Korsyka - wyspa skąpana w sloncu Korsyka to cel mojej czterokrotnej podrozy , więc mysle , ze trochę poznałem te wyspe . Zwiedzilem ja lazac po gorach i na rowerze. Pierwszy raz pojechałem a wlasciwie poplynalem z Livorno do Basti . Wczesniej spedzalem pare dni na via ferratach w val Zoldana a ponieważ pogoda była fatalna wiec wymyslilem sobie Korsyke . Znalazlem poloczenie kolejowe z Belluno do Livorno , udało mi się kupic bilet na poranny prom i wyladowalem w Bastii. Zaczalem myslec jak tu się dostać do doliny Ascu dochodzacej pod najwyższe szczyty Korsyki . Wsiadlem w wąskotorowke Bastia – Ajaccio dojechałem do Ponte Leccia i stamtąd autostopem dotarłem do wioski Ascu. Ponieważ nie miałem ze sobą namiotu a do schroniska stamtąd jest jeszcze dobre 10 km i nie wiadomo czy będą jakies miejsca postanowiłem pieszo wrocic do Ponte Leccia dolina Ascu. Tam przenocowałem 3 noce w hotelu i wówczas postanowiłem , ze na pewno powroce w te rejony ale już solidnie przygotowany. Turystycznie przejechalem się z Ponte Leccia do Ajaccio przez przelecz Vizzavona widoki sa niesamowite . Z ta mysla i już szczegolowym planem wybrałem się po kilku latach na nastepna wyprawe na Korsyke , tym razem gorska . Prom Nicea – Bastia wąskotorowka do Ponte Leccia autostop tym razem do campingu na końcu doliny gdzie zalozylem sobie baze . Wczesniej trochę się oczytałem co robic w gorach Korsyk i i miałem jakiś plan . Po pierwsze zdobyc Monte Cinto najwyższy szczyt Korsyki, po drugie zrobić najtrudniejsza czesc szlaku GR 20 przez wysokie góry do schroniska Citullu di Mori i po trzecie wrocic z Ascu do Calenzany/ 3 etapy GR 20/. Udalo mi się w ciągu jednego dnia przejść z campingu Ascu via cyrk Solitude do Citullu di Mori i z powrotem / miałem niezle tempo/ . Udalo mi się tez zdobyc Monte Cinto a także przejść z Haut Ascu do Calanzany przez przelecz Murvella śpiąc gdzies nad potokiem Spasimata / na dziko w goraca korsykanska noc pod kamieniem/ z widokiem na potężny cyrk Bonifatu i chyba najbardziej gwiazdzista noc jaka w zyciu widzialem. Z Calenzana jakims stopem dostałem się do Calvi gdzie nad morzem dodałem się blogiemu lenistwu. Na nastepne spotkanie z Korsyka po paru latach wybrałem się z małżonką po krótkim pobycie w Dolomitach i spotkaniu w Rzymie z Civitavecchia do Porto Vecchio na poludnu Korsyki . Bardzo chciałem zobaczyć biale klify Bonifacio . Rzeczywiscie robia wrazenie . Szczegolnie , ze plynelismy promem na Sardynie do Santa Teresa Gallura i z cala okazaloscia można było ogladac klify. W Bonifacio miasteczku polozonym na skale nie można pominąć starego cmentarza ludzi morza. Moja czwarta korsykanska wyprawa to wyprawa rowerowa . Polecialem do Nicei skad promem poplynalem do Bastii a stamtąd przez tzw korsykański palec / Cape Corse/ do Saint Florent , Ille Rousse, Calvi do podobno najpiękniejszego, zachodniego wybrzeża wyspy. Rzeczywiscie droga wzdłuż zachodniego wybrzeża jest przepiekna szczególnie na odcinku Galeria – Cargese . Tam w poblizu na campingu Marina zalozylem sobie baze na dwa dni i pojechałem do Ajaccio a wlasciwie na półwysep skad widać wyspy Illes Sanguinaires / krwawe wyspy/ Z campingu postanowiłem wracac do Bastii przez najwyzsza przelecz Korsyki col de Vergio 1478 m n.p.m / najwyzsza drogowa przelecz Korsyki/. Zamierzalem tego samego dnia dojechać do campingu Calacuccia. Podjazd jest wyzwaniem wpierw trzeba wjechać z poziomu morza na 1000 m n.p.m do miejscowości Vico później zjechać w dol na 700 m n.pm i dalej prawie 800 m wspinaczki na przelecz . Niestety 2 km pod przelecza urwal mi się bagażnik w rowerze . Zastanawialem się co mam teraz robic i jak dokonać naprawy. Udalo mi się zatrzymać samochod ze starszym malzenstwem którzy ani słowa po angielsku a ja 3 slowa po francusku / raczej te nieprzyzwoite/ jakos się dogadaliśmy wzięli moje sakwy na camping / recznie im wytlumaczylem , żeby je tam zostawili /a ja na lekko zjechałem 15 km z przeleczy . Sakwy odnalazłem , chociaż miałem pewne obawy jak dojechałem gdyż plac namiotowy jest po jednej stronie szosy a recepcja po drugiej i trochę mi zajelo szukanie mego dobytku. Na drugi dzień probowalem naprawić bagażnik . Jedyny skutek to złamanie 2-och wiertel i rada wlasciciela campingu , zebym pojechal do Corte ok 30 km w jedna strone może tam cos da się zrobić. W Corte na 2 stacjach naprawy samochodow zbyli mnie sjestą ale poradzono mi udac się do warsztatu motocyklowego Kici sport i tam udało mi się na naprawić bagażnik. Ponieważ ta sama usterka zdarzyla mi się na wyprawie w Norwegii , teraz z rowerem obchodziłem się jak z jajkiem. Wracajac na camping / znowoz pod gore / stwierdziłem , ze pekla mi szprycha. Jakies fatum zawisło nad wyprawa . Ponieważ na obręczy było jeszcze 35 szprych pomyslalem jakos dotrwam do końca podrozy. Gdzies w okolicy Ponte Leccia / to mój trzeci pobyt w tym miejscu / na campingu zrobiłem sobie przerwę aby przejechać się jeszcze raz w doline Ascu. Wracajac do Bastii na camping San Damiano pekla mi druga szprycha ale już wiedziałem , ze w Bastii w sklepiem rowerowym zaloza mi nowe szprychy i byłem spokojny . Gdy dojezdzalem do sklepu rowerowego pekla mi trzecia i od tego czasu zawsze woze zapasowe szprychy na wypadek gdybym musial jakims sposobem naprawiac sam rower. 3 dni lenistwa na plazy o 3 w nocy spakowałem się i wyruszyłem w droge powrotna do Bastii ok 11 km , później rano prom do Nicei camping 12 km od miasta a w południe samolot do WAW i GDN. Tak zakonczyla się moja rowerowa wyprawa na Korsyke. Jakos miałem szczęście , ze ani w gorach , ani na rowerze nie przezylem korsykańskiej burzy , która jest gwaltowna i potrafi siac spustoszenie. Może jeszcze kiedyś powroce na te piekna wyspe
|