwiedzanie. Dzisiaj miałem okazję zobaczyć efekt tych prac. Sam wstęp do katedry (podobnie jak do większości starych kościołów w Salvadorze) jest płatny i kosztuje 5 Rs (ta sama cena obowiązywała również w każdym z pozostałych odwiedzanym przez nas kościele). Wnętrza katedry robią duże wrażenie. Ilość złotych zdobień oraz ich ekstremalnie barokowy charakter sprawiają, że można pogubić się w ilości detali: Widać to szczególnie dobrze na jednym z ołtarzy bocznych: Warto wejść głębiej i zobaczyć m.in. olbrzymią zakrystię: Katedra jest jednym z trzech kościołów położonych przy Terreiro de Jesus. Po przeciwnej jego stronie zlokalizowana jest Igreja da Ordem Terceira de Sao Domingos: Trzecim kościołem w tym miejscu jest Igreja Sao Pedro dos Clerigos. Z kolei nieco w głębi, przy kolejnym placu – kościół św. Franciszka: Kościół św. Franciszka mógłby być spokojnie bohaterem dedykowanego posta w relacji. Zanim napiszę coś na jego temat muszę przesortować do końca zdjęcia, aby wybrać coś co chociaż w minimalnym stopniu odda klimat tego miejsca. | |
| Autor: | greg2014 [ 30 Lis 2019 17:55 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Kościół św. Franciszka z przylegającym dawnym klasztorem jest znany również jako tzw. „złoty kościół”. Bardzo trudno pokazać to na zdjęciach ale blask złotych i złoconych ozdób po wejściu do środka dosłownie powala. Do tego dochodzi ekstremalny barok. Każdy święty ma swoje wykręty a każdy aniołek patrzy na ciebie inaczej. Mówiąc krótko, trudno przestać patrzeć – zdjęcia oddają charakter tego miejsca w niewielkim stopniu: Według różnych źródeł na zdobienie wnętrz kościoła zużyto co najmniej jedną tonę złota (chociaż niektóre mówią o 10-u…). Klimat miejsca podkreślają krużganki z niebieskimi mozaikami obrazującymi wybrane sceny biblijne lub filozoficzne sentencje (np. czas mija bezpowrotnie, pieniądze nie są wartością itd.): W historycznym centrum Salvadoru perełek nie brakuje. Największymi są wąskie miejskie uliczki, liczne zaułki, place i placyki itd. Na każdym kroku masa policji, która paradoksalnie strzeże w tym miejscu nie tyle swoich obywateli tylko turystów przed miejscowymi… Jednym z takich klimatycznych miejsc jest Largo do Pelourinho (Pelourinho, po polsku pręgierz - to nazwa najstarszej części miasta). A to rzut oka na jedną z bocznych uliczek – Rua das Flores: …i położony w pobliżu kościół Igreja do Santissimo Sacramento do Passo: Ulice są okraszone w wielu miejscach różnymi mniej lub bardziej udanymi malunkami, obwieszone pamiątkami dla turystów, których sprzedażą trudnią się setki miejscowych, można spotkać na nich ulicznych grajków, karykaturzystów, pokazy capoeiry i pewnie coś tam jeszcze: Na koniec odwiedziliśmy jeszcze dawny klasztor karmelitów – swojego czasu jeden z największych na świecie. Mocno na nim został odciśnięty znak czasu: Przylegający do kościoła klasztor został zaadaptowany na hotel. Udało nam się wejść na dwa hotelowe dziedzińce i dawne klasztorne krużganki, które w nowym życiu wyglądają zupełnie inaczej – ale nie straciły do końca swojego dawnego charakteru: Na koniec jeszcze kilka zdjęć z tarasu Palacio do Rio Branco na dolne miasto. Na pierwszym planie Mercado Modelo – targ miejski z różnego rodzaju pamiątkami oraz wyrobami lokalnymi, adresowany przede wszystkim do turystów: W głębi widać Fort de Sao Marcelo: ….i pozytywnie odróżniający się z szaroburego otoczenia dolnego miasta budynek kapitanatu portu: Tymczasem powoli trzeba było wracać na statek. Upał zresztą dał nam już nieźle w kość: Pożegnaliśmy portowego pilota: …i płyniemy dalej w kierunku Rio de Janeiro. Kolejny dzień spędzamy na morzu. Dla sporej części pasażerów (około 1000) będzie to zarazem koniec rejsu – w ich miejsce wchodzą Brazylijczycy. | |
| Autor: | greg2014 [ 30 Lis 2019 21:59 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Jeszcze dwa pożegnalne zdjęcia z Salvadoru – tym razem zupełnie inne niż wcześniejsze: To raczej ta mniej turystyczna część miasta. Trzeba przyznać, ze ciągnęła się kilometrami, gdy odpływaliśmy. Wieczorem zaliczyliśmy w restauracji pożegnalną (dla sporej części pasażerów) kolację galową z udziałem kapitana oraz starszych oficerów: Późnym wieczorem, gdyby ktoś jeszcze nadal miał ochotę na jedzenie, przy basenie przygotowano kolejny okolicznościowy bufecik: …a w sąsiedztwie w najlepsze odbywała się jeszcze jedna impreza: Powoli nie mogę patrzeć na jedzenie… | |
| Autor: | greg2014 [ 01 Gru 2019 11:50 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Sporym zaskoczeniem okazała się pogoda. Dzień na morzu – szczególnie w tym rejonie kojarzy się z apogeum plażingu. Tymczasem zrobiło się prawie zimno (ok. 26st), niebo się zachmurzyło i co jakiś czas niemrawo kropił deszcz. Skutecznie przegoniło to większość opalających się z pokładów zewnętrznych i zwiększyło frekwencję na różnego rodzaju atrakcjach przygotowanych w programie dnia. Nie do końca było to jeszcze widać na nietypowym, bo przedpołudniowych show kulinarnym w teatrze „Bravo chef”: W ramach show, szef wszystkich statkowych kucharzy zaprezentował sposób przyrządzania dorsza w sosie pikantnym z kilkoma dodatkami – z przerwami na omówienie win pasujących do tego dania. Spośród widzów, którzy uważnie śledzili to co się dzieje w garnkach i patelniach na scenie i potrafili odpowiedzieć na pytanie, jakiego składnika szef kuchni nie wykorzystał do przygotowania potrawy, wylosowano nagrodę w postaci voucherów do płatnej restauracji (wykorzystano do tego urządzenia do głosowania elektronicznego – te same, co w programie Voice of the Sea). Po prezentacji szefa kuchni można się było poczuć głodnym – tym bardziej, że zapachy szybko rozeszły się po całym teatrze. Głodni nie musieli długo czekać – wkrótce potem otwarto bufet basenowy, który zabezpieczono w porę przed deszczem: W międzyczasie można było się podejrzeć próby do kolejnego ponadnormatywnego show w teatrze: Tym razem, wczesnym popołudniem zaprezentował je w całości zespół animatorów, którzy rozbawili publiczność do łez. Trzeba przyznać, że większość animatorów ma nieprawdopodobne umiejętności aktorskie: Dzisiaj teatr był świadkiem jeszcze jednego show – tym razem duetu tenorów z Brazylii o równie potężnej posturze co głosie. Repertuar mieszany – klasyczny i popularny. Wykonanie na bardzo wysokim poziomie: W międzyczasie toczyło się standardowe życie – lotto, bingo, quizy, występy zespołów na żywo itd. Do tego prezentacje przypominające o zbliżającym się końcu rejsu i wprowadzające zainteresowanych w tajniki zamknięcia statkowego konta, zasad obsługi bagażu w końcowym porcie, dystrybucji paszportów itd. Tymczasem na horyzoncie w oddali majaczy już Rio de Janeiro | |
| Autor: | greg2014 [ 01 Gru 2019 15:04 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
To pierwsze obrazki z panoramy Rio. Pogoda na razie taka sobie. Niebo zachmurzone, lekka mgła, „zaledwie” 24 stopnie . Mam nadzieję, że później się trochę poprawi, chociaż upału być nie musi. W oddali widać Corcovado z majestatycznym pomnikiem Chrystusa. W bezpośrednim sąsiedztwie terminala, Muzeum Jutra (Museu do Amanha) i zmilitaryzowana wysepka. Na wzgórzach nie da się nie zauważyć dzielnic biedy. | |
| Autor: | greg2014 [ 02 Gru 2019 13:10 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Rio de Janeiro. Malownicze i urzekające, jednocześnie pełne kontrastów. Bogate i biedne zarazem. Czyste i brudne. Pełne ludzi a miejscami bezludne. Tanie i drogie. Naturalne ale sztuczne do przesady. Kontrasty są solą tego miasta. Nie trzeba być uważnym obserwatorem, aby się o tym przekonać bardzo szybko po rozpoczęciu eksploracji Rio… Ponieważ miałem okazję już wcześniej być w Rio i zobaczyć jego główne atrakcje – Corcovado, Sugar Loaf czy Copacabane, a także dlatego, że nie chciałem realizować niczego w pośpiechu, opracowałem alternatywny plan zwiedzania miasta, w którym chciałem się skupić na tym, czego nie widziałem albo gdzie chciałem powrócić. Pierwszy na tapetę poszedł sambodrom – miejsce, która zna każdy, kto chociaż raz oglądał barwny karnawał z Rio. Szeroka ulica z trybunami po obu stronach, którą przemieszczają się platformy prezentujące poszczególne szkoły samby. Ulica wybudowana wyłącznie w tym celu i praktycznie nie służąca do niczego istotnego poza tym. W czasie naszej wizyty w Rio, oczywiście karnawału nie było. I sambodrom okazał się właśnie jednym z takich bezludnych miejsc. Betonową budowlą, do tego jeszcze ogrodzoną, wokół której (o niej samej nie wspominając) nie ma żadnego życia. Rozmawiałem wcześniej na ten temat z p.Wojtkiem, który delikatnie odradzał mi wizytę na sambodromie. Miał całkowitą rację. Poniżej zamieszczam dwie reprezentacyjne fotki z tego miejsca: Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z martwego sambodromu jest stosunkowo blisko do katedry katolickiej. Nie da się ukryć, że po względem architektury to wyjątkowo awangardowa budowla o niebanalnej architekturze. Została wybudowana w II połowie XX wieku i przypomina z zewnątrz olbrzymi komin albo wręcz chłodnię kominową. O tym, że jest to kościół przypomina głównie stojąca obok dzwonnica z wielkim krzyżem. Do kościoła prowadzą trzy olbrzymie wejścia, którymi bez problemu możnaby przejechać dużym samochodem ciężarowym: Wnętrze jest równie niebanalne jak bryła z zewnątrz. Szczególne wrażenie robią 4 gigantyczne witraże rozciągające się niemal na całej wysokości obiektu: Z kolei w sklepieniu zaprojektowano świetlik w kształcie krzyża greckiego: Swojego rodzaju zaskoczeniem była szopka bożonarodzeniowa…chyba trochę za wcześnie Poza dyskusją jest fakt, że katedra jest budowlą intrygującą i niebanalną, przy której nie sposób się nie zatrzymać. Będąc w Rio miałem jeszcze okazję odwiedzić jeszcze jeden niebanalny i różniący się od innych kościół. Źródłem jego niebanalności było jednak coś zupełnie bardziej prozaicznego – jest on siedzibą polskiej parafii katolickiej: Gdyby ktoś był zainteresowany, jest on zlokalizowany w okolicach stacji metra Flamengo. W pobliżu katedry i położonej obok stacji metra Cinelandia można zobaczyć jeszcze kilka przykładów architektury, która raczej nie kojarzyła mi się dotąd z Ameryką Południową. Pierwszym jest Teatro Municipal będący siedzibą opery w Rio de Janeiro. Wybudowany na początku XX wieku jest świetną imitacją jednego z paryskich teatrów: W bezpośrednim sąsiedztwie zlokalizowany jest budynek lokalnej administracji rządowej: …a nieco dalej – teatr Riachuelo: Zresztą nazwa stacji metra (Cinelandia) ma ścisły związek z ilością teatrów zlokalizowanych w bezpośredniej jej okolicy. Jako kolejny punkt wycieczki obrałem przejażdżkę starym tramwajem na wzgórze św. Teresy (Santa Teresa Tram). Po uporządkowaniu zdjęć wrzucę więcej informacji na jego temat. | |
| Autor: | greg2014 [ 02 Gru 2019 18:12 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Santa Teresa Tram to ostatni stary tramwaj jaki kursuje w Rio de Janeiro. Nie są to już jednak oryginalne pojazdy lecz wierne repliki wykonane kilka lat temu. Początkowa stacja znajduje się w okolicach stacji metra Cinelandia oraz katedry. Dość trudno ją było znaleźć ale się udało. Bilet w obie strony kosztuje 20 Rs, przy czym co ciekawe można za nie płacić wyłącznie kartą. Kasa nie przyjmuje w ogóle gotówki. Pojazd wygląda jak na starego rupiecia przystało: Po wypadku, który miał miejsce kilka lat temu, w którym zginęło kilka a ciężko rannych zostało kilkadziesiąt osób, obsługa aktualnie nie pozwala na podróż na stojąco na burtach tramwaju – wsiąść do niego może tylko tyle osób, ile jest miejsc siedzących. Trasa aktualnie liczy kilka kilometrów i kończy się na Dois Irmaos, gdzie nie ma pętli. W sprytny sposób oparcia siedzeń są odwracane, tak aby siedzieć przodem do kierunku jazdy, motorniczy przechodzi na drugą stronę pojazdu i można jechać z powrotem. Przystanków po drodze jest sporo, można na dowolnym wysiąść i wsiąść (o ile są wolne miejsca). Trzeba to tylko wcześniej zasygnalizować obsłudze. Sama trasa to slalom-gigant. Ulicą poruszają się wszyscy – oprócz tramwajów miejskie autobusy, samochody, rowerzyści, piesi… Wymijanie się „na styk” stanowi jak to zwykle bywa w tego typu miejscach dodatkową atrakcję: Trasa daje po drodze kilka okazji do podziwiania panoramy miasta. Najładniejsze widoki są po prawej stronie (jadąc do góry), więc dobrze jest zająć sobie miejsce po tej właśnie stronie – szczególnie w pierwszej części trasy, gdzie tramwaj jedzie praktycznie skrajem jezdni: Po przeciwnej stronie co jakiś czas pojawia się Corcovado: …a po drodze można obejrzeć ładniejsze i brzydsze budynki, z których co jakiś czas wyróżniają się prawdziwe „gargamele”: W drodze powrotnej wysiadłem na stacji Largo do Curvelo, gdzie pożegnałem mój pojazd: …i boczną uliczką wybrałem się spacerkiem w kierunku stacji Santa Teresa. Po drodze można było podziwiać widok na panoramę miasta z zasłoniętą przez większość czasu przez chmury Sugar Loaf: Zza chmur co jakiś czas ledwo wyłaniała się kolejka linowa na górę: Jak w wielu innych miejscach Rio, również tutejsze wzgórza są zabudowane fawelami: Zdecydowałem się na zejście na dół na piechotę z dwóch powodów: aby zobaczyć zjawiskowe schody Escadaria Selaron oraz wiadukt przypominający akwedukt, po którym porusza się tramwaj. Same schody robią naprawdę spore wrażenie. Ozdobione tysiącami ceramicznych płytek w różnych kolorach i wzorach tworzą nieprawdopodobną mozaikę: Płytki pochodzą z różnych krajów z całego świata (według tablicy informacyjnej również z Polski). Wiele z nich zawiera różnego rodzaju motywy prezentujące poszczególne miejsca i ich walory. Nie brakuje również płytek z komiksami, reklamujących firmy, produkty, kluby sportowe… To tylko minimalna próbka tego, co można zobaczyć na schodach: Niestety płytek z polskimi motywami nie znalazłem – aczkolwiek mogły być zasłonięte przez kogoś, bo trzeba przyznać, że turystów w tym miejscu nie brakuje. A miejsce rzeczywiście jest bardzo klimatyczne. W pobliżu wejścia na schody od dołu warto rzucić okiem na kamieniczki Lapy (dzielnicy, w której leżą opisywane atrakcje): …oraz wspomniany wcześniej wiadukt-akwedukt z przejeżdżającym tramwajem: Mając jeszcze sporo czasu, wybrałem się na plażę. Z racji łatwości dotarcia oraz odległości wybrałem Copacabanę: Copacabana to miejsce, którego klimat oprócz samej plaży tworzy armia ludzi oraz cała infrastruktura: wynajmujący leżaki, obnośne i obwoźne bary, knajpki z całkiem sporymi bandami grającymi muzykę na żywo, sprzedawcy kokosów, tancerze, śpiewacy, bębniarze, boiska do różnych dyscyplin sportowych, biegacze…oraz masa policji. Aby zamówić drinka raczej nie trzeba zbyt daleko chodzić – z reguły drink sam przychodzi do zainteresowanego Na koniec zrobiłem sobie jeszcze rundkę wokół Muzeum Jutra (Museu do Amanha) zlokalizowanego w okolicach portu. Miałem w planie je odwiedzić, ale czas nie był z gumy. Muzeum musi poczekać na jakąś inną okazję. A ponieważ budynek i jego otoczenie bardzo mi się podoba, zrobiłem im fotkę z jednej i drugiej strony Pogoda przez cały dzień była mocno niepewna – niebo zachmurzone, wiał słabszy lub silniejszy wiaterek a temperatura nie przekraczała 27-28 stopni. Corcovado i Sugar Loaf co chwilę były zasnute chmurami, aczkolwiek z wieczornych rozmów z Polakami, którzy się na nie wybrali okazało się, że udało im się trafić w pogodowe „okienko” i zobaczyć piękną panoramę z obu tych punktów. Po 16-ej spadła do tego jeszcze bardzo konkretna ale krótkotrwała ulewa i trzeba było powoli zacząć zbierać się z powrotem na statek. Na koniec wspomnę, że mam bardzo pozytywne wrażenia z funkcjonowania komunikacji publicznej (tramwaj z/do portu + metro) w Rio. Zapewne większych wrażeń dostarczają autobusy, ale tych nie testowałem. Również do bezpieczeństwa – przynajmniej w tych miejscach, w których byłem nie mam żadnych uwag. Zapewne obecność policji robi swoje. Nie ma to jak prewencja Dziś i jutro cały dzień spędzamy na morzu. Bardzo konkretnie się rozkołysało – do tego stopnia, że dość ciężko chodzić po schodach i korytarzach. Ale chyba nie jest źle – windy jeżdżą, restauracje i bufet funkcjonują w najlepsze a tłumy w nich wskazują, że nikomu bujanie jakoś specjalnie nie przeszkadza | |
| Autor: | greg2014 [ 02 Gru 2019 21:32 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Jeszcze kilka pożegnalnych fotek z Rio. Na początek Muzeum Jutra: …oraz flota wojenna Brazylii. Czyżby mieli na stanie mały lotniskowiec ? Tak to przynajmniej na pierwszy rzut oka wygląda: W szybko zapadającym zmroku, widać Sugar Loaf i położone u jego podnóża lotnisko krajowe (Santos Dumont Airport): Ruch na lotnisku jest spory. Nad statkiem co chwilę przelatywał lądujący samolot. Starty odbywały się w przeciwnym kierunku. Rozświetlona kolorowa wysepka prawie na ścieżce podejścia co ciekawe należy do wojska. Z daleka wyglądała jak miejsce jakiejś konkretnej imprezy…chociaż w sumie jedno nie wyklucza drugiego: I na koniec panorama części miasta by night: | |
| Autor: | greg2014 [ 03 Gru 2019 13:28 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Transatlantykiem do Buenos Aires plus coś jeszcze |
Dzień na morzu minął jak to dzień na morzu. Leniwie do kwadratu. Minęliśmy Santos (wysokość Sao Paulo) i jesteśmy coraz bardziej na południu. W ciągu dnia rozkołysało się niemiłosiernie a pogoda była na tyle nieprzewidywalna, że zasunięto rozsuwane dachy na oboma basenami. W końcu zostały zamknięte nawet baseny bo woda z nich przelewała się na zewnętrz wprowadzając sporo chaosu. Dla spragnionych zostawiono jedno jakuzzi, które ostatecznie zresztą również zamknięto: Wyjście na pokłady zewnętrzne było możliwe – ale tylko na najwyższych poziomach. Aczkolwiek tutaj nie było szans na korzystanie z leżaków, które byłyby zbyt niestabilne. Chętnym do plażingu pozostało korzystanie jedynie z przysłowiowej „gleby”: Zresztą na niższych poziomach – blisko lustra wody, wejście na pokłady zewnętrzne zostało całkowicie zamknięte. Nie wiem, czy dlatego, żeby kogoś nie ochlapało czy też faktycznie było ryzyko zmycia do oceanu…. Ale niespokojne morze na statku nie powinno być niczym nadzwyczajnym. W południe kucharze przygotowali tym razem okolicznościowy bufet na słodko: A wieczorem, w okolicach recepcji rozpoczęła się impreza w rytmach lat 70-ych i 80-ych: Tymczasem nieuchronnie zbliża się koniec rejsu. Korzystając ze statusowego przywileju oddałem wczoraj rzeczy do prania: …które wróciły do mnie dzisiaj. Wyprane, wyprasowane, poskładane i spakowane: W Rio na pokład wsiadło ok. 1600 nowych pasażerów – tylko na trzy dni. W Buenos nastąpi wymiana prawie 100 % gości. Ale nawet teraz widać zmiany w funkcjonowaniu bufetu, który aktualnie działa praktycznie na okrągło: Nie tylko wydłużono godziny dotychczasowych posiłków, ale wprowadzono dodatkowe pozycje: bufet południowoamerykański (godz. 18-19), bufet owocowy (godz. 23-1) oraz bufet nocny (godz. 1-5): Jeszcze jeden dzień na morzu i Buenos Aires… | |
| Strona 4 z 7 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |