| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe easy-galapagos-z-dzieciakami-na-ferie-zimowe,212,175134 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | hiszpan [ 05 Lut 2024 22:27 ] |
| Temat postu: | Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Pomysł na wyjazd zrodził się na Trzech Króli – czyli równo dwa tygodnie przed datą wylotu. Postanowiłem trochę zadośćuczynić rodzince moje zeszłoroczne samotne wojaże i zabrać dzieci (dwójkę młodszych) i żonę w jakieś fajne ciepłe miejsce. „Jakieś fajne ciepłe miejsce” oznacza w styczniu wylot poza Europę, gdyż mamy chwilowo przesyt naszych ośnieżonych gór i zimna. Na szczęście wpadła mi w oko niedokończona relacja @benedetti wspomniana przy okazji podsumować rocznych i tak zrodził się pomysł na Ekwador i Galapagos na ferie. Dysponujemy tylko jednym tygodniem więc rozciągam go w planie podróży na maksa czyli od piątku po południu do poniedziałku rano. Galapagos! Cóż to za wymarzona i odległa kraina. Kojarzy nam się z żółwiami, głuptakami, Karolem Darwinem i może jeszcze z czymś bardzo odległym, surowym, niedostępnym, wyjątkowym i może bardzo drogim… Otóż ta relacja ma właśnie odczarować rodzinną podróż na te wspaniałe wyspy! Easy Galapagos – chcę udowodnić, że da się zaplanować taki wyjazd w prosty sposób oraz całkowicie bezproblemowo i rozsądnie finansowo spędzić ferie w tropikach wśród wspaniałych zwierząt i przepięknych krajobrazów. Więc oczywiście wyjazd organizowany na dwa tygodnie przed wylotem nie może zabić portfela. Ratunek przynoszą relatywnie tanie loty do USA w styczniu. Ceny za NYC zaczynają się już od 2100zł RT, Miami droższe o 300zł. Dzieciaki koniecznie chcą odwiedzić Nowy Jork, loty do Ekwadoru z NYC i MIA są w podobnych cenach więc decyduję się na open jaw do JFK i powrót z MIA. Dopłacam też 300zł do LOTu (bo taka jest różnica) i mam jeszcze bagaż nadawany w cenie na FTLa. LOT ma tę zaletę, że leci właśnie w piątunio po pracy – 16.50 do JFK a powrót z Miami jest w niedzielę wieczorem więc w poniedziałek już bez urlopu (pół dnia w pracy). Na Galapagos zabiera nas z samego JFK linia Avianca. Na jednym bilecie odcinki JFK-Quito, Quito-Guayaquil i Guayaquil – Baltra. Cena: 900zł, FTL daje darmowe bagaże podręczne. Wylot też jest fajny bo samolot z JFK startuje 40 minut po północy a na Baltrze (to już Galapagos) lądujemy tego samego dnia około 12.40 w południe. Powrót – LATAM za 277zł do Quito przez Guayaquil i potem American Airlines do Miami za 740zł – wszędzie bagaż podręczny w cenie. Przyjąłem zasadę, że pokój w hotelu na Galapagos nie może kosztować więcej niż 300zł za dobę a hotel musi mieć basen i śniadanie w cenie. Bez żadnych problemów popularny serwis z hotelami znajduje mi takie miejsca na Santa Cruz, Isabeli, San Christobal i w Quito! Juppi – lecimy ? Kupiłem i zarezerwowałem to wszystko i cieszyłem się jak dziecko cały jeden dzień …. aż w połowie stycznia przyszły newsy o ucieczce więźniów, zamieszkach, porwaniach i strzelaninie na ulicach. O zgrozo! Na szczęście do wylotu zostało mi 10 dni. Najwyżej zostaniemy w USA i pojeździmy sobie trochę po Florydzie… Po odpowiednich konsultacjach na forum i mailach od zarezerwowanych hoteli, w których zapewniano mnie, że po pierwszych dniach chaosu sytuacja na ulicy się ustabilizowała i jest w miarę bezpiecznie (a na Galapagos to wcale nic się nie zmieniło – jest superbezpiecznie) zdecydowaliśmy z żoną, że polecimy. Łatwa decyzja jak się to robi samemu lub z ekipą kumpli, trochę trudniejsza jak zabierasz żonę i dzieci. Bach, wsiadamy w piątek do LOTu… eee znaczy do Air Belgium, bo to ta linia operuje teraz w części połączeń na JFK. Air Belgium lata na całkiem nowym Airbusie A330-900 czyli w sumie nowym typie dla mnie. Nie da się ładnego zdjęcia przy rękawie zrobić niestety: Na pokładzie całkiem wygodnie (siedzenia w ekonomiku 2-4-2) i oprócz nowych skrzydeł i „okularów” z przodu niczym nowym ten A330-900 się nie wyróżnia ponad standardową 330-kę. Serwis lotowski a załoga mieszana z przewagą belgijskiej. Serwowali polskie pierogi na obiad, ja niestety połasiłem się na kurczaka (był taki sobie) ale moje dzieciaki pożarły bardzo smaczną porcję pierogów: Winko z dolewkami bezproblemowo (jak słusznie steward zauważył: nie będą wylewać do zlewu otwartej butelki!) Lot lekko opóźniony ląduje na JFK około 21.00 ciągle w piątek ?. Emigracja biegusiem i bierzemy taksę na Manhattan, gdzie mamy hotel niedaleko Times Square. Oczywiście dzieciaki koniecznie chcą zobaczyć Times Square by night. Jako, że mamy blisko piechotą to voilla: Ja się obawiam Quito a to tutaj jest naprawdę groźnie po zmroku (w zaułkach dookoła) Cały następny dzień mamy na łażenie po mieście. Jak część z Was wie, Nowy Jork albo się kocha albo nienawidzi. Moja cała rodzinka jest na szczęście zakochana w tym miejscu więc nawet dość mocne mrozy (odczuwalna -8C) nie odstraszają nas od spaceru. Ja na przykład uwielbiam Central Park pod śniegiem: i ślizgawkę pod Rockefeller Centre Zdroworozsądkowo w taki mróz spędzamy pół dnia w The Met podziwiając dzieła impresjonistów i malarzy średniowiecznych. Dzieci dość mocno zainteresowane: Tuż przed zachodem słońca jeszcze ikoniczny view na Manhattan Bridge Późnym wieczorem wracamy na JFK na nasz lot Aviancą do Ekwadoru. Dość duże tłumy głównie Latynosów. Avianca odlatuje w podobnym czasie do 6 destynacji w Ameryce Południowej. Nas do Quito zabiera A320neo (fotka już z Quito) Na pokładzie ciasno i serwis płatny ale, że to lot nocny to nam nie przeszkadza. Pakujemy się za to jeszcze do PrimeClass Longue na PP na JFK i mamy spokój do śniadania. Lot trwa ponad 6 godzin i to mój rekord w wąskim kadłubie jak do tej pory! W Quito przesiadka 2 godzinna, trzeba przejść emigrację (łatwizna), odebrać bagaż i nadać go ponownie na lot do Guayaquil i Baltry po uzyskaniu pozwolenia na wylot na Galapagos. Pozwolenia załatwia się w osobnej budce na terminalu: Warto wcześniej (zrobiłem to z domu) wypełnić onlajnowy formularz, gdzie wpisujemy numery lotów, hotele, daty, paszporty – cały program Galapagos. Bardzo to pomaga, bo w okienku Pan od razu po skanie paszportów wydrukował mi pozwolenie. Koszt: 20USD od osoby. I teraz uwaga. Po wylądowaniu w Ekwadorze możecie praktycznie zapomnieć o używaniu kart płatniczych. Cały Ekwador i Galapagos posługuje się właściwie tylko gotówką. Obowiązuje waluta USA – dolary. Wiedziałem o tym i zawczasu zabrałem cash. Na szczęście są też bankomaty (nawet na Isabelli) gdzie te dolce da się wypłacić w razie czego. W dalszą podróż zabiera nas kolejna Avianca na A320 (mamy jeden bilet) i za moment lądujemy w Guayaquil. To jest miejsce chyba największych zamieszek sprzed tygodnia więc nawet się cieszymy, że spędzimy godzinkę na pokładzie bez wysiadania. Robię parę fotek przez okna A to chyba slumsy po horyzont? Lądujemy na Baltrze o czasie. Łaaaa jaki upał! Wsiadaliśmy w Nowym Jorku przy minus 5 stopni a tutaj jest w południe ponad 30 na plusie! Galapagos wita nas: Jest przyjemnie dopóki nie odwiedzamy kantorka na lotnisku zbierającego opłatę za wstęp do Parku Narodowego Galapagos. Po 100USD od osoby dorosłej i oczywiście tylko gotówka. Płaczemy i płacimy. Chodzą słuchy, że opłata za 2 lata ma wzrosnąć do 300USD od osoby! Z lotniska zabiera nas busik na przystań – 5USD od osoby (bilet w kasie). Z Baltry trzeba się dostać na Santa Cruz, to krótka wycieczka łodzią kosztująca tylko 1USD od osoby. Po tylu latach używania tylko kart płatniczych a w ostatnim czasie głownie płatności telefonem, muszę wrócić do starej dobrej gotówki. Na niebie stado fregat a przy łodzi latają wielkie pelikany. Moje dzieci obserwuję te wielkie ptaki z otwartymi ustami. Z drugiej przystani można dojechać do Puerto Ayora (40km) kolejnym autobusem (5USD/osoba) lub wziąć taksówkę, która zawiezie prosto pod hotel. Koszt 25USD więc przy naszej czwórce długo się nie zastanawiamy: Zabiera nas pickupem miła Pani. Jest godzina 13.30, środek dnia. Z naszą Panią taksówkarką szybko dochodzimy do porozumienia, że za dodatkowe 35USD zrobi nam tour po atrakcjach centralnej Santa Cruz ? Zaczynamy od Los Gemelos, fajnych kalder wulkanicznych. Po tylu lotach i zmianie klimatu, spacer w gorącej dżungli działa na nas fantastycznie kojąco. Następnie jedziemy odwiedzić żółwie. Przed wyjazdem myślałem, że jak zobaczymy kilka dużych żółwi to już będzie sukces wyjazdu. Zjeżdżamy z asfaltu i już kilkaset metrów dalej drogę zagradza nam wielki żółw z Galapagos! Woow, ale dzieciaki (i my też) mamy radochę. Ale to nie wszystko. Na polach dookoła widzimy dosłownie dziesiątki wielkich żółwi, które pasą się lub powoli gdzieś sobie chodzą nie robiąc sobie nic z dróg, pól uprawnych, krów i koni. Niesamowity widok! Dojeżdżamy do rancza El Chato. Pani nas namówiła na spacer z przewodnikiem po okolicznych polach, który opowie nam sporo o zwyczajach tutejszych żółwi. Koszt – 10USD, dajemy się namówić i rzeczywiście dzieciaki i my dostajemy solidną dawkę wiedzy o żółwiach i ich zwyczajach. To nie jest zoo – to wolna przestrzeń, gdzie przebywają setki tych zwierząt. Zobaczcie sami. Najstarszy osobnik miał 170 lat! Na koniec jeszcze wizyta w tunelach lawowych, taka dodatkowa atrakcja (na Jeju Island są o wiele większe i fajniejsze) Nałaziliśmy się sporo w upale więc odpuszczamy pozostały program i jedziemy prosto do naszego hotelu z basenem w Puerto Ayora. Wieczorem idziemy na spacer po głównej ulicy Karola Darwina. Kupuję też bilety na łódkę za dwa dni na Isabellę gdzie mamy kolejne noclegi – koszt 30USD od osoby. Odkrywam też endemita z Galapagos ? Na koniec dnia wpadamy do lokalnego kościółka, gdzie akurat trwa msza: Płomienne kazanie wygłosił latynoski ksiądz z niezłą werwą (było sporo o wychowywaniu dzieci i zagrożeniach) – trwało 40minut! A w kościele wolno wprowadzać psy! Zmęczeni po podróży machamy do uchatek na pomoście i idziemy odespać podróże! Stay tuned… | |
| Autor: | seal [ 05 Lut 2024 22:36 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Byłem w sierpniu... co prawda nie via USA ale tak Galapagos to jest to! Udanego! | |
| Autor: | Sudoku [ 06 Lut 2024 14:08 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@hiszpan Od dawna marzy mi się Galapagos i czytając tę relację już czuję, że trzeba powoli przechodzić od marzeń do czynów. Sorki za pytanie od czapy - ile płaciliście za taxi z JFK na Manhattan? | |
| Autor: | hiszpan [ 06 Lut 2024 15:01 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@Sudoku z JFK jest flat-fee na Manhattan - poza godzinami szczytu to 70USD. Dałem chyba jeszcze jakiś tip, można płacić kartą. Z powrotem już pociągiem z Penn Station (5 USD na Jamaica) i potem AirTran po 8,25 USD na terminal. | |
| Autor: | KKL [ 06 Lut 2024 16:19 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Kurcze, zazdroszczę. My mieliśmy wylot na Galapagos dosłownie 3 dni po wydarzeniach w Guayaquil i odpuściliśmy. Żałuję, że wylot nie był tydzień później, bo pewnie byśmy polecieli, jak sytuacja się uspokoiła. Traktuję twoja relacje jako substytut pobytu tam | |
| Autor: | hiszpan [ 06 Lut 2024 16:25 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@kkl serdecznie Ci współczuję, zabrakło ci dosłownie paru dni do uspokojenia sytuacji. A na Galapagos i tak nic się nie działo... | |
| Autor: | hiszpan [ 07 Lut 2024 22:55 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Cały dzień zamierzamy przeznaczyć po prostu na byczenie się na plaży i odpoczywanie ? (ku uciesze mojej małżonki) W Puerto Ayora wszędzie jest blisko i na piechotę. Udajemy się więc nieśpiesznie na słynną plażę Tortuga Bay. Trzeba przejść pół miasta i można podziwiać ładne kolorowe domy Zatoczka przy porcie: Do plaży Tortuga Bay prowadzi dość długi chodnik ułożony wśród pozostałości erupcji wulkanicznej Rano mamy jeszcze pochmurno ale z opowieści bywalców Galapagos wiem, że słoneczko już bardzo mocno operuje nawet zza tych niewielkich chmurek. Trzeba się porządnie natrzeć kremem z dużym filtrem! Ale – moje dzieci wiedzą oczywiście lepiej! Przecież nie widać słońca to po co się nacierać? – przekornie odpowiadają. No cóż – ostrzegałem. Już wiem, że wieczorem będziemy z żoną wysłuchiwać płaczów i narzekań o spalonej słońcem młodej skóry. Tak to jest z dziećmi w pewnym wieku – rodzic mówi a do nich dociera dopiero po wielu latach…. Ale tymczasem docieramy do Tortuga Bay – no jest przepięknie! Ta część plaży nie jest przeznaczona do kąpieli tylko ewentualnie dla surferów. Trzeba przejść kawał w prawą stronę do pięknej spokojnej zatoczki. Po drodze spotykamy odpoczywającego lwa morskiego: Niespeszony obecnością ludzi pozował nam do zdjęć No i w końcu iguany. Pierwszą fotografuję namiętnie z wielu stron Ale jak przeszliśmy dalej to iguan na tej plaży widać dosłownie setki Chodzą sobie odważnie pomiędzy ludźmi. Nawet potrafią wleźć na ręcznik plażowy. Nie jest dziwne również spotkać je w wodzie podczas pływania. A oto Playa Mansa i spokojna zatoczka do pływania i snorkowania Oprócz iguan w wodzie możemy spotkać…. … rekiny młoty!! Nie zraża to absolutnie nikogo do chlapania się w wodzie zwłaszcza, że chmury sobie poszły i jest już bardzo duży upał. Nad nami latają fregaty. Jest ich tu bez liku. To chyba najbardziej popularny gatunek ptaka, który widzieliśmy na Galapagos. Idę na łowy fotograficzne. Po drodze mnóstwo ptaków, z których część wcale się nie boi ludzi. Na początek czaple, oto czapla modra, która tu zimuje Oraz endemit Galapagos, czapla galapagoska (lava heron) Bardzo blisko nas łazi ostrygojad brunatny Na plaży sporo piaskowców i kamuszników A ta tutaj to lasówka złotawa Za to na skałach wysyp pięknych i kolorowych krabów z gatunku red rock crab (grapsus grapsus). Są mega fotogeniczne: Idziemy na spacer. Bardzo dużo opuncji, które rosną tu jak drzewa! Schodzi się nam nad Tortuga Bay prawie cały dzień. Po drodze jeszcze fregata odpoczywająca z bliska Zbieramy się na jedzenie, zgodnie z poleceniem wielu forumowiczów udajemy się na ulicę Charles Binford, gdzie roi się od knajpek przy których jadają też miejscowi. Absolutnym hitem jest dla nas zestaw dwudaniowy z sokiem wyciskanym za 5 USD ?. Oferują go wszystkie knajpki na tej ulicy i w każdej jest inny wybór. Wszędzie wizytówką barów są skorpeny: My kusimy się na zupę rybną i rybę lub ceviche na drugie. Tak to wygląda: Piwo niestety płatne dodatkowo. Tak żywić się będziemy przez cały pobyt na Galapagos ? Schodzi nam aż do zmroku, uliczka Charles Binford wygląda tak: Wałęsamy się jeszcze po Puerto Ayora, na molo można pooglądać rekiny w wodzie: No i pokłócić się z lwami morskimi, które uważają, że całe molo do nich należy a ludzie to intruzi ? To nasz ostatni wieczór na wyspie Santa Cruz, jutro z samego rana czeka nas speedboat na Isabellę. c.d.n. | |
| Autor: | hiszpan [ 12 Lut 2024 21:08 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Pobudka naprawdę wcześnie rano. Nasza łódź ma wypłynąć o 7.00. Na Isabelę są tylko dwa sloty łodziami na transfer z Santa Cruz: o 7.00 i 15.00. Podróż ma trwać 2 godziny. Do mojej żony chyba w końcu doszło, że będzie płynąć dość długo bardzo szybką łodzią na otwartym morzu. Taktycznie nie jemy więc śniadania w hotelu i idziemy z gratami na przystań. Tam na placu ustawiają się kapitanowie poszczególnych łódek, wygląda to tak: Trzeba się znaleźć na odpowiedniej liście i dostaje się „kartę pokładową” My trafiamy na Brithanny 1. Z molo do speedboata podwózkę robią miejscowi w małej łódce. Oczywiście ta podwózka kosztuje 1USD od osoby. Kapitan zbiera kasę w gotówce: A oto nasza Britthanny 1 i jej silniki. Już widzę, że będzie grubo na falach ? Ja nie mam choroby morskiej (sprawdziłem w cieśninie Drake’a w zeszłym roku) ale moja małżonka blednie coraz mocniej… Na taką łódkę wchodzi około 30 pasażerów plus bagaże. Ruszamy pełnym ogniem Wg mnie morze jest bardzo spokojne i nawet udaje mi się lekka drzemka. Niestety część pasażerów ma inne zdanie o wysokości fal i papierowe torebki się zapełniają… Na Isabeli jesteśmy równiutko po 2 godzinach. Znowu mała łajba za one dollar do pomostu Małżonka wdrapuje się na pomost całując ziemię przy okazji ? -Żadnej łódki do końca wyjazdu!!! – słyszę, ależ w to mi graj ? na powrocie wypróbujemy Islandera z lokalnych linii Emetebe Air. Na Isabeli obowiązuje dodatkowa „opłata turystyczna” – 10USD od osoby. Z portu do miasta jest blisko więc idziemy piechotką, po drodze widzimy senne małe miasteczko Puerto Villamil praktycznie ze znikomym ruchem Mieszkamy w bardzo fajnym hostelu „Loja”. Jest klimatycznie, cieplutko i sielsko ? Przylatując do Ekwadoru kupiłem kartę Airalo, która dobrze mi służyła w Santa Cruz. Na Isabeli jednak zamilkła ☹ Nie ma tu roamingu niestety i byłem zdany tylko na net hotelowy lub z knajpek. Przy hotelu kapliczka, w której rolę Matki Boskiej pełni podrasowana lalka Barbie Obok naszego hotelu w wypożyczalni biorę rowery na cały dzień (15USD od osoby) i jedziemy na objazdówkę Puerto Villamil. W sumie nie ma co objeżdżać bo miasteczko ma cztery ulice na krzyż ale za to szybko trafiamy na Poza de los Flamingos a tam…. przepiękne różowe flamingi: Są prawie na wyciągnięcie ręki: Obok flamingów dreptają szczudłaki białobrewie: Decydujemy się na rowerową wycieczkę do Wall of Tears – Ściany Łez, pozostałości po starym więzieniu. To prawie 6 kilometrów w jedną stronę. Słońce pali niemiłosiernie i jest dobrze ponad 35C upału. Początek trasy jest mocno piaszczystą drogą przy plaży: Biegają tu kuliki i przechadzają się iguany Za cmentarzem droga robi się bardziej utwardzona i zaczynają się lokalne atrakcje: Przy każdym miejscu spokojnie można zostawić rower w stojaczku lub po prostu na ziemi „Pozas” to sadzawki i stawy. Nie ma na nich niestety flamingów (chyba całe stado jest w miejskim bajorku) ale widoczki są niebrzydkie Jedziemy na bardzo urokliwą Playa del Amor Tutaj leży kilkanaście wielkich iguan. Największe osobniki, które widzieliśmy na całym Galapagos. No i ubarwienie mają trochę inne niż tez z Santa Cruz Hmm też bym sobie tak tu dłużej poleżał i popatrzył w morze…. A ten kawałek wybrzeża to ich tereny lęgowe, tu są gniazda i nie wolno wchodzić. Dalej mamy krótki spacer do małego tunelu, nic w nim oprócz małych rybek nie ma El Estero to piękna zatoczka do której prowadzi szlak wśród lasów namorzynowych, w którymś momencie trzeb się sporo przedzierać przez zarośla Ale widoczek na końcu wynagradza wszystko. Chciało by się tu rozbić na ręczniku, poleżeć i popływać do końca dnia…. Rosną tu też wściekle czerwone kłącza: Ale jedziemy dalej. Droga znowu zmienia swój charakter i mijamy tabliczkę, że oto wkraczamy na teren żerowania żółwi. Nie tak trudno ich wypatrzeć, widać ich sporo przy trasie: A tu parka mająca ochotę na bara-bara. Niestety to była wczesna faza poznania się, więc nie mieliśmy całej doby aby poczekać czy do czegoś dojdzie ? Dojeżdżamy w końcu mega zmęczeni słońcem i upałem do końca trasy – jeszcze krótki spacer i możemy podziwiać pozostałości muru budowanego przez więźniów w latach 1945 – 1956, kiedy Isabela była po prostu kolonią karną. Mur ma wysokość około 25 metrów i już wyobrażamy sobie ilu więźniów musiało tu umrzeć w takim upale przy jego budowie. Skwar jest okrutny, zwiedzamy więc szybko teren i wsiadamy na rowery. Nagle – odkrycie Ameryki! Jest już tylko z górki aż praktycznie do samego Puerto Villamil. Nie zwróciliśmy uwagi w tym upale ale prawie cała dotychczasowa droga pięła się wolno po górę. Dostajemy wiatru w skrzydła i migusiem przejeżdżamy całą trasę nigdzie się już nie zatrzymując. Uważam, że rowery na tym szlaku to strzał w dziesiątkę a zwłaszcza w taką upalną pogodę i ostre słońce. Naprawdę polecam, było fantastycznie i cała rodzinka jest zmęczona ale zachwycona tą wycieczką. Wypiliśmy całą wodę po drodze więc męczy nas pragnienie. Dosłownie pierwszy budynek od trasy ma małą knajpkę, gdzie serwują świeżo wyciskane soki z mango, papai, marakuji i pomarańczy. "Drogo" – wielka szklanka soku kosztuje aż 3,5 dolara! ? Nie ma klientów więc dwie panie chcą nam dogodzić na wyścigi ? Ale pycha! Resztę dnia spędzamy mocząc się na basenie w hostelu a potem na plaży. Znajduje się tu też kilka knajpek z drinkami. Jakoś dziwnie wszędzie jest „happy hour = dwa drinki za 10USD” Idziemy jeszcze na nasz obiad. W pierwszej alejce od plaży menu kosztuje 8 USD, w drugiej 7, w trzeciej 6 a przy naszym hotelu już za 5 dolców Ale zachodzimy do polecanej na forum Albita Grill (tu menu za 6USD). I rzeczywiście – nie ma rozczarowania – fantastyczne dwudaniowe menu. Ja nie wybrzydzam – zupa rybna i rybka na drugie danie ? Zachodzi słoneczko, wracamy z plaży i staję na głównym skrzyżowaniu Puerto Vilamill: Tak właśnie niespiesznie biegnie tu czas. Isabela i Puerto Vilamill to wspaniałe miejsce na chillout i odpoczywanie bez pośpiechu. Już po pierwszym dniu solennie postanawiamy wrócić tu kiedyś bez dzieci i spędzić dwa tygodnie spacerując, opalając się i sącząc tanie drinki. Puerto Vilamill ląduje w moim kajecie takich najwspanialszych miasteczek świata, gdzie czas płynie wolno, spotykają się niemasowi turyści a lokalesi są uśmiechnięci i nie jest drogo. (na mojej liście jest już Luang Prabang, Nyaung Shwe, Mahahual, Puerto Princessa, San Pedro de Atacama i podobne). Jak wspominałem, nie da się nigdzie zapłacić kartą, martwiłem się czy mi starczy gotówki ale na szczęście na Isabeli jest jeden czynny bankomat wypłacający dolce: Spacerujemy i nagle bach! – Zgasło wszędzie światło. No zdarza się, prądu nie ma nigdzie prawie 2 godziny. Pod wieczór jeszcze widoczki z plaży i małej wieży obserwacyjnej Mega miejsce! Jutro płyniemy na pobliskie wysepki w poszukiwaniu pingwinów i głuptaków a także aby ponurkować z żółwiami, rekinami i mantami Stay tuned… | |
| Autor: | tropikey [ 12 Lut 2024 22:51 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
No proszę.... Cóż to teraz za luksusowe fotele w drodze na Isabelę! Nic tylko zapaść się w takowy i płynąć Gdyby ci, co wypełniali torebki w trakcie Waszego rejsu skorzystali kiedyś z takiej łodzi, jaką ja płynąłem, to z rozpaczy rzuciliby się chyba za burtę Ale wiadomo - w porównaniu z lotem Emetebe to nawet te lotnicze fotele niewiele zmieniają. | |
| Autor: | hiszpan [ 13 Lut 2024 22:55 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Miejsce do popływania z maską jest niedaleko. To małe wysepki wulkaniczne zwane Tintoreras. Udajemy się tam z samego rana zorganizowaną grupą. Koszt – 40USD od osoby, tym razem niemało ale zejdzie nam prawie 3 godziny. Pod hostel przyjeżdża po nas busik aby w 5 minut zawieść nas na znane nam już molo. Aby nim przejść do łódki, trzeba się trochę pogimnastykować żeby nie nadepnąć na lwy morskie, które upodobały sobie to miejsce: Wsiadamy na małą łódkę (taką samą jaka transportowała nas ze speedboata) i od razu przy przystani jesteśmy świadkami nalotu fregat i pelikanów na łódź rybacką, która wróciła z połowu. Rybacy patroszą tuńczyki na łodzi wyrzucając odpadki a na niebie rozgrywa się dramatyczny spektakl: Dla nas to wspaniała okazja aby przyjrzeć się z bliska wielkim fregatom Od razu widać jak rozróżnić samca i samicę. Samce mają piękne, szkarłatne torbiele przy gardle (które znacznie się powiększają w okresie godowym) i są nieco mniejsze niż samice. Ale kłębi się też stado dużych pelikanów A na zupełne resztki czyhają iguany w wodzie Tintoreras są bardzo blisko portu, raptem po 10 minutach widzimy w oddali ptaki, których nie da się pomylić z innymi – blue-footed boobys czyli…. … no właśnie – głuptaki oczywiście. Po tym zdjęciu widać skąd wzięła się ich polska nazwa Niesamowicie wyglądają ich niebieskie łapy! A to głuptak w locie Dopływamy do sąsiednich skałek i podziwiamy pingwiny równikowe. Tak, te ptaki znamy raczej z mrozów i bardziej południowych krańców ziemi a tutaj żyje ich odporny na wysokie temperatury gatunek. Jest endemitem Galapagos. Pingwiny odpoczywają na skałach w symbiozie z głuptakami: Wychodzimy w końcu na ląd na krótki trekking wśród poszarpanych skał wulkanicznych pokrytych białymi porostami. Mijamy kanały lawowe w skałach wulkanicznych w których woda jest trochę cieplejsza i które upodobały sobie rekiny na odpoczynek. Miła zatoczka opanowana przez lwy morskie Na skałach obok odbywają się gody iguan. Samce są kolorowe i dużo większe od czarnych samic. Jest gonitwa w zwolnionym tempie i syczenie na siebie wielkich samców A w wodzie pojawiają się nam wielkie żółwie Tu będziemy pływać. Dostajemy maski i cała ekipa łódki skacze to cieplutkiej i krystalicznej wody Rekiny są na dnie a oprócz kolorowych przepięknych rybek przy rafie koralowej pojawiają się nam od czasu do czasu manty. Atrakcją są też pływające obok ciekawe nas bardzo uchatki i trochę przerażające i niezważające na nas te duże iguany. Ale nas najbardziej interesują żółwie morskie, których całe stado (to złe słowo bo to samotniki) żeruje przy tym zaroślach namorzynowych. Mamy je na wyciągniecie ręki, dzieciaki są zachwycone. Na koniec wpływamy za przewodnikiem do jednego z tych otwartych kanałów po lawie. Jest wąsko więc wszyscy płyną gęsiego – mega fajne przeżycie. Ja płynę jako ostatni i przed zakrętem prawie uderzam maską w dziób całkiem sporego rekina, który zamiast odpoczywać na dnie postanowił sprawdzić, kto mu tak zakłóca sjestę. Na szczęście rekin był chyba bardziej przerażony niż ja, i szybko czmychnął w przeciwną stronę. Dobrze, że dzieci nic nie zauważyły bo by chyba była lekka panika ? Bardzo fajna wycieczka mimo słonej ceny. No i reszta dnia to znowu chillout na basenie i plaży przepleciony wizytą w Albicie na 6 – dolarowe menu dnia: Wieczorem zachód słońca i bary nad promenadą (nieustające „happy hour za dychę”) W ostatni dzień udajemy się nad zatoczkę Concha de Perla gdzie po krótkim spacerku w pięknym lesie namorzynowym można snorkować w krystalicznie czystej wodzie. Skorzystanie z ławeczek jest jednak problematyczne: Pływamy z żółwiami i rybkami całe przedpołudnie. Isabela jest po prostu przepiękna! Spokojne miejsce pozbawione masowych turystów (co najwyżej przypływają tu z Santa Cruz na jednodniowe wycieczki). Mega klimatyczne i spokojne. Zapewne obecna sytuacja w Ekwadorze przyczyniła się do tego, że Isabela jest puściutka. Spotykamy tylko pojedyncze garstki turystów co nie cieszy restauratorów bo stoliki wieczorami są w znacznej części puste. Oczywiście dla nas to wspaniały klimat luzu i spokoju ale dla miejscowych, którzy żyją głównie z turystki – dramat. Tak jak obiecałem żonie, nie będzie już pływania speedboatem. Kupiłem bilety na samolot lokalnej linii Emetebe Air. Musimy się dostać dziś na kolejną wyspę – San Cristobal, gdzie następnego dnia mamy już samolot powrotny do Quito. Emetebe Air lata na wysłużonych Britten Norman Islanderach. Bilet na San Cristobal z Isabeli kosztował 145 USD od osoby, kupowany bezpośrednio na stronie Emetebe Air. Dla przypomnienia odcinek speedboatem to 30USD do Santa Cruz ale aby się dostać na San Christobal trzeba kupić drugi odcinek (nie ma łódki bezpośredniej) za kolejne 30-35USD. Samolot kosztuje więcej niż połowę kwoty speedboatów ale za to leci niecałe 40 minut. Przeprawa łodziami z Isabeli do San Cristobal zajmie cały dzień (godziny wypłynięcia nie są zsynchronizowane na Santa Cruz) Lotnisko nie jest daleko, planowaliśmy się przejść ale miły Pan z hostelu oferuje nam podwózkę za całe 2 dolary, co w tym wielkim upale wydaje się rozsądną kwotą ? Po drodze pola lawy, tak wygląda wnętrze Isabeli: Witamy się w samo południe z terminalem: Oto okienko linii Emetebe Air: No i mamy zonk ☹ Jak pamiętacie taszczymy ze sobą dużą torbę z ubraniami zimowymi po NYC i ona się Panu na check-in nie spodobała. Każe ją położyć na wadze i dodać nasze wszystkie plecaki (udaje mi się szybko wyciągnąć lustrzankę!) Wyrok to 68 dolarów dopłaty… hmm no mówi się trudno, przecież nawet w Wizzie jest drożej. Czekają na nas dwa Islandery Dowiaduję się, że obydwa lecą na San Cristobal i startują jeden po drugim. Ten sam Pan z checkinu ogląda całą grupę pasażerów i na oko rozdziela nas do jednego i drugiego samolotu rozkładając po równo ciężar bagaży i wagę pasażerów. Na szczęście my trzymamy się razem! Małżonka i tak jest mocno przejęta jej pierwszym w życiu lotem takim maleństwem. Boarding „z rękawa” ? Pytam szybko pilota czy mogę usiąść koło niego ale stanowczo odmawia. Już tego nie praktykują w Emetebe Air – odpowiada. Ale wpuszcza mnie na siedzenie tuż za pustym copilotem. Islander zabiera ośmiu pasażerów. Trzeba założyć słuchawki aby wytrzymać hałas. Startujemy w ten krótki 40-minutowy lot jeden samolot za drugim, lecimy całą trasę też w niedalekiej odległości od siebie (oczywiście zachowując prawidłową separację) Mam dobry widok i focę Isabelę przy starcie. Tak wygląda San Cristobal i miasteczko Puerto Baquerizo Moreno, gdzie dziś nocujemy Pas startowy, rozglądam się razem z pilotem przed podejściem – nawyk z lotnictwa ? Tym razem też mamy blisko do hotelu, idziemy z buta ten kilometr. Zostawiamy graty i jest dopiero 15.30 ? Całe popołudnie na zobaczenie miasta, które jest imho sporo większe niż Puerto Ayora Zachodzimy na 6-dolarowy obiadek i wzdłuż molo spacerujemy w kierunku polecanego muzeum Galapagos, które nazywa się Centro de Interpretacion Ambiental Całkiem ciekawa wystawa, cała historia powstania a potem odkrycia Galapagos Oraz bardzo znany epizod pobytu Karola Darwina. Podobno to właśnie obserwacje lokalnego gatunku zięb ostatecznie potwierdziły u Karola trafność idei teorii ewolucji. Jak widać Galapagos zaludnia się w szybkim tempie Przed zachodem słońca jeszcze wizyta na plaży Punta Carola Plaża usłana jest uchatkami wraz maluchami. Zwierzęta nic a nic nie boją się człowieka. Obserwuję z odległości małe uchatki Jedna z ciekawości podchodzi do mnie przyjrzeć się „człowiekowi” z bliska Ale po chwili wraca do mamy na „papu” Latarnia Faro Punta Carola I piękny zachód słońca, uchatki same pozują do zdjęcia. Jeszcze wieczorem spacer po molo I wizyta w jednej z knajpek – oczywiście też mają „happy hour za 10usd” Jutro niestety nasz ostatni dzień na tych pięknych wyspach. Stay tuned! | |
| Autor: | cart [ 14 Lut 2024 08:49 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Jak ja byłem to najtańszy obiad był za 10$. Spoko, że ceny trochę zluzowały. | |
| Autor: | amphi [ 17 Lut 2024 11:24 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@hiszpan znakomita relacja! My byliśmy na Galapagos 29.01 - 4.02 i właśnie wróciliśmy, bo jeszcze tydzień spędziliśmy w NY. Planowałem też napisać relację z Galapagos, no ale kto by tam chciał czytać drugą relację z Galapagos na forum, jak już jedna taka dobra jest. | |
| Autor: | hiszpan [ 19 Lut 2024 19:46 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Plaża Loberia znajduje się prawie 40 minut marszu od centrum Puerto Baquerizo Moreno. Mamy całe przedpołudnie do zagospodarowania więc nieśpiesznie się tam udajemy na piechotę. Tak wyglądają uliczki stolicy San Cristobal Mijamy szkołę z ciekawymi muralami No i wejście na samą plażę: Czeka na nas strażnik w budce, który każe się nam wpisać w kajet. Rodzinka rozkłada się na cieplutkim piaseczku a ja idę pofocić przepiękną okolicę Spotykam ziębę Darwina - geospizę, jeden z kilku endemicznych dla Galapagos gatunków tych ptaków, które obserwował Karol Darwin podczas swojej wyprawy na HMS Beagle. Pewien głuptak uparł się upolować rybę na moich oczach. Męczył się okrutnie wpadając do wody z impetem i mijając się za każdym razem ze zdobyczą. Udało mu się za 7 razem bodajże. Poluje po prostu pikując z dużej wysokości do wody: Przy brzegu można dostrzec czaple, które wcale nie boją się ludzi Oraz kolejny endemiczny gatunek mewy – Lava gull czyli mewę galapagoską. Całość pejzażu ptactwa dopełniają jeszcze latające kuliki i oczywiście fregaty. Plaża Loberia to również idealne miejsce do nurkowania z maską i rurką. W zatoczce oprócz rybek pływają wielkie żółwie. Naliczyłem ich 9 sztuk tylko przy brzegu. To wspaniałe doznanie móc obserwować je pod wodą i od czasu do czasu popłynąć za takim co się wynurza – oczywiście zachowując przyzwoitą odległość. Cały czas w wodzie obecne są uchatki, duże i małe. Nic a nic nie robią sobie z obecności człowieka A jak wyciągam aparat to nawet specjalnie pozują do fotek! Przychodzi nasz czas na pożegnanie się z Galapagos. Wracamy po drodze wstępując jeszcze na soki wyciskanie (niezmiennie po 3,5usd za wielką szklanicę) oraz pyszne empanady Do Quito z międzylądowaniem w Guayaquil zabiera nas LATAM: Dobrze, że coś przekąsiliśmy bo podczas obydwu lotów na pokładzie jest skromnie. Lądujemy w Quito po 18-tej i idziemy odebrać zarezerwowany samochód. Rezerwowałem w Europcarze, za dwa dni zapłaciłem 160zł (Kia Soluto). Lot do Miami mamy następnego dnia po południu więc postanawiamy spędzić wieczór w Centro Historico w Quito. Tam też zarezerwowałem hotel wydawało mi się, że blisko centrum starówki. Przebicie się przez duży ruch popołudniowy zajmuje mi ponad 1,5 godziny. Pisałem wcześniej do hotelu i zapewniono mnie, że będzie miejsce do parkowania. Wpisuję adres do mapy w telefonie i … ląduję na samym Plaza San Francisco. No właśnie, nasz hotel jest dosłownie na rogu placu. Nasz gospodarz Bernardo otwiera nam bramę i parkujemy na patio. Hotel Boutique Portal de Cantuna mieści się w 19-wiecznej hiszpańskiej hacjendzie. Jego wnętrza robią na nas niesamowite wrażenie – zobaczcie sami: Okazuje się, że jesteśmy jedynymi gośćmi (jednak trudna sytuacja w Ekwadorze wystraszyła wszystkich klientów) i możemy sobie wybrać dowolny pokój. Hotel kosztuje 50USD za pokój ze śniadaniem. Zapadł zmierzch, upewniam się, że możemy bezpiecznie pochodzić po starówce. Bernardo poleca nam fajne miejsce na kolację i przestrzega aby wrócić przez 23 kiedy zaczyna się godzina policyjna. Ulice starówki wyludnione, niewiele przechodniów, praktyczne żadnych turystów ale za to mnóstwo policji i wojska więc paradoksalnie czujemy się dość bezpiecznie tak spacerując po nocy. Dochodzimy do polecanej knajpki Vista Hermosa. Restauracja znajduje się na dachu kamienicy i ma przepiękny widok na całe centrum Quito: Obawiałem się cen ale zobaczcie sami ile kosztują i jak wyglądają miejscowe specjały: Niesamowity wieczór nam się udał. Życie towarzyskie w restauracji kwitnie bez względu na stan zagrożenia w całym państwie. Na drugi dzień żegnamy się z Bernardo, który zaprowadza nas jeszcze do cafeterii na Plaza San Francisco, gdzie mamy opłacone śniadanie (zestaw na ciepło nie do przejedzenia!) i robimy ostatni spacer. My jedliśmy w komfortowej kafejce ale coś do jedzenia można kupić tu praktycznie na każdym rogu Zaplanowałem na dziś wizytę w Mitad del Mundo, czyli parku turystycznym położnym dokładnie na równiku. To prawie godzina jazdy samochodem na północne przedmieścia Quito. Na miejscu trzeba kupić bilety, to tylko 5usd od osoby. Równik ładnie zaznaczony jest żółtą linią, odwiedzam obie półkule na raz ? W głównej wieży ciekawa wystawa etnograficzna o regionach Ekwadoru i miejscowych plemionach Indiańskich. Z góry widok na pobliskie Andy. Nie możemy zapomnieć, że Quito położone jest na około 2800m n.p.m. i jest drugą najwyżej położoną stolicą świata po La Paz. Przed straganami miejscowe zespoły folklorystyczne prezentują swoje tańce ludowe. Naprawdę jest to fajnie zorganizowane. Polecam posłuchać też muzyki: No cały kompleks razi trochę kiczem ale rodzinka jest bardzo zadowolona. Czujemy się tu bezpiecznie i przeznaczamy na pobyt prawie 3 godziny jeszcze z jedzeniem (no można spróbować pewnego andyjskiego przysmaku Po południu docieramy na lotnisko i przed odlotem wbijamy jeszcze do saloniku VIP longue na PP. Salonik ma piękny taras, na którym całkiem miło pije się drinki zamawiane przy barze. Trzeba też zjeść coś na zapas, w American Airlines raczej będą tylko orzeszki. Do Miami zabiera nas Benek 737MAX AA. Piękne chmurki po drodze focię przez szybkę Trafiamy wieczorem w Miami na niezły kocioł przylotów. Skutkuje to prawie 1,5h kolejką do immigration ☹ Biorę samochód na dwa dni za 170zł z Dollar. Ostatniego dnia w Miami zamiast pojechać na Miami Beach przed odlotem do Polski, moja rodzinka wyraża chęć odwiedzenia centrum handlowego Dolphin Mall. I w owym centrum spotykam @Cart -a, który akurat też ma layover w Miami (oczywiście wcześniej się umówiliśmy ? ). Mam chęć omówienia z nim całej masy przyszłych podróży ale … nie udaje się to. Obydwaj jesteśmy z żonami i rodzinami no i jakoś nie wyszło... (z mojej winy trochę) W drodze powrotnej na lotnisko machamy do jego TAPa a sami wsiadamy do opóźnionego o dwie godziny Dreamlinera LOTu Na pokładzie pełniutko. Przed nami siedzi bardzo znany warszawski restaurator wraz rodziną, dziwię się, że nie leci przynajmniej w premium ale jak tam zaglądam to jest pełniutko. LOT karmi dwa razy na ciepło ale niestety szału smakowego nie ma. Szkoda, że pierogów już nie było. Wyobrażam jak ów restaurator musiał się męczyć konsumując te marne smakowo posiłki! To koniec tej podróży, mam nadzieję, że wzbudziłem w Was chęć odwiedzenia tej części świata. Uważam, że Galapagos to świetna destynacja na wakacje z dzieciakami jak i podróż romantyczną we dwoje. Jak uporacie się z cenami biletów to na miejscu można całkiem budżetowo spędzić czas i tak dużo zobaczyć i przeżyć. Oczywiście są też luksusowe hotele i piękne restauracje. Niestety niestabilna sytuacja w Ekwadorze nie sprzyja odwiedzaniu tego kraju, dlatego warto się za każdym razem upewnić czy w danym momencie jest bezpiecznie (ja pisałem bezpośrednio do hoteli po takie informacje nie przejmując się szumem informacyjnym i sensacyjnymi nagłówkami) | |
| Autor: | kuba0999 [ 13 Mar 2024 16:29 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
Hej, świetna relacja i opisy! Zmusiła mnie do kupna biletów na czerwiec | |
| Autor: | hiszpan [ 14 Mar 2024 12:24 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@kuba0999 wyszukiwarka google po obrazie - ot i cała tajemnica mojej wiedzy o gatunkach ptaków | |
| Autor: | adam246 [ 03 Kwi 2024 14:05 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
dlaczego nie byliście na Los Tunneles ? | |
| Autor: | hiszpan [ 14 Kwi 2024 11:54 ] |
| Temat postu: | Re: Easy Galapagos z dzieciakami na ferie zimowe |
@adam246 no niestety moja małżonka nie jest fanką wody i pływania | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |