Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
 Temat postu: W DRODZE PRZEZ KAUKAZ
#1 PostWysłany: 10 Cze 2017 21:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Kwi 2017
Posty: 4
Loty: 5
Kilometry: 22 296
Krajów: 6 / 2.8%
Gruzja to pierwszy cel naszej podróży. Dlaczego właśnie tam?

W skrócie to miejsce, gdzie tak naprawdę możesz zobaczyć wszystko: pustynie, morze, duże miasta, małe wioski i nasze ulubione góry :D a do tego jest tam przepyszne jedzenie, bardzo mili ludzie i dodatkowo bardzo tanio.

Kupiliśmy bilety na lipiec, licząc że pogoda dopisze na jakiś dłuższy wypad w góry. Wybraliśmy jedną z najkorzystniejszych opcji lot Wizzairem z Katowic do Kutaisi, jeśli lot zarezerwuje się w miarę wcześniej cena może być naprawdę powalająca.

W Kutaisi wylądowaliśmy rano i od razu z lotniska postanowiliśmy jechać marszrutką do Tbilisi, gdzie chcemy zdążyć złapać marszrutkę do Kazbegi. Jeszcze na hali przylotów atakują nas naganiacze z marszrutek i taksówek. Cena za kurs do Tbilisi jest jedna i ustalona (ale i tak polecam się spytać najpierw o cenę) – wynosi ona 15 lari/10 USD/7.5 EUR (czyli ok 30 PLN).

Około południa docieramy do Tbilisi na dworzec Didube. Z tego samego dworca odjeżdżają marszrutki do Kazbegi. Koszt przejazdu to 10 lari. Nam udaje się zaprzyjaźnić z parą z Polski, która również wybiera się do Kazbegi, więc razem wynajmujemy taxi w cenie takiej jak musielibyśmy zapłacić za marszrutkę. Po drodze pan taksówkarz zatrzymuje się nam w ciekawych miejscach, dzięki czemu możemy porobić sobie zdjęcia (uwaga na krowy leżące na drodze :D)

Image

Podróż po Gruzińskiej Drodze Wojennej jest dość uciążliwa, droga ta jest w ciągłym remoncie, ale za to z bardzo ładnymi widokami. Po około 2 godzinach docieramy do Kazbegi.

Kazbegi (zwana też Stepancmindą) – jest to miejscowość położona w północno-wschodniej Gruzji, na wysokości 1750 m n.p.m., u stóp lodowca Gergeti, nad rzeką Terek.

Pierwszy nocleg w Kazbegi udało nam się zarezerwować po drodze u Mai Sujashvili, tel. +995555484802. Polecam dom Mai, który znajduje się około 7-8 minut od centrum Kazbegi. Sam nocleg kosztował około 15 lari. Natomiast nocleg z kolacją i śniadaniem (stół uginał się pod ilością jedzenia) około 35 lari.

Po rozpakowaniu idziemy pozwiedzać miejscowe atrakcje. Jest tam kilka fajnych lokali, gdzie można zjeść miejscowe potrawy np. pierożki chinkali (minimalna ilość jaką można zamówić to 15 chinkali na raz, po 0,70 lari za sztukę (nie ma się co martwić ilością, bo smakują wyśmienicie) a do tego przepyszne piwo bądź wino.

Image

Następnego dnia z samego rana idziemy do lodowca, po drodze mijając Kościół Świętej Trójcy (Cminda Sameba). Do samego monastyru można dojść drogą samochodową, bądź na skróty drogą wspinaczkową – najkrótsza, ale najcięższa (polecam widoki rekompensują wszystko :D).

Pogoda jest średnia, powyżej lodowca Gergeti nie widać tak naprawdę nic, a większość osób czekających na okno pogodowe, żeby wejść na Kazbeg – najwyższych szczytów Kaukazu na granicy Gruzji z Rosją 5033,8 m n.p.m schodzi w dół. No my niestety też ale i tak wyjście na 3000 m n.p.m było dużym wyzwaniem.

Trochę nam przykro że nie ujrzeliśmy wierzchołka tzw. „zamarzniętego szczytu”, ale co zrobić z pogodą nie da się wygrać. Ale co się odwlecze to nie uciecze, bo już następnego dnia wieczorem pogoda trochę się poprawiła i mogliśmy przynajmniej na chwile nacieszyć oczy Kazbegiem.

Image

Image

Kolejne miejsce na naszej mapie to Mestia. Jedno z moim najbardziej ulubionych miejsc w Gruzji.

Dostać się tam można na różne sposoby. Z Kutaisi i Zugdidi prowadzi asfaltowa droga. W Mestii jest też niewielkie lotnisko ale loty są dość często odwoływane ze względu na zmienną pogodę.

My wybraliśmy nocny pociąg z Tbilisi do Zugdidi (ok 9 godz jazdy) a następnie w 4 osoby wynajmujemy taksówkę i udajemy się wąską, stromą drogą do Mestii. Ta przejażdżka pozostanie na długo w naszej pamięci przez styl jazdy, jaki praktykują tutaj miejscowi driverzy. Nasz kierowca to drugi Kubica, do tego stopnia że niektórym nawet zrobiło się niedobrze. Dzięki temu jesteśmy jakąś godzinę wcześniej ale za to z jakimi wrażeniami :D

Mestia – położona jest u stóp Kaukazu w regionie Górna Swanetia, obecnie zamieszkiwana jest przez ok. 2 600 Swanów, czyli miejscową ludność, która posługuje się językiem swańskim. Położenie wioski wysoko w górach, tuż pod stokami Uszby – 4710 m n.p.m sprawiło, że jej mieszkańcy dość mocno odizolowali się od reszty kraju.

Zabytki Mestii i sąsiedniej wioski Uszguli sprawiły, że ten region znalazł się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Najbardziej charakterystycznym zabytkiem są baszty, które służyły Swanom jednocześnie za warownię i dom. Niektóre z nich pochodzą sprzed niemal tysiąca lat!
Mury wież chroniły mieszkańców przed atakami obcych armii, ale również przed zazdrosnymi sąsiadami, czyli tzw. wendettą.

W wieży mieścił się cały dobytek rodziny. Parter zajmowały zwierzęta a wyżej były pomieszczenia mieszkalne, połączone drabinami, które wciągano na wyższe piętro w razie niebezpieczeństwa.

Zatrzymaliśmy się w Mestii w guest housie, dość blisko centrum, co też było zamierzone- blisko piekarnia, sklep i co najważniejsze centrum informacyjne, gdzie dostaliśmy poglądowe mapki okolicy: http://www.svanetitrekking.ge/eng/index.htm i kilka cennych rad co i gdzie warto zobaczyć.

Miejsca warte zobaczenia:

1) Lodowiec Chalaadi – długość trasy około 6 km, czas przejścia 5-6 godzin. Większość trasy wzdłuż rzeki wypływającej z lodowca, bardzo ładne widoki na masyw Uszby-Chatini;

2) Polodowcowe jeziora Koruldi – spora różnica wysokości ok. 1400 m i dość męczące podejście rekompensują niesamowite, rozległe widoki na Kaukaz, masyw Uszby-Chatini i Góry Swaneckie. Same jeziorka, położone na wysokości 2740 m.n.p.m

3) Uszguli - jest to najwyżej położona osada Gruzji na wysokości 2200 m n.p.m., u stóp najwyższej góry Gruzji – Szchary (5068 m n.p.m.)

Image

Image

Image

Kolejne miejsce to Tbilisi.
TOP 10, KTÓRE WARTO ZROBIĆ, BĄDŹ ZOBACZYĆ W TBILISI:

1) Zobaczyć Monastyr Cminda Sameba
2) Przejść przez najsłynniejszy most tzw „podpaske”
3) Zjeść w restauracji Racha (ciężko znaleźć ale warto pycha jedzenie i tanio)
4) Zobaczyć pomnik „Matki Gruzji”
5) Zjeść cały talerz chinkali
6) Pojechać do Mcchety (około 15 min jazdy autem od Tbilisi)
7) Przejechać się kolejką
8) Przejść się przez starą dzielnice łaźni
9) Posiedzieć w Parku Rike
10) Napić się czaczy w pubie Warszawa

Nasz kolejny przystanek Tbilisi – stolica Gruzji, która ma dość dużo do zaoferowania. Zabytki, dobre jedzenie, urokliwe uliczki itd.

Zatrzymujemy się na 3 dni w Irina Guest House – super lokalizacja (7 minut od stacji metra Marjanishvili, jedna stacja metra do dworca kolejowego, jedna stacja do al. Rustavelego), dodatkowo międzynarodowa atmosfera a co najważniejsze bardzo pomocna właściciela, która dobrze mówi po angielsku i zna każdy kąt w mieście, koszt około 30 lari ze śniadaniem od osoby.

Dzień 1:
Po śniadaniu wybraliśmy się na miasto. Zaczęliśmy od zabytków położonych po prawej stronie rzeki Kury, czyli od pomnika „Matki Gruzji”, Twierdzy Narikala i pobliskiego kościoła.
Po zejściu z góry postanowiliśmy coś przekąsić w polecanej restauracji – Racha ( ciężko znaleźć ale pycha jedzenie i mega tanio). Pierożki, piwko, szaszłyki i wiele innych dań sprawiło, że z trudem poszliśmy dalej.
Kolejne miejsce na naszej drodze to Park Rike, Most Pokoju i Pałac Prezydencki. Jest to dość nowoczesna część miasta, a kształty niektórych budowli dają wiele do myślenia.

Kierujemy się dalej do Soboru Trójcy Świętej – jest to największa budowla sakralna Gruzji, położony na wzgórzu św. Eliasza w samym centrum. Sobór jest ogromny i naprawdę robi wrażenie.

Image

Image

Dzień 2
Po wstępnym rozeznaniu się po Tbilisi, następnego dnia jedziemy zobaczyć okolice.

Mccheta leży około 20 km od centrum Tbilisi. Jest to idealny pomysł na jednodniową wycieczkę, na która można się wybrać marszrutka bądź taksówka. Jest to niewielkie miasto, bardzo urokliwie położone, które w 1994 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO.
W samym miasteczku nie brakuje knajp i restauracji, gdzie można zjeść pyszne chinkali lub chaczapuri.

Panoramę Mcchety najlepiej podziwiać ze wzgórza Dżwari i tam też się udajemy. Na samym szczycie wznosi się IV-wieczny Monastyr Dżwari, co w języku gruzińskim oznacza „krzyż”. Jest to perła architektoniczna i jedna z najstarszych budowli sakralnych w Gruzji. Przed bramą rozkładają się Gruzini ze swoimi rękodziełami, gdzie można kupić tak naprawdę wszystko. Jednak i tak największą atrakcją tego miejsca jest jego położenie. Widok zapiera dech w piersiach.

Image

Image

Dzien 3
To już ostatni dzień naszego pobytu w Tbilisi. Po spakowaniu się idziemy zjeść śniadanie na mieście – polecam gruzińskie chaczapuri adżarskie. Troche się zdziwiłam widząc serowy placek z rozbitym jajkiem na środku, ale danie to jest absolutnie przepyszne i tak sycące, że naje się nim nawet największy głodomór :)

Wynajmujemy taxi i jedziemy na wschód do skalnego miasta – Dawid Garedża jest to kompleks monastyrów położonych w Kachetii we wschodniej Gruzji, na półpustynnych stokach góry Garedża, tuż przy granicy z Azerbejdżanem. Podroż trwała około 2 godz ale w ogóle się nie dłużyła, bo nasz kierowca niczym Kubica przejechał przez gruzińskie wioski i miasteczka, dodatkowo opowiadając ciekawe historie.

Gdy docieramy na miejsce naszym oczom ukazuje się bardzo surowy, pustynny klimat. Aż dziwne że mnisi osadzili się w takim miejscu. Jeden z nich zamieszkał w naturalnej jaskini w zboczu góry, a następnie wybudował w VI w. monastyr, który z czasem przerodził się w większy kompleks.

Następnie udajemy się na pieszą wycieczkę na szczyt góry. Jest to dość meczące podejście zwłaszcza w pełnym słońcu, wiec lepiej zaopatrzyć się w dość dużą ilość wody i czapki. Ze szczytu podziwiamy malowniczy krajobraz Azerbejdżanu- tereny te stały się tematem sporu obu państw, gdyż dla jednych mają znaczenie historyczne i kulturowe a dla drugich militarne.

Po powrocie do taksówki udajemy się do Sighnaghi, gdzie mamy zarezerwowany kolejny nocleg.
Sighnaghi – jest to miasto położone w regionie Kachetia, słynącego z produkcji wina. Zatrzymaliśmy się w prywatnym guest housie, gdzie poznaliśmy co tak naprawdę znaczy gruzińska gościnność – wieczorne picie wina z rogu i toasty nie miały końca :)

Image

Po dość aktywnie spędzonym czasie w górach postanowiliśmy się trochę zrelaksować i spędzić kilka dni nad morzem. Dlatego też prosto z Mestii wyruszamy marszrutką do Batumi. Busy odjeżdzją przeważnie w godzinach rannych i już po 6 godz jesteśmy w Batumi.

Batumi – jest to trzecie co do wielkości miasto w Gruzji, leżące na południowo-zachodnim krańcu kraju. Dzięki swojemu doskonałemu położeniu Batumi jest jednym z najpopularniejszych letnich kurortów nad Morzem Czarnym.

Większość Polaków kojarzy sobie Batumi z herbacianym polami jak w piosence Filipinek i ja też przez moment sobie je tak wyobrażałam – jednak do czasu. Jadąc tam nie spodziewałam się do końca tego co ujrzałam i powiem szczerze, że mam mieszane uczucia co do Batumi ale w sumie o gustach się nie dyskutuje :)

Przez chwile poczułam się jak w kaukaskim Dubaju! Z jednej strony piękna dawna zabudowa architektoniczna a z drugiej dziwne wieżowce, które dla niektórych są wyznacznikiem miejskiego kiczu. Widać że władze zainwestowały sporo pieniędzy, żeby zrobić z Batumi drugi Dubaj – jednak w trochę gorszym stylu.

Ale koniec końców nie przyjechaliśmy tu tylko na zwiedzanie miasta, dlatego czym prędzej udajemy się na plaże, która za to w ogóle mnie nie rozczarowała. Plaża duża i chociaż jesteśmy tam jeszcze przed sezonem ludzi dość sporo i w dodatku cieplutkie morze – po prostu idealnie :D

Image

Image

Po kilku godzinach leżenia na plaży trochę nas to znudziło, więc zaczęliśmy przeszukiwać internet co Batumi ma jeszcze ciekawego do zaoferowania. Nie musieliśmy długo szukać, bo w tak upalny dzień człowiek marzy jedynie o kawałku cienia :) i tym sposobem znaleźliśmy się w ogrodzie botanicznym.

Jest to jeden z największych i najbogatszych ogrodów botanicznych na świecie :)

Ogród umiejscowiony jest w dość specyficznym miejscu, na urwistym brzegu morza tzw. Zielonym Przylądku (Mcwane Koncchi). Powstał on dzięki rosyjskiemu botanikowi i geografowi – Andriejowi Krasnowemu, który sprowadzał tam rożne gatunki roślin. Ogród tak szybko się rozrósł, że podzielono go na 9 rejonów geograficznych z charakterystyczną dla siebie roślinnością. W 1997 roku ogród został zaliczony do unii ogrodów botanicznych Botanic Gardens Conservation International.

Image

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️ Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️
Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group