Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 28 Paź 2026 18:15 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
LUZON 2025, czyli Filipiny po raz drugi
Spóźniona relacja z ubiegłego roku. Brak czasu, i tak dalej, temat został odłożony nieco na półkę. Jednak pomyślałem, że opis trasy wzbogacony o trochę zdjęć może kogoś zainspiruje.

Na stronie Agnieszki zamieściliśmy nasze zdjęcia (Agnieszki w zdecydowanej przewadze, moje w mniejszości) z wyjazdu Luzon. Byliśmy tam od 10 stycznia do 2 lutego 2025 roku.
Adres strony Agnieszki:
https://www.art-kozien.pl

adres 1 katalogu z cyklu luzońskich zdjęć:
https://www.art-kozien.pl/2025_Baguio.html
oraz z Hongkongu, kilkudniowego przystanku w powrocie z Luzonu:
https://www.art-kozien.pl/2025_HK_Central.html

Pojechaliśmy, jak zawsze we dwójkę, w styczniu, teoretycznie i jak się okazało także w praktyce dobrym klimatycznie czasie. Pogoda przez większość czasu nam dopisywała, choć w górskiej części wyspy zaliczyliśmy także kilka deszczowych dni.
Podobnie jak w poprzednich latach skorzystaliśmy z dobrej oferty Turkish Airlines. Bilet na trasie Kraków – Hongkong kosztował nas 2640 zł. Po kilku dniach spędzonych w HGK kontynuowaliśmy podróż na Luzon liniami Cebu Pacific – bilet (z bagażem) w dwie strony za 615 zł. Lądowaliśmy w Clark.

Nasza trasa: Clark – Baguio – Sagada – Banaue – krótki 2 dniowy trek do Cambula – Banaue – San Juan – Vigan – Alaminos – Clark.

Kurs wymiany w 2025 roku: 1 USD = 58,55 PHP, 1 PLN = 14,25 PHP

Na Luzonie poruszaliśmy się wyłącznie lokalnym transportem. Na dłuższych odcinkach busami i vanami. W bliskim zasięgu jeepneyami i tricyklami. O transporcie na Filipinach, jego rodzajach i kosztach, dość szczegółowo napisałem w relacji z 2023 roku. Od tego czasu niewiele zmieniło się więc aby nie powtarzać się zainteresowanych odsyłam do tamtego tekstu. Podobnie o jedzeniu tam także znajduje się garść informacji: https://www.fly4free.pl/forum/filipiny- ... 215,171918
Niektóre transportowe info zamieszczę przy poszczególnych odcinkach trasy.
Przylecieliśmy z Hongkongu na lotnisko w dawnej amerykańskiej bazie Clark. Amerykanie wycofali się stąd po wybuchu wulkanu Pinatubo w 1991 roku i obecnie pełni rolę pomocniczego dla Manili portu międzynarodowego. Lotnisko nie jest szczególnie duże, ale dzięki temu dość wygodne dla podróżnych. Z lotniska idziemy na niewielki terminal autobusowy, właściwie przystanek – to zaledwie 100 metrów do przejścia. Akurat czeka tam bus do Baguio, naszego pierwszego celu. Pojazd z wyższej półki, bardzo wygodny, ale też jak na Filipiny drogi. Za przejechanie ok. 165 km płacimy po 620 peso (ok. 44 zł). I to jest nasz najwyższy wydatek komunikacyjny na Luzonie. Do celu dojeżdżamy po ok. 4 godzinach.

Baguio…
…to spore, choć pewnie jak na azjatyckie standardy należałoby je uznać za średnie wielkości, uniwersyteckie miasto. Mieszka tutaj prawie 400 tysięcy ludzi.
Miasto nie jest specjalnie urodziwe, co akurat na Filipinach nie zaskakuje. Chaotyczna plątanina ulic, zabudowana głównie niskimi budynkami o prostej architekturze pudełka. Minimum urody maksimum funkcjonalności. Położone jest na wielu wzgórzach, niekiedy całkiem stromych.

Image

Image

Ruch uliczny jest bardzo powolny, a korki powodują, że często pieszy porusza się szybciej od samochodów. Jednak stromizna ulic zachęca do korzystania z taksówek i rzadziej z tricykli, które są bardzo tanie. Korzystaliśmy z obu rodzajów komunikacji płacąc za kilkukilometrowe przejazdy od 90 do 150 peso (7 – 11 zł).

Image

Tylko jeden raz zdecydowaliśmy się na jeepneya, który w tłoku ulicy częściej stał niż jechał. Zapłata to 30 peso (2,1 zł) za niezbyt długi choć czasochłonny dystans.

Image

W Baguio byłiśmy dość krótko, jeden pełny dzień. Początek strawiliśmy na poszukiiwanie kantora wymiany walut, a potem małe zwiedzanie…
Działa tutaj kilka uczelni z pokaźną liczbą słuchaczy. 0dwiedzilismy największą z nich, Saint Louis University, posiadającą nieduże, ale ciekawe muzeum etnograficzne.

Image

Drugim bardzo mocnym punktem dnia była wizyta w BenCab Museum oddalonym od centrum miasta o ok. 6 km. To prywatna fundacja najbardziej znanego filipińskiego malarza Benedicto Reyesa Cabrery. Pięknie położona w górach…

Image

A w muzeum prócz interesujących obrazów artysty…

Image

…obejrzeliśmy także całkiem pokaźną kolekcję etnicznych artefaktów i starych fotografii.

Image

Image

Image


Ostatnio edytowany przez jaszon 05 Lis 2026 10:53, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
      
Offline
#2 PostWysłany: 29 Paź 2026 10:18 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Sagada…
(4 godzinny przejazd busem, ok. 142 km, cena pojedynczego biletu 305 peso, tj. ok 21,4 zł)

Następnego dnia pojechaliśmy do Sagady. W strumieniach deszczu. Lało od południa, aż do wieczora. I zrobiło się zimno. Na szczęście następnego dnia powróciła dobra, słoneczna aura.

Sagada to spora wieś, czy raczej miasteczko, położone centralnie w paśmie Kordylierów filipińskich. Gorską część Luzonu zamieszkują Igoroci. To grupa etniczna składająca się z kilkunastu odrębnych plemion. Bardzo długo żyli odizolowani od reszty świata. Hiszpanie, którzy od XVI wieku rządzili na Filipinach, tutaj swoją władzą nie sięgali. Igoroci żyli po swojemu, uprawiali piękne tarasy ryżowe i chętnie oddawali się plemiennym walkom, których trofeum były ludzkie głowy.
Świat zapukał do nich dopiero na początku XX wieku kiedy Hiszpanów na Filipinach zastąpili Amerykanie. Do Igorotów przybyli najpierw chrześcijańscy misjonarze, a potem amerykańska administracja kolonialna.

Image

Image

Sagada jest pięknie położona wśród niewysokich gór i licznych pół ryżowych.

Image

Image

Przyjemnie jest napić się piwa z takim widokiem!

Image

Szwendając się po okolicy można w lokalnej „dżungli” dokonać takiego odkrycia…

Image

… i poznać innowacyjny sposób utylizacji plastykowych odpadów…

Image

Charakterystyczną cechą kultury Igorotów były obrządki funeralnej. Swoich nieboszczyków umieszczali w trumnach zawieszanych na skalnych ścianach lub gromadzonych w jaskiniach.

Image

Image

Wędrowcy, którzy odwiedzili Tana Toraję w Indonezji, zapewne dostrzega pewne powinowactwo kulturowe, przynajmniej w sferze pogrzebowej. Nie powinno to dziwić, bo oba ludy przynależną do wielkiej rodziny ludów austronezyjskich.
Sporą atrakcją jest wycieczka, jak się okazało całkiem wymagającą, do dość głębokiej jaskini Sumaguing. Strome wapienne podłoże jaskini pokrywa wilgoć, a miejscami woda więc jest bardzo ślisko. Ostatni krótki fragment zejścia trzeba pokonać na bosaka. Trasa w dół kończy się w płytkim basenie wodnym. Do jaskini obowiązkowo wchodzi się z przewodnikiem (800 peso, tj. ok. 55 zł), którego przydzielają przy wejściu.

Image

Image

Image

Image


Ostatnio edytowany przez jaszon, 30 Paź 2026 10:59, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#3 PostWysłany: 30 Paź 2026 10:58 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Banaue
(przejazd 2-etapowy – najpierw jeepneyem do Bantoc, ok 40 minut 80 PHP, potem vanem lokalnej komunikacji 1 godz. 30 min. za 400 PHP, łączny koszt dla 1 os. to 440 PHP, czyli ok. 31 zł).

Kolejny przystanek to Banaue. To miejscowość jeszcze głębiej położona w Kordylierach.
Niestety pogoda nadal płatała nam psikusy. Niskie chmury, mgła, drobny deszcz. Ze smutkiem popijając herbatę z tarasu naszego hotelu patrzyliśmy na inwazję chmur.

Image

Image

Samo miasteczko nie grzeszy urodą….

Image

Image

….ale jest ładnie położone, co zobaczyliśmy na drugi dzień kiedy poprawiła się pogoda.

Image

Mamy niezłą zagwozdkę. Panowaliśmy iść na 3-dniowy trek. Ale ta pogoda?... Zdecydowaliśmy się na zmianę planów. Jutro pojedziemy na jednodniowy wypad na pola ryżowe w Hapao, a w kolejnych dwu dniach na trek. Liczymy na poprawę pogody.

Odwiedziliśmy miejscowe maleńkie etniczne muzeum. Banaue to "stolica" plemienia Ifugao (część grupy etnicznej Igorot). Na archiwalnych fotografiach z 1919 roku, a więc nie tak znowu kosmicznie odległych czasach, widać przedstawicieli tego ludu.

Image

Na kolejnym archiwalnym zdjęciu przedstawiciel mało znanego, negroidalnego ("negritos") ludu o wyjątkowo niskim wzroście. Towarzyszący mu amerykański żołnierz zgodnie z opisem mierzył 5 stóp i 10 cali, czyli około 175 cm. Witajcie w krainie hobbitów!

Image


Ostatnio edytowany przez jaszon, 31 Paź 2026 11:22, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
      
Offline
#4 PostWysłany: 31 Paź 2026 11:22 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Banaue – Hapao
Na drugi dzień pogoda zdecydowanie się poprawiła. Zgodnie z pomysłem z poprzedniego dnia pojechaliśmy do Hapao. To wioska z licznymi tarasami ryżowymi położona w pięknej dolinie ok. 20 km od Banaue. Wypad był przyjemną, wyluzowaną i malowniczą przygodą.
Image

Image

Image

Kamienne schodki łączące różne poziomy tarasów.
Image

Image

Image

Image

W dolinie są gorąca źródła z niewielkim basenem.
Image

Okno wioskowej szkoły…
Image


Ostatnio edytowany przez jaszon, 01 Lis 2026 10:43, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Offline
#5 PostWysłany: 01 Lis 2026 10:37 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Trek

W Banaue jest kilka miejsc gdzie organizowany jest trek . Chyba najbardziej popularnym jest guesthouse 7th Heaven Lodge and Cafe. W standardzie oferują 1-, 2- i 3-dniowe treki. Zdecydowana większość turystów wybiera takie rozwiązanie: przyjeżdżają nocnym busem z Manili lub Clark i w 7th Heaven Lodge zjawiają się wczesnym rankiem, tam załatwiają drobne formalności i spotykają swojego przewodnika. A potem w drogę na trek. Powracają po południu na drugi, trzeci dzień i z reguły wyjeżdżają z Banaue wieczornym busem. Trochę to męczące. Stąd w samy guesthousie, w którym nie ma zbyt wielu pokoi, wieczorem jest przyjemnie pusto…My wybraliśmy opcję noclegu w 7th Heaven Lodge także po powrocie z treku

Pierwszy dzień. Niespodziewanie udała się nam pogoda. Na początku nic tego nie zapowiadało - chmury i mgły. Jednak w końcu wygrało słońce.
Rano poznaliśmy naszego młodego i bardzo sympatycznego przewodnika.
Image

Przygodę rozpoczęliśmy od wizyty pod wodzą przewodnika… w sklepie. Na zakupach przekąski na czas wędrówki pierwszego dnia.
Image

Tego dnia zrobiliśmy w sumie prawie 23 kilometry. Początek przez filipińską dżunglę po stromych i śliskich od błota ścieżkach.
Image

Image

Image

Potem nagrodą były bajeczne widoki.
Image

Image

Image

Image

Druga połowa dnia to wędrówka po ryżowych tarasach. Wąskimi krawędziami poletek, to trochę jak chodzenie po gzymsie. I zaliczyliśmy nieskończoną ilość kamiennych (betonowych) schodów. Dwa tysiące, może więcej?
Image

Image

Image

Image

Image

Późnym popołudniem, po prawie 8 godzinach dotarliśmy do naszego wieczornego celu – wioski Cambula.
Image

Po kolacji padliśmy do wyrka.

Następny dzień, już w słonecznej aurze, był ze znacznie krótszą trasą, choć męczący. Znowu nieskończona ilość schodów i bolące kolana.
Image

To jednak była niska cena za fantastyczne widoki. Nie bez kozery tarasy te zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Szkoda tylko, że luty jest martwym sezonem upraw ryżu więc pola są pozbawione kolorów
Image

Image

Image

Po południu kończymy wędrówkę i jeepem wracamy do Banaue. Jutro wczesnym rankiem ruszamy dalej w drogę. Cel - miejscowość San Juan - La Union na wschodnim wybrzeżu Luzonu. Morze i tropikalne ciepło (mam nadzieję)...


Ostatnio edytowany przez jaszon, 02 Lis 2026 11:25, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#6 PostWysłany: 02 Lis 2026 11:24 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
San Juan
Przejazd z przesiadką. Z Banaue do Baguio mikrobusem (350 PHP, czas przejazdu 6 godz. i 20 min.). W Baguio zmiana terminali autobusowych (dojazd taxi). Z Baguio do San Juan autobus (165 PHP, przejazd trwał ok. 2 godz.). Łączny koszt przejazdu dla 1 os. to 515 PHP, czyli ok. 36 zł)

Witaj morze... Po 10 godzinach jazdy dwoma autobusami wygrzebaliśmy się z gór i w ostatnich minutach dnia dotarliśmy do naszego celu - San Juan w prowincji La Union. Przywitało nas zawiesiste ciepło, moskity (niestety) i zapowiedź krótkiego lenistwa.
Gapimy się na surferów i jak znam Agnieszkę - zaraz pognamy gdzieś na kraniec lokalnego świata..
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Ostatnio edytowany przez jaszon, 03 Lis 2026 11:43, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
      
Offline
#7 PostWysłany: 03 Lis 2026 11:41 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Vigan
(Autobus, czas przejazdu ok. 4 godz., bilet dla 1 os. za 300 PHP, czyli ok. 21 zł.)

Vigan - nasz najdalej na północ wysunięty cel podróży. W drodze z dworca autobusowego do hotelu uniwersalnym tricyklem.
Image

Kiedyś ważny ośrodek handlowy, w którym mieszały się lokalne wpływy z chińskimi i hiszpańskimi. Wspomnieniem po nich jest stare centrum z pięknymi niewysokimi, zazwyczaj jednopiętrowymi domami o charakterystycznej architekturze. Mieszanej ceglano-drewnianej konstrukcji z wyróżniającymi je oknami, w których część szyb zastąpiła kratownica wypełniona półprzezroczystą muszlową masą.
Image

Image

Image

Image

Sporo starych budynków zostało starannie odnowionych, ale chyba niemniej jest w opłakanym stanie i popada w ruinę.
Image

Od Bożego Narodzenie upłynęło już prawie dwa miesiące, ale został trwały świąteczny ślad.
Image

Po przyjeździe wieczorem trafiliśmy na ogromną kościelną procesję. Ku czci świętego Pawła, patrona miasta. Niekończący się pochód katolickich rodzin, z których każda miała własny ołtarzyk na kółkach - czasami to był zwykły wózek, czasami motoriksza (zdj. i filmik 11 - 13).
Image

Image

Image

Na drugi dzień znowu fiesta. Od rana wielka parada z okazji święta miasta. Znowu wielokilometrowy pochód. Mnóstwo samochodów dużych i małych, z których rozrzucano w zgromadzony tłum prezenty, najczęściej słodycze. A za nimi barwnie ubrane reprezentacje szkół oraz nieprzeliczonych organizacji, instytucji i wszystkiego dzięki czemu żyje i istnieje miasto. Nie dotrwaliśmy do końca pochodu...
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jeszcze krótka wizyta w muzeum Elpidio Quirino, drugiego z kolei prezydenta niepodległych Filipin (1948-1956), który urodził się w Vigan i z oczywistych powodów mieszkańcy miasta są z tego faktu ogromnie dumni. Muzeum jest skromniutkie, kilka pomieszczeń, prę artefaktów.
Image

Image

Image

Zwraca uwagę kolekcja butów prezydenta…
Image

Jutro ruszamy dalej w drogę na nasz ostatni filipiński przystanek - Alaminos.


Ostatnio edytowany przez jaszon, 04 Lis 2026 11:10, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
piwili lubi ten post.
 
      
Offline
#8 PostWysłany: 04 Lis 2026 11:09 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Alaminos
(Autobus, czas przejazdu ok. 5 godz., bilet dla 1 os. za 522 PHP, czyli ok. 36 zł.)

Podróżujący po Filipinach często skarżą się na słaby internet. Przez ponad dwa tygodnie nie mieliśmy powodów by się skarżyć na jego brak (poza dwoma dniami treku). W końcu tutaj trafiliśmy na kiepski internet. W naszym hotelu jest dostępny, i to tylko niekiedy jak szczęście dopisze, w restauracji (zwanej przeze mnie "stołówką" z uwagi na dziwne podobieństwo do zamierzchłych czasów PRL-u).
Alaminos przywitało nas absolutnie świąteczną atmosferą! Boże Narodzenie tutaj ciągle w akcji - co ilustruje pokaźna choinka na pierwszym zdjęciu.
Image

Image

Miasteczko jest trochę taką wycieczką w przeszłość. W Alaminos nie ma plaży. Morze oddziela od lądu kamienne, nadgryzione czasem nabrzeże z cumującymi nielicznymi rybackimi (i wycieczkowymi) małymi łódkami, które najlepsze dni mają dawno za sobą. Trochę smętnych budynków, w tym nasz równie smętny hotel. W Alaminos nie ma plaży. W sumie dość średnie miejsce na finałowe trzy dni luzu – jakaś przygoda, ale raczej nie do powtórzenia. Na szczęście miejscowi ludzie są pogodni i chętni do pomocy.
Image

Image

Image

Dni spędzamy (na razie dwa) na żmudnym nic nie robieniu. W pierwszym snuliśmy w poszukiwaniu skrawka plaży - z pełnym sukcesem. Wzięliśmy spod hotelu stojący tricyk i pojechaliśmy na oddalanej o ok 12 km plaży Bolo (Bolo Beach). Kierowca zaproponował, że po nas wróci, na co oczywiście się zgodziliśmy. I całe szczęście bo plaża jest dość odludna i powrotnego pojazdu raczej trudno byłoby tutaj złowić. Za kurs w obie strony (bez targowania się) zgodziliśmy się na kwotę 300 PHP (ok. 22 zł). Umówiliśmy się na powrót za 3 godziny i spodziewaliśmy się, że „nasz” pojazd odjedzie sobie by gdzieś tam zarabiać. Tymczasem kierowca zaparkował tricykla w krzakach i ułożył się do południowej drzemki…
Image

Image

Image

W kolejnym dniu wybraliśmy morskie klimaty, czyli ileś tam godzin spędzonych na rozpadającej się łodzi w żegludze po miniaturowym archipelagu. Każdy kto doświadczył morskich przygód, np. na Palawanie, czy Coron (i pewnie w wielu innych zakątkach świata), byłby mocno zadziwiony tą wersją wodnej usługi. Rejs poprzedziło załatwienie wymaganych formalności w Tourism Information. Dość absurdalnych. W niewielkim budyneczku, będąc w tej chwili jedynymi klientami, musieliśmy odhaczyć cztery okienka, a w każdym wypełnić plik durnych formularze, za które zapłaciliśmy taxę 218 PHP, następnie dostaliśmy 2 worki na śmieci ze zwrotną kaucją 200 PHP. To akurat jest słuszne aby przywieźć ze sobą z powrotem ewentualne śmieci, a nie zostawiać je na terenie parku narodowego. Tyle, że po naszym powrocie Tourism Info było już zamknięte więc worki (i odbiór kaucji) zostawiliśmy naszemu „kapitanowi”. Taki dodatkowy napiwek…

Łódka wyglądał na ryzykowną konstrukcję. Płyty z dykty dość luźno ze spojone, mocno przeciekające. Taka lekka, nawet za bardzo lekka prosta konstrukcja. Ale udało nam się wytrwać prze cały kilkugodzinny rejs.
Image

Archipelag tworzący park narodowy jest dość malowniczy, ale to akwen dość niewielki, więc pływanie po nim to było trochę takie plątanie się w kółko. W dwóch miejscach, wskazanych przez naszego kapitana, próbowaliśmy snorkelingu, ale z bardzo słabymi rezultatami. Jakieś wodorosty, kamienie, sporadycznie rybka…
Image

Image

Image

Jutro też postaramy się nic nie robić, co jest trochę wykańczające. Na szczęście pojutrze w drogę - Hongkong czeka - i powrót do kieratu zwiedzania.
Alaminos dzień trzeci. Tym razem wybraliśmy się oddaloną o ok. 40 km plaże w Bolinao. Dojazd trzyetapowy. Pierwszy to tricykl z naszego hotelu do terminalu autobusowego (100 PHP), potem bus za 150 PHP i na końcu znowu tricykl na plażę za 250 PHP. Trochę to trwało.
Image

Image

Image

Image

Ostatnie godziny leniuchowania. Jutro chłodny Hongkong.
Góra
 Profil Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
      
Offline
#9 PostWysłany: 05 Lis 2026 10:55 

Rejestracja: 11 Lut 2018
Posty: 537
niebieski
Hongkong

Na koniec naszego wyjazdu zaplanowaliśmy kilkudniowy postój w Hongkongu (4 pełne dni plus dni przylotu i wylotu). Przylecieliśmy 30 stycznia, dzień po chińskim nowym roku.

Na lotnisku w Hongkongu zaopatrzyliśmy się w karty Octopus ułatwiające płatności w komunikacji miejskiej, także na promy (niewielka zniżka w stosunku do płatności innymi środkami). Tą kartą można realizować płatności w niektórych sklepach, np. w popularnej sieci 7-Eleven, niewykorzystane środki można wypłacić na lotnisku. Stanowisko obsługi (kasy) gdzie można kupić karty jest w holu wyjściowym. Tutaj jest też automat, w którym można je kupić. Karty Octopus mają sens jeśli planuje się trochę dłuższy, np. kilkudniowy, pobyt w Hongkongu.

Wylądowaliśmy w Hongkongu jeszcze za dnia, ale do dzielnicy Kowloon, gdzie nocujemy, dojechaliśmy już po zmroku (zachód słońca o tej porze to o godz. ok. 18). Hongkong kojarzy się z niewielkim skrawkiem ziemi i tak jest kiedy popatrzy się z perspektywy wielkiego sąsiada - Chin. Jednak ta dawna brytyjska kolonia to całkiem spory szmat terenu. Z lotniska do Kowloon jechaliśmy autobusem nr 21 A prawie półtorej godziny!

Wieczór był dość chłodny – ok. 15 stopni (w następnych dniach w południe temperatura oscylował w cieniu w przedziale 18 – 21 stopni. Poszliśmy na wybrzeże na promenadę Tsim Sha Tsui (to raptem może 200 m od naszego guesthouse’u) tylko popatrzyć na codzienny spektakl świateł). Po drugiej stronie cieśniny leży wyspa Hongkong, czyli to miejsce gdzie w końcu pierwszej połowy XIX wieku zaczęła się historia miasta. Dzisiaj jest tam las drapaczy chmur wystrojonych ledowymi reklamami i szyldami. To na nich codziennie o ósmej w rytm muzyki odbywa się kilkunastominutowy minutowy pokaz. Ten dzisiejszy zgromadził "garstkę" ludzi. Nie więcej niż 100 tysięcy...
Image

Image

Image

Image

Uliczne noworoczne ozdoby.
Image

Image

Image

Image

CDN - jutro
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group