Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
Offline
#1 PostWysłany: 28 Paź 2019 15:11 

Rejestracja: 26 Paź 2019
Posty: 2
Loty: 9
Kilometry: 7 932
Krajów: 6 / 2.9%
Druga część mojej relacji z wyprawy na Bałkany :D

Część pierwsza pod adresem:
https://achm.fly4free.pl/blog/4190/4-kr ... y-czesc-1/

---------------------------------

Do Strugi dotarliśmy wieczorem i od razu zauważyliśmy panujące tam relacje – kierowca autobusu nie zawiózł nas nawet na dworzec – wysadził nas przy drodze, gdzie czekały już (zaprzyjaźnione, zdaje się) taksówki. Byliśmy zbyt zmęczeni (i zdesperowani aby pozbyć się snującego się za nami Brytyjczyka), by się o to kłócić, złapaliśmy więc taksówkę do Ochrydy za 20 euro i po krótkim czasie byliśmy już w okolicy Twierdzy Samuela, gdzie mieliśmy nocleg.

Nocleg okazał się być gorszy, niż się zapowiadało – w domu nie było ogrzewania, łazienka zdecydowanie pamiętała jeszcze lata 80, a pod prysznicem widać było grzyba. Przez moment myśleliśmy o szukaniu innych opcji, ale daliśmy sobie spokój. Drugiego dnia właścicielka użyczyła nam elektryczny grzejnik do pokoju i było już całkiem znośnie ;) Do noclegu ledwo trafiliśmy, bo adresy i numeracja były zupełnie absurdalne – udało nam się jednak zaczepić mówiącego po angielsku chłopaka, który zaprowadził nas w odpowiednie miejsce. Po raz kolejny usłyszeliśmy „How's life in Poland?”. I co tu odpowiedzieć? :D

Zwiedzanie Ochrydy kolejnego dnia zaczęliśmy od śniadania tuż nad jeziorem. Stosunkowo drogie, ale wiadomo – za widoki i lokalizację się płaci. W Ochrydzie było stosunkowo chłodno, ale nie zraziło nas to. Pierwszego dnia wybraliśmy się pozwiedzać starą część miasta, bardzo ładną zresztą. Wszędzie kręciło się dużo bezpańskich kotów i psów, wszystkie jednak przyjazne, nie warczały.
Poszliśmy zobaczyć starożytny teatr, wybudowany w 200 roku p.n.e. i wciąż częściowo zachowany – aktualnie odbywają się tam koncerty, głównie muzyki poważnej i religijnej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Budynki na starym mieście są bardzo blisko siebie, więc kiedy przejeżdża samochód, nierzadko trzeba niemal przycisnąć się do budynku. Wąskie, brukowane uliczki mają jednak swój urok.
Odwiedziliśmy też kilka mniejszych cerkwi, w większości ze sporą ilością zachowanych starych fresków. Cerkwi w Ochrydzie jest bardzo dużo, zresztą kiedyś było ich aż 365, co świadczyć miało o bogactwie i uduchowieniu mieszkańców miasta. Najważniejszą, którą odwiedziliśmy, była chyba Cerkiew św. Zofii, z naprawdę pięknie zachowanym wnętrzem. W cerkwiach nie można było robić zdjęć, a zdecydowanie nie jesteśmy typem podróżników robiących fotki z ukrycia – zwłaszcza w miejscach kultu.

Image

Image

Image

Image

Image

Powędrowaliśmy też w najbardziej chyba rozpoznawalne miejsce w Ochrydzie – do cerkwii św. Jana Teologa w Kaneo. Cerkiew powstała w XIV-XV wieku i jest wciąż dobrze zachowana. Z jej okolicy bardzo dobrze widać miasto, jak i roztacza się piękny widok na jezioro. Non stop jest tam pełno turystów, ale Patrykowi udało się pięknie uchwycić krótki moment bez ludzi w kadrze :D Widok ze skarpy przy cerkwii jest niesamowity. Trzeba tylko uważać na każdy krok ;)

Image

Image

Stamtąd było już blisko na wzgórze na którym mieści się kolejna stara cerkiew – św. Klemensa i Pantaleona. Wstęp był płatny, ale w budce kasy nie było nikogo. Podeszliśmy do cerkwii i zapytaliśmy mężczyznę z plakietką o bilety, ale machnął ręką i wpuścił nas bez niczego, stwierdzając „it's okay now”. Cerkiew była akurat w trakcie sprzątania, ale mimo to zaproszono nas do środka. Zdaje się, że było już po godzinach zwiedzania, ale udało nam się na chwilę wejść – po raz kolejny byliśmy pod wrażeniem zachowanych w środku mozaik i malowideł. Widać było bizantyński przepych. Tuż obok cerkwii można było zobaczyć ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki oraz starożytną mozaikę, do której niestety nie dało się podejść z racji otaczających ją łańcuchów.

Image

Image

Na kolację poszliśmy do knajpki niedaleko jeziora - Kaj Tanya Pod-Drum. Ceny świetne i naprawdę dobre jedzenie. Ja zjadłam turlitave, czyli danie z zapieczonych warzyw, a Patryk „sharska burger”. Drugiego dnia też tam jedliśmy, macedońskie burgery są bardzo smaczne.

Image

6 września pospaliśmy trochę za długo i bez śniadania niemal pobiegliśmy nad brzeg jeziora, skąd odpływała łódź do Sveti Naum. Było to najlepiej wydane 10 euro podczas tego wyjazdu! Co prawda na statku masa ludzi paliła papierosy i wyrzucała śmieci do jeziora, co zepsuło nam nieco tę przyjemność – mimo to warto było wydać pieniądze na tę wycieczkę. Widoki z łodzi były fenomenalne (niestety Zatokę Kości, czyli muzeum prehistorycznej wioski mogliśmy zobaczyć tylko z daleka), a po dotarciu do monastyru św. Nauma byliśmy pod niesamowitym wrażeniem.

Image

Image

Image

Image

Nigdy w życiu nie widziałam chyba tak przejrzystej i czystej wody, a sama okolica monastyru była przepiękna. W okolicy budynków cerkiewnych przechadzały się pawie (ponoć są tam od wielu lat), a mała plaża robiła wrażenie bardzo zadbanej. Jest tam też strumień, z które pochodzi święta woda – z którą zresztą był tam specjalny kran. Nie znam się w ogóle na prawosławnych rytuałach , ale widać było, że sporo osób tam nie było zwykłymi turystami jak ja i Patryk, ale przybyli tam w celach religijnych. Sveti Naum jest, według podanych tam informacji, bardzo istotnym miejscem dla prawosławnych osób. Cerkwii nie przyglądaliśmy się za długo, aby nie przeszkadzać osobom które chciały się tam pomodlić.

Image

Image

Image

Poza cerkwią mieści się tam również kemping, kilka barów (poza sezonem zamkniętych) i mnóstwo sklepów z pamiątkami, gdzie oczywiście zaopatrzyliśmy się w magnesy na lodówkę (zbieram takie). Spędziliśmy na tym brzegu jeziora kilka godzin, zjedliśmy późne śniadanie w restauracji przy monastyrze (w zasadzie to ja zjadłam :D), poprzechadzaliśmy się trochę... Był też czas na chwilę relaksu na leżakach. Gdyby nie grupa krzyczących dzieci, byłoby naprawdę idealnie. Miejsce przepiękne i choć nie byłam nigdy na żadnej egzotycznej wyspie, stwierdzam że entuzjastom „leżakowania” na plaży z pewnością mogłoby się spodobać.

Image

Wróciliśmy do Ochrydy późnym popołudniem i pokręciliśmy się po mieście – przypadkiem trafiliśmy na jakiś festiwal zespołów ludowych, więc jako entuzjastka folkloru wszelakiego musiałam zostać i pooglądać. Oświetlenie niestety było stosunkowo kiepskie, nie mam więc zdjęć – ale była to fajna niespodzianka i było super zobaczyć taki „żywy” element tradycyjnej kultury.
Wieczorem przeszliśmy się na spacer nad jeziorem i Patrykowi udało się zrobić kilka naprawdę świetnych zdjęć – aż żal, że nie mieliśmy profesjonalnego aparatu. Na kolację po raz kolejny wjechał macedoński kotlet.

Image

Image

Image

Kolejnego dnia byliśmy już bardziej w pośpiechu, kupiliśmy więc kilka pamiątek i wybraliśmy się do twierdzy cara Samuela, którą zwiedziliśmy za darmo – brama stała otwarta, natomiast osoba sprzedająca bilety nie pojawiła się w ogóle i nikt nie wiedział gdzie jest. Widok z twierdzy fenomenalny, można zobaczyć ładną panoramę miasta. Patryk skusił się jeszcze w ochrydzkiej kawiarni na salep – napój z bulw storczyka, spopularyzowany za czasów Imperium Osmańskiego. Smakował w zasadzie jak mleko z cynamonem.

Image

Image

Image

Popołudniu czekała nas długa przejażdżka do Skopje. Bilety kupiliśmy w biurze Galeb Tours za stosunkowo niską cenę (niecałe 500 denarów, ok. 35 zł) poprzedniego dnia. Podróż do Skopje minęła bezproblemowo, z krótkimi przystankami na trasie, w tym w Gostiwarze. Po drodze mijaliśmy wiele miasteczek z niesamowicie dużą ilością meczetów – w zasadzie pierwszy raz zahaczyliśmy o kraje w których jest dużo muzułmanów i było to dla nas coś nowego.

Do Skopje dotarliśmy wieczorem, od razu udaliśmy się do naszego noclegu – motelu Atika, który gorąco polecam przez wzgląd na niską cenę (niecałe 300 zł za 5 nocy w przyzwoitym standardzie z łazienką). Na początku niepokoiliśmy się trochę, bo dzielnica w której mieści się motel, niekiedy w internecie opisywana była dość negatywnie. Nic bardziej mylnego – Stara Czarszija to miejsce niesamowite i nie spotkało nas tam nic nieprzyjemnego. Jest to dzielnica muzułmańska, zamieszkana w dużej mierze przez Turków i Albańczyków. Zdziwiliśmy się się bardzo, kiedy o bladym świcie obudziło nas nawoływanie muezzinów z pięciu pobliskich meczetów... ;)

Image

Image

Przeszliśmy się zobaczyć kolejny na naszej trasie pomnik Skanderbega oraz mozaikę – podobną nieco do tej na tirańskim muzeum.

Image

Image

Potem zapuściliśmy się dalej w miasto i Skopje uderzyło nas tym, z czego słynie w ostatnich latach – ogromną liczbą monumentalnych rzeźb, fontann i budynków stylizowanych na neoklasycystyczne i barokowe. Nigdy w życiu nie widziałam chyba tyle kiczu w jednym miejscu, ale Patryk był pod swego rodzaju wrażeniem – głównie tego, że kraj w którym bezrobocie sięgało 30%, pozwolił sobie na wyrzucenie kilku milionów euro w „nowe zabytki”.
Najbardziej monumentalna jest oczywiście fontanna Aleksandra (czy Macedońskiego, czy greckiego, to w sumie nie wiadomo... :D) - bogata w zdobienia, zbudowana raptem kilka lat temu na modłę klasycystyczną. Co na to mieszkańcy?

Image

Image

Image

Kolejnego dnia z rana skoczyliśmy do lokalnego fast fooda. W Plasecie ceny były bardzo podobne do tych w polskich McDonaldach, natomiast porcje nieporównywalnie większe.

Image

Po śniadaniu celem zwiedzania udaliśmy się znów w okolice Placu Macedońskiego. Po raz kolejny poczuliśmy się przytłoczeni wszechobecnym przepychem. Patryk odkrył, że wiele tych bogato zdobionych budynków to tak naprawdę betonowe koszmarki z czasów socrealizmu, oklejone neobarokowymi dekorami i sztucznymi kolumnami. Absolutny hit!

Image

Image

Image

Poszliśmy od razu do Muzeum Archeologicznego – spodziewaliśmy się tam większej ilości wystaw, czynne były jednak tylko dwie sale traktujące o historii Macedonii. Wystawa, mimo niezbyt imponujących rozmiarów, warta zobaczenia – ładnie zaaranżowana, a przy eksponatach znajdują się informacje w języku angielskim.

Image

Odwiedziliśmy też miejskie muzeum w częściowo zawalonym budynku starej poczty. Zegar pokazuje godzinę 5:17 – wtedy właśnie Skopje zadrżało wskutek trzęsienia ziemi w roku 1963. Niestety podczas trzęsienia zginęło ponad tysiąc osób, a zniszczeniu uległo 75% zabudowy miasta, co tłumaczy brak zabytków czy niewiele zachowanych starych budynków w okolicy. Temu tragicznemu wydarzeniu w większości poświęcona jest wystawa w miejskim muzeum – poza nią do zobaczenia było tylko kilka eksponatów historycznych (reszta muzeum była w remoncie).

Image

Kontynuowaliśmy nasz spacer przez spacer, natrafiając na kolejne perełki skopskiego kiczu – łuk triumfalny i posąg upamiętniający poległych obywateli. Zastanawiam się, czy nie raziło mieszkańców miasta wydawanie pieniędzy na takie rzeczy przy ich stopie bezrobocia i bezdomności?

Image

Image

Popołudniu odwiedziliśmy ruiny twierdzy Skopsko Kale – niestety jak większość zabytków w mieście była ona w remoncie, mogliśmy więc tylko przejść się wzdłuż jednej ściany i pooglądać miasto z góry. Wszystko super, ale forteca była potwornie zaśmiecona. Wszędzie butelki, plastiki, szmaty. Dramat :(

Image

Wychodząc natrafiliśmy na imponujący meczet Mustafy Paszy. Nieobeznani z muzułmańskimi obyczajami nie byliśmy pewni, czy można podejść bliżej – z pomocą przyszedł nam jednak jeden z siedzących pod meczetem mężczyzn, zapraszając nas do środka. Poinformował nas także, że możemy śmiało robić zdjęcia. Meczet jest w środku naprawdę piękny, bogato zdobiony. Pierwszy raz w życiu byliśmy w meczecie :) Tuż obok znajduje się piekny ogród różany i budynek, w którym w sarkofagu spoczywa Mustafa Pasza (dawny wezyr) i jego córka.

Image

Wieczorem wróciliśmy na Starą Czarsziję, poszliśmy na kolację i trafiliśmy do sympatycznego pubu, o nazwie Kaldrma – The First Rakija Bar. Rakiji co prawda nie piliśmy, ale skusiliśmy się na piwo i wino. Piwo stosunkowo drogie, natomiast wino wręcz przeciwnie.

Image

Następnego dnia podjechaliśmy komunikacją miejską (z dworca autobusowego, bo stamtąd najłatwiej) w stronę kolejki na górę Wodno. Chętnie weszlibyśmy tam pieszo, niestety mi w Tiranie rozwaliły się buty i musiałam polegać tylko na lekkich tenisówkach nie nadających się do wspinaczki ;)
Kolejką wjechaliśmy na szczyt, gdzie duże wrażenie zrobiły na nas wspaniałe widoki. Zrobiliśmy kilka zdjęć, poprzechadzaliśmy się – niestety dość szybko zjechaliśmy w dół, nieco zdegustowani śmieciami na szczycie... Niestety, kilka razy zauważyliśmy tam, jak ludzie wyrzucają plastikowe kubki i butelki na ziemię, mimo że śmietników było wiele.

Image

Image

Image

Krzyż milenijny pomimo swoich prawie 17m wysokości nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, ale być może to z racji pochodzenia z kraju świebodzińskiego Jezusa – wielkie symbole religijne już znamy ;)

Image

Do miasta wróciliśmy po raz kolejny tzw. double deckerem – autobusem piętrowym, takim jak w Londynie. Skąd wzięły się w Skopje? Po trzęsieniu ziemi miasto potrzebowało środków transportu i uzyskało takowe od Wielkiej Brytanii – przyzwyczajono się do nich i po jakimś czasie zaczęto takie kupować, na swój sposób upamiętniając pomoc otrzymaną od londyńczyków.

Image

Wieczór po raz kolejny spędziliśmy w starej części miasta – pomimo bycia dzielnicą muzułmańską Stara Czarszija jest w nocy bardzo żywa, pełna kawiarni, pubów i różnych imprezowni :) Skoczyliśmy na lahmacuna i pide (niezbyt macedońskie, ale w muzułmańskiej dzielnicy na swój sposób lokalne) i trafiliśmy po drodze na budkę z baklavą. Dość nietypową, bowiem obklejoną w środku zdjęciami i artykułami o Angeli Merkel. Potem dowiedzieliśmy się, że właścicielka – starsza muzułmanka, jest wielką fanką niemieckiej kanclerz i na jej cześć nazwała swoją autorską baklavę (bardzo zresztą dobrą, choć dla mnie zbyt słodką).

Image

10 września z rana wstaliśmy stosunkowo wcześnie, bo w planach mieliśmy kilkugodzinną wycieczkę do stolicy Kosowa. Za busa zapłaciliśmy ok. 20 zł. Kierowca jechał jak wariat, po drodze jadąc również pod prąd i wypalając kilka papierosów. W Polsce by nie przeszło... ;)

W Prisztinie byliśmy koło 14 i od razu skierowaliśmy się w stronę muzeum etnograficznego. Po raz kolejny, jak na złość, trafiliśmy na remont. Kustosz oprowadził nas jednak po jednym otwartym budynku, będącym niegdyś domem bogatej albańskiej rodziny. Wbrew informacjom w internecie o kiepskim angielskim w Kosowie, pan posługiwał się tym językiem bardzo dobrze, wspomniał też, że współpracowali z krakowskim muzeum etnograficznym. Tuż obok znajdował się meczet bardzo podobny do skopijskiego.

Image

Image

Image

Kolejne muzeum to oczywiście muzeum Kosowa – nieduże, ale warte odwiedzenia. Skupia się ono co prawda głównie na kosowskiej walce o niepodległość. Nie robiliśmy tam zdjęć, choć zdaje się że było to dozwolone. Potem obowiązkowy punkt programu – napis Newborn, przemalowywany co roku w innej konwencji. W okolicy napotkaliśmy stragany z akcesoriami dla fanów piłki – Kosowo grało akurat jakiś mecz towarzyski, więc na ulicach widać było sporo kibiców.

Image

Image

Zauważyłam też graffiti z uskrzydlonym, uśmiechniętym kotem – jestem przekonana, że widziałam je też w jakimiś innym europejskim mieście, być może ktoś z Was kojarzy w którym? Na intrygujący budynek Biblioteki Narodowej nie starczyło nam już czasu, lecieliśmy na powrotnego busa do Skopje (niestety ostatni odjeżdżał o 18). Samo miasto z pewnością ciekawe – bardzo przypominało mi budownictwem Tiranę, a ruch na drogach był tak samo chaotyczny jak w Albanii. Niestety wszędzie pełno było żebrzących dzieci, niektórych tak małych, że nie umiały same prosto siedzieć – serce pęka, ale zdaję sobie sprawę że ten kraj ma jeszcze wiele przed sobą.

Po drodze jeszcze oczywiście bulwar Clintona, dosadnie przypominający o wdzięczności Kosowian do USA. Wszędzie dużo flag – unijnych, albańskich i USA.

Image

Image

Image

Przedostatniego dnia urlopu rozchorowałam się i praktycznie cały dzień spędziliśmy w motelu – Patryk nie chciał zostawiać mnie samej, więc niestety zrezygnowaliśmy z planowanej wycieczki do Kanionu Matka. Mamy za to pretekst, aby wybrać się do Macedonii po raz kolejny. Skoczyliśmy za to po raz kolejny na typowy lokalny fast-food (szarska burger, kotlet nadziewany serem podany z frytkami w wielkiej bułce) i do Kaldrmy, gdzie co wieczór chętni wykonawcy mogli występować podczas akustycznych mini-koncertów. Fajna sprawa :)

Image

Ostatniego dnia zahaczyliśmy o Muzeum Narodowe, które dla mnie było strzałem w dziesiątkę. Niesamowicie bogata kolekcja strojów ludowych, akcesoriów i przedmiotów użytku codziennego z różnych regionów Macedonii. Tuż obok mieści się oddział historyczny muzeum, zajrzeliśmy więc też tam. Dzięki tablicom w j. Angielskim dowiedzieliśmy się wielu nowych rzeczy – nie wiedzieliśmy wcześniej, że po II Wojnie do Polski trafiły setki macedońskich dzieci, które zostały tu wychowane celem uchronienia ich przed skutkami trwającego wtedy sporu grecko-macedońskiego. Muzeum mieści się przy ruinach jednej z niegdyś wielu łaźni tureckich.

Image

Image

Image

Image

Później skierowaliśmy się w stronę tajemniczej cerkwii na skraju Starej Czarsziji, skrytej za murami domów. Jak zwykle, w cerkwii zdjęć nie można było robić, ale była to z pewnością najbardziej nietypowa świątynia jaką odwiedziliśmy.

Image

Cerkwi tej nie da się otóż zobaczyć z ulicy – jak wyjaśnił nam bardzo entuzjastyczny strażnik (który oprowadził nas też po budynku), wynika to z tego, że za panowania Turków nie wolno było budować świątyń wyższych i zwracających uwagę bardziej, niż meczety. Sprytni budowniczy prawosławni wykopali zatem w ziemi kilkumetrowy dół i w nim postawili cerkiew, obudowaną później dookoła domkami i zabudowaniami gospodarczymi. Całe szczęście, jak powiedział strażnik, Turkom nigdy nie przyszło do głowy aby zajrzeć do środka.
Wewnątrz znajduje się niezwykle imponujący ikonostas, ręcznie rzeźbiony przez kilka długich lat. Na suficie, co bardzo nietypowe dla świątyń chrześcijańskich – namalowany jest portret samego Stwórcy.

W podwórzu znajdują się płyty nagrobne prawosławnych mieszkańców miasta z poprzednich stuleci.

Image

Image

Po odwiedzinach w cerkwii nie zostało nam już wiele czasu, skoczyliśmy więc na szybkie zakupy (przywiozłam ze Skopje całą masę słodyczy!) i przegryźć jakiś skopijski fast-food. Jedzenie na mieście było w Skopju bardzo tanie – zwłaszcza, gdy ma się na uwadze ogromne porcje. To samo zresztą tyczy się wina, którego podczas pobytu w Skopje wypiłam całkiem sporo, w naprawdę świetnej cenie. Co ciekawe, macedońskie wina wytrawne i półwytrawne wydawały mi się dużo słodsze i lepsze w smaku niż nasze.

Image

Ostatnią przygodę mieliśmy na lotnisku – mój tata chciał, żebym przywiozła mu z Macedonii piwo. Niestety podróżowaliśmy tylko z bagażem podręcznym, a w wolnocłowym piw w sprzedaży nie było. Całe szczęście lotniskowy Burger King miał w ofercie zestawy z piwem... Patryk zjadł burgera, a ja wpakowałam do torby piwo dla taty :D

Do Berlina odlecieliśmy koło 19, a po północy byliśmy już u siebie, w Szczecinie. Wyprawa była niesamowicie męcząca, ale zdecydowania warta całego wysiłku.

Dziennie pieszo przechodziliśmy średnio 11km, a cały wyjazd kosztował nas ok. 2500 zł od osoby (loty, noclegi, jedzenie, pamiątki, itd.). Nie jestem specjalistką, ale jak na 14 dni w niezbyt oszczędnych warunkach to chyba nieźle :D
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Tani weekend w Wilnie 😍🍺 Loty i noc w hotelu za jedyne 299 PLN ✈️🛌 Tani weekend w Wilnie 😍🍺 Loty i noc w hotelu za jedyne 299 PLN ✈️🛌
Wycieczka na Kretę w supercenie za 999 PLN 🌊😎 Tydzień w hotelu z wyżywieniem 🍴☕ Wycieczka na Kretę w supercenie za 999 PLN 🌊😎 Tydzień w hotelu z wyżywieniem 🍴☕
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group