| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga poleciec-1000-razy-timor-leste-vanuatu-i-tonga,217,185876 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | cart [ 11 Mar 2026 10:21 ] |
| Temat postu: | Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Bilety na podróż na Pacyfik kupiłem 9 miesięcy temu, więc w sumie nie wiedziałem kiedy trafię tysięczny lot. Wyszło tak, że trafiło na tę podróż. Na wyjazd na Pacyfik mogłem wygospodarować jedynie 10 dni. Strasznie mało biorąc pod uwagę, że leci się po 2 dni w jedną stronę. Kręgosłupem podróży były tanie loty Scoot ATH-SYD po niecałe 1000 zł za odcinek. Wiedziałem, że chcę zobaczyć co najmniej 2 wyspy na Pacyfiku i kombinowałem z Timorem Wschodnim. W końcu wyszło tak, że trzeba lecieć na Bali, skąd głównie odlatują loty do Dili. Rozkłady tak się układają, że niestety nocleg na Bali jest niezbędny. Dość długo układałem trasę by wcisnąć ile się da. Konieczne było też odwiedzenie Australii tranzytem. Koniec końców wyszła nocka w Atenach, dzień w Singapurze, nocka na Bali, dzień w Timorze, kilka godzin w Darwin (choć miał być dzień w Kakadu, ale pozmieniali loty), nocka w Brisbane, 2.5 dnia na Vanuatu, przesiadki na Fiji, pełny dzień (2 noce) na Tonga i pół dnia w Canberze. Autobus do SYD na lotnisko i siup do domu. Jak Scoot zaczął mieszać rozkładem to postanowiłem oddać powrotny SYD-SIN-ATH i kupić promocyjny Etihad. Dzięki niemu mogłem wrócić do Warszawy w poniedziałek o 6:40 i pójść do pracy. Inaczej czekało mnie wiele godzin czekania w ATH. Jak potem się to wszystko zmieniło... Ale o tym opiszę już w relacji. Towarzyszy mi Leszek, z którym byłem w Afganistanie i Turkmenistanie. Loty pierwotnie (przed zmianami na końcu) układały się tak: Załącznik: flight.jpg [ 82.1 KiB | Obejrzany 2275 razy ] | |
| Autor: | Legion1 [ 11 Mar 2026 11:02 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Czekam na relację zwłaszcza z, krótkiego pobytu w Timorze | |
| Autor: | M_Karol [ 11 Mar 2026 20:50 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Zapowiada się kolejna, interesująca relacja. W dodatku na rzadkim kierunku. Szacun za ogromną pasję do podróżowania. @cart podziel się sekretem skąd czerpiesz w sobie tyle siły i energii do tak intensywnego podróżowania? | |
| Autor: | cart [ 11 Mar 2026 21:43 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
No cóż, to świetne pytanie, na które chyba nie znam odpowiedzi | |
| Autor: | cart [ 12 Mar 2026 10:00 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Dolot do Aten kupiłem w jednej z licznych promocji Aegeana za 250 zł. Linie dalej trzymają poziom serwisowy i można napić się wina. W końcu lot 999. Rozkład Scoota niestety wymusza nocleg w Atenach. Wybraliśmy Holiday Inn niedaleko lotniska, płatny z góry za 80 euro. Zaletą tego hotelu jest darmowy shuttle lotniskowy. Można niby spać na lotnisku, ale przed długą podróżą nie chcieliśmy być na starcie niedospani. Odprawa online Scoot nie przechodzi, ale na lotnisku nie ma kolejki i dostajemy karty pokładowe od razu na Bali. Czas na pamiątkowe zdjęcie! Załącznik: 1000.jpg [ 72.75 KiB | Obejrzany 2074 razy ] Pewnie wolałbym inną linię i lot na tysiaka, ale tak się trafiło i nie ma co narzekać. Scoot ma całkiem sporą ilość miejsca na nogi, ale na tym zalety się kończą. Nie ma IFE, jedzenie za kasę (zrobiłem pre-order), nawet wody nie dają za darmo. Jakoś wytrzymało się ten czas, mogłem nadrobić seriale oglądając na telefonie. Tysiąc lotów - wow. Jakaś połowa z tego to służbowe. Kiedyś służbowo latałem jak głupi - po 6-8 międzykontynentalnych co roku, głównie Chicago i Mumbai. Do tego sporo po Europie. Nabiłem aż 2.2 mln km. Byłem na lotniskach w ponad 120 krajach, a samych lotnisk mam ponad 300. Kiedyś miałem i SEN i status 1k w United, a potem latami Platinum i Gold. Przed pandemią pokończyło się praktycznie służbowe latanie i teraz to już głównie prywatne podróże. Czy ja lubię latać? Chyba nawet nie tak bardzo. Najbardziej lubię w lataniu to, że bardzo szybko dostaję się na miejsce. Dlatego lot Scootem aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Wysiadamy z samolotu trochę przed czasem. Jest 3 rano. Formalności graniczne są błyskawiczne. Szukamy czegoś na śniadanie, ale najpierw pozbywamy się plecaków. Mamy prawie cały dzień w mieście. Na lotnisku prawie wszystko jest pozamykane, nawet fontanna nie działa. Znajdujemy jednak jakieś wietnamskie jedzenie i jemy śniadanie. Czekamy aż ruszy metro o 5:30 i jedziemy godzinkę do Botanic Gardens. W Singapurze byłem 12 lat temu, ale w ogrodach nie byłem. A wpisane są one na listę Unesco, ale dopiero po mojej pierwszej wizycie w tym państwie/mieście. O 6:30 dopiero wstaje świt. Miasto budzi się do życia. ![]() ![]() Ogród zachował elementy angielskiego stylu krajobrazowego z XIX wieku, w tym długie aleje spacerowe, otwarte trawniki, malownicze zakątki z egzotyczną roślinnością. UNESCO podkreśla różnorodność historycznych budynków i układów zieleni rozwijanych od 1859 r. ![]() ![]() ![]() Malownicze jezioro, przy którym odbywają się koncerty „Sundays @ the Symphony” to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na piknik lub odpoczynek. ![]() Park z orchideami niestety jeszcze jest zamknięty i musielibyśmy czekać godzinę na otwarcie. Zbieramy się więc w kierunku downtown ![]() Koniecznie chciałem zobaczyć Gardens by the Bay. Idziemy sobie spacerkiem od stacji metra o tej samej nazwie. ![]() ![]() Same żywe (roślinność) i nieżywe drzewa robią super wrażenie. W nocy pewnie jeszcze lepsze. ![]() Za niewielkie pieniądze można wejść na skywalk i podziwiać z góry. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Idziemy dookoła zatoki. Pogoda całkiem przyjemna, choć ja w takich tropikach momentalnie się pocę. ![]() ![]() ![]() Przy lwie są już tłumy. Zjadamy wczesny lunch w jednej z okolicznych knajp i trochę odpoczywamy. ![]() Czas na starszą część miasta: ![]() ![]() ![]() Atrakcji w mieście jest jeszcze sporo, ale na reszcie już byłem. Zbieramy się na lotnisko i Dreamlinerem lecimy na Bali. Do hoteliku mamy z buta 500 metrów. Wieczorem wychodzimy jeszcze na krafta i kolację. W nocy mega leje, a my odsypiamy, bo o 8 rano mamy lot do Dili. | |
| Autor: | greg2014 [ 12 Mar 2026 14:33 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
@cart - wspaniała podróż, świetne zdjęcia. Jakim aparatem je robiłeś ? | |
| Autor: | cart [ 12 Mar 2026 15:25 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
@greg2014 Canon R8 + Canon RF 10-20/4L + Canon RF 24-105/4L. Tele sprzedałem, właśnie szukam jakieś | |
| Autor: | cart [ 14 Mar 2026 18:19 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Timor Wschodni to jedno z najmłodszych krajów świata. Niepodległość uzyskał dopiero w 2002 roku. Przez setki lat rządzili tutaj Portugalczycy, którzy wycofali się w 1975 roku. Po kilku dniach niepodległości na kraj najechała Indonezja i rządziła brutalnie przez następne 27 lat. Szacuje się, że zamordowali w tym czasie ponad 100 tysięcy ludzi... Z Bali codziennie lata Citilink i Aerodili. Na malutkie lotnisko przylatuje jeszcze czasami Batik z Kuala Lumpur. Po tanich biletach w Indonezji, 2h lot do Dili to trochę szok, bo kosztuje 800 zł OW. Z Dili chcieliśmy wydostać się do Australii, do Darwin lata co 3 dni Air North. Z tego też powodu, na Timor Wschodni mieliśmy tylko 1 dzień. Szukając atrakcji w tym kraju, na stolicy właściwie wszystko się kończy. Można oczywiście jechać w prowincję i podglądać miejscowych, ale to nigdy nie jest proste. Dzień musi wystarczyć, a żeby go maksymalnie wykorzystać to bierzemy lokalnego przewodnika i za 100$ obwozi nas gdzie trzeba. Pierwsze wrażenia z lotniska i stolicy to że wszystko jest w połowie zbudowane. Indonezyjczycy jak się wycofywali to zniszczyli co dało się zniszczyć, a bieda niestety nie pomaga w szybkiej odbudowie. Ruch na ulicach jest mały, jest kilka hoteli w wyższym standardzie w cenie około 100$, a kraj obecnie budują Chińczycy w tym samym modelu co w wielu krajach Afryki. Zbudowali nowy port, buduje się wielki apartamentowiec i chodzą słuchy o drogim hotelu pięciogwiazdkowym przy plaży. Pierwsze widoki to pomniki bohaterów narodowych z początku XX wieku ![]() Pierwsze kroki kierujemy do pamiętnika wizyty Jana Pawła II. Odwiedził on Timor Wschodni na kilka godzin w 1989 roku i wg przewodnika miał bardzo duży wpływ na wzniecenie ruchu niepodległościowego. ![]() ![]() W tym miejscu odprawił mszę. ![]() Wjeżdżamy na wzgórze, gdzie zbudowano mu pomnik. ![]() Timor Wschodni jest katolicki, w odróżnieniu od ogromnej muzułmańskiej Indonezji. Pytałem przewodnika jak obecnie wygląda sytuacja między krajami. Podobno było pojednanie i ludzie Timoru wybaczyli Indonezji, ale nie zapomną tego co się stało. ![]() Potencjał turystyczny kraju nie jest wielki, ale podobno w zatoce obok tej skały można spotkać diugonie, a na jednej z dwóch wysp należących do Timoru są także świetne miejsca nurkowe. ![]() ![]() ![]() ![]() Stolica, taka trochę duża wieś, ma sporo miejsc upamiętniających trudną historię kraju... ![]() ![]() Odwiedzamy targ, kościół. ![]() ![]() ![]() Zatrzymujemy się w przerażającym miejscu. Zaraz po wizycie papieża, o której wyżej wspominałem, tłum gromadził się w mieście i pokojowo protestował. Protesty trwały 2 tygodnie i podczas jednego z nich, wojsko indonezyjskie zaczęło strzelać do ludzi zabijając kilkaset osób. Wszystko nagrał jakiś dziennikarz i schował kasetę na pobliskim cmentarzu. Jak go aresztowali to pokazał, że nic nie ma. Po kilku dniach wrócił i pokazał światu co się stało. Odbiło się to sporym echem i pozwoliło na pokazanie światu problemu w Timorze. ![]() ![]() Jedziemy w góry. Idzie burza, jeszcze udaje się zrobić widoczek na stolicę ![]() Zatrzymujemy się na chwilę przy tradycyjnej chacie, które są głównie rozsiane po prowincji. Na dole jest przewiewnie, a na górze się śpi. Ludzie tu jeszcze nie mieszkają, ale mieszka całkiem spory pajączek... ![]() ![]() Odwiedzamy niedaleko muzeum z II wojny światowej. Właściwie nic tam nie ma do pokazania, więc oglądamy film i o tym jak Timorczycy pomagali Australijczykom podczas wojny. Bardzo ciekawe. Po deszczu wracamy na dół i jedziemy w okolice wielkiego posągu Chrystusa. Jest niedziela, więc sporo ludzi wypoczywa na plaży, a my idziemy na górę. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dzień się powoli kończy. Mamy świetny hotel - właściwie apartament z dwiema sypialniami, salonem i kuchnią. Na kolację jednak idziemy do innego miejsca. W międzyczasie rozpętuje się przeogromna burza i leje się strumieniami. Z ulic robią się rzeki, a my po kilku piwkach postanawiamy w końcu wracać. Machając spod daszku zatrzymuje się jakaś rodzinka i chętnie podrzuca nas do hotelu. | |
| Autor: | cart [ 17 Mar 2026 12:17 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Co kilka dni lata mały Embraer 120 z Dili do Darwin. Bilety można kupić za 600-700 zł. Lotnisko, jak wszystko w stolicy, jest w wiecznym remoncie, ale chociaż odloty zrobili jako tako. Jest małe mobilne stanowisko Air North przystawione obok stałych, gdzie odprawiamy się. Schodzi się sporo bo muszą ręcznie sprawdzić wizy. Załącznik: airnorth.jpg [ 155.57 KiB | Obejrzany 1673 razy ] Boardujemy się mniej więcej o czasie. Na pokładzie jest tylko 8 osób. Żegnamy Dili i czeka nas 1.5h skok do Australii. Załącznik: airnorth2.jpg [ 226.92 KiB | Obejrzany 1673 razy ] Kilka razy tak rzuciło samolotem, że aż strach. Dolecieliśmy jednak bezpiecznie. Pierwotny plan był taki by wziąć Jetstara po północy i nocą przelecieć do Brisbane. Ten prawie cały dzień chciałem poświęcić na pojechanie do Kakadu i polecieć samolotem widokowym. Obecnie jest pora wilgotna i prawie wszystkie atrakcje Kakadu są zamknięte, ale akurat to świetny czas na lot widokowy i zobaczenie wodospadów. Jetstar postanowił jednak zmienić rozkład na godzinę 16 i rozwaliło to plan. Kilka godzin postanawiamy zatem spędzić w Darwin. Bierzemy Ubera i jedziemy na waterfront. Jest tam kilka nowych budynków, jakiś basen, ale generalnie nic ciekawego. Niedaleko jednak jest dość ciekawe miejsce - tunele na paliwo. Podczas II wojny światowej, Japończycy zbombardowali zbiorniki na paliwo, które stały na otwartym miejscu. Postanowiono zatem ręcznie wykopać tunel do przechowywania. Płaci się za wstęp kilka groszy i można wejść. ![]() ![]() ![]() Zanim go dobrze wykopano i oddano do użytku to już się wojna skończyła Idziemy jeszcze do centrum. Widać wielu napitych Aborygenów, snujących się i zaczepiających ludzi. Niezbyt ciekawy widok. ![]() Wpadamy na lunch do jednego z centrów handlowych i resztę czasu zabijamy w parku. ![]() Nie jest to zbyt ciekawe miejsce, ale na bank tu wrócę by pojechać do Kakadu. Bierzemy Ubera na lotnisko. Nasz lot do Brisbane przesuwa się i przesuwa. Nici z wieczornego zwiedzania miasta... W końcu boardują. Powiedzieli, że opóźnienie było z powodu silnych turbulencji na przylocie tutaj i jedna stewka się zraniła. Szok! Musieli jej udzielić pomocy i ona już nie poleciała z nami z powrotem. Nasz lot jednak był spokojny. W BNE nie mogliśmy znaleźć Ubera ze 20 minut. W końcu dojeżdżamy do hotelu przed 23. Downtown piękne, ale nie mamy już siły na wyjście, tym bardziej, że rano mamy już lot na Vanuatu. Zwiedzamy jeszcze z Ubera rano i w sumie dziwimy się, że przed 6 rano jest już spory ruch na drogach. Nasz lot Qantas na Vanuatu odlatuje o czasie. | |
| Autor: | cart [ 18 Mar 2026 17:12 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Pierwsze kroki na Vanuatu skierowaliśmy do Air Vanuatu. Koniecznie chcieliśmy polecieć jutro na wulkan Tanna. Jest to najbardziej dostępny dla człowieka aktwny wulkan na świecie. Jest kilka opcji na wycieczkę - 2 opcje na 1 dzień z odlotem popołudniem lub wieczorem oraz opcja na 2 dni z trekkingiem na krawędź i noclegiem. Nie jest to tani sport - ceny od 2000 do 2800 zł. Chcieliśmy wziąć opcję z noclegiem. Biuro Atmosphere chciało nam nawet sprzedać wycieczkę (trzeba kupić online) i powiedzieli, że w środę wylot a w czwartek powrót. Jako transportu używają właśnie Air Vanuatu, a ja na fr24 nie widziałem lotów w czwartek, więc mnie to zastanowiło. Poszedłem do biura linii i potwierdzili, że w czwartek nie latają. No to klops. Są jeszcze 2 opcje na prywatne Air Taxi, ale nie mieli wystarczająco chętnych (potrzebne jest 6 osób). Eh, no to wulkan nie tym razem. Opcja B to polecieć jutro rano i wrócić wieczorem na wyspę Espirito Santo, ale Air Vanuatu miało tylko 1 bilet, a nas było dwóch. Biletów na tę linię nie da się kupić online, więc zostawało tylko na miejscu... Koniec końców decydujemy się na wycieczkę na Roi Mata Domain z Atmosphere i kupujemy online, choć powinna się nam zapalić czerwona lampka po tym niby locie czwartkowym. Wymieniamy kasę dopiero w 3 punkcie, bo banki przyjmowały tylko banknoty 100$ max 10 letnie. Nieważne, że mieliśmy już te nowe. Wychodzimy przed szlaban i udaje nam się dojechać za grosze do Vanuatu Motel. Przyzwoite warunki, klima i tylko 230 zł za dobę. Basen też jest. Resztę dnia spędzamy na wałęsaniu się po mieścinie i zorganizowanie samochodu na jutro. Udało się wypożyczyć za 250 zł w lokalnej wypożyczalni. Pijemy potem piwko w jednym z licznych barów, ale gryzą komary, co chwila pada i trzeba uciekać. Następnego dnia chcemy objechać wyspę dookoła. Zaraz za miastem droga psuje się masakrycznie i są mega dziury. Nie dziwne, bo widzimy, że grubość asfaltu to tak z 2 cm... ![]() ![]() Zajeżdżamy pod wodospad Mele. Są tu naturalne baseny, gdzie miejscowi zażywają kąpieli i robią pranie. ![]() ![]() ![]() Zaraz dalej idziemy na szlak, a tam budka i wejście 25$! Powiedziałem, że mam w d... płacenie takiej kasy za zobaczenie jakiejś sikawki. Porąbało ich z tą ceną. Odwróciliśmy się na pięcie. Kawałek dalej jest miejsce Unesco Chief Roi Mata Domain. To legendarny władca tych obszarów sprzed kilkuset lat. Mamy wykupioną wycieczkę na jutro, ale zaglądamy na miejsce. To jedno z core zones, ale jest tu tylko tablica Unesco i łódki, których trzeba użyć aby popłynąć na dwie sąsiednie wyspy - dawna wioska oraz miejsce pochówku. Nikogo nie ma, więc i tak nie mamy jak popłynąć już dziś. ![]() ![]() Jedziemy więc dalej. Okazuje się, że minęliśmy się z chłopakami z forum - grupa Warszawska w liczbie 7 osób podróżuje po Pacyfiku i robi 3-tygodniowe RTW. Postanawiamy pojechać do nich na lotnisko jak zdążymy wrócić do stolicy przed ich odlotem. Zaglądamy na północ wyspy do Top Rock. Tu znowu chcą za wejście, tym razem 15$. Jak mamy odchodzić to pan chce obniżyć cenę. Stanęło na 5$, bo nie chcemy snorkować. Tyle można dać. ![]() ![]() Trzeba przyznać, że ładnie tu jest. ![]() ![]() ![]() Zatrzymujemy się jeszcze przy rzece Epule, gdzie można posiedzieć na ławce oraz zażyć kąpieli. ![]() ![]() ![]() Tak więc po niecałych 4h mieliśmy już objechaną wyspę. Zajechaliśmy zatem jeszcze do Ekasup Cultural Village. To taka wioska, gdzie faktycznie mieszkają lokalni w dość spartańskich (i tradycyjnych) warunkach. Wita nas gość i chce 50 AUD za wejście. Siadamy w chacie na spotkania i czekamy. ![]() ![]() Czekamy i czekamy. Gość mówi, że zaraz przyjdzie przewodnik, ale po 40 minutach czekania stwierdził, że wszyscy poszli na pogrzeb. Pokazał nam tylko jak łapią świnie i kurczaki i to wszystko. Słabo wyszło. ![]() ![]() ![]() ![]() No i pojechaliśmy na lotnisko i złapaliśmy chłopaków A następny dzień mieliśmy jechać na Chief Roi Mata Domain, ale rano odwołali nam wycieczkę z powodu złej pogody. Faktycznie lało mocniej lub mniej cały dzień. Lot na Tonga przez Fiji mieliśmy dopiero o 16:50, więc cały dzień poszedł na zmarnowanie Loty przez Fiji na Tonga nawet przed czasem. Wyleciał w ogóle z NAN 30 minut przed czasem rozkładowym i o 1 w nocy lądujemy na Tonga... | |
| Autor: | cart [ 22 Mar 2026 19:54 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Na lotnisku w Tonga poszło sprawnie, doszliśmy pierwsi do kontroli, szybka wymiana gotówki i jeden z taksówkarzy chce nas zabrać za uczciwe pieniądze do miasta. To około 30 minut jazdy. Hotel mamy w samym centrum. Pomimo późnego przylotu udało się nawet wyspać i o 10 ruszamy na 6h zwiedzanie z przewodnikiem. Wyspa nie jest duża i chyba muszą znaleźć wypełniacze czasu. Duża mama zarządza domem i ma różne wyciosane w drewnie wzory, które będą podstawą do malowania po płótnie i robieniu okładki książki. ![]() ![]() Spędzamy tam z godzinkę i udaje się wykonać okładkę do notesu. Można w końcu jechać coś zwiedzić. Zaczynamy od miejsca lądowania kapitana Cooka. Gdzie ten gościu nie był na Pacyfiku... Swoją drogą odnaleźć te wszystkie wysepki pośród Oceanu Spokojnego to duża sztuka. Jest tu pamiątkowa tabliczka i mała zatoczka z mangrowcami. ![]() ![]() Jedziemy do Paepae o Tele'a. To ogromna kamienna platforma, zbudowana z masywnych bloków wapienia koralowego. Jest jedną z największych struktur tego typu w Tonga i świadczy o potędze dawnego królestwa tongijskiego. Kamienie były transportowane z innej wyspy i to trochę zagadka jak dali radę. ![]() ![]() O ile się nie mylę, jest tu miejsce pochówku jednego z synów króla. ![]() Kawałek dalej jest największy zabytek Tonga i jeden z ważniejszych w Polinezji - Haʻamonga ʻa Maui. To kamienny triliton. Powstał około XIII wieku i ma wymiary 5x6m. Oznacza bramę, ale na pewno ma jakieś znaczenie astronomieczne. Od niego odchodzi ścieżka, gdzie widać kawałek oceanu i podczas równonocy tam wstaje słońce. Ogólnie budowla jest bardzo imponująca. ![]() ![]() ![]() W kompleksie są też inne bloki i ruiny. ![]() ![]() ![]() Zjadamy tu też lunch. Dostaję surowe kawałki ryby w mleczku kokosowym - rewelacja... Jedziemy w stronę blowholes, a po drodze oglądamy palmę kokosową z trzema głowami... To trochę unikat, bo palma zawsze ma jeden czubek, a jak się odetnie to koniec - nie odrasta. Ktoś niestety ją zatruł i szacuje się, że za 1-2 lata już jej nie będzie. ![]() ![]() Dojeżdżamy do blowholes. Ale są super! Wybrzeże jest tu takie ostre, że jak fale uderzają o skały to tworzą się coś ala gejzery. Ciągnie się to kilometrami i jest naprawdę spektakularne... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Kończymy naszą wycieczkę pod hotelem. Idziemy jeszcze zwiedzać stolicę. Jest tu stara katedra i miejsce pochówku króli. Sam pałac królewski jest dość skromny. ![]() ![]() ![]() Zjadamy jakiś shit u chińczyka i resztę dnia spędzamy w barze z lokalnymi kraftami (niestety z butelki). Idziemy spać dość wcześnie, bo odlot o 5 rano... | |
| Autor: | cart [ 23 Mar 2026 13:02 ] |
| Temat postu: | Re: Polecieć 1000 razy - Timor-Leste, Vanuatu i Tonga |
Miałem kupować lot z Tonga do Sydney, ale jeszcze byłby prawie cały dzień nicnierobienia. W Sydney byłem 2 miesiące wcześniej, więc wpadłem na pomysł by pojechać do Canberry. Pierwsza reakcja to by wynająć samochód, ale spojrzałem na bilety lotnicze. Okazuje się, że w niektóre dni Fiji Airways lata z NAN do CBR. Połączenie z Tonga ładnie podpasowało i kosztowało tylko 700 zł. Stawiliśmy się więc na turboprop o 5 rano i z przesiadką w NAN dolecieliśmy do Canberry. Tu już tak łatwo na immigration nie było. Drugi raz wpadam do Australii na 1 dzień podczas tej podróży i oczywiście zainteresowało to strażników. Było dodatkowe odpytywanie i np. pytanie dlaczego wpisałem do wniosku wizowego, że jadę do Kakadu! Szok, że to sprawdzili. Wykpiłem się na szczęście zmienionymi rozkładami. Jeszcze trzepanko bagażu i możemy iść. Z lotniska do centrum jedzie autobus. Widać od razu, że to nowe i starannie zaplanowane miasto. Niestety sporo remontów. Mamy hotelik w centrum i idziemy na długi spacer aż pod parlament. ![]() ![]() ![]() Tak trochę nie widać, ale to ponad 2 km spacerku: ![]() ![]() ![]() Po drugiej stronie stary parlament: ![]() A nowy bardzo fajnie zrobiony, tak jakby pod ziemią ![]() ![]() Wejść można, co prawda nie na dużą salę, ale w budynku można pochodzić i wejść na dach pooglądać panoramki. ![]() W środku makieta zrobiona z klocków lego! ![]() ![]() ![]() Wieczorkiem idziemy do Irish pubu na piwko, uczcić udany wyjazd. Nic się nie posypało i wszystko poszło bardzo dobrze. Rano mieliśmy się rozdzielić, Leszek jechał autobusem o 7 rano aby zdążyć na Scoota do Aten, a ja o 10 by zdążyć na Etihada, którego zmieniłem aby mieć szybszy i wygodniejszy lot. No i to opicie wyjazdu chyba było mało skuteczne, bo jak obudziłem się rano to przeczytałem, że właśnie zaczęła się wojna z Iranem. Rzut oka na flightradar i mój lot leci, ale czy wyleci na powrót? Widząc atak na ZEA pomyślałem, że to tak łatwo nie pójdzie. Zbieram się szybko i zmieniam autobus z 10 na 8 rano i w autobusie postanawiam szukać alternatyw. Mam 3h jazdy na lotnisko. Opcja 1: United do LAX za 1500 i LH z LAX za 1000 do WAW. To byłby nieplanowany RTW, ale... stary paszport z wizą amerykańską został w domu. Mam zdjęcie wizy, ale to za mało. Opcja 2: Tway do Seulu za 2k i za mile LOT do WAW. Trzeba tylko zdążyć na Tway, bo odlatuje godzinę po moim przyjeździe na lotnisko. Więcej opcji nie było, tzn. były, ale piekielnie drogie. Pomyślałem, że jak nie wylecę od razu to powót będzie bardzo drogi. Poszedłem jeszcze do stanowiska United upewnić się, że bez wizy fizycznej mnie nie puszczą i potwierdzili. Kupuję więc w check-inie tego Twaya i od razu loguję się do M&M. Economy z ICN już nie było, więc muszę kupić Y+ za 55k mil. Tway to tania linia. Brak IFE, ale chociaż dali posiłek i wodę. Miałem pełno seriali więc jakoś przeżyłem te 10h. Ląduję na ICN i idę na pięterko do sali z szezlągami. Mogę się spokojnie wyspać. Rano biorę prysznic - dla pasażerów tranzytowych kosztuje tylko 6$. Jeszcze śniadanie w Starbucksie - kawa i duża kanapka za 25 zł (bardzo przystępnie). Na bramce wołają mnie bo problem z moim biletem. Już myślałem, że mnie chcą przebookować, ale na szczęście muszę mieć po prostu fizyczną kartę pokładową by przejść. 12.5h w Y+ LOTem to klasa. Ląduję w WAW o 14, a miałem Etihadem o 6:40. Całkiem to sprawnie wyszło. Za Etihada 2k zwrotu otrzymałem, więc moja inwestycja w powrót to mile. Myślę, że to i tak się nieźle skończyło... | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |