Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 26 Wrz 2017 02:45 

Rejestracja: 12 Wrz 2016
Posty: 3
Kolejny przystanek: Kuala Lumpur. Lot z Singapuru do stolicy Malezji trwał około 40min i w zasadzie to nie mam pojęcia dlaczego nikomu z nas nie przyszło do głowy, że szybciej będzie pojechać koleją nie tracąc czasu na te wszystkie odprawy lotniskowe itp. Lotnisko w Kuala Lumpur jest ogromne, brzydkie i śmierdzące, podobnie jak w Bangkoku, ale ma jeszcze jeden ogromy minus. Z lotniska do miasta jest około 75km. Taksówką jechaliśmy około godziny i zapłaciliśmy z tego co pamiętam jakieś 80zł. Zakwaterowanie ogarnęliśmy sobie również z booking.com, jednak nie był to zwykły hotel, a coś w stylu prywatnych apartamentów wynajmowanych jak na airbnb. W każdym razie do apartamentu wjeżdżało się bezpośrednio windą z 1 z kilku lobby w budynku, co było bardzo spoko ;). Mieszkaliśmy chyba na 11 piętrze, a na 33 do dyspozycji mieszkańców pozostawała siłownia, sauny i basen. Zaraz po zameldowaniu rozsiedliśmy się na balkonie i delektowaliśmy się zimną whisky i zajebistym widokiem na miasto. Mógłbym tak codziennie!

Image, Image

Po jakiejś godzince odpoczynku wpadliśmy na wspaniały pomysł, że przejdziemy się pod Petronas Towers pieszo. W linii prostej nie było daleko, ale nie wzięliśmy pod uwagę, że trzeba będzie przejść przez dość nieprzyjaźnie wyglądające w nocy wąskie uliczki biedniejszej części miasta, a nawet bym powiedział, że takich trochę slumsów. Do tego doszedł jeszcze długi spacer wzdłuż autostrady i rzeki, aby w końcu przejść do centrum miasta. Centrum Kuala Lumpur samo w sobie już nie robiło takiego wrażenia, na pewno nie w porównaniu do Hong Kongu czy Singapuru. Na ulicach już nie tak bogato, wiele kontrastów. Z jednej strony drogie hotele i restauracje, a z drugiej tanie i śmierdzące bary, do których strach wejść pomimo śmiesznie niskich cen. Największe wrażenie oczywiście robią Petronas Twin Towers i okolica, tutaj najbardziej można poczuć klimat dużego rozwijającego się miasta. Cała reszta KL to raczej nic specjalnego. Gdybym miał dokonać wyboru pomiędzy Warszawą, a Kuala Lumpur zdecydowanie wybrałbym Wawę.

Image

Po powrocie do hotelu siedzieliśmy chyba do 4 nad ranem wypijając prawie cały zapas whisky, gapiąc się na podświetlone budynki miasta oraz rozważając wady i zalety wszystkich odwiedzonych miast. Następnego dnia wstaliśmy późno, praktycznie bez żadnych planów na dzień. Po prysznicu i zimnym redbulku postanowiliśmy, że dzisiaj wystarczy nam tylko wjazd na górę wieży telewizyjnej. Kuala Lumpur Tower ma 420m wysokości i roztacza się z niej widok na całe miasto. Na wieży spędziliśmy około 20min, kilka zdjęć i tyle. Kuala Lumpur widziane z góry ogromnego wrażenia na nas nie zrobiło, ale też niczego specjalnego się nie spodziewaliśmy.

Image, Image

Następnego dnia w planie mieliśmy odwiedzenie Batu Caves. Jest to zespół jaskiń odkrytych pod koniec XIXw. w formacjach wapiennych położonych 13 km na północ od centrum Kuala Lumpur. Co ciekawe taksówka wyniosła nas jedyne 20zł. Jak się okazało nie miejscu największą atrakcją były małpki, które chętnie pozowały do zdjęć z nadzieją, że uda im się ukraść coś do jedzenia. Same jaskinie są miejscem kultu hinduistów i żeby do nich wejść trzeba pokonać 272 stopnie.

Image, Image, Image, Image, Image

Po powrocie do miasta postanowiliśmy odwiedzić jeszcze Meczet Narodowy, oraz Islamic Arts Museum, gdzie można dowiedzieć się trochę o początkach Islamu oraz o tym jaki wkład w Islam ma kultura oraz tradycje Malezji.

Image, Image, Image, Image

Wieczorem znaleźliśmy w końcu trochę czasu na popływanie w basenie i ogólnie relaksik po kolejnym dniu zwiedzania. Następnego dnia czekał nas lot do ostatniego punktu naszej wycieczki czyli Bangkoku.

Image, Image

Na lotnisku w KL byliśmy jakieś 2h przed odlotem. Na spokojnie zjedliśmy jeszcze w Maczku i poszliśmy do odprawy paszportowej. Stanęliśmy w 2 różnym kolejkach. Jak na złość jedna kolejka szła normalnie (ta, w której stał tylko 1 z nas), a druga kolejka nie poruszała się w ogóle. Mieliśmy względem siebie jakieś 30min opóźnienia w efekcie czego nasza dwójka spóźniła się na samolot, a kolega, który stał w normalnej kolejce poleciał do Bangkoku sam. Bilet na kolejny samolot kosztował jakieś 270zł i na szczęście był już za godzinę, także jeszcze nie tak strasznie. Tylko nerwów szkoda.
Jakby nie patrzeć w Bangkoku już byliśmy więc nad pierwszym wrażeniem jakie robi miasto rozpisywał się nie będę. Hotel zlokalizowany mieliśmy niedaleko Nana Plaza, także po szybkim prysznicu nie daleko mieliśmy na jakieś jedzonko i zimne piwko oczywiście. Włócząc się po okolicy na każdym kroku można spotkać ludzi handlujących podróbami wszystkiego, sporo ludzi śpiących na ulicach, transwestytów i prostytutek. Do tego po ulicy jeździ pełno tuk-tuków i cała masa skuterów (o kaskach oczywiście tam też jeszcze nie słyszeli). Bangkok to miasto dużo drastyczniejszych kontrastów niż KL. Po jakimś czasie przestaje już dziwić widok bezdomnych zaraz obok bogatych witryn sklepowych słynnych projektantów mody czy producentów zegarków, których ceny przekraczają ceny mieszkań.

Image, Image, Image

Następnego dnia czekał nas rejs po rzece, Grand Palace i Odpoczywający Budda. Rzeka wydawała się bardzo brudna i mułowata, ale widoki nawet dawały radę. Z jednej i z drugiej strony mogliśmy zauważyć bardzo ładne świątynie czy inne charakterystyczne dla azjatyckiej architektury budynki na przemian z domkami z tektury, które wyglądały tak jakby miały się zaraz rozpaść, albo osunąć do rzeki.

Image, Image, Image, Image

Grand Palace służył jako rezydencja która Tajlandii do połowy XX w. To bez wątpienia miejsce, które warto odwiedzić, ale trzeba się zaopatrzyć w dużo cierpliwości i wody. Kolejki do wejścia i tłumy w środku są naprawdę straszne, podziwiam ludzi, którzy wychodząc stamtąd nie mieli mokrych całych koszulek. Serio!!

Image, Image, Image, Image

Po Wielkim Pałacu Królewskim przyszedł czas na Świątynię Wat Pho. Ciężko jest zrobić dobre zdjęcia Leżącemu Buddzie ponieważ jest naprawdę ogromny, a ogląda się go z jakichś 2-3 metrów. Poza wielkim odpoczywającym Buddą w całej świątyni znajduje się około 1000 innych wizerunków Buddy, którym zdecydowanie można się przyjrzeć lepiej.

Image, Image, Image, Image

Po zwiedzaniu udało nam się trafić do bardzo klimatycznej hotelowej restauracji nad rzeką z bardzo urokliwym rooftop barem. Po obiedzie długo siedzieliśmy przy tajskim piwku Singha, które zdecydowanie przypadło mi do gustu. Siedząc tak, zastanawiając się jakim cudem nasz wyjazd tak szybko dobiega końca i wpatrując się w zachód słońca nad Bangkokiem doszedłem do wniosku, że to miasto jednak ma swój urok i klimat. Dzięki temu, że jest tak zróżnicowane każdy może znaleźć coś dla siebie. Ludzie są nastawieni do turystów przyjaźnie i życzliwie do tego za grosze można zjeść i się ubrać.

Image, Image, Image

Następnego dnia rano podjęliśmy decyzję o zjedzeniu śniadania w koreańskiej restauracji. Żałowałem tego w czasie każdej wizyty w toalecie, a do wieczora było ich naprawdę wiele. Na zdjęciach jedzenie może i wygląda dobrze, ale moim zdaniem było po prostu obrzydliwe. Byłem bardzo niepocieszony ponieważ jak na Bangkok to koreańska kuchnia jest całkiem droga, a ja prawie nic nie zjadłem i musiałem kupić sobie 2 hamburgery w 7-11 w drodze do hotelu.

Image

Po najedzeniu się o niebo lepszymi od tamtego czegoś hamburgerami wybraliśmy jakiś porządny salon masażu, koniecznie polecany przez trip advisor, żeby zaznać prawdziwego tajskiego masażu. Masaż trwał godzinę i kosztował nas śmieszne 30zł za osobę. Na początku było całkiem przyjemnie, ale później jak zaczęli nas wyginać na wszystkie strony i miałem wrażenie, że masażystka zaraz urwie mi ręce, albo połamie plecy już nie było tak przyjemnie. Z masażu wyszedłem połamany i obolały, drugi raz raczej na coś takiego nie pójdę, ale zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Po masażu wróciliśmy do hotelu i szukaliśmy w google jakiegoś polecanego klubu – w końcu była to nasza ostatnia noc w Bangkoku. Padło na Onyx Club. Jeszcze przed wejściem ochrona dokładnie przeszukiwała wszystkich, robiła każdemu zdjęcia i skan dowodu osobistego. Z czymś takim się jeszcze nie spotkałem. Gdy staliśmy w kolejce po wejściówki (500THB, w to wliczone 2 piwa na barze), podszedł do nas ochroniarz i zaprowadził do okienka bez kolejki, do którego za chwilę podeszła pani z biletami. Nie mam pojęcia dlaczego obsłużyli nas bez kolejki, ale później również kazali usiąść i poczekać aż piwa przyniosą do ręki. Bardzo mili ci Tajowie ;). Ogólnie klub bardzo duży, w środku sami lokalsi, muzyka w porządku, ale co nas bardzo zdziwiło wszystkie kluby w Bangkoku zamykane są równo o godzinie 2. Po prostu nagle wyłączają muzykę i zapalają światło. Dodatkowo gdyby ktoś kiedyś odwiedził Onyx Club uczulam, że jeśli stojąc przy pisuarze poczujemy, że inny mężczyzna zaczyna nas masować to nie należy od razu lać w pysk. To po prostu obsługa toalet, mają taki dziwny zwyczaj, a do tego odkręcają nam kran, polewają ręce mydłem i wycierają jednorazowym ręcznikiem, na koniec upominając się napiwku.
Następnego dnia wylot z przesiadką w Katarze mieliśmy jakoś po południu więc po wymeldowaniu się z hotelu było jeszcze trochę czasu, na pochodzenie po ulicach i wypicie kawki. Żal było wylatywać szczególnie z myślą, że to już koniec urlopu, a w poniedziałek wcześnie rano trzeba wstać i wrócić do codzienności.

Gdybym miał wybrać miasto, które zrobiło na mnie największe wrażenie na pewno wybrałbym Hong Kong, jednak jeśli ktoś by zapytałby w jakim mieście najbardziej chciałbym mieszkać, wtedy zdecydowanie odpowiedziałbym Singapur. Kto wie, może kiedyś…
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️ Lato na końcu Italii za 979 PLN 💚🤍❤️ Loty do Kalabrii + 4* hotel ze śniadaniami i prywatną plażą 🌊🏖️
Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN Cypr latem 🌊☀️ Tydzień w 4* Capital Coast Resort & Spa w Pafos za 2859 PLN
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group