Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 15 Sie 2016 17:04 

Rejestracja: 03 Maj 2016
Posty: 2
Zgodnie z obietnicą czas na relację z drugiej podróży do USA, która w przeciwieństwie do tej sprzed roku zaplanowana została dosyć spontanicznie.

Trasy lotów: 26.08.15 godz. 06:30: Warszawa-Paryż-Los Angeles - linie Air France
powrót 12.09.15 godz. 17:00: Nowy Jork-Boston-Paryż-Warszawa - linie Air France

KALIFORNIA
Po błyskawicznej kontroli na lotnisku odebraliśmy nasze bagaże, które w tym roku doleciały na czas i wypożyczonym Fordem Transitem Tourneo (ok 1200zł/7dni) wyruszyliśmy kontynuować naszą podróż z miejsca, w którym rok temu się zakończyła - Santa Monica:)). Sentyment pozostał i nie obyło się bez jedzenia w Big Dean's i spaceru po molo. Co niektórzy zdecydowali się na rundkę diabelskim młynem. Pod wieczór dotarliśmy do hotelu Tarzana Inn (nocleg 100$/4 os.) i była to bardzo dobra decyzja, żeby ominąć część porannych korków.

Image

Image

Image

27.07.16 Sequoia National Park

Z samego rana wyruszyliśmy w kierunku Sekwoi. Dla mnie osobiście najsłabszy punkt obu wypraw do USA, z którego nie mamy też za dużo zdjęć (kradzież aparatu - o tym później).

Image

Nocleg zarezerwowaliśmy w miejscowości Mariposa w hotelu Mother Lode Lodge (130$/ noc 4 os.), do którego dotarliśmy późną wieczorową porą, co kompletnie nie zmartwiło właścicieli obiektu i zastaliśmy taką oto karteczkę:D.

Image

28.07.16 - Yosemite National Park - HALF DOME:))

Celem wyprawy było wejście na Half Dome, ale wiedzieliśmy, że ze względu na to, iż zaplanowaliśmy naszą wyprawę można powiedzieć last minute, szanse na zdobycie pozwoleń są zerowe. Dla mniej wtajemniczonych - wyprawa na Half Dome jest wymagająca - ok 26 km w dwie strony, ale można ją pokonać bez konieczności posiadania pisemnego pozwolenia. Natomiast ostatni fragment to wspinaczka po łańcuchach przymocowanych do skały (Cable), na którą trzeba mieć specjalne pozwolenie, rozdawane w loterii w marcu każdego roku lub w codziennych loteriach. Wiedzieliśmy, że trasa jest piękna i postanowiliśmy, że tak czy inaczej chcemy ją przejść - nawet bez wisienki na torcie w postaci wejścia na sam szczyt Half Dome. Pogodziliśmy się z tym już w Polsce (nie wszyscy:)), ale życie napisało dla nas inny scenariusz:).

Start - Yosemite Valley - kierunek Vernal Fall i Nevada Fall

Image

Image

Vernal Fall - wody jak na lekarstwo;D

Image

Nevada Fall

Image

Mniej więcej w połowie drogi spotkaliśmy Polaka, który przekazał nam "wiedzę tajemną", że około godziny 15:00 strażnik weryfikujący pozwolenia na Half Dome wraca do Yosemite Village. Dla nas oznaczało to jedno - nie ma innej opcji i wchodzimy na szczyt. O właśnie tam:)

Image

Do miejsca, w którym teoretycznie powinien być strażnik dotarliśmy po 15:00 i wtedy przyszło zwątpienie numer jeden. Do szczytu pozostała jeszcze dobra godzina, my byliśmy już mocno zmęczeni, nie było gwarancji, że pod samym szczytem ktoś jeszcze nie kontroluje pozwoleń. Mimo wątpliwości poszliśmy dalej i było coraz bardziej stromo...

Image

Image

W końcu dotarliśmy pod łańcuchy. Była 16:00 i tylko kilka osób przed nami zdecydowało się na wejście, co okazało się dobrą informacją. Nie wyobrażam sobie jak wygląda wchodzenie, kiedy co chwilę mijają się osoby wchodzące i schodzące na takiej wysokości i przy takim nachyleniu. Podjęliśmy decyzję, że wchodzimy, wypożyczyliśmy sobie rękawiczki, niekoniecznie od pary, i w gorę:D. Po kilku stopniach przyszło zwątpienie numer dwa. Kilka razy z Kasią się cofałyśmy mówiąc, że nie damy rady, ale udało się, a widoki, które tam zastaliśmy sprawiły, że na chwilę zapomniałyśmy, że trzeba będzie jeszcze jakoś zejść.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Nie wiem czy to wynik emocji, siły czy taktyki, ale zejście poszło nam szybko i sprawnie. To był naprawdę cudowny dzień - lepszego nie mogliśmy sobie wymarzyć. Zrobiliśmy to co jeszcze rano wydawało się niemożliwe, pokonując po drodze swoje słabości, które siedziały w naszych głowach. Fizycznie byliśmy dobrze przygotowani, chociaż mnie osobiście trasa zaskoczyła stopniem trudności, długością, zróżnicowaniem, nachyleniem. Cała wyprawa razem z wejściem na szczyt wg mnie jest dla osób z dobrą kondycją fizyczną. Reszta to już tylko głowa :).
Zmęczeni, ale szczęśliwi późnym wieczorem dotarliśmy do naszego hotelu w Coleville - Meadowcliff Resort (100$/noc 4 os.). Wieczorem długo go szukaliśmy, a rano obudził nas piękny widok:).

KALIFORNIA/NEVADA

29.08.16 - Jezioro TAHOE

Za punkt noclegowy wybraliśmy sobie miejscowość leżącą na granicy dwóch stanów - South Lake Tahoe. Miejsce po stronie Kalifornii urzeka klimatem, po stronie Nevady...hmm kasyna:). Nocleg mieliśmy zarezerwowany w hotelu Blue Jay Lodge (120$ noc/4 os.), który znajdował się bardzo blisko granicy. Dość dobry widok na Nevadę;D

Image

Nad samym jeziorem bardzo mocno wiało, więc spędziliśmy tam niedużo czasu, potem do późnych godzin wieczornych siedzieliśmy w klimatycznych barach przy rozpalonych ogniskach. Aż żal, że zaplanowaliśmy tutaj tylko jedną noc.

Image

Image

Image

30.08.16 - Dolina Śmierci / Las Vegas

Rano zaopatrzyliśmy się w kubki ze Starbucks'a (kolekcja You are here:D - najlepsze pamiątki) i porządną kawę i w drogę - kierunek Death Valley National Park.

Image

Image

Wiedzieliśmy, że zastaniemy tam ekstremalne temperatury, więc obiad zjedliśmy wcześniej w Furnace Creek w restauracji o takiej samej nazwie i zaplanowaliśmy zwiedzanie Doliny Śmierci na godziny popołudniowe. Powiem szczerze, że 50 stopni się nie spodziewaliśmy;D. Gorąc był nie do zniesienia i ograniczyliśmy się jedynie do podziwiania widoków z klimatyzowanego auta i wyskakiwania na 5 sekundowe zdjęcia. Poniżej relacja z okien i wyskoków:)

Image

Image

Image

Image

Zabriskie Point

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wieczorem dotarliśmy do Las Vegas, które zrobiło na nas nie mniejsze wrażenie niż ostatnio, zwłaszcza, że nocleg mieliśmy zarezerwowany w hotelu Stratosphere (54$/noc pokój 2 os.+ wjazd na wieżę gratis) i tam też zjedliśmy sobie kolację mając takie widoki za oknem:))

Image

Image

widok z tarasu na wieży widokowej

Image

31.08.16 - Los Angeles???

Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowany Bryce Canyon, który z braku czasu w tamtym roku odpuściliśmy, niestety i podczas tego pobytu nie było nam dane go zobaczyć. Hotelu Stratosphere mimo pięknych widoków z okna, nie będziemy dobrze wspominać. Kradzież, o której wspominałam na początku miała miejsce właśnie w tym hotelu. Niestety mimo naszej szybkiej reakcji i całodobowemu monitoringowi w hotelu - nie udało się ująć sprawców, którzy ukradli nie tylko aparat, laptopa, ale też wszystkie dokumenty naszych przyjaciół:( i o w czasie kiedy oni spali;/. Noc upłynęła nam więc na rozmowach z policją, ochroną, paniami z infolinii banków, urzędów, sieci telekomunikacyjnych. Kolejny dzień poświęciliśmy na wizyty w konsulatach - najpierw honorowym w Las Vegas i tu mimo szczerych chęci konsula - Johna Petkusa nic nie udało się załatwić na miejscu. Czekała nas zatem podróż do Konsulatu Generalnego w Los Angeles, gdzie czekał na nas konsul i mimo, że pojawiliśmy się grubo po 19 to udało się dopełnić wszelkich formalności związanych z tymczasowymi paszportami i wizami.
Nocleg na szybko zarezerwowaliśmy w San Bernardino w La Quinta Inn San Bernardino (85$/noc 4 os.). Nastroje mieliśmy bardzo kiepskie, biliśmy się z myślami co dalej z naszą wyprawą, ale po długiej rozmowie postanowiliśmy nie rezygnować i dokończyć to co zaplanowaliśmy.

ARIZONA
1.09.2016 - Sedona
Rok temu odpuściliśmy Sedonę z rożnych względów, ale w tym roku koniecznie chcieliśmy do niej dotrzeć. Oczywiście z wiadomych względów, opisanych powyżej, oraz zaplanowanej podróży do Miami, nie zrealizowaliśmy tego co sobie w tym mieście zaplanowaliśmy. Kilka godzin w Sedonie to zdecydowanie za mało, ale wystarczająco, żeby zauroczyć się tym miejscem. Piękne punkty widokowe, domy gwiazd wkomponowane w cudowne krajobrazy i przepyszne jedzonko w Oak Creek Brewery and Grill:)

Tlaquepaque

Image

Image

Sedona

Image

Image

Image

W drodze powrotnej odwiedziliśmy miasteczko Williams, przez które przebiega słynna Route 66.

Image

Image

Image

Wylot do Miami mieliśmy wczesnym rankiem z Las Vegas. Tym razem nocleg mieliśmy wykupiony w hotelu Excalibur, do którego dotarliśmy późnym wieczorem.

FLORYDA

02-03.09.16 - Miami

Ciężko było w jeden dzień odciąć się od wydarzeń, które miały miejsce, ale skoro zdecydowaliśmy się na kontynuację podróży postanowiliśmy spróbować, mimo przeciwności losu, na nowo zacząć się nią cieszyć. I tak w ciągu kilku godzin znaleźliśmy się ponad 4000 km od Vegas. Przesiadkę mieliśmy w Dallas i myśl na szybko: musimy tam kiedyś pojechać!!!!. Po wylądowaniu w Miami od razu wypożyczyliśmy auto, zostawiliśmy bagaże w hotelu (Princess Ann Hotel 3 noce - 260 $/4 osoby) i wyruszyliśmy pozwiedzać miasto. Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu dotyczącego zwiedzania Florydy poza tym, że na pewno jeden dzień poleżymy na plaży, a w drugi pojedziemy na Key West i tym razem wszystko odbyło się bez przeszkód.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

4.09.16 - Key West

Hmm...ta wyprawa kojarzy mi się z dwoma poszukiwaniami - słynnego znaku z drogowskazami i pięknych plaż. Pierwsze poszukiwanie zakończone sukcesem, mimo iż panie w Starbucksie powiedziały nam, że ten znak nie istnieje:). Pięknych plaż - raczej nie odnaleźliśmy, ale piękny zachód słońca tak.

Image

Image

Image

Image

Image

D.C. WASZYNGTON

5.09.16 - Waszyngton

Rano z Miami polecieliśmy do Waszyngtonu i spędziliśmy tam kilka godzin odwiedzając tzw. "punkty obowiązkowe".

Image

Image

Image

PENSYLWANIA

5-8.09.16 - Filadelfia

W Waszyngtonie odebrał nas kuzyn przyjaciół, z którymi podróżowaliśmy i spędziliśmy trzy fantastycznie dni w miasteczku pood Filadelfią. Tego było nam trzeba po naszych przygodach. Tu poczuliśmy się jak w domu - amerykańskim domu z polskimi tradycjami. Były kąpiele w basenie na ogrodzie, pieczone pianki z ogniska, burgery, impreza pod mostem Ben Franklin, zakupy i nieopisana polska gościnność:)).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

NOWY JORK
8-12.09.16 - Nowy Jork

8.09.16
Kolejna podróż po USA kończy się tym razem w Nowym Jorku, w którym spędziliśmy cztery intensywne dni. Z Filadelfii do Nowego Jorku przyjechaliśmy pociągiem i zatrzymaliśmy się u znajomej na Greenpoincie. Wieczór był pełen wrażeń i pięknych widoków. Najpierw wybraliśmy się do Queens zobaczyć Manhattan nocą, potem Manhattan: kolację zjedliśmy w barze na dachu Perfect Pint, a na koniec spacer po Times Square i odwiedziny dworca Grand Central.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

9.09.16

O rana do wieczora pod czujnym okiem naszych przyjaciół z Filadelfii zwiedzaliśmy Nowy Jork: Brooklyn Bridge, Manhattan Bridge, Statua Wolności, Wall Street itd.

Image

Image

Image

Image

Postanowiliśmy też, że dzisiaj odwiedzimy One World Trade Center. Spodziewaliśmy się, że 11 września będzie tam bardzo tłoczno, a my postawiliśmy sobie to za punkt obowiązkowy. Mimo upływu 15 lat Nowy Jork cały czas żyje tym wydarzeniem i nie da się, ale też nie chce się przejść obok tego miejsca obojętnie.

Image

Image

Image

Zwieńczeniem całego dnia było poszukiwanie parku The High Line ;D

Image

10.09.16

Być w Nowym Jorku i nie zobaczyć miasta z góry to byłby największy błąd. Pogoda była bardzo kapryśna, raz słońce, raz deszcz, raz mgła i obawialiśmy się, że widok z góry może nie sprostać naszym oczekiwaniom, ale nic bardziej mylnego. Wybraliśmy Top of The Rock nieprzypadkowo - zjawiskowo widać Empire State Building:). Znaleźliśmy najlepszą miejscówkę, puściliśmy z głośnika Empire State Of Mind i patrzyliśmy. Widoku nie da się opisać słowami, zdjęcia też w pełni go nie oddadzą, ale może to co widzicie zmotywuje zachęconych, a niezdecydowanych zachęci do wyprawy. Uwielbiam podróże, z wielu różnych powodów. Jednym z nich jest to specyficzne uczucie, które towarzyszy mi w niektórych odwiedzanych miejscach. Pojawia się nagle i ciężko je opisać, ale czuję wtedy, że świat nadal mnie zachwyca:). Tak było na górze Half Dome i tak było na Top Of The Rock.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Central Park

Image

Inne:)

Image

Image

Image

Image

Wieczór spędziliśmy w 230 Fifth z deszczowym widokiem na Empire!

Image

11.09.16

Ostatni dzień w Nowym Jorku i trochę pochodziliśmy po Greenpoincie, zrobiliśmy ostatnie zakupy, Łuk Triumfalny na Washington Square, Madison Square Garden i na dobre zakończenie dnia mecz Jankesów:)

Image

Image

Image

Image

CDN?:))

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Złote Piaski w wakacje za 980 PLN 🏖️ Loty do Bułgarii i hotel na tydzień ☀️😍 Złote Piaski w wakacje za 980 PLN 🏖️ Loty do Bułgarii i hotel na tydzień ☀️😍
Costa Brava bez dziury w budżecie 😎☀️ 7 nocy all inclusive w Lloret de Mar za 1627 PLN 🏖️🌊 Costa Brava bez dziury w budżecie 😎☀️ 7 nocy all inclusive w Lloret de Mar za 1627 PLN 🏖️🌊
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group