Krok trzeci listopad 2019 Taiwan Od dłuższego czasu zamieniłem swoje pasje gorskie na wyprawy rowerowe. W zeszłym roku były Lofoty i Sycylia , wcześniej inne wyspy , Korsyka , Sardynia , Azory. Po powrocie z Sycyli długo myslalem gdzie by tu pojechać pożną jesienią , gdzie będzie cieplo bezpiecznie i w miarę niedrogo. Stąd zrodził się pomysl na Taiwan. Troche poczytałem sobie o państwie-wyspie , dowiedziałem się , ze jest to wprost wymarzona wyspa dla rowerzystow , nie trzeba wieżć na drugi koniec swiata swojego roweru tylko można wypożyczyc rower w jednej z czterech stacji Gianta , Taipej, Hualien, Kaohsiung lub Tainan i oddac w innym miescie. Bilet jak na podróż kontynentalna tez udało mi się zdobyc w dobrej cenie za 1830 zl ze strony KLM -u . Plan wyprawy rowerowej zaczalem układac zima , bilet co później okazało się trochę problemem kupiłem w prima aprilis na 31.10.2019. Czytając trochę o Taiwanie dowiedziałem się , ze corocznie odbywa się tzw King of Mountain Challange, gdzie zawodowcy się scigają z poziomu morza na wysokość 3275 m n.p.m na dlugosci 105 km. Zajmuje to mistrzom od 3,5 h do 5 h . Ponieważ trasa wiedzie przez wawoz Taroko postanowiłem sprobowac ile da się wjechać. Ale może o tym później. Najpierw opisze jaka przygoda spotkala mnie z biletem lotniczym . Kupujac bilet miałem trase GDN- AMS-CDG- TPE wylatując z GDN o 6.20 a.m miałem dolecieć do Tajpej o 8.50 a.m czasu tajwańskiego . Pare dni przed podroza wszedłem na strone KLM-u w zakładce moja podróż zobaczyłem ze z GDN -AMS-CDG lecę 31.10 a z CDG do TPE 30.10. Pomyślalem tak się nie da i po kontakcie z przedstawicielem KLM-u okazało się ze zmienił się rozkład i Air France lata w dni parzyste do TPE a KLM w nieparzyste. Szkoda , ze Air France nie poinformował mnie wcześniej o zmianie rozkładu. Zaproponowano mi , ze mogę leciec z GDN albo o 18.05 i mieć 50 min na przesiadke w AMS albo polecieć o 11.45 i poczekać na lotnisku w AMS 8 godz na samolot KLM-u do TPE o 20.50 . Wybrałem te długie oczekiwanie bo być może bym tego dnia nie wyleciał wcale jakby samolot się opóźnił. Po 13 godz lotu wyladowalem w Tajpej. Na pokładzie samolotu poznałem pare Francuzow, którzy podobnie jak ja lecieli na wyspe przejechać ja rowerami. Doswiadczeni bikersi , mieli za sobą przejechane kilometry w Kaliforni , zjechana Andaluzje z podjazdem na Mulhacen, wiele drog w Overnii. Wstepnie umowilismy się na spotkanie w gorach na 7.11 na trasie do Dayling co nastapilo na wysokości 1000 m n.p.m i zostało uwiecznione pamiątkowym zdjęciem. Ale wracając do Tajpej , po przylocie ok 4 godziny zajelo mi dotarcie do hotelu . Trzeba było wymienić walute , kupic karte SIM , te wszystkie kontrole graniczne , przejazd z lotniska do miasta ,ale zdazylem jeszcze wpaść na kolacje na ningxia night market. Zwiedzanie miast nie jest moim ulubionym zajęciem wiec z Tajpej poszlo mi szybko , Tajpej 101 , Chiang-Kai-Shek Memorial Hall , trochę polazilem w upale po miescie, trochę pojezdzilem metrem w rozne zakątki i następnego ranka wyruszyłem pociągiem do Hualien rozpocząć swoja przygodę rowerowa. W stacji rowerowej Gianta tuz przy dworcu uzgodniłem z panami co chciałbym pozyczyc i na ile, co przywiozłem ze sobą aby zamontowali mi na rowerze. Nastepnego dnia odebrałem rower i wyruszyłem na Qingshui Cliff na test roweru razem jakies 90 km. Postanowilem wracac przez Taroko visitor center gdzie chciałem zarezerwować sobie camping w wąwozie na 5 nocy. Pani w biurze powiedział , ze rezerwacja jest niepotrzebna zawsze są miejsca o tej porze roku, a więc następnego dnia rano zapakowałem cały mój dobytek na rower i wyruszyłem do doliny. Do wjazdu do parku jakies 25 km po płaskmi szlo nieżle , później tez niewielkie podjazdy jakiś 1-2 km 5-6% i tak powoli dojechałem do campingu. W dolinie Taroko są 2 campy, jeden z sanitariatami z zimna woda i ma drewniane platformy pod namioty Heliu campground i drugi trawiasty plac Lushui camground. Oczywiście wybrałem Heliu który wedle cen miał kosztowac 300 TWD tj ok 40 plz. Na campingu żywej duszy , rozbiłem namiot i ruszyłem do ok 3 km w gore do Tianxiang recreation area na jakas kolacje . O tej porze tj w listopadzie ok 16-17 robi się ciemno co miało wpływ na moja dalsza podroż. Tam na końcu doliny gdzie dociera 99% turystów jes popularny na Taiwanie sklep 7/11 i pare garkuchni/ ceny ok 20 % wyższe/ . Wrocilem na camping w zupełnych ciemnościach a tam dalej żywaj duszy . Jadac na 4 dniowy pobyt w dolinie myslalem , ze w recepcji zarezerwuje sobie pobyt telefonicznie w Songsyue lodge na szczycie gdzie zamierzałem dojechać rowerem a na campingu nawet gniazdka nie było aby naladowac telefon nie mówiąc o recepcji. Musialem sobie radzic z ładowaniem telefonu proszac w 7/11 albo information center w Tianxiang. Przez cztery noce pobytu nikt się nie zjawil po zapłatę , dwie noce ktoś w ciemności rozbił namiot a rano się zwijał , dopiero czwartej nocy przyjechal jakiś chinczyk i powiedział , ze rozbiłem się w złym miejscu na tarasie widokowym i następnego dnia rano przyjdzie oficer parku i mogę mieć kłopoty. Dlatego darowałem sobie 5 noc w wąwozie , spakowałem się i wcześnie rano wrocilem do Hualien. Jeśli ktoś będzie na Taiwanie wąwoz Taroko wart jest grzechu/ czyli zwiedzenia/ . Wprawdzie nie udało mi się wjechać na 3275 m n.p.m ale dojechałem do Bilu Giant Tree na 2150 m co zajęło mi ok 6 godzin / słabiutko 40km pod gore ze srednim nachyleniem 5-6 %, miejscami 9-10%/ trochę brakowało mi do planowanej wysokości ale miałem przed sobą 1,5 godz zjazdu / a gdyby dzień był dłuższy ok 4-5 godz zapewne bym dojechal.Troche szkoda , moglem logistycznie zaplanować to inaczej tak jak Francuzi z samolotu , których spotkałem podczas podjazdu . Oni mieli zarezerwowany nocleg na 2400 m n.p.m i następnego dnia zdobywali Wuling 3275m. Ogolnie wąwóz naprawdę bardzo ładny jeden z najładniejszych jakie widziałem. Poleżalem sobie w gorących żrodłach Wenhshan , można wejść pomimo zagrodzonej drogi i wymoczyć się za darmo w naturalnych ciepłych basenach powyżej Tianxiang. Przed wyjazdem zalogowałem się do aplikacji na droge ZhuiluOld Road / można złozyc na stronie parku z miesięcznym wyprzedzeniem jako, że wpuszczają kilkaset osob dziennie na trasę/, która udało mi się przejść w 3 godz a widok z półki skalnej jest niesamowity, zwiedziłem sobie Bayiang Fall , poswięciłem dzień na przejście Lushui Trail. Tak , ze warto 2-3 dni poswięci na doline Taroko, tym bardziej , ze na początku doliny można pozyczyc skuter a autobusy w doline kursują dosyć często.Wróciłem wiec dzień wcześniej do Hualian zarezerwowałem sobie B&B , żeby doprowadzić się do porządku i trochę odpocząć przed jazda do Taitung Okazalo się , ze nie mogę znaleźć kwatery próbuję dopytać ludzi gdzie to ale trudno znaleźć anglojęzycznego , ale jak się trafił zadzwonił do gospodarza udostępnił mi kod do mieszkania, bardzo pomocni ludzie. Podobna sytuacje miałem na południu wyspy tez nie moglem trafic na kwaterę i starsi ludzie zawolali młodego chłopaka , który przyjechał na skuterze i powiedział follow me. Ogólnie na Taiwanie spotkałem się z sama życzliwoscia , bardzo gościnny narod. Strasznie się rozpisałem to teraz w błyskawicznym skrócie dalsza podróż. Z Hualian do Tatung ok 180 km z dwoma przystankami po drodze / Shitiping camping drogi 800 TWD / ok 100 zl/ i drugi tanszy za 300 TWD /ok 40 zl/ Chcialem jeszcze przenocować na campingu przy Fugang Harbor ale okazało się ze cena weekendowa na campingu 1000 TWD to cena B&B w miescie Fungang i lepiej leżec w łóżku niż w namiocie .Podobnie było z campingami w Zhiben Hot Springs . Za 3 noce z gorącymi żrodłami policzyli mi 4000 TWD wiec podziękowalem i znalazłem sobie kwaterke za 2500 TWD a do zródeł pojechałem rowerem i one kosztują 300 TWD za dzień pobytu. Dzien wystarczył na przechodzenie z basenu do basenu i porządne wymoczenie się . Miałem tez czas na jednodniowy wypad w góry i zrobienie kawalka trasy na południe do miejsca gdzie odbija droga na zach czesc wyspy. Rower oddalem w Taitung gdyż chciałem jeszcze pojechać do Kenting na południu wyspy . Byłem tam 2 dni i szybko uciekłem . Masa ludzi , plaże z jasnym piaskiem ale raczej dla serferow , wiało okropnie takie taiwanskie Dębki lub Mielno. Wsiadlem w autobus i pojechałem do Kaohsiung na trzy dni. To co chciałem zwiedzić zaliczyłem w jeden dzień tzn Formosa boulevard , i Dragon i Tiger pagodas a później się wlóczyłem po miescie . Z Kaohsiung do Taoyuan tajwanskim shinkansenem / max speed 286 km/ h/ i dalej na lotnisko . Powrot China Airlines A 350 o 0.50 czasu tajwańskiego 12,5 h lotu do AMS, krotki postoj i w południe wyladowalem w GDN. Podsumowujac na Taiwanie zrobiłem rowerem 700 km , bardzo przyjazny kraj , mili ludzie , ceny polskie oprócz niektórych campingów . Nie są to ceny jak w Wietnamie czy Tajlandi ale przytepne. Przykladowo; porcja posiłku na night market od 50 TWD do 200-300 TWD / 6-40 zl/ zależy co . Shake z avocado , papaji, ananasa , kiwi , z owocow na straganie od 60-80 TWD. Porcja shusi ok 150 TWD , jedzenie w garkuchni od 150 – 250 TWD. Pociag z Tajpej do Hualian 440 TWD /mountain train/ , autobus z Kenting do Kaohsiung tez cos około tego. Bilet na shinkansen 150 zl . Najtansze sa B&B od 700 do 1200 TWD . Pozyczenie roweru na 13 dni ok 120 Euro . Gdybym miał dzisiaj planować podróż to pojechałbym zamiast do Kenting przez góry i nad Sun Moon Lake ioddał bym rower w Tainan. Jeżeli ktoś będzie miał ochote odwiedzić Taiwan sluże radą , naprawdę warto . Jak wyżej pisałem świetni ludzie , cieplutko w listopadzie , nie drogo i tak egzotycznie.
|