| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Dookoła Ameryki Północnej za mile dookola-ameryki-polnocnej-za-mile,210,62094 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | tygrysm [ 29 Gru 2014 15:28 ] |
| Temat postu: | Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Cześć, witajcie w mojej kolejnej relacji na forum - Japonia Aeroflotem http://www.fly4free.pl/forum/japonia-ae ... ,215,17096 - Nowa Zelandia z północy na południe: http://www.fly4free.pl/forum/nowa-zelan ... ,217,40249 - Indie samolotami i pociągami: http://www.fly4free.pl/forum/indie-samo ... ,215,51785 - Azja lotniczo w tę i z powrotem: http://www.fly4free.pl/forum/azja-lotni ... ,216,53657 - Dookoła Islandii w tydzień: http://www.fly4free.pl/forum/dookola-is ... 1507,50471 Wstęp Tym razem wywiało mnie do Ameryki. Czemu akurat tam? Bo zebrało mi się sporo mil i punktów w różnych programach lojalnościowych i wiedząc jaki mam styl podróżowania postanowiłem, że najlepiej będzie wykorzystać je w Stanach, gdzie podatki za bilety milowe są na prawdę niskie. Później doszedł pomysł, że skoro już i tak tu jestem, to czemu nie wyskoczyć do Kanady? I tak kupiłem bilet WAW-YYZ;NYC-WAW. Okazało się, że wśród kilku najtańszych opcji było British Airways, które daje 100% mil w swoim bardzo dobrym programie lojalnościowym nawet w najniższych taryfach klasy ekonomicznej, więc wybór padł na BA. Później pozostało porezerwować bilety-nagrody. Logika ich rezerwacji była prosta: krótkie loty najlepiej rezerwować w programie BA, gdzie da się ustrzelić loty nawet za tak mało jak 4500 mil, bo cena lotu zależy od odległości między lotniskami. Dłuższe loty rezerwowałem przez Miles And More, gdyż dowolny lot (z maksymalnie jedną przesiadką) w ramach USA jest traktowany jako lot krajowy, czyli za 12000 mil możemy polecieć z Nowego Jorku do San Francisco, albo z Warszawy np. do Katowic Trasa 1.09 WAW-LHR - British Airways - Airbus A320 1.09 LHR-YYZ - British Airways - Boeing 777-200 5.09 YYZ-LGA - American Eagle - Bombardier CRJ-700 8.09 JFK-DCA - American Eagle - Embraer ERJ-140 10.09 DCA-YUL - Air Canada Jazz - Bombardier CRJ-200 12.09 YUL-YYC - Air Canada (Business) - Airbus A319 16.09 YYC-DEN-JAC - United - Airbus A320 / Boeing 757-200 18.09 WYS-SLC-SFO - Skywest / Delta - Embraer EMB-120 Brasilia / Embraer ERJ-175 20.09 SFO-LGB-LAS - JetBlue - Airbus A320 24.09 LAS-PHX-EWR - US Airways (First) - Airbus A320 25.09 EWR-LHR - British Airways - Boeing 787-8 Dreamliner 26.09 LHR-WAW - British Airways - Airbus A320 W sumie 16931 mil, 27248 km ![]() Mapa wygenerowana dzięki Great Circle Mapper Noclegi Noclegi też próbowałem ogarnąć jak najtaniej - z pomocą przyszła promocja sieci hoteli IHG Big Win za pomocą której uzyskałem duuużo punktów w ich programie lojalnościowym, który wymieniłem na darmowe noclegi w Stanach i Kanadzie. W pozostałych miejscach będę nocował w hostelach Plan zwiedzania Dzień 2 Toronto Dzień 3 Wodospad Niagara i okolice Dzień 4 Nowy Jork Dzień 5 Nowy Jork Dzień 6 Nowy Jork Dzień 7 Washington DC Dzień 8 Washington DC Dzień 9 Montreal Dzień 10 Quebec City Dzień 11 Calgary i okoliczne parki narodowe (dzięki cart za insiprację!) Dzień 12 Calgary i okoliczne parki narodowe Dzień 13 Calgary i okoliczne parki narodowe Dzień 14 Calgary i okoliczne parki narodowe Dzień 15 Przelot do Jackson Hole Dzień 16 Yellowstone Dzień 17 San Francisco Dzień 18 San Francisco Dzień 19 Przelot do Las Vegas i przejazd w okolice Zion Dzień 20 Zion, Bryce, przejazd do Page Dzień 21 Antelope Canyon, Horseshoe Bend, Grand Canyon Dzień 22 Hoover Dam, Las Vegas Dzień 23 Przelot do Newark Dzień 24 zakupy Gotowi? Startujemy! Dzień 1 - przelot BA WAW-LHR-YYZ Rozpoczynamy ten dzień na Lotnisku Chopina, a konkretnie w ostatniej alejce stanowisk odprawy biletowo-bagażowej, w której to cztery stanowiska zajmuje British Airways. Jedno z nich to stanowisko odprawy klasy biznes zwanej szumnie Club Europe, dwa to standardowe stanowiska economy, a ostatnie to stanowisko gdzie można uzyskać pomoc dotyczącą swojej rezerwacji. ![]() Dzięki mojemu statutowi Ruby w OneWorld udaje mi się ominąć główną kolejkę i szybko z pomocą bardzo miłego agenta nadać bagaż do Toronto. Następnie kontrola bezpieczeństwa (kolejka na dwa "zawijasy"), kontrola paszportu i szybki spacerek do końca pirsu skąd odlatywać będzie dzisiejszy wczesno-popołudniowy lot British Airways na lotnisko Londyn Heathrow. ![]() Mija bardzo krótka chwila i za oknem objawia się nam nasza dzisiejsza maszyna - Airbus A320 G-EUUT. Ma ona niespełna 7 lat i wyposażona została w najnowszą kabinę krótkodystansową przewoźnika. Jeśli ktoś ma ochotę, przed wejściem na pokład może zabrać ze sobą anglojęzyczną prasę wystawioną przy bramce przez BA. ![]() Samolot jest już gotowy do przyjęcia pasażerów na pokład, a wchodząc można jeszcze rzucić okiem na samolot nadal świeżego sojusznika BA - Qatar Airways. ![]() Witamy na pokładzie! Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Kabina jest jasna i fajnie kontrastuje z czarnymi fotelami wykonanym w podobnej technologii do tych znanych z Lufthansy. Dużo przestrzeni dodaje kabinie wykorzystanie błękitnego podświetlenia ścian zamiast tradycyjnego białego. ![]() ![]() Fotele mają regulowane zagłówki w płaszczyźnie góra-dół. Można także odgiąć ich boki jeśli ułatwi to pasażerowi znalezienie odpowiedniej pozycji do snu. Niestety ta opcja jest bezużyteczna, gdyż "rogi" zagłówka nie zachowują swojej pozycji i już pod leciutkim naciskiem wracają do swojego pierwotnego położenia. Szkoda. ![]() Fotele są oczywiście odchudzone, przez co po pierwsze są lżejsze, a po drugie umożliwiają przewoźnikowi wciśnięcie do tego Airbusa dodatkowego rzędu foteli, a więc 6 pasażerów więcej. Co istotne nie wpływa to na komfort podróży - jest bardzo wygodnie, a miejsca na nogi jest tyle ile trzeba. ![]() ![]() Dzisiejszy lot do Londynu jest wypełniony do ostatniego miejsca. Safety Demo zostaje przeprowadzone z wykorzystaniem ukrytych w suficie wysuwanych ekranów. Później na tych ekranach zostanie wyświetlona interaktywna mapa 3D najnowszej z kojarzonych przeze mnie map z systemów IFE. ![]() W związku z remontem drogi startowej na Okęciu musimy kołować do drogi 33. Po drodze mijamy Dreamlinera Romeo Echo wraz ze grzebiącymi w pierwszym silniku mechanikami lotniczymi - czyżby się popsuł? :/ ![]() Tuż po starcie mam świetny widok na centrum Warszawy: ![]() Lecimy! Potwierdza to mapka o której mówiłem wcześniej. Załoga pokładowa była bardzo miła i pomocna, ale chyba nie spodziewaliście się po British Airways, że powinniśmy zgłębiać wątek okołolotniczy ![]() Gdy wózek z serwisem dociera do mojego fotela okazuje się, że dziś dostępne są kanapki z kurczakiem (na cienkim chlebie przypominającym pita) lub sałatka wegetariańska. Z ciekawości wziąłem tą drugą opcję i muszę przyznać, że prezentowała się bardzo zacnie: ![]() W smaku wcale nie było gorzej! Sałatka opisana została jako sałatka z kuskusem i pestkami dyni. Zwróćcie uwagę na ciekawy widelec typu "zrób to sam" ![]() Lot odbył się spokojnie i bez problemów. Podejście do Heathrow odbyło się oczywiście z tradycyjnym holdingiem przed lądowaniem - momentami było widać różne fragmenty centrum Londynu. Tutaj widać O2 Arenę. ![]() Lądowanie odbyło się z widokiem na terminal 5 po prawej stronie samolotu: ![]() Po drodze do stanowiska oddalonego przy terminalu 3 mijamy oddział zamorski ze specjalizacją USA ![]() Stoi też Airbus A300 IranAir EP-IBD (wiek ponad 21 lat): ![]() Jak już wspomniałem, nasz Airbus zaparkował przy stanowisku oddalonym, także czekała nas jeszcze podróż busem do budynku terminala. Tam z kolei trzeba było przesiąść się do innego busa, który długim tunelem wiezie pasażerów do głównego hubu przesiadkowego British Airways - Terminalu 5. Idąc do busa mijam kolejnego Amerykanina w nowym malowaniu: ![]() Transfer do terminalu 5 od momentu wyjścia z samolotu zajął około 20 minut. Tam trzeba jeszcze przejść kolejną kontrolę bezpieczeństwa, która zjadła kolejne 20 minut. ![]() Oznaczało to, że po 5 minutach od mojego przybycia do terminalu pojawiła się informacja na ekranach, że mój samolot wyruszy z satelity B, więc muszę się udać do podziemnej kolejki łączącej główny budynek terminalu z satelitami. Do stacji prowadzą najdłużse na Heathrow schody ruchome: ![]() Podróż do sąsiedniego budynku trwa dosłownie chwilę ![]() W satelicie B okazało się, że "mój" Boeing 777 wyruszy w podróż przez Atlantyk z bramki B42. ![]() Miałem jeszcze chwilę przed swoim odlotem, więc jak tu się oprzeć okazji zrobienia zdjęcia takiej bestii: ![]() Ja z kolei polecę tym: ![]() Boeing 777-200ER G-YMML w wieku 13 lat. Korzystam z możliwości wczesnego boardingu, by się rozgościć i porobić zdjęcia. A środek maszyny jest taki... smutny. Stary, okna zamknięte przez co robił wrażenie ciasnego i jeszcze starszego niż, bo ciepłe światło z żarówek nad głowami pasażerów dodawało wrażenia jak by wszystkie plastiki we wnętrzu były pożółkłe. Poniższe zdjęcie nie do końca to oddaje. ![]() Na szczęście przewoźnik nie zdecydował na wstawianie do swojej floty 777 10 foteli w każdym rzędzie. W samolocie mamy konfigurację foteli 3-3-3. A te są stare i wysiedziane - przynajmniej mój. Ale pod plecami są bardzo miękkie. ![]() Każdy pasażer ma do dyspozycji system indywidualnej rozrywki starej generacji z małym i kiepskiej rozdzielczości ekranem dotykowym. ![]() Ten wbudowany w fotel obok mnie był bardzo brudny... w ogóle wnętrze nie samolotu nie robiło wrażenia zbyt czystego. ![]() Jeżeli ktoś nie będzie chciał dotykać ekranu, to na szczęście jest alternatywa w postaci wbudowanego na stałe w podłokietnik pilota. Niestety nie da się go wyjąć, przez co często można wcisnąć niechcący jakiś przycisk. Pasażer dwa rzędy przede mną cały czas wołał obsługę, a kto inny śpiąc cały czas na przemian włączał i wyłączał sobie lampkę... ![]() Na żadnym z foteli nie mogło oczywiście zabraknąć poduszki, koca i słuchawek. Te ostatnie są tragicznej jakości, ale na szczęście samolot jest wyposażony w standardowe gniazda mini-jack do którch pasują standardowe słuchawki. ![]() Gdy wszyscy pasażerowie zajęli swoje miejsca, znowu się okazało, że w samolocie nie zostało ani jedno wolne miejsce w klasie ekonomicznej. Kapitan oznajmił jednak, że na pokładzie brakuje dwóch pasażerów, więc obsługa naziemna szuka ich bagaży w luku i czekamy na ich wyładunek przed wypchnięciem z bramki. Zajęło to 10 minut i spowodowało, że bramkę opuściliśmy z 5-minutowym opóźnieniem. Nie mieliśmy długiej drogi do przebycia, jednak kolejka do startu była całkiem spora. Równolegle z nami czekał bliźniaczy do naszego samolot United: ![]() a za nami A380, które tak ostatnio polubiło BA: ![]() W drogę! ![]() Serwis rozpoczął się od przejazdu wózka z napojami, później drugi wózek przywiózł nam obiad. Do wyboru są dwie opcje - kurczak w sosie grzybowym lub pasta wegetariańska. Pamiętając jeszcze mojego kurczaka BA z lotu do Hong Kongu nie myślałem ani chwili i odpowiedziałem "pasta". A oto i to o czym piszę: ![]() Na tacce oprócz wspomnianego makaronu z sosem przypominającym pesto znalazła się lekko chłodna sztuczna bułka, masło z solą i sałatka. Na deser całkiem niezły (choć wydaje mi się, że naszpikowany chemią) mus czekoladowy o smaku pomarańczowym. Makaron był przyrządzony bardzo nierówno, a sałatka była zjadliwa, ale bez rewelacji. Cały posiłek zakończył się dla mnie sensacjami żołądkowymi, a byliśmy dopiero tu: ![]() Pora na drzemkę... po drodze zaglądałem co jakiś czas za zasłonkę. Niestety, moje okno było tak brudne, że szkoda gadać. Tylko przez chwilę było widać wodę. Poza półgodzinnym fragmentem lotu na dole cały czas było tylko mleko. ![]() Na 1,5 godziny przed lądowaniem pojawił się podwieczorek w formie mikrokanapki i mikrokitkata... BA, bardzo słabo ![]() Jeszcze zdjęcie kabiny przed lądowaniem: ![]() i samo podejście. Widzicie cień CN Tower? Było go na prawdę słabo widać przez bród na szybie. ![]() Po drodze mijamy takie oto lotnisko: ![]() Co to za port? No i niestety to tyle zdjęć. W momencie przyziemienia moje okno totalnie zaparowało - widziałem tylko cienie ogonów innych maszyn... Po wyjściu z samolotu każda osoba została wylegitymowana przez jednego z dwóch funkcjonariuszy czekających w korytarzu. Mnie przepytał dużo bardziej szczegółowo niż innych, których miałem w zasięgu wzroku, ale po kilku pytaniach puścił mnie dalej, gdzie na właściwej kontroli paszportów poza 45-minutową kolejką nie było już żadnego problemu. Podsumowując moje przygody z BA na tym locie - uważam, że LOT jest na totalnie przegranej pozycji jeżeli do Warszawy regularnie latają samoloty w nowej konfiguracji. W BA jest miło, jest poczęstunek i "świeży" samolot w wygodnej konfiguracji. Gorzej jest na odcinku TATL, gdzie wolałbym lecieć LOT-em i naszym Dreamlinerem. Serwis BA niczym specjalnie się nie wyróżniał, samolot zdawał się być już wysłużonym, a rozrywka na pokładzie pozostawiała wiele do życzenia. BA mnie na tym odcinku rozczarowało. Dzień 3 - Toronto Na nocleg w Toronto wybrałem znajdujący się nieopodal lotniska Hotel Indigo. Oznaczało to konieczność długiego dojazdu do centrum miasta autobusem do stacji Kipling, a następnie metrem w kierunku centrum, gdzie jeszcze trzeba się przesiąść z linii zielonej na żółtą, by dojechać do głównego punktu orientacyjnego w mieście - stacji Union Station. Cała podróż zajmuje około 1,5 godziny. Plus jest taki, że za bilet płaci się tylko raz - płacić można wchodząc do pierwszego środka transportu, a następnie za pomocą biletów transferowych (dostępne u kierowcy lub w czerwonych automatach na stacjach metra) dojechać do celu. Cena biletu w jedną stronę to 3 CAD. Jeśli ktoś planuje częstsze przejazdy środkami komunikacji miejskiej można na stacjach metra wyposażyć się w bilet całodniowy za 11 CAD. Autobusy miejskie wyglądają tak: ![]() Stacja Kipling jest pomyślana w ten sposób, że przyjeżdżające na nią autobusy od razu znajdują się w strefie transferowej, a więc można udać się od razu do pociągu bez przechodzenia przez bramki. Jakieś 50 minut później jestem już w samym centrum miasta ![]() Pierwsze kroki kieruję do chyba najbardziej rozpoznawalnego obiektu w Toronto - do wieży CN Tower. CN w nazwie oznacza Canadian National. Wieża ma 533,33 m wysokości i licząc od 1976 roku utrzymywała przez 34 lata tytuł najwyższej konstrukcji wzniesionej przez człowieka. W 2010 roku tytuł ten zabrała jej Burj Khalifa w Dubaju. Nadal jednak wieża pozostaje najwyższą konstrukcją półkuli zachodniej. Wieżę co roku odwiedza 2 miliony turystów, lecz na moje szczęście wrzesień to zdecydowanie sezon ogórkowy. ![]() ![]() ![]() ![]() Zwróćcie uwagę na poziom poniżej tarasu widokowego - ten biały balon to zakryte cienką membraną anteny. Należy pamiętać, że CN Tower to przede wszystkim wieża telewizyjna. Na górze możecie też dostrzec śmiałków, dla których chodzenie wewnątrz wierzy to za mało Wejście do wieży znajduje się po jej południowej stronie tuż obok Rogers Arena. Wjazd na górę kosztuje 32 dolary... plus podatki. Niestety Kanadyjczycy mają tendencję do podawania wszędzie cen bez podatków. W praktyce oznacza to, że zapłacić należy 10-15% więcej niż się wydaje. Po drodze mijam takiego oto dzięcioła ![]() Dziś musiałem odczekać około 15 minut zanim dostałem się do kasy, a następnie kolejne 10 przed windą. Z góry natomiast widoki na miasto są świetne! Niestety albo są one ograniczone przyciemnioną szybą... ![]() ![]() ![]() ...albo piętro niżej bardzo gęstą kratą... ![]() ![]() W 1995 roku CN Tower została mianowana jako jeden z siedmiu nowoczesnych cudów świata. Aktualnie w rankingu najwyższych konstrukcji wzniesionych przez człowieka plasuje się ona na 6-tym miejscu. W ramach podstawowego biletu wjeżdża się na główny taras widokowy znajdujący się na wysokości 346 metrów. Dla chętnych, za dopładą 12 CAD (zapewne + podatki ![]() Forum lotnicze, więc nie może zabraknąć informacji o świetnie widocznym z wieży lotnisku imienia Billy'ego Bishopa, znajdującego się na jednej z torontońskich wysp: ![]() Lotnisko to przypomina trochę port lotniczy Londyn City - ze względu na długość pasów startowych mogą tu lądować tylko turbopropy, ale z drugiej strony bliskość centrum Toronto wzmaga popyt wśród pasażerów. W 2011 roku lotnisko to było 9-tym pod względem liczby odprawianych pasażerów. Aktualnie latają stąd dwie regionalne linie lotnicze: Porter Airlines i Air Canada Express na Bombardierach Q400. Ten pierwszy przewoźnik zaproponował w 2013 roku przedłużenie pasa startowego na lotnisku, żeby to było w stanie obsługiwać w przyszłości odrzutowce typu Bombardier CS100. Zjeżdżamy z powrotem na dół. Przed wejściem do wieży znajduje się kanadyjskie muzeum kolei: ![]() Jeżeli macie ochotę, możecie wejść do parowozowni, ale odradzam - jest tam mała płatna wystawka, na której nie ma nic ciekawego. Wejście kosztuje 5 CAD (w tym podatek Następnie udaję się w kierunku wody, żeby złapać prom na torontońskie wyspy. ![]() Żeby dostać się na wyspy można skorzystać z kilku opcji: miejski prom (7 CAD), jeden z wielu statków wycieczkowych, które oprócz rejsu między wyspami oferuje komentarz (15 CAD) lub skorzystać z opcji czerwonego autobusu Hop On Hop Off, który w ramach biletu na transport pomiędzy głównymi atrakcjami Toronto daje pasażerom możliwość skorzystania z jednej z firm oferujących wycieczki statkami. Niestety jak możecie się domyśleć, akurat te statki te pływają wyładowane po brzegi. Hop on Hop off w wypadku Toronto nie wydaje mi się złą opcją - kosztuje około 45 CAD (+ podatek oczywiście ![]() Wyspy Torontońskie to malutki archipelag 14 wysp położonych bardzo blisko nabrzeża miasta (chyba zbyt szumnie to nazwałem archipelagiem ![]() Większość terenów wysp zajmują jednak parki (zwane dla niepoznaki parkami na wyspach ![]() ![]() Z ciekawostek można dodać, że to tu można spotkać pierwszą w Kanadzie plażę, gdzie strój kąpielowy jest tylko opcją ![]() Na koniec wizyty na wyspach oczywiście obowiązkowe zdjęcia miasta - z promem miejskim: ![]() i bez niego ![]() Wracam do miasta, by przejść się w kierunku wschodnim w kierunku targu St. Lawrence Market. Ale zanim tam dotrę, warto się zatrzymać przy hotelu Fairmont Royal York: ![]() Hotel ten otwarto w 1929 roku i wówczas był to najwyższy wieżowiec w całym Królestwie Brytyjskim. Już wtedy hotel miał 10 wind, w każdym z 1048 pokoi było radio i prysznic lub wanna. Centrala telefoniczna hotelu miała długość 20 metrów i obsługiwana była przez 35 operatorów. W latach 50-tych do hotelu dobudowano wschodnie skrzydło, które spowodowało, że hotel z jego 1600 pokojami stał się największym hotelem w całym Commonwealth. Żebyście nie musieli się wysilać sprawdziłem dla Was ceny na Waszą wycieczkę do Kanady na której oczywiście będziecie tu nocować: pokoje dwuosobowe zaczynają się od 299 CAD, apartament możecie mieć na jedną noc za jedyne 549 CAD. W cenie nie ma ani śniadania, ani dostępu do Internetu. Aaaa! Zapomniałem przecież o podatku, ale to już wiecie Idziemy dalej ![]() miejski krajobraz zaczyna się powoli zmieniać, gdyż wchodzimy do najstarszej części miasta. Toronto zostało założone w XVIII wieku, dziś jest to największe miasto Kanady (choć nie stolica!) i liczy sobie 2,6 mln mieszkańców, co daje mu tytuł piątego największego miasta Ameryki Północnej. Według najnowszych prognoz urzędu miasta liczba ta jest niedoszacowana, co oznacza, że Toronto może być na czwartym miejscu przeskakując przed Chicago. W aglomeracji torontońskiej mieszka ponad 6 mln ludzi, ale tylko dla połowy angielski jest językiem ojczystym. Mówi się tu w ponad stu językach, a ONZ uznało Toronto za najbardziej kosmopolityczne miasto na Świecie. Oczywiście nasi też tu są! Według oficjalnych danych Polaków w Toronto jest około 98,3 tyś, co oznacza udział w ludości miasta na poziomie 3,8 proc i daje nam 11 miejsce na liście narodowości obywateli tego kanadyjskiego miasta. Po drodze na targ mijamy budynek Hockey Hall of Fame, czyli ogólnie mówiąc muzeum tego sportu. Kanadyjczycy uwielbiają hokej! Puchar Stanleya, najważniejsze trofeum w profesjonalnym hokeju wywodzi się właśnie z Kanady. ![]() Kojarzycie budynek w kształcie żelazka z Times Square w Nowym Yorku? Kanadyjczycy też taki mają, tylko trochę mniejszy ![]() Klimat tej części miasta jest zupełnie inny niż nowoczesne centrum miasta. Tam trwają wieczne prace budowlane, tu jest spokój. Lokalni mawiają, że w Toronto są cztery pory roku: zima... zima... zima i... budowa! Centrum jest wiecznie rozkopane, przez co mieszkańcy muszą sobie radzić z korkami. ![]() ![]() ![]() W końcu docieram do St. Lawrence Market. Jest to znajdujący się w sporej hali targ spożywczy, który został według plebiscytu National Geographic ogłoszonym najlepszym targiem tego typu na Świecie. ![]() Z zewnątrz ładny, ale w środku jakoś tak zbyt cywilizowanie jak dla mnie. Chyba wolę azjatyckie targi gdzie za kilka złotych można zjeść egzotyczne "niewiadomoco" na patykach. ![]() Z ciekawości próbowałem znaleźć najdroższą rybę na targu. Znalazłem okonia morskiego (sea bass) za jedyne 33 CAD za funt, czyli jakieś 216 PLN za kilogram... tzn wiecie jeszcze co trzeba dodać do tego Na targu była knajpa specjalizująca się we wszystkim co wyszło z wody. Zamówiłem pewną potrawę za 15 CAD + podatek: ![]() Kto zgadnie co to leży na sałacie? Na koniec dnia jeszcze został mi krótki spacerek do metra i wizyta na najbardziej topowym placu w mieście. Chyba każde większe miasto ma takie miejsce, gdzie przychodzi się wieczorem i zawsze dzieje się coś ciekawego. Ten plac to Yonge-Dundas Square. Jego nazwa wywodzi się z faktu, że się znajduje na skrzyżowaniu tych dwóch ulic ![]() Miejsce to wyjątkowo przypominało mi plac przy wyjściu ze stacji metra Centrum w Warszawie. Dlaczego? No bo tak: - Są grający Indianie? Nie, ale jest jeden i chyba sprzedaje te same płyty co ci w Warszawie: ![]() - Jest gość grający na krześle jak na perkusji? Nie, ale jest blisko: ![]() - Są polskie akcenty? Hmmm... no bo jak tego nie nazwać takowym: ![]() Tylko wozy strażackie siakieś inne: ![]() Na placu odbywała się jakaś ciekawa gra miejska, w której zawodnicy wykonywali dziwne zadania ![]() Pora wracać do hotelu, przede mną 1,5 godziny drogi. Po drodze wysiadam jeszcze na chwilę na stacji Museum by zobaczyć ciekawie wyglądającą na zdjęciach fasadę budynku, ale na żywo nie robi już specjalnego wrażenia: ![]() Aha! No i jeszcze musi być zwyczajowe zdjęcie skrzynki pocztowej! ![]() Na Kipling wsiadam do busa i do hotelu! PS jeszcze zaplątało mi się gdzieś zdjęcie lądującego na lotnisku na wyspie Bombardiera linii Porter. To się podzielę ![]() Dzień trzeci - Niagara Falls Będąc w tych okolicach wymyśliłem, że szkoda by nie zobaczyć wodospadu Niagara. Kombinowałem na różne sposoby jak by tam najsensowniej dotrzeć łącznie z wynajmem samochodu, ale koniec końców zdecydowałem się na wycieczkę zorganizowaną, bo przy jednej osobie tak wychodziło najsensowniej. Wycieczkę zarezerwowałem z BG Tours Canada, którzy to umożliwili mi wybór hotelu przy lotnisku jako miejsce rozpoczęcia wycieczki. W potwierdzeniu rezerwacji dostałem informację, że na kilka dni przed dniem wycieczki dostanę informację o której mnie odbiorą z hotelu. Jak się zapewne domyślacie, takiej informacji nie dostałem, więc musiałem do niech zadzwonić, a tam miła pani powiedziała, że oni nie odbierają klientów z obrębu lotniska, ale mnie przebookuje na wycieczkę w zaprzyjaźnionej firmie i żebym był gotowy o 7.00 rano. Firmą tą okazała się firma Chariots of Fire, która ma na Tripadvisorze świetne opinie, więc nie miałem nic przeciwko temu. Mel, kierowca i przewodnik za razem przyjechał po mnie wycieczkowym GMC punktualnie, by ruszyć dalej do centrum miasta o poranku. ![]() ![]() Toronto jest bardzo zakorkowane. Wg. Mela z powodu zwężenia na wjeździe do miasta spowodowanego przez rekonstrukcję głównej drogi na estakadzie biegnącej równolegle do brzegu jeziora Ontario. Nie wiem czy to prawda, po tym jak przeczytałem dużo opinii na Flyertalku, że w Toronto zawsze się tylko stoi. W krótkiej pogawędce okazało się, że Mel urodził się w Kanadzie, ale jego rodzice są Ukraińcami ![]() Bierzemy z centrum Toronto resztę pasażerów i ruszamy. Z miasta wyjeżdżamy ulicą Younge Street, najdłuższą ulicą n Świecie. Ciągnie się ona od Jeziora Ontario, aż do jeziora Simcoe. Jej długość to 1896 km i została zbudowana jako zaczątek do urbanizacji wszystkieo co jest na jej drodze. My skręcamy zaś w prawo na drogę wzdłuż zachodniego wybrzeża jeziora do miejscowości Niagara Falls - droga ta zajmuje z centrum Toronto około 2 godzin, z czego prawie połowa to wyjazd z miasta w korku. Dalej jedzie się autostradą, która prawie na całej długości ma 4-5 pasów ruchu w każdą stronę. Na miejscu pierwszą atrakcją jest możliwość wejścia na wieżę Skylon Tower. ![]() Wieża ta ma 160 metrów wysokości i daje świetny obraz całości widocznych poniżej wodospadów. Polecam na nią wjechać zanim zobaczycie wodospady z bliska! Na górze taras widokowy jest otwarty, bez żadnych szyb, dzięki czemu nie ma problemu z robieniem zdjęć dobrej jakości. Zerknijcie z góry: ![]() Wyspa po środku i wodospady po lewej stronie zdjęcia należą do USA, wodospady po prawej stronie zdjęcia są w większej części kanadyjskie. Po lewej stronie zaś widać Rainbow Bridge. Most-przejście graniczne, które podobno jest drugim najbardziej aktywnym pod względem ilości przekroczeń granicy przejściem w USA po lotnisku JFK w Nowym Jorku. A teraz nieco bliżej... wodospady amerykańskie: ![]() i kanadyjski: ![]() Ktoś mniej zorientowany może zapytać "ale który to Niagara?". Prawidłowa odpowiedź to wszystkie. Największy z nich to ten należący do kraju klonowego liścia i zwany jest Horseshoe Falls (Podkową), Drugi największy to American Falls, a trzeci dużo mniejszy, znajdujący się tuż obok to Bridal Veil Falls. Wodospady znajdują się na rzece Niagara łączącej wyżej usytuowane jezioro Erie z jeziorem Ontario. Nie są one najwyższe na Świecie (mają "tylko" 51 metrów), ani nie są najszersze. Za to to nimi spływa największa ilość wody na minutę. Wartość ta dochodzi do 168 000 metrów sześciennych. ![]() Wodospady są ważne nie tylko ze względu na ich wartość turystyczną, ale także służą one jako elektrownia wodna. Otóż część wody płynącej z góry jest zabierana podziemnymi rurami do elektrowni ładnie wkomponowanej w otoczenie. Wodę tą wypuszcza się na dole wodospadu. Czy oznacza to, że wodospad jest mniej widowiskowy? Absolutnie nie! Zarządzający elektrownią wiedzą jak ważny jest wodospad dla miasta i okolicznej gospodarki, dlatego w sezonie letnim w ciągu dnia nie ogranicza się za bardzo przepływu wody. Kurek przykręca się (a w zasadzie odkręca w elektrowni) w nocy i w zimę, kiedy to przepływ wody zredukowany jest o połowę. Mówiąc tu o sezonie zimowym rozumie się czas od 1 listopada. Schodzimy na ziemię na krótki spacerek wzdłuż wodospadu w kształcie końskiej podkowy: ![]() Najbardziej kojarzoną atrakcją przy wodospadzie jest podpłynięcie do niego statkiem. Do wyboru są firmy Horn Blower i Maiden of the Mist. Nasz organizator wycieczki współpracuje z tą drugą. W związku z rozpoczęciem roku szkolnego dziś kolejki na statki nie ma, więc szybko zjeżdżamy windą na dół zbocza i pakujemy się na nasz statek: ![]() (to nie dokładnie ten, ale podobny Każdy dostał po różowej jednorazowej pelerynie żeby nie zmoknąć. Już przy przystani czuć było wodę z sąsiadującego amerykańskiego wodospadu. Z resztą widać to na obiektywie... ![]() Kapitan uruchomił syrenę co oznacza wypłynięcie z portu. Nad nami po prawej góruje Niagara Falls z wysokimi hotelami oferującymi widok na wodospady wprost z pokoju. ![]() Zwróćcie uwagę, że strona amerykańska jest po tej samej stronie co wodospady, więc ich zobaczenie wymaga albo stania z boku spadku wody, albo trzeba się wysilić i zejść ścieżką w dół: ![]() W tym wymiarze nie ma chyba wątpliwości, że Kanada jest lepszą strona do oglądania tego cudu przyrody. Głównym celem statków wycieczkowych jest podpłynięcie pod samą lecącą wodę i zmoczenie wszystkich pasażerów: ![]() My też tam zaraz będziemy... więc schowałem aparat, by nie oberwał. Próbowałem zapisać jakieś zdjęcia telefonem, ale gdy tylko osiadła wilgoć na ekranie (wystarczyły na to jakieś 4 sekundy I jesteśmy! Jednak wyjąłem ten aparat ![]() ![]() ![]() Zwróćcie uwagę na tę konstrukcję: ![]() Amerykanie wybudowali ją, by było widać z ich strony wodospad amerykański pod jakimś sensownym kątem. Dodatkowo, w pylonie są windy, dzięki czemu możliwe jest wejście na pokład jednostki podpływającej pod wodospad. I jeszcze widoki z góry przy kasie biletowej statków: ![]() ![]() Pakujemy się do busa i ruszamy w kierunku Niagara On The Lake, historycznego miasteczka położonego nieopodal. Po drodze zatrzymujemy się w trzech miejscach, by zrobić szybkie zdjęcia: - Nad przełomem rzeki Niagara: ![]() Zwróćcie uwagę na kolejkę linową łączącą dwa brzegi rzeki. W tym miejscu ze względu na meandr rzeki obie strony są kanadyjskie. - Na ogromnej zaporze wodnej - tu akurat widać amerykańską, ale stoimy na bliżniaczej kanadyjskiej. Zostały one zbudowane wspólnie przez te dwa państwa i zasilają one sieci elektryczne obu krajów. ![]() - I przy największym na Świecie zegarze kwiatowym co roku dekorowanym od nowa przez pobliską szkółkę - ponoć najlepszą w Kanadzie i jedną z najlepszych na Świecie. Zegar co roku zmienia swój wygląd. W tym wygląda tak: ![]() Po drodze do miasteczka mijamy jedną z najmniejszych kaplic na Świecie. Podobno w zeszłym tygodniu para brała w niej ślub. ![]() Miasteczko Niagara on The Lake leży nieopodal ujścia rzeki Niagara do jeziora Ontario. Jest to chyba najbardziej kwieciste miasteczko jakie w życiu widziałem. W celu ochrony przyrody wszystkie busy i kampery mają zakaz poruszani się po mieście - kierowcy muszą je zaparkować na specjalnym parkingu, skąd kursują co kilka minut bezpłatne autobusy do centrum miasta. Miasteczko oczywiście nie jest duże, więc pokonanie tego samego dystansu, który wykonuje bus miejski zajmuje na piechotę jakieś 10 minut. ![]() ![]() Ciekawostką jest położony w samym centrum miasta hotel Prince of Wales, który uchodzi za najbardziej ekskluzywny hotel w całej Kanadzie. Jego właścicielką jest pewna Chinka, która mieszka na stałe w Kanadzie. Podobno gdy była dzieckiem uciekła z Chin do Hong Kongu płynąc wpław i tam zaczęła nowe życie... dziś mieszka tu ![]() Po szybkim obiedzie w centrum ruszam z powrotem do busa, by się nie spóźnić. Po drodze popijam charakterystyczny dla Kanady napój imbirowy Canada Dry (made by Coca Cola oczywiście Ostatni punkt programu wycieczki to przystanek w winnicy Diamond Estate. Okoliczny region to winnica na winnicy. Każda ma sklepik w którym na pewno sprzedawcy chętnie poczęstują Was lokalnymi trunkami. Lokalne winnice słyną z jednego charakterystycznego gatunku win, a mianowicie win lodowych (iced wine). Wina te są bardzo rzadkie. Produkuje się je zbierając z krzewu w zimę jeszcze zamarznięte kiście winogron (najlepiej w temperaturze od -10 do -14 stopni), a następnie wyciska się je jeszcze zanim rozmarzną. Najwięcej tych win produkuje się właśnie tu, w tym regionie Kanady. Na to miejsce przypada 85% produkcji wina lodowego białego (resztę obstawiają Niemcy ![]() To tu trzyma się wina białe. Wina czerwone przechowywane są w tradycyjnych beczkach. Ale dość gadania, skoro można spróbować ![]() Nie jestem fanem win, ale wina lodowe mi bardzo smakowały. I faktycznie były cholernie słodkie. Polecam kupić kiedyś butelkę za 35 CAD i spróbować na własnej skórze. Wasze zdrowie! ![]() Aha! jeszcze słowem uzupełnienia do poprzedniej części relacji jakoś umknęło mi, by pokazać Wam Rogers Arena - pierwszy na Świecie stadion z rozsuwanym mechanicznie dachem. I podobno nawet da się go zamknąć jak pada | |
| Autor: | michcioj [ 29 Gru 2014 15:43 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
fajny pomysl jesli pamietasz prosze podaj cene w milach i doplaty dzieki | |
| Autor: | tygrysm [ 29 Gru 2014 15:46 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Dzień 4 - YYZ-LGA + Nowy Jork Na lotnisko w Toronto odwozi mnie hotelowy busik. Okazuje się, że wszystkie loty do USA obsługiwane są w jednej części terminala, gdyż lotnisko w Toronto jest jednym z punktów w których obowiązuje program Preclearajce, czyli odprawy granicznej i celnej USA jeszcze przed wylotem, tak by samolot mógł być traktowany w Stanach jak przylatujący lot krajowy. AA umożliwia odprawę tylko w automacie, ten jednak odsyła mnie do obsługi, by ci sprawdzili moją wizę. ![]() Bardzo miła pani potwierdza wizę i zmienia mój numer frequent flyer z podstawowego numeru BA z którego kupowane biły bilety-nagrody na statutowy numer Qatar Airways. Mimo, że w QR mam najniższy status (OW Ruby), daje mi to odprawę na stanowisku klasy biznes, na niektórych lotniskach priorytetową kontrolę bezpieczeństwa i wejście na pokład samolotu przed osobami bez statusu. Co jednak najważniejsze, daje on darmowy bagaż w klasie ekonomicznej w liniach, które w normalnych warunkach biorą za to dodatkowe opłaty. Na tym locie zaoszczędziłem dzięki temu 25 USD. A oto i karta pokładowa ![]() Następnie należy przejść wspomnianą już przeze mnie kontrolę graniczną USA. Ja trafiłem na funkcjonariusza, który ewidentnie miał dzisiaj zły dzień, albo nienawidzi swojej pracy. Zdał mi cykl pytań "po co?", "dlaczego?", "jak długo?", pytał czy kogoś znam w Stanach. Zadał też pytanie na które nawet nie wiedziałem co odpowiedzieć "A dlaczego do celów turystycznych wybrał Pan właśnie Nowy Jork?"... Na koniec poprosił o wydruk rezerwacji biletu powrotnego ze stanów, po czym nie mógł na nim znaleźć daty lotu... w końcu mnie puścił Jeszcze kontrola bezpieczeństwa (wcale nikt nie kazał mi włączać elektroniki ![]() Jeszcze obowiązkowy spacerek po terminalu - przy jednej z bramek kończył się boarding na lot American do Los Angeles. Boeing 737 jeszcze w starym malowaniu AA. Widziałem je na własne oczy, więc zostaje skreślona pozycja z mojego lotniczgo bucket list ![]() Ja natomiast będę podróżował z "nieco" mniejszym rozmachem... ![]() Jak widzicie czeka już na mnie Bombardier CRJ-700 linii lotniczej Envoy wykonującej lot dla AA pod szyldem American Eagle. Zwróćcie uwagę na te śmieszne rękawy - w Stanach zjawisko załadunku, bądź wyładunku samolotu ze stanowiska oddalonego jest na szczęście bardzo rzadkim przypadkiem. Okazało się, że bramka z której lecę to tak na prawdę 4 bramki obsługujące tylko małe samoloty American Eagle. Ten który fotografowałem przed chwilą leci do Chicago, a nie do Nowego Jorku, więc nie będę się rozpisywał o wieku maszyny, skoro nawet nie wiem czym leciałem Moja karta pokładowa zostaje zeskanowana, "bip!" i pora ruszać w krótką podróż do USA! Mój bagaż podręczny dostaje przywieszkę, Delivery on Aircraft, oddaję go obsłudze naziemnej i wsiadam na pokład: ![]() A wnętrze maszyny jest całkiem przyjemne. Czarne fotele bardzo dobrze kontrastujące z białymi ścianami Bombardiera: ![]() ![]() Fotele były bardzo wygodne, a miejsca przed sobą miałem więcej niż w większości szerokokadłubowców. Super! Obłożenie dziś wynosi około 80%, a miejsce obok mnie zostaje wolne, więc mam suuuużo miwjsca. ![]() Czekając na pozostałych pasażerów uciąłem sobie bardzo miłą pogawendkę z przesympatyczną stewardessą. Nie mam jej zdjęć, ale mam dla Was zdjęcia wnętrza samolotu: ![]() ![]() Obok brat bliźniak ![]() Ruszamy! Razem z większym AA ![]() Obok mijamy jeszcze 767 Air Canada ![]() i w górę! Prognoza pogody się na szczęście nie sprawdziła i mamy ładną pogodę całą drogę w przeciwieństwie do zapowiadanego pełnego zachmurzenia. ![]() Serwis na pokładzie jest szybki i prosty - do wyboru puszka napoju gazowanego, niegazowanego, albo wody. Nie ma niczego do jedzenia - może z resztą i dobrze na tak krótkim locie. ![]() Około godziny od startu jesteśmy już nad Nowym Jorkiem ![]() W tle mój pierwszy widok Manhattanu: ![]() Miękkie przyziemienie na lotnisku La Guardia. Lotnisko to leży najbliżej centrum, ale nie jest w stanie obsłużyć dużych maszyn, daltego obsługuje głównie loty krajowe i krótkie loty międzynarodowe. Lotnisko to nie bez powodów nazywane jest przez pilotów USS La Guardia, gdyż lądowanie na jego wysuniętych w wodę pasach startowych przypomina ponoć celowanie w lotniskowiec. ![]() Za moim oknem pojawił się pierwszy Southwest na jakiego trafiłem: ![]() Wiele osób uważa, że La Guardia powinna zostać szybko odnowiona, gdyż to co oferuje odbiega mocno od standardów nowoczesnych lotnisk. W 2010 roku zatrudniono ekspertów do opracowania planu rozbiórki La Guardi i wybudowania na jej miejscu nowego, nowoczesnego lotniska. Dziś lotnisko wygląda tak: ![]() Klimatem przypomina mi nieco berlińskie Tegel ![]() Po wylądowaniu dobrze, byście mieli już wymyśloną strategię na poruszanie się po mieście. Możecie albo płacić za bilety w metrze lub autobusach za każdy przejazd (co kosztuje 2,5$ za przejazd), albo mozecie kupić kartę MetroCard. Tygodniowa MetroCard ważna we wszystkich liniach metra i w autobusach poza ekspresowymi kosztuje 30 USD i uznałem, że w mojej sytuacji się opłaci, mimo że zostaję tylko na 3 dni. Na MetroCard możecie od razu pojechać autobusem lotniskowym M60 na Manhattan, pamiętajcie tylko by skorzystać z maszyy drukującej bilety na tę linię, gdyż inne niż wydrkuowane nie są akceptowane. Na innych liniach nie ma problemu, gdyż każdy kierowca ma maszynkę czytającą zawartość MetroCard'a. ![]() Pamiętacie może Basię, którą poznałem w Nikko podczas mojej wycieczki do Japonii w 2012 roku? Otóż Basia mieszka na stałę w Riverdale lekko na północ od północnego wybrzeża Manhattanu i gdy powiedziałem Jej o tym wyjeżdzie, powiedziała, że mogę nocwać u Niej ![]() Nie bardzo mam czas, by się zatrzymywać, poza tym z dużym plecakiem nie było mi za wygodnie, więc od razu idę na oddaloną o jedną przecznicę stację kolejki podmiejskiej. Tam przyszło mi czekać na właściwy pociąg dobre pół godziny, ale czekanie umilały mi obserwacje tambylców. Otóż wyboraźcie sobie kilku czarnych panów siedzących na ławce na dwóch różnych peronach i krzyczących do siebie przez tory. Dodatkowo zwracali się do siebie homie (ang. ziomal). Normlanie scena jak żywcem wyjęta w GTA ![]() Niestety karta Metrocard nie obejmuje tych pociągów. Tzeba kupować na nie osobne bilety o czym nie miałem zielonego pojęcia dopóki nie trafiłem na kontrolę biletów. Pan się zdziwił, że daję mu Metro Carda i zapytał czy to wszystko co mi dali. Powiedziałem, że tak. Kontroler pokiwał głową ze zrozumieniem, popatrzył na mój duży plecak i powiedział, że nie ma problemu, ale że następnym razem mam kupić bilet w automacie. Od tej pory tak też robiłem Na podstawie opisu jaki dostałem od Basi szybko dotarłem do jej mieszkania, gdzie chwilę porozmawialiśmy, ale niedługo później już byłem w drodze powrotnej do miasta, bo miałem już wcześniej kupiony bilet z wejściem o godzinie 17.00 na taraz widokowy na szczycie Rockefeller Center. Z kolejki wyszedłem na dworcu głównym dla połączeń lokalnych - Grand Central. Perony tego dworca mogą konkurować swoją brzydotą z warszawskim Dworcem Centralnym jeszcze przed remontem. Dodatkowo temperatura na stacji była nie do zniesienia. Na szczęście w wagonach środków transportu publicznego klimatyzacja zawsze odkręcona jest na maksa, więc czekając na pociąg trzeba z peronu jak najszybciej do niego uciec. Gorzej jeśli na pociąg trzeba czekać np. pół godziny - wtedy trzeba uciekać do hali głównej dworca, lub do otaczającego ją małego pasażu handlowego. Tak wygląda dworzec od strony peronów: ![]() A tak w głównej hali: ![]() Dworzec wybudowano w 1913 roku i do tej pory utrzymuje tytuł największego dworca koljekowego pod względem ilości peronów. Jest tu ich aż 44 sztuki na dwóch poziomach. Na środku głównej hali nad okrągłym punkte informacyjnym widnieje piękny zegar, będący symbolem tego dworca. ![]() Z zewnątrz budynek zobaczycie później Tak wygląda środek Manhattanu... Ja tym czasie muszę iść szybkim krokiem do Rockefeller Center, gdzie mam bilety na 17.00. ![]() Ja tym czasie muszę iść szybkim krokiem do Rockefeller Center, gdzie mam bilety na 17.00. A oto i sam zainteresowany - Rockefeller Center, na którego szczycie znajduje się uważany przez wielu najlepszy taras widokowy w Nowym Jorku. Zaraz się przekonamy ![]() Wejście do atrakcji znajduje się wewnątrz budynku, po prawej stronie na poziomie -1. Z wydrukowanym biletem omijam krótką kolejkę do kasy, by stanąć do relatywnie krótkiej kolejki kontr bezpieczeństwa, którą to można spotkać tu w praktycznie każdej większej atrakcji tego miasta. Klika minut oczekwiania na windę i jedziemy do góry! Taras widokowy na Top of The Rock składa się z trzeh pięter - na dwóch pierwszych widok ograniczony jest szklanymi taflami, ale zostały one ustawione tak że pomiędzy część z nich można wsadzić duży obiektyw, więc nie jest to większy problem dla fanów fotografii. Na moje szczęście w momencie jak wchodziłem na taras spadło dosłownie kilka kropel deszczu, ale wystarczyło to do powstani dużej tęczy nad północnym Manhattanem. ![]() Polecam od razu wjechać na samą górę, gdzie widoki nie są niczym zasłonięte. Gotowi na widoki Nowego Jotku? Najpierw kierunek północ i Central Park z tęczą. ![]() Pełna rozdzielczość: https://www.dropbox.com/s/3ebob1ijq58w2 ... 5.jpg?dl=0 A teraz Creme de la creme, czyli kierunek Dolny Manhattan: ![]() ![]() Statuła Wolności jest hen daleko i przy tej przejrzystości powietrza ledwo ją widać: ![]() ![]() Pełna rozdzielczość: https://www.dropbox.com/s/hz39hf1opxc4i ... 8.jpg?dl=0 A chwilę później wraz z zachodem słońca zaczęły się zapalać jedno po drugim kolejne światła w jednym z najbardziej wpływowych miast Świata... niestety dopchanie się do jednej z betonowych podpórek, gdzie spokojnie można było położyć aparat, by ten ani drgnął graniczyło z cudem. w końcu mi się udało z takim oto efektem: ![]() Pełna rozdzielczość: https://www.dropbox.com/s/u4y0b919d20xo ... 2.jpg?dl=0 ![]() ![]() Pełna rozdzielczość: https://www.dropbox.com/s/wi4o3xhyz5red ... 9.jpg?dl=0 ![]() Pełna rozdzielczość: https://www.dropbox.com/s/wpo3nxyy517oc ... 1.jpg?dl=0 Zachęcony niezłymi łowami fotograficznymi udaję się na dalsze - na słynny Times Square. Najłatwiej dojechać tam metrem. Pamiętajcie patrząc na plan metra, że w Nowym Jorku jest podwójny system oznaczania tras metra. Kolor trasy oznacza tak na prawdę tylko które to szyny. Istotniejszy jest numer linii. Np. po szynach niebieskich jadą równocześnie linie A, B i C. Ale po co trzy różne linie na jednej nitce? Bo nitki się rozgałęziają, albo część stacji jest przez pociągi danej linii omijana, a sam pociąg (ekspresowy) dojeżdża tylko na głowne stacje. Więc zawsze patrzcie na mapie miasta jakie pociągi zatrzymują się dokładnie na tych stacjach, które Was interesują. A tak wygląda typowy wagonik metra w Nowym Jorku: ![]() W metrze tu panuje to samo co na Grand Central: na peronach metra jest zaduch i panuje permanentny brak świeżego powietrza. Ale dość marudzenia. Idziemy na słynny plac - odpowiednik Trafalgar Square w Londynie, prawdziwa nowojorska ikona! Times Square, centrum rozrywki! ![]() Tutaj się dzieją rzeczy, że głowa mała, a koniec końców każdy rzepkę skrobie na swój sposób: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Na końcu Times Square władze miasta wybudowły trybunę, żeby lepiej było widać co się dzieje na placu. ![]() I to tyle na dziś! Pozdrowienia z Nowgo Yorku Dzień 5 - Nowy Jork Dzisiejszy dzień mam podporządkowany pod bilety na prom wiozący turystów, które wykupiłem online na 12.00. Prom wypływa z parku The Battery Park znajdującego się na południowym krańcu Manhattanu, więc założyłem sporo czasu na dojazd. Chyba nawet za dużo, więc żeby coś ze sobą zrobić wysiadłem kilka stacji metra wcześniej przy Moście Brooklińskim. Stacja Brooklyn Bridge / City Hall znajduje się paradoksalnie nie nad wodą, ale w samym środku wyspy, i żeby dojść do przęsła mostu trzeba pokonać spory kawałek pieszo jego estakadą. Dla chętnych jest też ścieżka rowerowa i co ciekawe droga dla pieszych i rowerów idzie środkiem mostu, nie przy krawędziach. A oto i on, Brooklyn Bridge z perspektywy żaby (albo i mnie w tym wypadku ![]() Niestety pogoda dziś nie dopisuje, więc ciężko zrobić dobre zdjęcia przez te białe chmury... A teraz klika liczb dotyczących tego mostu nad East River: długość 1825 metrów, szerokość 26 metrów, wysokość 84 metry, odległość między przęsłami 486m. Niby nic takiego, ale jak sobie człowiek uświadomi, że ten most wiszący został otwarty w 1883 roku to zmienia się trochę perspektywa jego postrzegania. ![]() W dniu otwarcia mostu przekroczyło go 1800 pojazdów i 150,3 tyś ludzi. To była jedyna przeprawa między Manhattanem i Brooklynem. Most zbudowano za 15,5 mln dolarów, a przy jego budowie zginęło 27 robotników. ![]() Mimo znaków informujących o zakazie przyczepiania czegokolwiek do mostu i ten się nie uchował ![]() Niestety nie miałem czasu, by przejść cały most, ale jeszcze wrócę dziś na chwilę na Brooklyn Pakuję się do metra i chwilę późnij jestem już w Battery Park ![]() Tam najpierw odbieram swój bilet z okienka, później typowa lotniskowa kontrola bezpieczeństwa, by w końcu znaleźć się na jednym ze statków płynących na Liberty Island. ![]() Statki te pływają bardzo często i robią trasę Nowy Jork - Liberty Island - Ellis Island - Nowy Jork. Nie wpadnijcie na pomysł, by zrobić pod prąd tłumowi i wysiąść na Ellis, by później wrócić pod Statuę Wolności. Statki pływają tylko w jedną stronę ![]() Bilet na rejs kupiony online kosztuje 18 USD. Jeżeli macie ochotę możecie od razu z biletem online zarezerwować sobie wejście na cokół pomnika lub na koronę. W tym pierwszym przypadku nie ma dodatkowych opłat, w drugim należy doliczyć 3 USD do zwykłego biletu. Pamiętajcie jednak, że te opcje są limitowane - na cokół może wejść maksymalnie 3000 osób w ciągu dnia, na koronę jeszcze mniej, dlatego warto rezerwować bilety online jak najszybciej. Co prawda nieporezerwowane wejściówki do statuy trafiają do kasy biletowej i jakaś szansa na ich złapanie jest, ale raczej niewielka. Ja rezerwowałem późno, więc dostałem bilet na cokół, ale nie na koronę. Płyniemy! ![]() Rejs jest niezłą okazją do zrobienia zdjęć panoramie południowego Manhattanu, aczkolwiek nie ma co się spinać, bo w razie czego panorama z Ellis Island jest równie dobra ![]() Podpływamy pod Liberty Island - oznacza to bitwę o pozycje do robienia zdjęć. Na szczęście ja miałem całkiem niezłą ![]() Dla części z Was będzie to wiadome, ale dla pozostałych przypomnę, ze Statua Wolności to jeden z symboli narodowych Stanów Zjednoczonych. Jej właściwa nazwa to Liberty Enlightening the World, czyli Wolność opromieniająca Świat. Statuę wzniesiono w latach 1884-1886 jako dar od narodu francuskiego, żeby upamiętnić przymierzę między tymi państwami w wojnie o niepodległość USA. ![]() Monument ma wysokość 46,5 metra, razem z cokołem 93m, waży 229 ton, a jego konstrukcja zrobiona jest ze stali i miedzi. Gdy Statua przyjechała na swoje miejsce cała błyszczała na rudo-brązowy kolor, jednak w ciągu 20 lat miedź się utleniła, czego efekt widzimy. W środku znajdują się dwie spiralne klatki schodowe prowadzące do korony. Trzecia klatka schodowa prowadząca do pochodni jest niedostępna po wybuchu na wyspie Black Tom, który miał miejsce 30 lipca 1916 roku. Wybuchł zapas amunicji przygotowanej do wysyłki za granicę. Wybuch ten ponoć by bardzo silny, i towarzyszyły mu kolejne w ciągu kilku następnych godzin. Przystań na której miał miejsce wybuch znajdował się na tyle blisko monumentu, że szkody na statule oszacowano na wartość 100 tyś dolarów. Wybuch był tak silny, że uszkodził nie tylko statuę, ale też szyby w oknach budynków na Manhattanie. ![]() Wiedzieliście na przykład, że do huraganu Sandy na wyspie Liberty mieszkały na stałe dwie osoby? Ranger David Luchsinger wraz z żoną zamieszkiwali mały domek na wyspie, ale ten ucierpiał na tyle podczas huraganu, że się wyprowadzili. Ciekawostką jest też, że 7 "zębów" wystających z korony nie są tak na prawdę koroną, tylko w założeniu miała być to aureola. ![]() Autor projektu statuły Frederic Bartholdi zaoferował państwu Egipskiemu, że zbuduje drugą taką samą statuę i jednocześnie latarnię morską przy wejściu do Kanału Sueskiego. Jednak pomysł się nie spodobał w Egipcie. Co więcej ten sam człowiek z okazji dnia matki jako prezent wyrzeźbił jej twarz w tej statule. Po raz pierwszy zorientowano się o tym publicznie w 1876 roku. Co ciekawe autorem konstrukcji rzeźby był Gustaw Eiffel. Próbowałem się dostać do cokołu rzeźby, jednak musiałbym by to uczynić wsadzić wszystkie moje rzeczy do automatycznej przechowalni. Niestety ta zjadła mi wszystkie moje drobne i nie otworzyła szafki. Tyle z tego było :/ Idę więc odpocząć chwilę od słońca. Polecam w przerwie kupienie sobie za 5 USD takiej lemoniady jak poniżej. Pycha! ![]() Jeszcze kilka zdjęć i pora się przemieścić na Ellis Island. Oznacza to odstanie swojego w kolejce na prom: ![]() Na początek obiecana panorama z Ellis: ![]() Zdjęcie w pełnej rozdzielczości (uwaga, duże!): https://www.dropbox.com/s/75gm9s2w04kg2 ... o.jpg?dl=0 Gdzieś na wyspie załapała się tez flaga USA: ![]() Pięćdziesiąt pięcioramiennych gwiazd w jej lewym górnym rogu symbolizuje 50 stanów, zaś 13 białych i czerwonych pasów - 13 pierwotnych kolonii. Potocznie znana jest ona jako Stars and Stripes. Flaga amerykańska ewoluowała wraz z przybywaniem kolejnych stanów - pierwsza wersja z 12 gwiazdami została wprowadzona 14 czerwca 1777 roku, aktualna zaś jest ważna od 4 lipca (dzień niepodległości USA Jeśli ktoś jest prawdziwym Nowojrczykiem to on: ![]() Kolejny przystanek to Union Square, na przecięciu Czwartej Alei i Broadway. Nazwę tego placu błędnie się przypisuje do zawiązania Unii poszczególnych Stanów oraz do Związków zawodowych (trade unions). Tak na prawdę chodziło o połączenie dwóch ważnych dróg na wyspie Manhattan. Na placu znajduje się pomnik Jerzego Waszyngtona. ![]() Mnie najbardziej zaciekawił jednak zwyczajowy targ uliczny farmerów odbywający się właśnie tutaj: ![]() ![]() ![]() (mam Twoją kozę!) ![]() Idę dalej ulicą Broadway (najdłuższą na Manhattanie ![]() ![]() ![]() No dobra... to ostatnie zdjęcie to raczej architektura wysoka ![]() Kiedyś nazywał się Fuller Building i w 1902 roku, gdy go zbudowano był niesamowicie wysokim jak na tamte czasy wieżowce. Jego kształt został wymuszony przez działkę między Broadway i 22 ulicą. Nazwa budynku odnosi się do podobieństwa budynku do kształtu żelazka (ang. iron) Na przeciwko okazało się, że zorganizowany został targ z jedzeniem, więc trzeba skorzystać! Zwłaszcza z takim widokiem ![]() Długo nie mogłem się zdecydować co zjeść, ale w końcu wybór padł na makaron z serem z homarem ![]() Następny cel to ikona Nowego Yorku - Empire State Building ![]() ![]() Ten 103-piętrowy wieżowiec wybudowany w stylu Art Deco ma 380 metrów wysokości, a wraz ze swoją iglicą wysokość ta dochodzi do 443 metrów. Jego nazwa wywodzi się z faktu, że wiele osób nazywało Nowy Jotk Empire State (ang. Stan cesarski). Budynek ten był najwyższy na Świecie przez około 40 lat dopóki w 1970 roku nie został przewyższony przez północną wieżę World Trade Center. Dziś jest to czwarty co do wysokości budynek w USA i 23-ci na Świecie. ![]() Budynek stał się symbolem kultury USA, to na nim wisiał King Kong. W 2010 roku wieża przeszła renowację wartą 550 mln dolarów, z czego 120 mln to inwestycje w uczynienie budynku energoooszczędnym. Koszt budowy ESB to prawie 41 mln dolarów. Dziś było by to 635 mln dolarów. ![]() Budowie towarzyszy historia wyścigu o najwyższy budynek na Świecie. Dwa inne projekty starały się o ten sam tytuł, a mianowicie 40 Wall Street oraz budynek Chryslera. Empire State Building jednak przewyższył wszystko w tamtym czasie. Ciekawostką jest, że dzięki świetnemu zarządzaniu projektem budynek zbudowano w... 11 miesięcy! Wymagało to niezwykłej synchronizacji dostaw (1 ciężarówka na minutę) oraz skrupulatnego kontrolowania przebiegu prac. Wykorzystano też ciekawe techniki - np. na każdym nowym piętrze montowane były szyny do przewozu materiałów budowlanych w ramach piętra, dzięki czemu zaoszczędzono bardzo dużo czasu i sił pracowników. Niektóre elementy wykończenia wnętrza wykonywano dłużej niż sam budynek. W środku nikogo nie ma w kolejce do biletów, a miejsca jest sporo! Super ![]() Wjeżdżamy na 80 piętro, gdzie jest mała wystawka opisująca budowę wieżowca, a następnie inną windą jeszcze jedziemy na 86-te, gdzie znajduje się główny taras widokowy. ![]() Dla chętnych można się udać jeszcze wyżej - na 102-gie piętro za dodatkową opłatą, ale zdjęcia tam będą tylko zza szyby. No to co? Widoczki? ![]() ![]() ![]() ![]() Po zjeździe na dół jeszcze krótki spacerek po 6-tej Alei zwanej też Aleją Ameryk. ![]() Na zdjęciu po lewej znajduje się sklep Macy's, gdzie ponoć sa całkiem niezłe deale ![]() Na koniec dnia udaję się na bardzo krótki spacerek po Central Parku. Zwany też oazą zieleni w środku Manhattanu. Park zajmuje 341 hektary. Gdy w 1853 roku zdecydowano się na budowę parku w tym miejscu nie było tam nic. Budowa parku trwała 15 lat i pracowało przy nim 20 tyś robotników. Wcześniej na tym terenie były bagna, więc jego zagospodarowanie nie było łatwe. Nawieziono 3 mln metrów sześciennych ziemi. W parku aktualnie jest ponad 26 tyś drzew, można tu uprawiać sport i odpoczywać. W parku znajduje się pomnik króla Władysława Jagiełły, który to ustawiono w 1945 roku obok Żółwiego Stawu. ![]() Zwróćcie uwagę na pasy dla samochodów serwisowych, rowerzystów, biegaczy i oddzielny chodnik: ![]() Na koniec dnia przyszedł mi pomysł, by jeszcze ostatkami sił pojechać na Brooklyn i zrobić zdjęcia mostu Bruklińskiego z miastem: ![]() ![]() A teraz mogę już spokojnie wracać się przespać. W pociągu odkrywam ciekawy system, że konduktor nie kasuje biletów, tylko je zabiera i w ich miejsce wstawia takie bileciki zastępcze w przegródki foteli: ![]() Dzień 6 - Nowy York Na dziś zachowałem sobie centrum finansowe Nowego Yorku - dolny Manhattan. Dlaczego dopiero na dziś? Bo zarezerwowałem sobie bardzo chwalony na Tripadivsorze spacer z przewodnikiem Wall Street Walk za 25 USD. Spacer rozpoczyna się przy budynku Wall Street 57, a raczej 57 Wall Street jak to oznaczają Amerykanie. Naszym przewodnikiem jest Stephen, weteran Marines który 20 lat przepracował na parkiecie nowojorskiej giełdy. Wycieczka zaczyna się od historii finansów Nowego Jorku, która zaczyna się w XVII wieku, gdy osiedleni tu w osadzie Nowy Amsterdam Holendrzy wyspecjalizowali się w handlu skórami bobrów. Szło im tak dobrze, że przestało się to podobać sąsiadującym Brytyjczykom chcącym mieć swój udział w zyskach. Przestraszeni Holendrzy wybudowali w miejscu dzisiejszej Wall Street mur ziemny o wysokości około 3 metrów mający oddzielać ich od Brytyjczyków i ewentualnych ataków Indian. Oczywiście mur nie przeszkodził za specjalnie w przjęciu tutejszych terenów przez Brytyjczyków. Ci zawarli z Holendrami umowę - Holendrzy mogą handlować dalej, ale okolice przechodzą pod władzę Korony. Holenfrzy nie mając większego wyboru zgadzają się na to. We wczesnych latach Wall Street to tu spotykali się lokalni kupcy. Był tu też targ niewolników. Wszystko zaczęło się w tym miejscu: ![]() W późnym XVIII wieku na Wall Street rosło drzewo pod którym handlarze i spekulatorzy spotykali się, by handlować papierami wartościowymi. Siedzieli pod tym drzewem tak przez rok, aż w końcu przenieśli się do znajdujących się na nabrzeżu holenderskich Cofee Shopów. W 1792 roku handlarze sformalizowali handel i założyli nowojorską giełdę - NYSE, New York Stock Exchange. Dziś budynek giełdy znajduje się nie daleko i wygląda tak: ![]() W budynku znajdują się tak na prawdę cztery parkiety, ale dzięki informatyzacji handlu używa się tylko jednego. Dojazd do giełdy jest ze wszystkich stron pilnie strzeżony, a do samego budynku mogą wejść tylko osoby z przepustkami. Bo zamachach z 2001 roku, zamknięty dostał dostęp do publicznej galerii z której widać pracę maklerów. ![]() Na przeciwko giełdy znajduje się dość niepozorny 4-piętrowy budynek, którego budowę zleciła firma finansowa JP Morgan. Gdy Pan Morgan budował tę siedzibę został zapytany czemu budynek ma tylko 4 piętra, odpowiedział, że on nie musi niczego nikomu udowadniać. Budynek co ciekawe funkcjonował przez długi czas bez adresu. Wystarczyło bowiem podać JP Morgan, Wall Street. ![]() Tuż obok, przy 26 Wall Street mieści się The Federal Hall, który stanowił pierwszy budynek Kongresu USA. To tu zaprzysiężony został Jerzy Waszyngton. ![]() ![]() Przy Wall Street znajduje się też Trump Building - 40 Wall Street. To piąty co do wielkości wysokościowiec w Nowym Jorku - budynek ten brał udział w wyścigu o najwyższy wieżowiec Świata, jednak został prześcignięty zarówno przez Chrysler Building (ten byłby niższy o 2 stopy gdyby nie zbudowana w tajemnicy iglica), jak i przez Empire State Building. ![]() Na końcu ulicy znajduje się Kościół Trójcy. Pierwszy kościół w tym miejscu został zbudowany w 1698 roku. Niestety spłonął on w 1776 roku w wielkim pożarze, który nawiedził Nowy Jork. Później zbudowano kolejny kościół w 1790 roku, jednak ten nie ustał 50 lat, gdyż konstrukcja zawaliła się podczas burz w wyjątkowo mocną zimę na przełomie 1838-39 roku. Podjęto budowę trzeciego kościoła w tym miejscu, który stoi tu do dziś. Kościół ten do 1890 był najwyższym budynkiem Nowego Jorku. Dziś sami zobaczcie jak się prezentuje wśród innych budynków: ![]() Zwróćcie uwagę na ciemny kolor budowli - wybrano właśnie taki, żeby kościół sprawiał wrażenie starszego niż jest w rzeczywistości. Jeśli popatrzy się dalej wzdłuż Broadwayu, panoramę urozmaica Woolworth Building, jeden z najstarszych i najbardziej znanych drapaczy chmur w Nowym Jorku. Zbudowano go w 1913 roku i ma 241 metrów wysokości. Pierwotnie miał 190,5 metra wysokości, ale urósł do 60 pięter ![]() My jednak idziemy w drugą stronę, by spotkać słynnego nowojorskiego atakującego byka. Autor rzeźby zrobił ją w swojej pracowni, a następnie pod osłoną nocy wraz ze swoimi znajomymi załadowali go na ciężarówkę i postawili go pod budynkiem giełdy. Następnego ranka byk został otoczony przez ludzi, bo każdy chciał go zobaczyć z bliska. Byk stał się problematyczny, gdyż tamował cały ruch w okolicy, więc nowojorska policja postanowiła go zabrać stamtąd. Spowodowało to protesty - ludzie wyszli na ulicę i skandowali, że chcą byka z powrotem. Policja wymyśliła więc, że postawią go w innym miejscu i tak byk stał się jednym z symboli dzielnicy finansowej Nowego Jorku. Do dziś jest tak popularny, że raczej możecie zapomnieć o fotce sam na sam z bykiem: ![]() A skoro już jesteśmy przy zdjęciach, to wierzy się że złapanie byka w odpowiednim miejscu ( Byk to oczywiście także symbol hossy i zarabiania ![]() Nowa, lepsza lokalizacja byka to tuż przez Bowling Green, który to jest najstarszym parkiem w Nowym Jorku. ![]() Skręcamy w lewo w Beaver Street (ulica Bobrów), by dojść pod restaurację Delmonico's, najstarszą restaurację w Nowym Jorku. To tu przesiadywali magnaci finansowi i tak na prawdę decydowali o dużych transakcjach finansowych. Procedura była taka: przyjeżdżało się na miejsce oczywiście z partnerką, a następnie panie szły do swojego pomieszczenia na plotki, a Panowie do innego ubijać interesy. Interesy ubijało się w odpowiedniej atmosferze paląc najlepsze drogie cygara. Te z kolei owinięte były w 100-dolarowe banknoty, których wówczas jednym z głównych składników były konopie. Atmosfera sprzyjała więc wszelakiemu biznesowi ![]() Oprócz tego jadło się tu ostrygi, gdyż w to obfitowały lokalne wody - nie był to taki przysmak jak teraz, ani nie kosztował specjalnie dużo - po prostu jadło się to co było. ![]() Okolica obfituje w jedne z najstarszych domów Nowego Jorku - zerknijcie na te domy w stylu holenderskim. ![]() ![]() U zbiegu ulic Pearl st i Broad znajduje się najstarszy dom w Nowym Jorku. Od zawsze mieściła się tu tawerna, do której chętnie zaglądali rządzący miastem. Tu kończy się nasz spacer po dzielnicy finansowej. Pora więc iść na północ w kierunku miejsca gdzie ponad 13 lat temu stały dwie bliźniacze wieże World Trade Center. Po drodze obowiązkowa fotka z radiowozem NYPD: ![]() W oddali widać już wybudowaną na ich miejsce Peace Tower później nazwaną One World Trade Center, o niej jednak będzie nieco później. ![]() Tuż przy pomniku 9/11 znajduje się jedna z jednostek straży pożarnej Nowego Jorku... ![]() i oto jesteśmy przy pomniku 9/11 Memorial: ![]() Są to dwie kwadratowe fontanny wyznaczające miejsca w których dawniej znajdowały się wieże WTC, woda spada w nich regularnymi strumieniami w dół, by na końcu wpaść w dziurę symbolizującą otchłań. ![]() Wzdłuż krawędzi fontanny wygrawerowano nazwiska strażaków, którzy stracili życie podczas akcji ratunkowej w WTC. Obok znajduje się wejście do muzeum. Bilet normalny kosztuje 24$ i można go kupić online, albo na miejscu. Do tego polecam skorzystanie z automatów po prawej stronie i płatność kartą, można ominąć w ten sposób całą dłuuuugą kolejkę. Powiem szczerze, że jestem trochę zdziwiony ceną za wejście do tego muzeum - wszędzie na Świecie muzea upamiętniające tragedie z tego co pamiętam były bezpłatne, albo płatne symbolicznie, ale to taki kraj. W wejściu jeszcze pełna lotniskowa kontrola bezpieczeństwa. Pani w kolejce obok mnie odwróciła się do jednego z ochroniarzy i stwierdziła, że to smutne, że w takich miejscach musi być kontrola bezpieczeństwa. Ręce mi opadły, bo uważam że wcale nie musi, ale to temat na osobne dywagacje. Do muzeum nie można wnosić toreb, więc musiałem zostawić je w bezpłatnej szatni. Pierwsze co rzuca się w oczy to fragmenty konstrukcji WTC: ![]() A to ścieżki porwanych lotów 11.9.2011: ![]() Muzeum jest świetnie zrobione, ktoś kto je projektował miał do tego głowę. Jest bardzo dużo otwartych przestrzeni symbolizujących przestrzeń dookoła byłych wieżowców. Po lewej stronie widzicie ścianę izolującą WTC od możliwego podmakania gruntów w okolicach fundamentów dwóch wież. ![]() ![]() Sala budowy WTC: ![]() Oto kilka faktów liczbowych o wieżach: każdego dnia pracowało w nich około 50 tyś osób, północna wieża była wyższa o 111,5m od południowej ze względu na znajdującą się na jej dachu antenę. Jej wysokość to 530 metrów, każda z wież miała 110 pięter. Pod naporem wiatru konstrukcja mogła się chwiać 30 cm w każdą stronę. W obu wieżach znajdowało się 198 wind i 15 mil szybów windowych. W wieżach znajdowało się 43600 okien, a znajdujący się na wysokości 1377 stóp taras widokowy na południowej wieży był najwyższą tego typu platformą na Świecie, odwiedziło go 46,35 mln gości. WTC było tak duże, że miało swój własny kod pocztowy i 10 listonoszy. Tu widać to co zostało z iglicy na jednej z wież... ![]() ... oraz z wozu strażackiego, który przyjecha wraz z drużyną jeszcze zanim wieże się zawaliły: ![]() Niestety najlepszej części muzeum, czyli wystawy wraz z filamami nie można było fotografować. Bardzo polecam odstanie swojego w kolejce i obejrzenie panoramicznego filmu prezentującego odrodzenie Ground Zero. Kończymy wizytę w muzeum. Zasiedziałem się tam trochę, na prawdę polecam wszystkim! Na koniec jeszcze zdjęcie parku, który teraz jest w miejscu dawnych dwóch wież WTC: ![]() Nad nim góruje jeden z najmłodszych wysokościowców Nowego Jorku, budowany w miejsce bliźniaczych wież One World Trade Center Tower ma 546 metrów wysokości. Obecnie trwają prace wykończeniowe wewnątrz. Dookoła są istne zasieki. ![]() ![]() Jedziemy dalej - oprócz sieci metra jadącej na Manhattanie głównie z północy na południe istnieje tu także duża sieć autobusowa z której można korzystać używając karty Metro Card, tej samej co w metrze. Dużo linii jeździ wzdłuż jednej ulicy - od brzegu do brzegu wyspy. Ja potrzebuję jechać na brzeg przy 42 ulicy, dlatego korzystam z autobusu M42. W Nowym Jorku bardzo mi się podobają małe parki na parcelach między wieżowcami, takie jak ten: ![]() A oto dzisiejszy cel: USS Intrepid, lotniskowiec który został zamieniony w muzeum lotnictwa... niestety przy wejściu okazało się, że jestem 5 minut zbyt późno i już nie zostanę wpuszczony do środka ![]() Skoro nie mogę spędzić czasu tu, trzeba wymyślić coś innego. Szybko wracam więc do metra i jadę do sąsiadujących ze sobą dzielnic China Town i Little Italia. Ta pierwsza nie wygląda jakoś specjalnie poza chińskimi napisami: ![]() Na pewno w tym sklepie jest jakiś chiński deal ;- Ci ludzie jeszcze chwilę wcześniej wymachiwali jednodolarówkami - może jakiś towar rzucili? ![]() Towary są ewidentnie azjatyckie - nawet nie wiem co tam było ![]() I ostatni rzut oka na Azję... ![]() bo ta sąsiaduje z... Italią! ![]() Gelato, pasta, tiramisu, lasagne, pesto, pizza, wszystko co brzmi choć nieco z włoska jest właśnie tu! I święta! Już wrzesień, więc święta też są tu! ![]() Tu impreza trwa w najlepsze! Jeść i świętować! Z Empire State Building w tle: ![]() Choć muszę przyznać, że kelnerzy z rzadka wyglądali włosko ![]() Dzień 7 - Waszyngton DC Jak to na tym wyjeździe poranki oznaczają na ogół przemieszczenie się z miejsca na miejsce - nie inaczej jest dzisiaj. Pierwszy cel - lotnisko JFK, skąd udam się do Waszyngtonu. Jadę więc jak przykładny korpoludek kolejką dojazdową do Grand Central, skąd przesiadam się w autobus NYC Airporter na lotnisko. Przyjemność ta wynosi nie tanio, bo 16 USD. Jeżeli Was też czeka ta przyjemność to pamiętajcie, że busy nie jeżdżą z samego Grand Central, a z ulicy obok! Busy jeżdżą co pół godziny, w środku są bardzo wygodne fotele, wifi (które nie działało) i gniazdka (patrz poprzedni punkt ![]() Jest to największy terminal na JFK, a i tak w sumie nie jest zbyt duży (choć jest ich tam jeszcze 5 ![]() Wnętrze sprawia miłe, nowoczesne i przestronne wrażenie. Od razu przedostaję się do odprawy priorytetowej - pani stojąca na wejściu nie do końca wiedziała co zrobić z kartą Qatar Airways, ale mnie wpuściła. Securiy szło jak po grudzie. Tak nieefektywnej obsługi kontroli bezpieczeństwa jak TSA to chyba ze świeczką (poza Indiami) szukać. Było ich na prawdę dużo, a przepuszczali wszystkich tylko jedną maszyną. Z kolei na oddzielnym stanowisku TSA Pre, gdzie nikogo nie było było kolejne 10 osób. No, ale jakoś poszło i już się odstresowuję. Krótkie spojrzenie na FIDS i znów ciekawie - loty są ułożone nie wg godziny, a wg destynacji. Całkiem niezły pomysł! ![]() Mijamy też historię logo AA, jednak bez najnowszego, które widać na plakacie. ![]() Jest i lotnicza twórczość ![]() Jak już mówiłem, lotnisko robi dobre wrażenie i o tej godzinie wygląda na pustawe: ![]() Chwila na sprawdzenie aktywności na płycie: - 777 TAM odlatuje ![]() - Prawdopodobnie "mój" orzełek stoi ![]() - 787 LAN grzecznie czeka ![]() Teraz czeka mnie długi spacerek na koniec lotniska, gdyż stamtąd odprawiane są loty takimi maluchami: ![]() ![]() Nasz lot odleci o czasie, czego nie można powiedzieć o sąsiednim locie do Toronto, którego pasażerowie właśnie dostawali vouchery na jedzenie. Pora na boarding! ![]() Tak dawno nie leciałem Embraerem ERJ 140, że zapomniałem jak ciasno jest w środku, za to uwielbiam układ foteli 2-1, bo nie ma nic lepszego niż miejsce przy oknie i korytarzu na raz: ![]() Karty pokładowe AA na prawdę przypominają stare bilety lotnicze: ![]() Kabina grzecznie czeka na wypchnięcie spod bramki ![]() Jeszcze zwyczajowe omówienie fotela ![]() Z jednej strony mamy dziś pecha, bo dojazd do drogi startowej oznacza wycieczkę po całym lotnisku, z drugiej mam pełny ogląd co teraz stoi na JFK: - A380 Korean Air ![]() - 777-300 JAL ![]() - a tuż przed nami w kolejce do startu A320 Virgin America ![]() - za nami zaś 717 Delty ![]() Dość tego włóczenia się po ziemi. W drogę! ![]() ![]() Mam dla Was kolejne lotnisko do identyfikacji ![]() Serwis pokładowy identyczny jak poprzednio - tylko napój bezalkoholowy, nie robiłem więc zdjęcia. Po nieco ponad godzinie lotu wita nas lotnisko im. Reagana w Waszyngtonie. ![]() Do terminalu zawiezie nas autobu... zaraz! Autobus? w Stanach? Myślałem, że tu tego nie robią pasażerom. Ale skoro tak to zrobię jeszcze zdjęcie naszego samolotu-bohatera w wersji epickiej! ![]() Co mi się podoba na tutejszych lotniskach, to to że bagaż na ogół wyjeżdża na taśmę zanim zdoła do niej dotrzeć. Co mniej natomiast, że wyjeżdża on w strefie ogólnodostępnej i nie trudno sobie wyobrazić, że zanim dotrę do karuzeli może być już w połowie drogi do nowego domu. Za pewne stąd zrobił by to metrem, bo to świetnie łączy lotnisko Reagana z centrum miasta. Do gustu przypadły mi szczególnie ciemno podświetlone surowe i betonowe stacje metra. ![]() Niestety zdjęcie tego w ogóle nie oddaje. Jest bardzo ciemno i szaro, wręcz zimno. Po pozbyciu się bagaży ruszam w miasto - całkiem ładne i puste: ![]() Pierwszy przystanek to budynek Treasury, czyli skarbówki USA: ![]() Drugi to już oczywiście Biały Dom. Na razie od tyłu w otoczeniu jakiegoś protestu... ![]() ...ale nie ma się o co martwić ONI już tu są... ![]() Przechodząc dookoła niego nie sposób zauważyć wielkiej szaro-kamiennej elewacji jednego z rządowych budynków biurowych: ![]() no i oczywiście domu Obamy od właściwej strony... ![]() Kolejny przystanek to monument Waszyngtona, czyli wielki obelisk na The Mall (pasażu zieleni między pomnikiem Lincolna, a kongresem). Obelisk ten jest najwyższą strukturą kamienną na Świecie i możnago zwiedzać. Do tego trzeba mieć wejściówkę, którą można bezpłatnie pobrać ze sklepu znajdującego się nieopodal. Liczba biletów jest dość mocno ograniczona, dlatego kto pierwszy danego dnia, ten lepszy. Wejściówki rozdawane są od 8.30. ![]() W okolicznym parku życie ma się dobrze -- 29 Gru 2014 14:56 -- michcioj, wyglądało to tak: WAW-LHR-YYZ;EWR-LHR-WAW BA, bilet kupiony normalnie za 1980 zł (ale dostaje się 100% mil za ten lot, czyli w praktyce darmowa krótka krajówka w USA) YYZ-LGA AA - 4,5 tyś mil BA + 156 PLN podatków JFK-DCA AA - 4,5 tyś mil BA + 7,66 PLN podatków DCA-YUL AC + YYC-DEN-JAC UA - 30 tyś mil M&M + 200 PLN podatków YUL-YYC AC (biznes) - 17 tyś mil M&M + 377 PLN podatków WYS-SLC-SFO DL - 12,5 tyś mil Flyingblue + ok 120 PLN podatków SFO-LGB-LAS JetBlue - bilet kupiony normalnie za 64 USD LAS-PHX-EWR US (biznes) - 17 tyś mil M&M + 20 PLN podatków | |
| Autor: | tygrysm [ 29 Gru 2014 17:27 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Dzień 7 - Waszyngton cd. Idziemy dalej wzdłuż Washington Mall, by zatrzymać się przy II World War Memorial. Normalnie mamorial przetłumaczyłbym sobie samemu jako pomnik, ale to przypomina bardziej miejsce pamięci. ![]() ![]() Na samym końcu parku znajduje się Lincoln Memorial. Z zewnątrz przypomina mi nieco ateński Partenon... ![]() ![]() ...we wnętrzu natomiast znajduje się bardzo znana rzeźba przedstawiająca siedzącego Lincolna: ![]() Mam wrażenie, że w tym miejscu jest więcej turystów z USA niż zza granicy. Dodatkowo traktują to miejsce trochę jak świątynię niż kolejne miejsce do zwiedzania. Może to tylko takie wrażenie ![]() Tuż obok Lincoln Memorial znajduje się pomnik ku pamięci wojny w Wietnamie. ![]() ![]() ![]() Starczy na dziś bo moje nogi po kilku dniach już nie chcą dalej chodzić, a jeszcze muszę wrócić do hostelu ![]() i kolejna ciekawostka... co jest wyznacznikiem nowoczesnego miasta? Może to, że kierujący ruchem poruszają się na... Segwayach? ![]() Po tym jak zrobiłem to zdjęcie Pani funkcjonariuszka natychmiast zwróciła się w moją stronę i z pełną prędkością wparowała między mnie, a jezdnię. "Pokaż to zdjęcie!". Zaniepokojony pokazałem jej zdjęcie i usłyszałem "Niezłe! Zawsze chciałam mieć takie zdjęcie z pracy, a nie miał mi kto zrobić!", więc Pani funkcjonariuszka dała mi swojego maila i już ma swoje zdjęcie z pracy, a ja mam zdjęcie do relacji Na koniec dzisiejszego dnia jeszcze widok z Pennsylvania Ave, tej samej przy której stoi Biały Dom, ale w drugą stronę. Po lewej stronie od flagi USA znajduje się flaga Dystryktu Kolumbii, wywodząca się w linii prostej z herbu rodowego Jerzego Waszyngtona. ![]() Dzień 8 - Waszyngton cd. W relacji nie ma spania, więc przenosimy się do kolejnego dnia - dnia muzeów ![]() ![]() A w środku prawdziwa szkoła szpiegów - zwiedzanie rozpoczyna się od nauczenia swojej przykrywki i nauki co szpieg powinien robić, a czego nie. Ja byłem 14-letnim studentem z USA urodzonym w Hiszpanii, który jedzie do Wielkiej Brytanii, by pod pretekstem wizyty w Tower of London odebrać od szefowej sklepiku z pamiątkami katalog zawierający mikrofilm ze ściśle tajnymi dokumentami ![]() Muzeum zostało założone przez byłego pracownika wywiadu, który zebrał niezłą kolekcję szpiegowskich zabawek z przeróżnych okresów historii ![]() Duża część wystawy poświęcona jest Jamesowi Bondowi i porównaniu technik szpiegowskich pokazanych w filmie do rzeczywistości. ![]() Wiedzieliście, że uważa się że szpieg jest drugim najstarszym zawodem Świata? Pierwsze odniesienia do tego fachu można znaleźć w historii cesarzy chińskich. Tutaj japoński ninja: ![]() Dobra, starczy szpiegostwa ![]() ...i Archiwum Stanów Zjednoczonych. Otwarty w 1935 roku budynek mieści trzy najważniejsze dokumenty Stanów Zjednoczonych: Deklarację Niepodległości, Konstytucję i Kartę Praw Stanów Zjednoczonych. ![]() Pod Archiwami znajduje się ciekawy park z rzeźbami: ![]() Przechodzę na drugą stronę The Mall, więc należy uwiecznić budynek Kongresu... ![]() ...i Galerię Narodową... ![]() ...by w końcu dotrzeć tam gdzie miałem dotrzeć! Smithsonian's National Air and Space Museum, czyli muzeum lotnictwa! ![]() Instytut Smithsona to największy kompleks muzeów i ośrodków badawczych na Świecie. Powstał w 1846 roku na podstawie testamentu brytyjskiego chemika i minerealoga Jamesa Smithsona. Dziś w skład Smithsonean's wchodzi 18 muzeów w rejonie Waszyngtonu i dwa w Nowym Jorku. Mnie zdecydowanie najbardziej interesuje muzeum o którym wspomniałem chwilkę temu! To co? Wchodzimy? Wstęp jest oczywiście darmowy, jak do każdego innego muzeum należącego do tej instytucji. Wow! ![]() To tylko pierwsze wrażenie, później jest tylko lepiej! Czekam chwilę na jedną z kilku wycieczek po muzeum z przewodnikiem i w drogę. Zaczynamy od samolotu Rutan Voyager, dwuosobowego samolotu zaprojektowanego, by jako pierwszy przeleciał dookoła Świata bez międzylądowania. Samolot ten był w zasadzie ogromnym zbiornikiem paliwa - wzbił się on do swego rekordowego lotu 14 grudnia 1986 roku pod wodzą Dicka Rutana i Jeany Yeafer. Już start był problematyczny, gdyż samolot był tak dociążony paliwem, że końcówki skrzydeł po puszczeniu ich przez mechaników zaczęły trzeć o pas startowy - w efekcie uszkodziły się połączenia skrzydeł z wingletami. Zdecydowano, że należy się pozbyć wingletów przez wykonanie cyklu manewrów, co się udało, po czym samolot ruszył w drogę. Dwójka pilotów miała się zmieniać co jakiś czas za sterami, jednak nie było to możliwe, bo samolot leciał fatalnie dopóki nie spalił części paliwa. Oznaczało to, że Rutan spędził bez przerwy trzy pierwsze doby za sterami. Lot dookoła Świata skończył się po 9 dniach, 3 minutach i 44 sekundach - 23 grudnia 1986 roku. Podobno było bardzo blisko niepowodzenia - w zbiorniku zostało zaledwie kilka kilogramów paliwa. ![]() Przechodzimy do sali z podwieszonymi samolotami pasażerskimi: - Ford 5AT Trimotor produkowany w latach od 1925 do 1933 w malowaniu American Airlines: ![]() - Dziób jednego z pierwszych Boeingów 747: ![]() Można nawet zajrzeć do kabiny pilotów - różni się ona dość mocno od obecnie latających jumbojetów: ![]() - Pitcairn PA-5 Mailwing - samolot pocztowy budowany w latach od 1927 do 1931 ![]() - Douglas DC-3 i Boeing 247-D: ![]() - Dla mnie niezwykłą ciekawostką był latający od 1930 roku Northrop Alpha. Pilota widzicie, zauważcie gdzie siedzieli pasażerowie ![]() - Wracamy do Douglasa DC-3, jednego z najważniejszych samolotów cywilnych kiedykolwiek wyprodukowanego. Zbudowano ich ponad 16 tysięcy! ![]() ![]() Przechodzimy do sali ze starymi myśliwcami, a tam m.in: - P-51 Mustang ![]() - Mitsubishi A6M Zero. Dlaczego zero? Bo cyfra znajdująca się w nazwie samolotu oznaczała końcówkę roku w którym wprowadzano samolot do produkcji. Ten wprowadzono w 2600 roku według kalendarza japońskiego, stąd zero. ![]() Nie zmieściłby się na ekspozycji, ale na ścianie namalowano świetny mural przedstawiający Boeingi B-17 Flying Fortress: ![]() Idziemy dalej, nad głową mogło by się wydawać, że znajduje się maszyna zrobiona z torebek foliowych. Ta maszyna powstała jako odpowiedź na wyzwanie rzucone w 1959 roku przez Henrego Kremera, który zaoferował 50000 funtów dla pierwszego, który zbuduje maszynę napędzaną wyłącznie siłą ludzkich mięśni, która będzie w stanie wystartować i wykonać ósemkę wokół dwóch znaczników znajdujących się w odległości pół mili od siebie. Wyzwaniu tak długo nie podołano, że w końcu Kremer postanowił podwoić nagrodę. Wtedy też, Paul MacCready i Peter Lisseman zbudowali Gossamera Condora, ten ewoluował do tego co widzicie. Samolot zdobył nagrodę 23 sierpnia 1977 roku pilotowany przez pilota szybowców i jednocześnie rowerzystę Bryana Allena. ![]() W jednej z sal muzeum znajduje się oryginalny Wright Flyer, to właśnie ten samolot wykonał cztery loty 17 grudnia 1903 roku nieopodal Kitty Hawk. ![]() Samolot powstał na podstawie doświadczeń braci Wright nad budową latawców. Nie mogli znaleźć odpowiedniego silnika, więc zlecili jego budowę swojemu pracownikowi, Charliemu Taylorowi. Bracia ciągnęli losy, by zdecydować kto poprowadzi pierwszy lot Flyera. Wygrał Wilbur, jednak przeciągnął i samolot spadł 3 sekundy po starcie. Naprawa zajęła 3 dni, a za sterami zasiadł tym razem Orvillr, który poprowadził samolot podczas dwunastosekundowego lotu na dystansie 36,5 metra. Później zmieniając się bracia wykonali jeszcze 3 loty tego dnia po prostej - ostatni trwał 59 sekund na dystansie 260 metrów. Każdy z tych lotów kończył się twardym i niekontrolowanym lądowaniem. Niebawem jednak silny podmuch wiatru porwał samolot i zniszczył na tyle, że nie nadawał się już do lotu. Powyżej widać odbudowany samolot. Samolot który widzicie poniżej (choć od dołu) to Spirit of St. Louis, pierwszy który wykonał lot bez przerwy z Nowego Jorku do Paryża. Miało to miejsce 28 kwietnia 1927 roku. ![]() W muzeum znajduje się jeszcze inny rekordowy samolot: Fokker T-2, którym jako pierwszym Oakley Kelly i John Macready przelecieli z jednego na drugie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Lot ten zajął 26 godzin i 50 minut. Zwróćcie uwagę gdzie siedział pilot - na zewnątrz za niewielką szybą. W środku znajduje się koło sterowe, które pozwalało utrzymywać samolot w powietrzu przez drugiego pilota, gdy pierwszy odpoczywał. ![]() Skoro mowa o szybkości lotu, to ważnym punktem w historii lotnictwa jest lot tej oto maszyny: ![]() Samolot eksperymentalny Bell X-1 był w zasadzie rakietą ze skrzydłami, to on jako pierwszy samolot załogowy przekroczył barierę dźwięku w 1948 roku. Jego pilot, Charles Yeager osiągnął prędkość Mach 1.06 zataił fakt, że leciał ze złamanym żebrem, żeby nie odsunięto go od lotu i dzięki temu, że się nie przyznał do tego wpisał się w historię lotnictwa. Przechodzimy do jeszcze dalszych lotów - w kosmos ![]() A to Sputnik 1 - pierwszy sztuczny satelita Ziemii - oczywiście jest to jego replika, gdyż oryginał spalił się w atmosferze: ![]() Kula miała średnicę 58 cm, a cztery anteny wysyłały radiowe pulsy na Ziemię. Sygnały te były słyszalne przez radioamatorów z całego Świata przez kolejne 22 dni, kiedy to wysiadły baterie satelity... i trochę mniej znana odpowiedź Ameryki: Explorer 1 ![]() W kolekcji muzeum znajdują się między innymi replika teleskopu Hubble'a: ![]() i szereg innych eksponatów obrazujących kamienie milowe w podróżach kosmicznych takich jak na przykład prawdziwa kapsuła Mercury Friendship 7, w której to w 1962 roku John Glenn trzykrotnie okrążył Ziemię. ![]() Jest też replika lądownika księżycowego z programu Apollo... ![]() ...i makieta w skali 1:1 obrazująca idę programu testowego Apollo-Soyuz z 1975 roku, pierwszej wspólnej misji kosmicznej NASA i Związku Radzieckiego. Program ten uważano za oficjalne zakończenie wyścigu w kosmos i była to ostatnia misja Apollo. ![]() Na koniec kilka rakiet ![]() ![]() Po lewej Saturn V - trójstopniowa rakieta o wysokości 110 metrów i wadze 3 tysięcy ton i ciągu 118,000 kg. To ona wysłała (lub nie w zależności od tego zwolennikami której teorii jesteście Apropos niepowodzeń to w muzeum znajduje się też niemiecka rakieta V-2, pierwsza rakieta balistyczna dalekiego zasięgu. Od września 1944 wystrzelono ich ponad 3000 przede wszystkim w kierunku Londynu, Antwerpii i Liege, jednak były tak niecelne, że mogły wylądować tak na prawdę gdziekolwiek. Uważa się, że przez nie zginęło 9000 osób jako ofiary ataków oraz 12000 przymusowych robotników podczas ich budowy. ![]() Na prawdę, muzeum jest świetne! Pora jednak iść dalej. Mijam muzeum Amerykańskich Indianów... ![]() ...i idę w kierunku budynku Kapitolu. ![]() To tu obraduje Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. Budowę tego budynku rozpoczęto we wrześniu 1793 roku i zakończono 7 lat później. Jego nazwa wywodzi się od Rzymskiej świątyni Jowisza Najlepszego Największego znajdującej się w starożytności na Wzgórzu Kapitolińskim w Rzymie. Nie od początku miał tak wyglądać jak wygląda teraz. Jego ostateczny wygląd ukształtował się w 1865 roku. Budynek można zwiedzać, jednak trzeba mieć rezerwacje online. Wstyd się przyznać, ale zapomniałem o tym ![]() Tuż obok Kapitolu znajduje się ogród botaniczny, który raczej nie wywrze na nim specjalnego wrażenia: ![]() W środku można posiedzieć sobie w niewielkiej szklarnianej dżungli ![]() I jeszcze zdjęcia budynku Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych... ![]() ...i biblioteki Kongresu, w której przechowuje się każdą pozycję kiedykolwiek wydaną w USA. ![]() Na koniec dnia muszę wybrać do którego z muzeów pójść - wiedząc, że nie mam dużo czasu (muzea Smithsonean's zamykają niestety już o 17.30) idę do Muezum Historii Naturalnej: ![]() ![]() Muzeum jest całkiem nowoczesne, jest tu dużo filmów i ciekawych faktów. Niestety wiele eksponatów jest za szybą: ![]() Fajna była interaktywna wystawa o zmianach zachodzących w oceanach... ![]() Niestety, w momencie gdy doszedłem do wystawy dotyczącej geologii i kamieni szlachetnych pani ochroniarz wygoniła mnie stamtąd, bo już zamykali... ![]() ![]() Wychodząc miałem świetną okazję do zrobienia zdjęcia głównej siedzibie Smithsonian Institution mieszczącej się w takim oto pałacyku: ![]() i na koniec po drodze do hostelu uliczna zumba ![]() I to by było na tyle z Waszyngtonu, powiem Wam szczerze, że nie wiem co ludzie widzą w Waszyngtonie, że umieszcza się go na szczycie miast do zobaczenia w USA. Mi się bardziej podobał Nowy Jork - jestem sobie w stanie wyobrazić, że jest to jedno z tych miast do których chciałbym wrócić, tak jak Tokio czy Sydney, natomiast Waszyngton... chętnie bym zobaczył jeszcze kilka muzeów jeśli miałbym czas, ale nie przyjechałbym tu specjalnie po to by zobaczyć jeszcze raz to co już widziałem. Dla mnie to miasto z tych, które można odhaczyć na liście i zostawić w spokoju Dzień 9 Montreal Dzień rozpoczynamy na lotnisku krajowym imienia Reagana z którego odbędę lot międzynarodowy do Kanady ![]() Podczas nadawania bagażu zostałem poproszony o kartę kredytową, którą zapłacę za pierwszą sztukę bagażu. Podałem pani kartę ze statusem Star Silver z Aegeana i ta dziwnie na nią spojrzała, ale próbowała ją sczytać kilkukrotnie po czym mnie zapytała czy to na pewno karta kredytowa... po chwili wyjaśnień zostałem zwolniony z opłat i plecak poleciał za darmo. Security bardzo sprawne, pan z TSA jeszcze się upewnił czy nie przekroczyłem swojego dozwolonego czasu pobytu w USA i znalazłem się w malutkiej części airside terminala. Okazało się, że lata stąd także Southwest i (jeszcze) Airtran: ![]() Ciekawy patent na boarding - ustawianie ludzi rzędami jeszcze zanim się ustawi kolejka. ![]() Stąd lata też zupełnie inne zwierzę - Frontier ![]() Patrzę na kartę pokładową, a tam nadal karta Miles and More - widać temat Aegeana przerósł Panią na checkinie i uznała, że odrzuci opłatę za bagaż jakoś ręcznie ![]() A oto i mój dyliżans - znowu Regional Jet - prawie dziesięcioletni Bombardier CRJ-200 C-GOJA należący do Air Canada Jazz. Szkoda, że już nie mają fajnego malowania z napisem Jazz - teraz jest tylko Air Canada Express. ![]() Boarding rozpoczęty: ![]() i już jestem w środku: ![]() Oczywiście konfiguracja foteli to 2-2, wszystkie w klasie eco. ![]() Fotele standardowe, w kolorze szarym, wygodzie nie mogę nic zarzucić ![]() Jeszcze chwila i startujemy w kierunku The Mall. Pogoda jak widać nawet na pożegnanie nie chciała się poprawić: ![]() Od razu po starcie rozpoczyna się serwis pokładowy - napój i przekąska w formie miniprecli. Napój jest mniejszy niż w American (tam dostaje się całą puszkę), ale tam z kolei nie było przekąski. ![]() Mieliście kiedyś tak, że pasażer siedzący niedaleko leciał innym samolotem niż Wy? ![]() Pogoda się jakby na szczęście po drodze poprawia ![]() i podchodzimy do lądowania: ![]() Wrażenie na lotnisku bardzo pozytywne - duże przestrzenie, na kontroli paszportowej zero kolejek o tej godzinie, tym razem obeszło się bez dziwnych pytań i pan mi życzył udanej wycieczki. Do miasta z lotniska jedzie się autobusem numer 747. Nie jest on wielkości jumbojeta, ale ma przynajmniej półki na walizki. Bilety trzeba kupić jeszcze w automacie w terminalu i zawierają one od razu w sobie taryfę na dowolne inne środki transportu w Montrealu do wykorzystania tego samego dnia (10 CAD) lub w ciągu trzech dni (18 CAD). Wliczony w to jest także powrót 747 na lotnisko. Kiedyś gdzieś na jakimś forum widziałem pytanie co ktoś ma wybrać do zwiedzania - Toronto czy Montreal. Ktoś inny odpowiedział, że Montreal robi wrażenie metropolii. Ten kto to napisał, chyba nigdy tu nie był, bo jeśli tak jest to Warszawa jest chyba megalopolis. ![]() Dziś uznałem, że pora trochę odpocząć i idę na powolny spacerek, co zobaczę to zobaczę, a czego nie to trudno ![]() i Katedra Maryi Królowej Świata. Trzeci największy kościół w Quebecu. ![]() ![]() ![]() Idę dalej w stronę wody... ![]() ...i w końcu do niej docieram, ale okazało się, że zupełnie nie tam gdzie chciałem i z krótkiego spaceru zrobił się całkiem długi ![]() Dziś pusty... no... ona się z tym nie zgadza ![]() W każdym razie dziś jest pusty, ale kiedyś był niezwykle ważny, bo pozwalał statkom omijać katarakty Lachine. Bez tego kanału statki nie mogły dostarczać towarów do miasta o tej samej nazwie - trzeba był je rozładowywać, a towar należało transportować lądowo przez kilkanaście kilometrów. To kanał spowodował, że Montreal stał się ważnym portem i zaczął się rozwijać kosztem miasta Quebec. W latach 50-tych XX wieku kanał stał się za mały i jego rolę zastąpił inny - St. Lawrence Seaway, stąd tu dziś taka cisza. W kanale można zobaczyć drugi najstarszy zachowany holownik morski Świata - Daniel McAllister, zwodowany w 1907 roku. ![]() Zaczyna się robić coraz ładniej - kanał przeradza się w mały park ![]() ![]() ![]() Można też wypatrzyć między zabudowaniami charakterystyczne wieże montrealskiej katedry Notre Damme: ![]() Starówka Montrealu zostawia po sobie na prawdę pozytywne wrażenie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Przenosimy się pod bazylikę Notre-Damme - jest to najstarszy kanadyjski kościół w stylu neogotyckim. Budowaną go w latach od 1824 do 1829. ![]() Przed bazyliką znajduje się pomnik Paula Chomedey de Maisonneuve'a, założyciela Montrealu: ![]() ![]() Z rzeczy, które jeszcze są do zobaczenia w Montrealu, a które pominąłem to moim zdaniem Ogród Botaniczny i ewentualnie muzeum kolei Exporail. W drodze powrotnej do hostelu zaciekawiło mnie metro... niby na szynach, a jednak na oponach ![]() Po czym poznać szczęśliwe miasto? Może po pianinach na ulicy tak jak w Nowej Zelandii? ![]() Dzień 10 - Miasto Quebec 233 km na północny-wschód od Montrealu znajduje się stolica prowincji Quebec nosząca dumnie tą samą nazwę. Miasto założono w 1608 roku i jest jednym z najstarszych miast w Ameryce Północnej. Ale zanim więcej o tym pięknym mieście trzeba się tam dostać... a to w moim wypadku oznaczało bardzo wczesną pobudkę. Do Quebec'u pojadę pociągiem - najwcześniejszym, bo ten był dostępny w promocji dzięki której zapłaciłem za przejazd w dwie strony pociągiem VIA Rail niecałe 80 CAD. Niby nie mało, ale to i tak bardzo okazyjna cena ![]() Mając trochę czasu ruszam na zwiedzanie głównego dworca w Montrealu (Gare Centrale). W VIA Rail zasady są podobne jak przy podróży samolotami - można mieć maksymalnie dwie sztuki bagażu podręcznego - albo dwie małe walizki, albo jedną nieco większą kosztem wielkości drugiej. Jeśli podróżuje się z większym bagażem, należy go nadać na stanowiskach odprawy: ![]() Trzeba jednak uważać, bo nie w każdej taryfie bagaż ten jest bezpłatny. Moja na przykład go nie obejmowała. ![]() Bramka wygląda bardzo podobnie do lotniskowej - przed wejściem na peron pojawiła się waga i sizer do bagaży podręcznych. Chwilę później pojawił się pan z obsługi i zaczął wpuszczać na peron. Żeby tam wejść należy pokazać wydrukowaną w domu kartę pokładową (lub bilet jeśli się go kupiło na dworcu ![]() W Montrealu perony znajdują się pod ziemią - nasz pociąg składał się z 3 wagonów - 2 klasy ekonomicznej i jednego klasy biznes... ![]() ...a wszystkie były ciągnięte przez taką oto lokomotywę. Gdy tylko maszynista zobaczył mój aparat, zasłonił się i zaczął się chować: ![]() W wagonie trochę jak w starym samolocie ![]() Fotele są zaś grube i wygodne. Odchylają się one nieco do tyłu, ale nie na tyle by siedzący za nami pasażer czuł nas na kolanach. ![]() Jest na prawdę lotniczo - łącznie z instrukcja bezpieczeństwa ![]() Podróż do Quebec'u zajmie równo 3 godziny. W klasie ekonomicznej nie ma bezpłatnego poczęstunku więc czary-mary i jesteśmy na miejscu: ![]() a tam leje jak z cebra i nie przestanie do końca dnia... To pałacyk przy samym dworcu. Pierwsza myśl to "widziałeś pałacyk? zmoczyłeś się? to może już wracać?", ale druga to "Nie! Idziemy twardo i na mokro!" Po drodze mijam nadmorski targ ![]() i uliczki stają się coraz piękniejsze ![]() A teraz zagadka... co to jest? Odpowiedź na końcu opisu tego dnia ![]() A teraz kilka kadrów ze starego miasta: ![]() Quebec to miasto artystów, to oni to tam przyczepili! ![]() i to namalowali: ![]() ![]() Na rynku starego miasta znajduje się kolejny kościół Notre Damme: ![]() ![]() ![]() Dookoła tegoż właśnie starego miasta biegną wały uchodzące za jedyne w Ameryce Północnej ufortyfikowanie miasta w formie muru obronnego. Należy pamiętać o bardzo ważnym strategicznie umiejscowieniu miasta - kto kontrolował Quebec, decydował o tym które statki mogły wejść na rzekę Św. Wawrzyńca, a tym samym o handlu w obrębie Wielkich Jezior. ![]() Nad miastem góruje jego najbardziej znana budowla - Chateau Frontenac. Zbudowany w 1983 roku zamek od początku miał być luksusowym hotelem. Oczywiście sprawdziłem dla Was ceny ![]() Kontynuuję spacer malowniczymi i kolorowymi uliczkami Petit Champlain... szkoda, że pogoda tego dnia była taka słaba. ![]() ![]() Mówiłem o artystach? Występuje tu zatrzęsienie wszelkich galerii sztuki: ![]() ![]() ![]() ![]() Ciekawe jak by się do tego dobrać... ![]() Aby dostać się do górnej części starego miasta najprościej jest skorzystać z widocznej tu kolejki terenowej, które de facto przypomina bardziej zmodyfikowana windę niż cokolwiek innego. Ne zawsze jednak tak było - pierwsza otwarta w tym miejscu kolejka otwarta została 17 listopada 1879 roku i używała balastów wypełnianych wodą jako systemu napędowego. ![]() W 1907 roku system zamieniono na silnik elektryczny. Ostatnia renowacja miała zaś miejsce w 1998 roku. W październiku 1996 roku jeden z pasażerów kolejki zginął, gdy zerwała się lina napędzająca wagonik i nie zadziałał hamulec bezpieczeństwa. Ja jak widzicie wsiadłem i dojechałem na górę cały ![]() A z góry piękna... tzn. zapewne piękna w dobrą pogodę... panorama na rzekę Św. Wawrzyńca. ![]() Rzeka nadal jest bardzo ważnym szlakiem handlowym: ![]() ![]() i zamek w całej okazałości: ![]() Jeśli pójdziecie w drugą stronę, możecie przejść się ścieżką prowadzącą dookoła murów cytadeli Quebecu. W ładny dzień z wielu punktów wzdłuż trasy pięknie widać panoramę rzeki - dziś trzeba przejść tędy jak najszybciej by jeszcze bardziej nie zmoknąć... ![]() A oto i wspomniana Cytadela. ![]() Można wejść do środka i zwiedzić ją z przewodnikiem. Przyjemność ta kosztuje 16 CAD. Miejsce to odzwierciedla historię całego miasta, gdyż to po założeniu było stolicą Nowej Francji, później przeszło we władanie Brytyjczyków, by na koniec stać się kanadyjskie. Tak samo i tu widać wpływy wszystkich trzech okresów. Pierwsze mury cytadeli wznieśli Francuzi w XVII wieku, jednak to Brytyjczycy ufortyfikowali to miejsce tak jak wygląda teraz. Dziś stacjonuje tu francuskojęzyczny 22 Regiment Królewski, aktywna jednostka wojskowa. Miejsce to jest oficjalną rezydencją Gubernatora Generalnego Kanady, który spędza tu kilka dni w ciągu roku. ![]() Zwiedzanie zaczyna się od wizyty w starej prochowni - dziś znajduje się tu muzeum. ![]() Wiedzieliście, że oficjalny strój żołnierza kanadyjskiego bardzo przypomina ten angielski? ![]() Do zrobienia takiej czapki potrzeba jednej kompletnej skóry niedźwiedzia. A widoczne obok zwierzę to Batisse - maskotka regimentu. Historia tej kozy sięga 1883 roku kiedy to Król Iranu dał Królowej Wiktorii małą kozę ze swojej prywatnej kolekcji. Ciągłość linii rodowej tej kozy została zachowana i w 1955 roku Królowa Elżbieta II wysłała jednego z potomków do jej 22 regimentu jako maskotkę. Obecna Batisse jest dwunastą kozą w rodzie służącą w regimencie i pełni bardzo ważne funkcje - uczestniczy w zmianie warty na cytadeli jak i wita ważnych przedstawicieli władz wizytujących to miejsce. Tutaj zdjęcie z Wikipedii: ![]() Kanadyjczycy odziedziczyli po Brytyjczykach zwyczaj oddawania jednego strzału z armaty w południe. Tutaj żołnierze się przygotowują: ![]() ...a tu strzelili. Było tak głośno, że aż podskoczyłem, co widać na zdjęci ![]() Na szczycie Cytadeli od strony rzeki znajdowało się 7 potężnych, jak na czasy gdy je tu postawiono, armat. Miały one zapewnić, że żaden przepływający niepowołany statek nie dopłynie do celu. ![]() Z tego miejsca jest też ponoć najlepszy widok na miasto... ponoć ![]() Idziemy dalej - jestem cały przemoczony mimo kurtki przeciwdeszczowej... ![]() Nawet posągi wyglądają jak by miały dość... ![]() W końcu wpadam na dworzec by zjeść specjalność z której słynie Quebec czyli poutine. Danie to to frytki wymieszane z serem i polane sosem. Całość jest podana na ciepło więc ser się rozpuszcza i ocieka wokół frytek i pozwala to na przenikanie różnych tekstur poszczególnych części dania. Pycha! ![]() i to tyle z tego jakże mokrego dnia ![]() co autor miał na myśli? Nikt tego nie wie -- 29 Gru 2014 16:41 -- Dzień 11 - Banff Dzisiejszy dzień rozpoczynam jak praktycznie co drugi dzień tej relacji - od lotu samolotem ![]() Jeszcze tylko rzut oka na FIDS. Zwróćcie uwagę na ilość lotów do Toronto - jest tego trochę. Uważam, że takie dynamiczne informacje odnośnie długości kolejki do kontroli bezpieczeństwa powinny być na każdym lotnisku. Nawet w Warszawie ![]() W ogóle w Ameryce jest kilka fajnych rzeczy na lotniskach których nie rozumiem czemu nie ma jeszcze w Europie, ale o tym będę pisał stopniowo w miarę postępowania relacji. Robimy szybki przeskok na drugą stronę kontroli bezpieczeństwa i idziemy do saloniku biznesowego imienia klonowego liścia. W Montrealu są dwa oddzielne saloniki Air Canada - jeden dla pasażerów lecących za granicę, a drugi dla lotów krajowych. Sam salonik jest bardzo przyjemny: ![]() ![]() Oferuje on znakomity wybór jedzenia na śniadanie. Gdybym wiedział nie spieszył bym się tak na śniadanie u mnie w hotelu i pospał bym te dodatkowe pół godziny ![]() ![]() Korzystając z chwili wolnego czasu wykonałem jeden telefon do Polski, po czym przyszedł do mnie pewien pan i powiedział po polsku, że strasznie mu miło usłyszeć w saloniku polską mowę. Porozmawialiśmy chwilę i okazało się, że Pan Marcin jest w Kanadzie od ponad 20 lat i mieszka w Vancouver. Teraz lata służbowo po całym kraju i dobrze mu się tu żyje. Od słowa do słowa okazało się, że za chwilę spotkamy się na pokładzie tego samego samolotu do Calgary. Kończę więc moje (drugie) śniadanie z widokiem na Boeinga 737 WestJet i lecę meldować się na pokład... ![]() Okazało się, że do wpuszczania pasażerów na pokład zostało dosłownie kilka minut, więc jeszcze próba wykonania zdjęcia naszego Airbusa A319. Niestety, był on skutecznie zasłonięty przez rękawy. Prawdopodobnie jest to siedemnastoletnia maszyna C-GAQX. ![]() Szybki skok na pokład i oto zdjęcie miejsc klasy biznes. Niestety kabina krótka, więc nie ma jak się przyczaić podczas wsiadania, by zrobić dobre zdjęcie: ![]() Fotel jest sporo szerszy niż normalny fotel klasy ekonomicznej, ale czy wygodniejszy? Nie wiem. Na pewno porównywalny do wygodnego fotelu eco - plusem jest to, że nie trzeba się dotykać z pasażerem obok, bo jest duża przestrzeń między pasażerami. Miejsca na nogi jest oczywiście aż nadto. W fotelach nie zabrakło systemu indywidualnej rozrywki ze sporym dotykowym ekran oraz gniazdek elektrycznych i USB. ![]() Siedziałem w czwartym, ostatnim rzędzie kabiny, więc jeszcze rzut oka (a w zasadzie obiektywu ![]() ![]() Podczas postoju na płycie samolot uparcie twierdził, że lecimy do Toronto. Skoro tak, to trzeba się napić... ![]() ...przed startem do wyboru jest woda lub sok pomarańczowy w plastikowych kubeczkach. Dość skromnie... nie mija chwila i pojawia się menu. Dziś do wyboru są trzy opcje śniadaniowe: - omlet z kiełbaską drobiową, ziemniakami z ziołami i salsą - naleśniki z masłem klonowym, kiełbaską drobiową i konfiturą jabłkowo-żurawinową - zdrowa opcja: danie z owoców sezonowych z serem i jogurtem. Startujemy! Żegnaj Montrealu! Lecę na drugą stronę kontynentu! ![]() Zamówienia na opcję śniadaniową są zbierane przez szefową pokładu w jakiejś niezrozumiałej dla mnie kolejności, która zapewne wynikała ze statusów poszczególnych pasażerów. Nic więc dziwnego, że do mnie przesympatyczna stewardessa podeszła jako do ostatniego gościa. Okazało się, że nie ma już omletów - ale ja i tak wolę naleśniki i to je chciałem zamówić. Lecimy dalej, podczas gdy śniadanie się szykuje pojawiają się gorące ręczniki. Nie takie kiepskiej jakości jak często pojawiają się w klasie ekonomicznej - normalne, grube małe ręczniczki. Wytarłem się i ręczniczek zniknął zanim zdążyłem zrobić mu zdjęcie ![]() Kilkanaście minut później na moim stoliczku pojawił się obrus i przystawka w formie owoców. Oprócz tego szefowa pokładu aktywnie roznosiła ciepłe bułeczki serwowane z koszyczka - ja sobie upodobałem cynamonowe - pycha! ![]() i w końcu główny posiłek ![]() Naleśniki były prze-pysz-ne! Zawsze widząc zdjęcia posiłków klasy biznes się zastanawiałem jak tymi porcyjkami można się najeść. Otóż można Posiłek skończył się gdzieś w okolicach Gimli - tam gdzie niegdyś szybował słynny 767 Air Canda. ![]() Po jakiejś godzinie okazało się, że to wcale nie koniec serwisu - najpierw przekąska: ![]() i deser do wyboru z koszyka - mleczna lub gorzka czekolada Lindt. Wiedzieli co wybrać by mnie skusić ![]() Szesnastoosobowa kabina klasy biznes była wypełniona do ostatniego miejsca, a Pani szefowa pokładu świetnie ją ogarniała dbając o to by każdy był zadowolony i aktywnie sprawdzając, czy czegoś nie potrzeba przynieść. Same superlatywy dla niej! My tymczasem podchodzimy do lądowania w Calgary, a tam... śnieg. Podobno spadł dwa dni temu w nocy, co wzbudziło szok wśród mieszkańców, bo mimo że to wrzesień to jeszcze za wczesnie na śnieg. ![]() i jesteśmy! Lotnisko w poważnej rozbudowie, bo ponoć Edmonton postawiło sobie piękne nowe lotnisko, to Calgary nie może być gorsze, bo to odwieczna rywalizacja. ![]() Jak powiedział mi Marcin, którego poznałem w saloniku, te rejony to najbogatszy fragment Kanady, ze względu na tutejszą obecność złóż gazu. Ale są skromni na tyle, że nie obnoszą się z bogactwem na lewo i na prawo - jest to jedyna prowincja gdzie istnieje specjalne konto na które wpłacane są co roku pieniądze z nadwyżek budżetowych na ewentualne przyszłe potrzeby. Można? Można Odbieram swój samochód z Hertz - zarezerwowałem sobie klasę compact z kodem na upgrade o jedną klasę za 206 CAD za 4 dni z ubezpieczeniem LDW. Naczytałem się nieco o tej lokalizacji Hertz, że jest jedną z najgorszych jeśli chodzi o obsługę klienta i faktycznie tak było - nie dostałem upgrade'u, ale mogłem za 10 CAD na dobę wymienić samochód Jeepa Compass, bo ten który dostanę jest malutki i "nie ma nawet USB do ładowania telefonu". Odmówiłem, bo jestem sam i wolę mały, mało palący samochód. W końcu gość dał za wygraną i dostałem małą, białą Toyotę Matrix. Zdjęcie pokażę później - w każdym razie zdenerwowałem się, bo po 2 dniach odkryłem, że jest w niej gniazdo USB, więc gość próbował wymusić płatny upgrade kłamiąc. Napisałem na niego ładną laurkę do Hertza Ruszam z lotniska w kierunku Banff - do przejechania jest około 145 km głównie drogą numer 1, czyli Trans-Canada Highway, którą można przejechać od oceanu do oceanu. Z wynikiem 8030 km jest to jedna z najdłuższych dróg krajowych Świata. Na odcinku do Banff jest to autostrada z dwoma jezdniami - dalej robi się to droga w rodzaju naszej drogi krajowej. Po drodze takie widoki... ![]() ![]() Pogoda nie zachwyca, ale miejmy nadzieję że zgodnie z prognozą od następnego dnia będzie dużo lepiej. Wjeżdżając do Parku Narodowego Banff można przejechać przez bramki sprzedające wjazdówki do parku. Trzeba to zrobić! Koszt to 9,80 CAD za dzień za osobę dorosłą w samochodzie. Dzieci płacą mniej - 4,90 CAD. Wjazdówka wyglądem przypomina paragon i poruszając się po parku zawsze musi być w samochodzie w widocznym miejscu za szybą. W końcu dojeżdżam do samego Banff, gdzie jest jeszcze za wcześnie bym mógł się zameldować w hostelu, więc jadę do pierwszej atrakcji w mieście czyli do wodospadów Bow Falls: ![]() ![]() Nad wodospadami z drugiej strony góruje Hotel Banff Springs z cyklu zamkowych hoteli Kanady ![]() Oczywiście jak zawsze sprawdziłem dla Was ceny noclegów Wracam do centrum, a tam w samym środku miasta takie piękne szmaragdowe jezioro: ![]() ![]() W wielu miejscach czytałem, że atrakcją Banff jest Cave and Basin, cokolwiek by to nie było. Udałem więc się tam: ![]() Okazało się, że to historyczne miejsce Kanady, gdyż tu właśnie powołany do życia został pierwszy kanadyjski park narodowy mający chronić takiej oto jaskini (wstęp 4,50 CAD): ![]() W stropie komin dopuszczający niewielką ilość światła (nie dajcie się zwieść zdjęciu), w środku ściany pokryte siarką i błękitna woda z gorącego źródła. Pora podbić miasto ![]() W centrum nie ma problemów z parkowaniem - dostępne są bezpłatne parkingi dla gości - warunek to postój do trzech godzin. A samo centrum... jak to w górskim miasteczku turystycznym ![]() ![]() Dzień 12 - Banff National Park miały być ładne zdjęcia? Zaczynamy od położonego nieco na północ od Banff jeziora Minnewanka: ![]() ![]() ![]() W różnych miejscach w parku są ustawione takie drogowskazy pokazujące najbliższe szczyty, bądź pasma górskie, tak jak tu: ![]() ![]() Jeśli chcecie możecie popływać po jeziorze łódką - przyjemność ta kosztuje ekhm... 46 CAD... pewnie + podatki ![]() ![]() ![]() Pora ruszać na północny-zachód w kierunku Lake Louise. Do wyboru są dwie drogi - autostrada 1, lub widokowa 1A wzdłuż rzeki Bow. Dla mnie wybór jest oczywisty - jedziemy wolniejszą drogą! Niestety doganiamy chmury i pogoda staje się słaba. Pierwszy przystanek - Johnston Canyon. Na szczęście tu Słońce nie jest jakoś strasznie potrzebne. Zostawiamy samochód na parkingu i idziemy do pierwszego z dwóch wodospadów w kanionie. Drugi jest po prostu dużo dalej, a nie mamy czasu na dłuższe chodzenie. Na szlaku wita nas niedźwiedź! Na szczęście nieprawdziwy ![]() Wzdłuż kanionu prowadzi taka oto ścieżka... ![]() ... z której nie raz świetnie widać siłe natury: ![]() Mam chwilę, więc testuję nową zabawkę - filtr ND 200 ![]() i docieramy do samego wodospadu: ![]() Jak już tu dotrzecie to pamiętajcie, by przejść przez nierzucającą się w oczy dziurę w skale i podejść pod sam wodospad: ![]() Jedziemy dalej! Kolejna porcja widoków: ![]() Po prawej stronie mijamy Górę Zamkową (Castle Mountain) ![]() A oto i zapowiadana fotka Toyoty Matrix: ![]() Autko jest słabe, nie chce przyśpieszać, bardzo lubi się kiwać na boki, ma beznadziejne radio, ale przynajmniej mało pali, więc jestem w stanie resztę przeboleć Wracamy do natury: ![]() ![]() W końcu dojeżdżamy do oddalonego o niespełna 60 km od Banff Lake Louise. Znajduje się tu tak na prawdę centrum turystyczne i dwa jeziora które koniecznie trzeba zobaczyć. Najpierw tytułowe z nazwy miejscowości ![]() a oto i ono: ![]() ![]() Mimo, że to jezioro jest popularniejsze, za piękniejsze uchodzi Jezioro Moraine, do którego można dotrzeć górską drogą z Lake Louise. Ta niestety jest dziś zamknięta, bo na górze jest zapchany parking i nie ma co tam wjeżdżać. Wracamy więc do wioski Lake Lousie, która wygląda tak: ![]() i pytamy w informacji co z tym zrobić. Opcje są dwie - albo płatny autobus jeżdżący co dwie godziny spod informacji turystycznej za około 25 CAD w dwie strony, albo na czas festiwalu jesiennego uruchomiono specjalne, kursujące co 20 minut autobusy nad jezioro, ale ich przystanek znajduje się na Lake Louise Overflow, parkingu oddalonym o 5 km od Lake Louise wzdłuż autostrady 1 w kierunku Banff. Chyba jasne co wybraliśmy Spodziewać się można różnych rzeczy, ale nie że wrócimy do szkoły! ![]() Tak! To on nas zwiezie na górę. W środku wygląda tak: ![]() A teraz gwóźdź programu czyli jezioro Moraine - przez wielu uważane za najpiękniejsze w Kanadzie: ![]() Jeśli chcecie zasięgnąć innej perspektywy, wejdźcie na okoliczne skały. Tylko nie w japonkach jak pani idąca przede mną! ![]() ![]() ![]() link do dużej panoramy: https://www.dropbox.com/s/l4w3k8rcfqmtv ... o.jpg?dl=0 Widok w drugą stronę: ![]() Na górze można spotkać takich oto małych żebraków: ![]() Nie dokarmiajcie ich, bo za to można dostać surową karę pieniężną. Dodatkowo pamiętajcie, że na większości szlaków trzeba iść w grupach przynajmniej 4-ro osobowych na wypadek spotkania z niedźwiedziem. Za niezastosowanie się do tego przepisu, ranger może nałożyć mandat w wysokości 800 CAD. ![]() Popatrzmy jeszcze chwilkę w dół: ![]() i w górę ![]() Czyż nie jest tu pięknie? Niestety robi się późno, a musimy się dostać w okolice Jasper, czyli czeka nas 200 km do pokonania wzdłuż drogi 93. Zwiedzanie drogi, którą właśnie pokonujemy zostawiamy sobie na kolejny dzień w drodze powrotnej w kierunku Lake Louise. Jednak po drodze nie mogłem się oprzeć przystankowi przy Bow Lake: ![]() ![]() Gdy projektowano drogę przez ten park postanowiono, że co 30 km musi znajdować się hostel, tak by rowerzyści mogli w nich odpocząć. My śpimy właśnie w jednym z takich hosteli, ale zanim do niego dotrzemy jeszcze kilka widoków: ![]() ![]() ![]() i w końcu pod sam wieczór docieramy do hostelu HI Wilderness Athabasca Falls. Skąd Wilderness w nazwie? Bo jest po środku niczego i w sumie to poza łóżkami nie wiele w nim jest - raczej zapomnijcie o swoim gniazdku elektrycznym, nie ma też bieżącej wody. Jest za to wiaderko z wodą, wychodek i pies obronny ![]() a tak to wygląda w środku: ![]() Dzień 13 - Jasper i Banff National Parks Dzień 13... pechowy? ![]() Jak widzę teraz zdjęcia tego wodospadu w Internecie, to chyba trafiłem na niski poziom wody w okolicy i wodospad nie robił jakiegoś specjalnego wrażenia, choć słynie on właśnie ze swojej siły. ![]() Jedziemy więc 30 km na północ do Jasper, bo wymyśliliśmy, że wjedziemy kolejką linową Skytram na szczyt Whistlers Mountain. Jednak okazało się, że kolejka rozpoczyna pracę o 10:00, więc zmiana planów i jedziemy do Maligne Canyon. Kanion robi wrażenie - w najgłębszym miejscu rzeka płynie 52 metry pod jego krawędzią: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Na mojej przygotowanej w domu liście rzeczy do zobaczenia w okolicy jest też Maligne Lake, położone 38 kilometrów dalej wzdłuż górskiej drogi. Po drodze znalazła się instrukcja obługi mniej lub bardziej lokalnych parzystokopytnych. Zapamiętajcie jak wyglądają: łoś, wapiti, caribou i jeleń. Przyda Wam się to szybciej niż myślicie ![]() Dojeżdżamy do jeziora - pogoda nadal nieciekawa, ale stratusy ułożyły się w fajne warstwy. ![]() Jeśli ktoś ma ochotę może wsiąść na łódkę i popłynąć nią w stronę gór. Widoki są ponoć świetne, ale podobnie jak cart'owi gdy zobaczyłem cenę stwierdziłem, że to chyba trochę przesada. Ile byście zapłacili za wycieczkę łódką po jeziorze? Co powiecie na 64 CAD (188 PLN)? W dodatku nie wiem czy nie przed podatkiem? ![]() Co powoduje największe korki w okolicy? Zwierzyna... ale nie na drodze, tylko przy niej. Czemu tak? Bo wszyscy chcą jej zrobić zdjęcia - zwłaszcza, że pogoda się poprawiła ![]() A że zwierzaki można było zastać w takiej okolicy... ![]() ...to przyjemnie się robiło zdjęcia. ![]() A teraz zgodnie z obietnicą Jasper Skytram - najwyższa i najdłuższa kolejka linowa w Kanadzie. ![]() ![]() Bilet kupuje się na konkretny "lot" - kolejka była na tyle krótka, że lecimy od razu kolejnym wagonikiem jadącym na górę. Bilet w dwie strony kosztuje 35 CAD + oczywiście podatki o których dowiadujemy się płacąc. Coś tam jeszcze jest na biletach o 36.75 MACH, ale chyba tak szybko ta kolejka nie lata ![]() No to w górę! ![]() i na górze ![]() oraz co chyba najistotniejsze - z góry... najpierw w stronę Jasper... ![]() ...później w stronę drogi, którą przyjechaliśmy... ![]() ...i na koniec w stronę gór ![]() Jeżeli ktoś ma ochotę i czas można pójść szlakiem w kierunku szczytu, skąd są ponoć kolejne super widoki. Nam niestety brakuje tego drugiego, więc wracamy na dół. Spod dolnej stacji kolejki jeszcze ostatni rzut oka na Jasper. W mieście tym mieszka na stałe około 5000 osób, jednak w sezonie liczba ta rośnie czterokrotnie. ![]() Nie ma czasu, więc śmigamy w drogę naszym... eee... śmigaczem marki Toyota ![]() Po drodze krótki stop przy wodospadach Sunwapta. Niestety trochę słabo były oświetlone do robienia zdjęć: ![]() ![]() Jedziemy dalej ![]() ![]() W miarę posuwania się na południe trasą 93 zwaną też Icefields Parkway widzimy pierwsze lodowce górskie: ![]() Ale długo się nie napatrzyliśmy, bo ta przemiła pani nas zatrzymała na pół godziny, bo przed nami drogowcy zabrali się za prewencyjne wysadzanie w powietrze kamieni znajdujących się obok drogi... w niedzielę... w jedną z najbardziej zatłoczonych niedziel na tej drodze w ciągu całego sezonu ![]() z resztą nie tylko nas ta Pani zatrzymała. Ale trzeba przyznać - korek powstał w bardzo sprzyjających okolicznościach przyrody. ![]() Jedziemy dalej do British Columbia Icefields. Jeśli jedziecie z Jasper, nie skręcajcie w lewo do centrum dla odwiedzających, tylko skręćcie w prawo na drogę gruntową prowadzącą na mały parking. ![]() Stamtąd najłatwiej będzie Wam ruszyć w krótki spacerek pod lodowiec. ![]() Po drodze znajdziecie znaczniki pokazujące gdzie jeszcze niedawno znajdowało się czoło lodowca - dziś jest duuużo dalej niż wskazuje na to ten oznaczony rokiem 1982 słupek. ![]() A to już sam lodowiec: ![]() Całkiem czysty jak na lodowce górskie. Idąc w jego strone miejcie pewność, że macie odpowiednią kurtkę i czapkę - znad lodowca bardzo mocno wieje. Zwróćcie też uwagę na takie dwa podłużne obiekty w 2/3 wysokości jęzora lodowcowego po lewej stronie. To busy firmy Brewster, która oferuje wycieczki na lodowiec - oprócz nich w jej ofercie jest też kolejka gondolowa w Banff, rejsy łódką po jeziorze Minnewanka i osobliwy taras widokowy z widokiem na lodowce. Bardzo mocno odradzam obie lodowcowe atrakcje tej firmy - firma chce by jej zapłacić kilkadziesiąt CAD, by pochodzić 15 miut po śniegu w miejscu, które widzicie na zdjęciu lub kilkanaście CAD za chodzenie po tarasie znajdującym się przy samej drodze 93. Niestety firma ta w moim zdaniem debilny sposób zasłoniła widok z drogi wysokim płotem, by nie można było ławo robić zdjęć na widoki widoczne z ich tarasu. Za samo to powinno się moim zdaniem ignorować taką firmę. OK, żale wylane... wracamy do relacji ![]() ![]() ![]() Ostatni zaplanowany postój na dziś to jezioro Peyto, do którego musicie podejść kawałek pod górkę z parkingu, ale warto. Niestety, my byliśmy już za późno i jezioro było w cieniu. Na zdjęciach w relacji cart'a widać jak pięknie to jezioro wygląda całe w Słońcu: ![]() ![]() Wysadzam Morgana w Lake Louise i podążam do Parku Narodowego Yoho, gdzie mam kolejny nocleg. Po drodze jeszcze zdjęcie gór w zachodzącym Słońcu: ![]() Dziś śpię w kolejnym hostelu HI Wilderness - tym razem na samym końcu drogi prowadzącej do doliny Yoho. A hostel nazywa się jak pobliski strumień - Whiskey Jack ![]() Dzień 14 - Park narodowy Yoho Poranna pobudka, a mój poranny cel jest tuż pod moim nosem: ![]() to wodospad Tekakkaw. Mierzy on 384 metry wysokości. Niestety, ostatnio mało było deszczu w tej okolicy, więc wody w nim dziś jest dość mało. ![]() Pojawia się pierwsze dziś Słońce, więc robi się coraz ładniej... ![]() Wskazówka - Tekkakaw znajduje się na tak ułożonym zboczu, że powinno być ono zdecydowanie lepiej oświetlone po południu lub wieczorem. ![]() Wracam powolutku w dół doliny Yoho dzieląc się z Wami zdjęciami: ![]() to kosztowało mnie mokrą stopę ![]() ![]() Ten błękitno-mleczny kolor oznacza, że woda zasilająca rzekę pochodzi z lodowców. ![]() Na samym końcu doliny dopisuje mi szczęście - widzicie pociąg? ![]() Tak! To jeden i ten sam pociąg! W Yoho znajdują się dwa spiralne tunele kolejowe wybudowane w 1909 roku. Ich budowa była jedynym możliwym rozwiązaniem problemu pokonania wysokości 330 m przez pociąg na dystansie 16 km w małej przestrzeni tutejszych górskich dolin. Biorąc pod uwagę, że najdłuższe jeżdżące tu pociągi transportowe mogą mieć długość nawet 4200 metrów, tunele dają możliwość zobaczenia tego samego pociągu jadącego w dwie różne strony. Swoją drogą dzięki przewożeniu dwóch kontenerów jeden na drugim, taki pociąg może ważyć nawet 20700 ton. Kolejne miejsce na dziś to Szmaragdowe Jezioro (Emerald Lake): ![]() ![]() ![]() W drodze na dół jeszcze szybki przystanek przy ciekawym naturalnym moście (Natural Bridge): ![]() ![]() ![]() Pamiętacie gdy mówiłem o korkach? Ten zrobił się na drodze krajowej numer 1: ![]() To co? Dlaczego? Z powodu łosi, wapiti, caribou czy jeleni? ![]() Swoją drogą na pewno wiecie, że w Ameryce wszystko jest większe. Kampery, zwane tu RV ("arwi") też! Co powiecie na taki? Samochód za nim nie zaparkował tam przypadkowo - jest przyczepiony sztywnym holem do busa. No bo dobrze mieć jakiś backup jak by trzeba było skoczyć do sklepu, prawda? ![]() Dzień kończymy w okolicach Vermilion Lakes przy samym Banff. Mi pozostało ruszyć do Calgary, gdzie czeka mnie bardzo "ciekawe" zajęcie... to znaczy pranie... ![]() Podczas prasowania ogląda się telewizję, więc nie mógłbym Wam nie przekazać czego się dowiedziałem z amerykańskich kanałów Z reklam dowiedziałem się też co następnym razem muszę kupić... Video: Dzień 15 - Przelot Calgary - Jackson Hole ![]() Dzień zaczynamy na lotnisku w Calgary - pogoda cały czas dopisuje ![]() Lotnisko Calgary uczestniczy w programie pre-clearance, więc samoloty odprawione tutaj mogą być traktowane jako loty krajowe w USA co ułatwia dokonywanie krótkich przesiadek. Nie tak dawno temu czytałem, że USA chce wprowadzić pre-clearance też i w Europie, by odciążyć biednych, jakże zapracowanych pranów celników (i panie celniczki też!). Może niech najpierw pomyślą o obsadzeniu wszystkich stanowisk we własnych portach? Jakoś nie widzę tłumu chętnych lotnisk w Europie do dołożenia sobie dodatkowej strefy amerykańskiej w swoich pirsach i wydłużeniu liniom europejskim minimalnych czasów przesiadek. Po prostu dla mnie jest to niepojęte czemu wszędzie się da to sprawnie ogarnąć tylko nie w Stanach i uważam za trochę bezczelne próbowanie załatwienia tego problemu w tem sposób. Nigdzie, łącznie z Australią nie zadawano mi tak głupich pytań jak na granicy z USA. Dobra, kończę wywód, bo zaśniecie tak jak on: ![]() Bagaż kładzie się na taśmie i przechodzi kontrolę bezpieczeństwa, a za nią widoki na takiego na przykład American'a: ![]() Mam jeszcze trochę czasu i kilka wejść do saloników na karcie Priority Pass, które muszę zużyć, idę więc do saloniku biznesowego Rocky Mountain Lounge: ![]() A tu powiem szczerze, że zdziwiłem się jak dobrze wyposażony jest ten salonik. Sporo przekąsek do wyboru i jeszcze więcej napojów. ![]() Zbliża się czas boardingu, więc idę z powrotem na dół - status Star Silver nie daje w United w zasadzie nic, łącznie z tym że trzeba zapłacić 25 USD za nadawany bagaż. Dziś do Denver zabierze nas Airbus A319 o numerze rejestracyjnym N815UA, czyli szesnastolatek. ![]() ![]() ![]() Fotele są całkiem wygodne, choć odginane zagłówki są zupełnie bezużyteczne. ![]() W fotel wbudowany jest staroświecki system rozrywki składający się z kilku kanałów nadających muzykę. Dla fanów lotnictwa zdecydowanie najciekawszy jest kanał numer 9, na którym odbywa się transmisja na żywo z komunikacji radiowej w kokpicie. Super! ![]() Całkiem fajna instrukcja bezpieczeństwa pojawia się na ekranach wysuwanych z paneli nad głowami pasażerów. ![]() Co tutaj mogę więcej napisać? ![]() Zapomniałem zrobić zdjęcie, ale na krajówce w Stanach dostaje się na ogół tylko bezpłatny napój bezalkoholowy. I jest go mniej niż u kanadyjskiego konkurenta - dostałem tylko malutki kubeczek z sokiem pomarańczowym. A to już zdjęcie z lądowania w Denver. ![]() w radiu usłyszałem, że po prawej będziemy mieli małego CRJ-kolegę. I rzeczywiście był: ![]() To chyba "moje" pierwsze lądowanie równoległe ![]() Jesteśmy! Jak okiem sięgnąć same Continentale... tfu... United. Chyba mają tu gniazdo ![]() A oto i "mój" Airbus po lądowaniu: ![]() Samo lotnisko, a przynajmniej pirs robi wrażenie dużego i nowoczesnego. ![]() Jeszcze szybki rzut oka gdzie mam iść... 2 bramki obok. ![]() Co to by była za relacja z Ameryki jak bym nie zjadł hot doga? W jednej z knajp na lotnisku reklamują się jako tych, co robią "gourmet hot dogi". Zaciekawiło to mnie więc i sam sobie takiego wziąłem ![]() i... nie wiem... chyba jednak się nie przekonałem No to może coś o tym jak się "to" robi w Ameryce. Przez "to" mam na myśli latanie oczywiście ![]() ...aktualny układ foteli ze wskazaniem, które są zajęte, a które wolne oraz listy pasażerów, którzy zostały zupgradowane do klasy First. Tymczasem za oknem śmignął 757 Icelandair ![]() Skoro już o 757 mowa, to jeszcze nigdy takim nie leciałem. Dziś będzie to mój pierwszy lot tą maszyną: ![]() Boarding w amerykańskich liniach zasadniczo jest bardzo zorganizowany - każda z większych linii stosuje tutaj system stref, których numery są nadrukowane na karcie pokładowej. W przeważającej części stref jest 5, gdzie pierwsza to klasa First, później na pokład wchodzą pasażerowie statutowi, a po nich kolejne cztery strefy klasy ekonomicznej. Żeby usprawnić proces, każda ze stref powinna ustawić się w oddzielnej kolejce: ![]() Tak też się stało i szybko znalazłem się na pokładzie 757... należy dodać, że prawie pustego 757. Na pokładzie może było ze 40 osób, większość dostała upgrade'y do First (wszyscy, którzy się do tego zgłosili), a niedobitki łącznie ze mną siedziały w dłuuuuuugim ekonomiku: ![]() Oczywiście miałem dla siebie wszystkie trzy fotele... w sumie to jak by się zastanowić, to miałem dla siebie wszystkie fotele w każdym z kolejnych 7 rzędów za mną, ale jeszcze nie wymyśliłem jak mógłbym je wykorzystać na raz ![]() ![]() Zasiadłem i włączyłem się na kanał 9... i tak siedziałem i siedziałem... "zaraz - czy to nie za długo?" pomyślałem. Po pokładzie kręciła się pani z gate'a, co na ogół nie wróży nic dobrego - ktoś się spóźnił? Nie, ale po pół godziny odezwał się kapitan przepraszając i mówiąc, że tym samolotem nigdzie nie polecimy - popsuty jest zamek luku bagażowego i samolot nie jest szczelny. Ech... robi się nie ciekawie - miałem lądować w Jackson Hole o 20.00, a o 21.00 zamykają tam wypożyczalnie samochodów. Tak więc włącza się tryb "stres". Kapitan dodaje, że nie wie co dalej na razie, ale będziemy musieli wyjść z samolotu i czekać na dalsze wiadomości od United. Tak też zrobiliśmy - tu muszę przyznać, że pani z gate'a była przesympatyczna i informowała nas co chwilę o tym co się dzieje - równo po 10 minutach od opuszczenia przez nas maszyny dostaliśmy informację, że zastępczy 757 będzie czekał dwie bramki dalej! Super! Polecimy i będziemy na czas! Nie tak prędko ![]() W końcu jednak odlecieliśmy, a wszystkie przygody skończyły się lądowaniem na miejscu godzinę po czasie. Niestety w tym samolocie na kanale 9 nie było słychać komunikacji z pilotami, lecz modern rock. Serwis był taki sam jak w poprzednim locie, w dodatku go przespałem ![]() (foto z następnego dnia Tego dnia muszę pojechać do Teton Village, gdzie znajduje się chyba jedyny hostel w okolicy. Niestety, najkrótsza droga była zamknięta (powód - aktywność niedźwiedzi grizzly w okolicy -- 29 Gru 2014 16:44 -- Dzień 16 - Grand Teton National Park i Yellowstone National Park Oj na dziś mam dużo w planach... tak dużo, że jak to zaplanowałem, to sam nie wiedziałem czy dam radę to ogarnąć jednego dnia. Do przejechania jest około 190 mil, a po drodze jest masa rzeczy do zobaczenia. Nie ma co czekać, w drogę! W drodze do Yellowstone znajduje się Grand Teton National Park na który szczerze mówiąc w ogóle się nie nastawiałem, ale skoro jest po drodze... Wjazd do każdego z amerykańskich parków narodowych jest płatny od 25 do 35 dolarów od samochodu. Zdecydowanie polecam wyposażyć się jednak w imienną roczną kartę wstępu do wszystkich parków - kosztuje ona normalnie 80 USD, ale znajdują się na niej miejsca do wpisania dwóch kierowców, więc czasem można upolować kartę za pół ceny lub też można ją odsprzedać po powrocie do Polski. Ja swoją nabyłem za 100 zł na Allegro Dobra, rozpisałem się, a Wy chcecie zdjęć! Witajcie więc w Grand Teton! ![]() Jak już się domyślacie... górskie krajobrazy. Trochę jak Tatry ![]() Wszędzie znajdują się ostrzeżenia o możliwości napotkania niedźwiedzi. Bardzo wskazane jest noszenie ze sobą specjalnego niedźwiedziego sprayu, który wygląda jak mała gaśnica i ma ponoć skuteczny zasięg około 2-3 metrów. ![]() ![]() ![]() Tak jak mówiłem - nie skupiałem się na tym parku, bo dzień jest tylko jeden, a najważniejszym punktem dzisiejszego dnia jest... ![]() Ano właśnie! Dojechaliśmy Yellowstone to najstarszy park narodowy na Świecie - istnieje on od 1872 roku, słynie ze swoich gejzerów, gorących źródeł, wulkanów błotnych i wodospadów. A czemu tak? Ponieważ na głębokości od 7 do 17 kilometrów pod powierzchnią ziemi znajduje się komora magmowa o wielkości 72 km długości, 30 km szerokości i głębokości 660 km. Uważa się, że w tym miejscu znajduje się superwulkan, po którego wybuchu nie wiele zostanie z okolicy. Ostatnie erupcje miały miejsce tu 2 mln lat temu, 1,3 mln lat temu i 640 tysięcy lat temu... oby nie wybuchł w najbliższej przyszłości Na terenach wulkanicznych pojawiają się bardzo charakterystyczne kontrastowe kolory - woda jest ciemna, a trawa nasycona kolorem: ![]() ![]() Pierwszy przystanek to tereny wulkaniczne West Thumb. Czemu zachodni kciuk? Jeśli spojrzycie na kształt jeziora Yellowstone wokół którego roztacza się park, to wygląda ono z grubsza jak dłoń, a odnoga przy której znajduje się to miejsce znajduje się najbardziej na zachodzie. ![]() ![]() ![]() Wszystko się tu dymi ![]() ![]() ![]() ![]() Jedziemy dalej wzdłuż brzegu jeziora na północ. Na drodze korek co jak już wiecie z mojej relacji oznacza dzikiego zwierza. Mój pierwszy amerykański bizon! Tylko się trochę schował ![]() W Na północ od jeziora Yellowstone rozpoczyna się pętla przy której znajdują się wszystkie najważniejsze miejsca w parku. Normalnie trasę tę można pokonać zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub też w drugą stronę, jednak ze względu na prace drogowe na jednym z odcinków drogi dziś możliwa jest tylko ta druga opcja. Pierwszy przystanek po drodze to w wolnym tłumaczeniu baseny błotne ![]() ![]() Byłem w tym roku na Islandii i w Nowej Zelandii, ale tu się na prawdę mocno gotowało... ![]() ![]() ![]() Yellowstone to tak na prawdę długa droga z wieloma ciekawymi przystankami. Niektóre z nich wcale nie są zaznaczone na mapie ![]() ![]() Więcej bizonów - ponoć mają tyle sierści na głowie, by mogły spokojnie szukać jedzenia w głębokim śniegu. ![]() A teraz moim zdaniem najpiękniejszy punkt w całym Yellowstone, czyli Kanion Yellowstone. Pierwszy punkt przy nim to punkt obserwacyjny górnego wodospadu... ![]() ...ale nie zatrzymujcie się tu na dłużej. Zdecydowanie trzeba pojechać kawałek dalej do Artist Point! Miejsce to nazywane jest Wielkim Kanionem Yellowstone i jak tam dotarłem to szczęka opadła mi do ziemi i nie bardzo chciałem się już stamtąd nigdzie ruszać. ![]() ![]() ![]() Niestety, ale im dalej jechałem tym bardziej mnie bolała głowa i tym bardziej czułem się choro, więc coraz mniej skupiałem się na kolejnych odwiedzanych miejscach... a kolejne z nich to Norris Basin. ![]() ![]() ![]() Kolejna decyzja jeśli chodzi o strategię zwiedzania Parku to dojazd do ostatniego punktu na trasie i następnie zwiedzanie w drodze powrotnej. A ostatnim punktem jest wybuchający w około 90-minutowych odstępach gejzer Old Faithful. Przy każdej erupcji wyrzucanych jest od 14 do 32 tysięcy litrów wody na średnią wysokość 40 metrów. Temperatura wody to średnio 95 stopni. Niestety, gdy przyjechałem widok był taki: ![]() Dowiedziałem się, że ostatni wybuch miał miejsce kilka minut temu, więc w związku z moim bólem głowy musicie się zadowolić zdjęciem z Wikipedii Kolejny i ostatni punkt to Midawy Basin: ![]() ![]() Zależało mi na zobaczeniu Grand Prismatic Spring, niestety pogoda nie pozwalała na docenienie jego kolorów... ![]() ![]() ![]() ...więc znowu Wikipedia przychodzi z pomocą ![]() Z ogromnym bólem głowy wracam do hotelu w West Yellowstone marząc tylko o położeniu się spać. Niestety, ale jeden dzień w Yellowstone to zdecydowanie za mało - nie zobaczyłem na przykład Mammoth Hot Springs... Dwa dni z samochodem w Yellowstone były by idealne. Jeszcze kilka słów o mieście West Yellowstone - we wszystkich miejscach powtarza się informacja, że jest to miasto - pułapka turystyczna w której przepłaca się za wszystko. I jest to... święta racja Dzień 17 - przelot West Yellowstone - San Francisco Dziś dzień na który czekałem z punktu widzenia lotniczego, bo będę miał okazję polecieć Embraerem... ale nie takim jak zwykle, lecz Embraerem 120 Brasilia! Przybywam na malutkie lotnisko West Yellowstone na które lata tylko jedna lotnicza - Skywest pod szyldem Delty. ![]() Samochód zdany bez najmniejszego problemu - co mi się tu podoba, że w przeciwieństwie do wypożyczalni w Europie nikt tu się nie bawi w głupie sprawdzanie całej karoserii pod kątem najmniejszych rysek. Dopóki nie ma dużych rys lub wgnieceń, wszystko jest OK! Lotnisko jest malutkie: - Jeden gate (o numerze 1 ![]() - Jedno stanowisko check in, ale z automatami: ![]() - A pomiędzy nimi stanowiska Avis i Budget. Odprawa zajęła dosłownie chwilkę, choć automaty w Stanach zadają dużo więcej pytań niż te w Europie. Maszyna zapytała też, czy nie chciałbym być ochotnikiem do zmiany rejsu z Salt Lake City do San Francisco... chyba mają overbooking ![]() Nie posiedziałem 10 minut i usłyszałem miły głos Pani agent z check-inu z niemiłą wiadomością - samolot lecący do nas z Salt Lake City popsuł się po drodze, więc zawrócił. A ja ze swoją 40-minutową przesiadką właśnie straciłem szanse na zdążenie na kolejny samolot... przynajmniej może Delta zmieści wszystkich na pokładzie lotu do San Francisco. Ale trudno nie pochwalić obsługi Skywest na lotnisku - niemal od razu dostałem pomoc mentalną dla oczekujących na spóźniony samolot ![]() Pomoc ta miała też wsparcie bardziej fizyczne: ![]() Chwilę później podeszła do mnie Pani z wiadomością, że niestety raczej nie zdążę na swoje połaczenie, ale pokombinowała trochę i wcisnęła mnie na kolejny lot do SFO. Ale zaraz... czy tu jest napisane First? Dziękuję! ![]() Dostałem instrukcję, że jeśli zdążę na pierwotny lot do San Francisco, to moja karta pokładowa będzie działać, jeśli nie to na lotnisku w Salt Lake City obsługa naziemna odprawi mnie na kolejny lot. Samolot jest już ponoć niedaleko, więc pora na odprawę bezpieczeństwa i przejście do... eee... bramki ![]() Gdyby nie padało, jest też strefa oczekiwania w modlińskim stylu: ![]() A oto i ten na którego czekałem - szesnastoletni N565SW, czyli Embraer 120 Brasilia. Piękny, prawda? ![]() ![]() A w środku układ foteli 1-2. Ja na szczęście na miejscu A ![]() Trochę nisko ![]() ![]() Mały samolot daje o sobie znać - kapitan policzył, że za dużo osób siedzi z tyłu i szukamy dwóch ochotników, którzy przejdą do pierwszego rzędu. Mogłem iść, ale zgłosiła się jakaś para, więc już wystarczyło. ![]() Dziś opiekuje się nami stewardessa, która jak stwierdził kapitan wygrała wewnętrzny turniej Skywest w siłowaniu się na rękę. Czyli jesteśmy w dobrych rękach ![]() No to lecimy! ![]() Ostatni rzut oka na West Yellowstone... ![]() i jeśli się przyjrzycie temu zdjęciu, zobaczycie kalderę wulkanu Yellowstone ![]() Tymczasem na górze jest dziś całkiem ładnie ![]() Serwis w Delcie jest dość standardowy... ciasteczka i kubeczek napoju - w tym wypadku soku jabłkowego. ![]() Pod spodem zmienia się krajobraz... ![]() ...i pojawia się Salt... ![]() ...Lake jest z drugiej strony ![]() Wylądowałem po wylocie mojego połączenia do San Francisco, więc muszę się odprawić na kolejny lot. Normalnie szukałbym pewnie jakiegoś stanowiska transferowego, ale z pomocą przychodzi mi taka maszyna: ![]() Skanuję swoją kartę pokładową i... voila! ![]() Da się? Da! 10 minut spacerem i melduję się przy bramce na kolejny lot... ![]() ...a tam informacja, że jest overbooking i szukają 3 osób, które chciały by się przebookować do Oakland lub San Jose, bo następny lot do San Francisco z wolnymi miejscami będzie dopiero jutro. Ostatnia oferta jaką słyszałem to 600 USD w voucherze na zakupy na stronie Delty. W międzyczasie jakiś Pan używając legendarnego DYKWIA (Do You Know Who I Am) mówiący coś o byciu hiperdiamentowymfrekuentflajerem robi agentce w gate awanturę, że nie dostał upgrade'u do First. No cóż... może ja mu zabrałem to miejsce? Swoją drogą zastanawia mnie jak to tu działa - jeśli ktoś się pojawia to znaczy, że ma standby, tak? Skoro tak to czemu ktoś dostał przypisane miejsce i powstał overbooking? Dla mnie dziwne. Chyba, że nie rozumiem idei tego ekranu ![]() Jak już się domyślacie, wejście na pokład odbywa się jak to w Stanach strefami w zależności od tego, gdzie kto siedzi. Nie inaczej jest nawet w przypadku małych Ceerjotów, takim jak ten którym dziś lecę. A że lecę w First, to mogę wejść na pokład jako jeden z pierwszych ![]() Samolot wyglądał w środku bardzo świeżo - oto miejsca pierwszej klasy. Ja siedzę dziś w ostatnim rzędzie. ![]() ![]() Serwis rozpoczyna się od napoju przed startem: ![]() Jeszcze widok zza okna... chyba tym razem do gniazdo Delty ![]() Samolot oczywiście pełny, za mną cały czas słyszę gościa który marudzi do współpasażera, że leci biznesowo, a nie dali mu miejsca w klasie first... ![]() ![]() Serwis jak na tę klasę dość rozczarowuje na krótkich lotach, bo poza tym że Pani szefowa pokładu dba o to, by szklanki nigdy nie były puste, następuje jedynie przejście z koszykiem wypchanym przekąskami, z których można sobie jakieś wyciągnąć jeśli ma się na nie ochotę. I tyle ![]() Zbliżamy się w rejon Zatoki San Francisco. ![]() ![]() A pod nami... poznajecie? ![]() ![]() i już jesteśmy na ziemi ![]() No nieee... nigdzie w USA nie czekałem długo na bagaż. Prawie zawsze był on na taśmie szybciej niż ja byłem w stanie do niej przyjść. Nie wiem jak oni to robią... ale tu też długo nie czekałem A więc... Witajcie w San Francisco! ![]() Burmistrz Edwin M. Lee Was wita! Jakoś sobie nie wyobrażam takiego plakatu w Warszawie Lotnisko SFO sprawia bardzo fajne wrażenie dla przylatującego - terminale ułożone są obok siebie, a łączy je kolejka lotniskowa. Łączy się ona też ze stacją BART, czyli lokalnej kolejki podmiejskiej. ![]() A z owej stacji widzę pewien samolot, który widziałem już kiedyś po drugiej stronie Pacyfiku ![]() Bilet na kolejkę BART do Civic Center w samym centrum San Francisco kosztuje 8,65 USD. Podróż zajęła około pół godziny. Niestety miałem tego dnia jeszcze przejście około kilometra do mojego hostelu... jak się okazało cały czas pod górkę, co z moim plecakiem nie było takie proste. Nie tylko to się okazało - okolica w której szedłem była mocno murzyńska i nie zdawała się być bezpieczną. Przy ulicy pełno żebraków i jakichś gapiących się na mnie typów. Na szczęście do hostelu dotarłem cały i zdrowy, ale już nie miałem ochoty nigdzie dziś wychodzić Dzień 18 - San Francisco Dziś wstaję wcześniej i nastawiam się na długie zwiedzanie - pierwsze co mam do zrobienia to spacer w kierunku Union Square. Plac jak plac, nie wiele jest tam ciekawego... ![]() No, może poza kolejką... ale za czym stoi? ![]() Podpowiedź... każdy w tłumie ma ajfona, większość też i ajpady, a część jeszcze inne makbuki ![]() Dziś premiera iPhone'a 6 o czym absolutnie zapomniałem ![]() Są tu elementy typowo chińskie... ![]() ...ale też i bardziej amerykańskie ![]() Takich żelaznych budek jest w San Francisco 460 sztuk. Najstarsze z nich mają na obudowie rok 1899, choć ich wnętrze zmieniało się kilkakrotnie na przestrzeni lat. Budki te składają się z dwóch stron - niebieskiej, zamykanej na kluczyk będący w posiadaniu każdego z policjantów pracujących na ulicach SF, w której znajduje się telefon łączący z systemem telefonicznym policji oraz ze strony czerwonej w której znajduje się system alarmowy straży pożarnej. Jeśli w okolicy budki pojawił się pożar - należy otworzyć budkę i go uruchomić, by w najbliżej remizie uruchomił się telegraf informujący straż pożarną o numerze budki w okolicy której pojawiło się niebezpieczeństwo. Dlaczego system jest wciąż utrzymywany przy życiu? Podobno dlatego, że działa zawsze, niezależnie od działania sieci telefonii komórkowej, więc ma potencjał do ratowania życia. W 2011 roku czerwonych budek użyto 6881 razy, z czego 1470 wezwań było zasadnych. Pora iść... pod górkę ![]() A tam... dzyń, dzyń! ![]() Moja pierwsza wycieczka tramwajem linowym. Korzystam z linii California Line. Wsiadanie do tramwaju jest bardzo proste - należy stać na jednym z przystanków rozmieszczonych na rogach skrzyżowania, by tramwaj się zatrzymał dokładnie na środku krzyżówki - gdy ten się zatrzyma należy jak najszybciej wskoczyć do środka, ale nie wolno stać za jednym z dwóch "motorniczych"... ![]() Ci obsługują wielkie wajchy, które kończą się pod tramwajem - wajchy te łapią lub puszczają linę poruszającą się w torze pod wagonikiem. Mechanizm jest zaprojektowany tak, że kierujący może ustawić siłę z jaką szczęki zaciskają się na linie dzięki czemu można płynnie regulować prędkość wagonika, przy czym maksymalna prędkość to po prostu prędkość liny, czyli 9,5 mili na godzinę (15,3 km/h). Wracając do samego wajchowego (zwanego tu gripmanem), jego praca wymaga siły i umiejętności przewidywania sytuacji na drodze, ale też wiedzy w których miejscach musi rozpędzić wagonik, wypuścić linę i złapać ją ponownie nie powodując zagrożenia na drodze. Takie sytuacje mają miejsca na przykład w punktach przecięć lin różnych linii, gdzie liny miejscami nie znajdują się bezpośrednio pod wagonami. Ciekawostka - w czerwcu odbywa się konkurs drużyn tramwajowych w dzwonieniu dzwonkiem tramwajowym [VIDEO] Ja jednak pod budynkiem portu promowego postanawiam zmienić środek transportu... ![]() Na nie mniej piękny tramwaj typu PCC: ![]() Tramwaje te opracowano w latach 30 XX w., więc projekt ten ma około 80 lat. Są one całkowicie elektryczne, a steruje się nimi tylko za pomocą pedałów. Co ciekawe tramwaje te były pierwowzorami dla znanych z polskich ulic Konstali 13N, ale nikt nigdy nie kupił licencji ![]() Jadę linią F, która to kursuje wzdłuż nabrzeża. Po drodze mija się kolejne przystanie (pier'y) - w miarę oddalania się od budynku dworca promowego mają one kolejne rosnące numery nieparzyste. Gdybym jechał w drugą stronę od budynku promowego, przystanie miałyby numery parzyste. A tu cel mojej podróży - chyba najbardziej znana przystań w San Francisco - Pier 39. ![]() A czemu znana? Gdyż jest to zagłębie dobrych restauracji i sklepów z pamiątkami ![]() ![]() ![]() Ze szczytu pomostu świetnie widać jedno z najbardziej znanych miejsc w San Francisco - wyspę Alcatraz. ![]() Niestety przez moją głupotę nie kupiłem biletu na statek na wyspę... nie wiem czemu miałem przekonanie, że go kupiłem - tuż przed wyjazdem gdy drukowałem swoją wyjazdową papierologię okazało się, że jednak nie Ale nie ma się co smucić - tu też jest ciekawie ![]() ![]() Jest to też miejsce z którego po raz pierwszy mogłem zobaczyć Transamerica Pyramid Building - najwyższy wieżowiec w San Francisco. Ma on 260 metrów i w momencie jego ukończenia w 1972 roku był on najwyższym budynkiem Świata. Wnętrze piramidy na szczycie wysokościowca jest oczywiście puste ![]() Szczerze mówiąc chyba mnie trochę zawiódł - nie robi takiego wrażenia jak na zdjęciach. Z resztą on też nie jest wzruszony: ![]() Postanowiłem, że skoro jestem na Pier 39 to mimo, że moja wycieczka ma charakter budżetowy, nie odmówię sobie wizyty w jednej z tutejszych restauracji. Tu mimo wczesnych godzin popołudniowych wciąż "panuje" menu śniadaniowe. Moje śniadanie to kanapki z plackami ziemniaczanymi i jajkami na miękko rozpływającymi się na znajdującą się pod nimi kanapkę. Pycha! Niestety nie byłem w stanie zjeść więcej niż połowy tego dania mimo najszczerszych chęci ![]() Po udanym śniadaniu mam siłę by iść dalej na północ wzdłuż nabrzeża ![]() Po prawej stronie widzicie statki jednej z dwóch najbardziej znanych flot oferujących wycieczki statkiem po zatoce San Francisco. Ta to akurat flota niebiesko-złota Mieszkańcy San Francisco to prawi ludzie... wiedzą, że nie wolno kłamać ![]() San Francisco uchodzi za miasto, w którym na tle innych miast w Stanach Zjednoczonych problem bezdomnych i żebraków jest szczególnie widoczny. Akurat tego dnia nie miałem z tym większych problemów, ale w drodze do hostelu z placu Civic Centre dzień wcześniej miałem wrażenie, że trafiłem do miasta po jakiejś wojnie - dosłownie co 15 metrów siedziała osoba (na ogół natarczywa) prosząca o pieniądze. Na szczęście dziś rzucił mi się w oczy tylko ten Pan powyżej Chwilę wcześniej pokazywałem Wam niebiesko-złotą flotę. Teraz czas na konkurencję - oto flota czerwono-biała, która szczyci się faktem, że pływa po zatoce od 1892 roku. Mając trochę wolnego czasu postanowiłem skorzystać z ich oferty i wybrałem się na dłuższy rejs od mostu do mostu. Rejs ten trwa 90 minut i kosztuje 36 dolarów. Tańszą alternatywą jest godzinny rejs do mostu Golden Gate kosztujący 28 USD. ![]() Niestety na razie widoki nie zapowiadają się zbyt ciekawie... ![]() Choć z bliska jest trochę lepiej: ![]() ![]() Sam most to stalowa konstrukcja o długości 2,7 km, wysokości 227 m i odległości między przęsłami wynoszącej 1280m. Każda z lin ma po 93 cm średnicy i składa się z dokładnie 27572 stalowych drutów. Jego budowa zakończyła się w 1937 roku i jest to chyba najbardziej znany most wiszący na Świecie. Codziennie przejeżdża nim 110 tysięcy samochodów. Z dzisiejszej perspektywy ciężko sobie wyobrazić San Francisco bez tego mostu, jednak jego budowa nie była czymś oczywistym. Nie dość, że miejsce w którym miał stanąć wymagało, by most był inżynieryjnym majstersztykiem, to budowniczy musieli się przeciwstawić jakże wpływowemu lobby promiarzy (jakkolwiek by to nie brzmiało ![]() Budowla znajdująca się pod mostem to Fort Point, zbudowany przed Wojną Secesyjną i mający bronić wejścia do zatoki przed wrogimi statkami. Początkowy projekt mostu zakładał wyburzenie fortu, jednak nie uzyskało to aprobaty mieszkańców, więc architekci mostu musieli wymyśleć sposób wybudowania "mostu w moście" pozwalającego ominąć fort. Druga ciekawostka to fakt, że charakterystyczny kolor farby, którą malowany jest most zyskał nazwę "międzynarodowa pomarańcz" (International Orange), a nazwa mostu nie pochodzi od tego koloru. Tak na prawdę nie ma on nic wspólnego ze złotem - nazwa Golden Gate została wymyślona przez Johna C. Fremonta, który w 1846 roku nazwał tak wejście do zatoki, gdyż przypominało mu ono zatokę Złotego Rogu w Bosforze. Golden Gate ma na koncie też jeden niechlubny rekord - często nazywany jest mostem samobójców, gdyż miało tu miejsce ponad 2000 prób samobójczych. Tuż przed 2000 próbą przestano oficjalnie podawać dokładną liczbę, żeby nie nakręcać spirali i nie zachęcać kolejnych śmiałków do skakania z mostu. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem mostem, bo przed nami kolejny temat - rzeka... a raczej wyspa ![]() Alcatraz... ![]() ...czyli Wyspa Głuptaków. Znana jest przede wszystkim z niegdyś działającego na niej więzienia o zaostrzonym rygorze, które to działało w latach od 1934 do 1963 roku. Budynek w którym trzymano więźniów powstał w latach 1910-1912 i mając 150 metrów długości był w owym czasie najdłuższym budynkiem z betonu na Świecie. Więzienie to miało być więzieniem ostatecznym - miejsce gdzie trafiali najgorsi z najgorszych - sam fakt jego istnienia działał jak straszak, dzięki czemu zwiększyło się bezpieczeństwo w innych zakładach karnych. Więzienie zamknięto je z powodu wysokich kosztów utrzymania i błędów konstrukcyjnych, które ułatwiały więźniom ucieczki. Oficjalnie nikt z niego nie uciekł, jednak podjęto 14 prób ucieczek - bilans strat to 6 zastrzelonych, dwóch topielców, 5 zaginionych, a resztę odnaleziono. Tylko dwóm osobom udało się zbiec z wyspy, jednak obie zostały złapane. W historii więzienia na wyspę trafiło ponad 1500 więźniów, wśród nich numerem 85 był Al Capone. Dziś na wyspie znajduje się muzeum, do którego można dopłynąć promem, jednak liczba miejsc jest dość mocno ograniczona, dlatego trzeba kupić bilet sporo wcześniej przez Internet - bilet normalny to koszt 30 USD, a bilet na nocne zwiedzanie więzienia to 37 USD od osoby. Jak już wiecie ja takiego biletu nie miałem, więc wracamy w kierunku miasta: ![]() ![]() Jednym z bardziej charakterystycznych budynków w mieście jest budynek portu promowego: ![]() Stoi on na swoim miejscu od 1898 roku i do dziś obsługuje większość promów spływających do miasta z różnych zakątków zatoki. Jego rola osłabła w ltach 50-tych XX wieku, gdy otwarto mosty kolejowe obsługujące ruch podmiejski z rejonu zatoki. Na szczycie budynku znajduje się charakterystyczna wieża zegarowa stanowiąca punkt orientacyjny. Chcecie tu trafić? Adres to 1 Ferry Building Chyba się rozpogadza, bo i Transamerica Pyramid jakby ładniejszy: ![]() Zbliżamy się do drugiego mostu - ten to San Francisco-Oakland Bay Bridge (zwany też po prostu Bay Bridge). Tak na prawdę most składa się z dwóch - zachodniego i wschodniego, oba z nich mają po około 3100 metrów, ale tylko zachodni most jest wiszący. Podczas trzęsienia ziemi w 1989 roku, część górnej jezdni wschodniego mostu zawaliła się, co spowodowało że most był zamknięty przez miesiąc. 2 września 2013 roku oficjalnie zakończono przebudowę wschodniej części mostu tak, by był w stanie przetrwać najsilniejsze trzęsienia ziemi. Jeśli wierzyć Księdze Rekordów Guinnessa, ze swoimi 10 pasami jest to obecnie najszerszy most na Świecie. ![]() ![]() I na tym kończymy zwiedzanie od strony wody - pora wrócić na ląd. Po wyjściu z promu skręcamy w prawo i idziemy w stronę Fisherman's Wharf mijając taką o to parkę - pan grał na perkusji świetnie śpiewając, a pani tańczyła... no... kręciła się w kółko ![]() Jesteśmy w Fisherman's Wharf... jak myślicie, co tutaj się robi? ![]() ![]() się je! ![]() na przykład o takie: ![]() ![]() takich natomiast nie ![]() Wystarczy przejść się kawałek za knajpki, by zobaczyć skąd to jedzenie się tu wzięło - to raj dla smakoszy ryb i owoców morza. ![]() Idziemy dalej... miałem jak zwykle ochotę zwiedzić muzeum morskie, ale tutejsze jest beznadziejne - nawet nie próbujcie tam wchodzić... szkoda czasu, w środku dosłownie nic nie ma... ![]() Tuż obok, na skrzyżowaniu Hyde Street i Beach Street znajduje się przystanek końcowy jednej z linii tramwajów linowych, jednak dziś lina stanęła... ![]() Co to oznaczało? Ano to: ![]() Nie dość, że nie będzie na razie jazdy, to jeszcze cały mój plan na zwiedzanie legł w gruzach i musiałem sobie wymyślić co dalej - zamiast wygodnie pojechać sobie wagonikiem oznaczało to spacer po pagórkach San Francisco... ![]() ![]() ...by dotrzeć do na pewno najbardziej znanej ulicy w San Francisco - Lombard Street. ![]() Jak większość ulic SFO, ta (przynajmniej na tym odcinku) jest jednokierunkowa i gwarantuję Wam, że nigdzie indziej nie ma tylu pasażerów samochodów filmujących przejazd samochodem niby zwykłą miejską uliczką... no, może bardziej krętą ![]() ![]() Idziemy dalej do tramwaju, żeby ten mnie zawiózł do muzeum tramwajów linowych! Ding ding! ![]() ![]() Tramwaje linowe kojarzą się jednoznacznie z San Francisco, jednak linie tego typu istniały w XIX i XX wieku także w innych miastach: m.in. 7 linii było w Nowym Jorku, 3 w Los Angeles, w Wielkiej Brytanii istniało ich 8, w tym dwie w Londynie. W San Francisco istniało 8 linii, lecz tylko 3 istnieją do dziś. W szczytowym momencie w mieście działały 53 mile torów. Sytuacja zmieniła się diametralnie 18 kwietnia 1906 roku, kiedy to wielkie trzęsienie ziemi zniszczyło miasto i sporą część linii tramwajowych. Sytuację tę wykorzystano do budowy sieci tramwajów elektrycznych kosztem tramwajów linowych. Jak już wiecie, tramwaj porusza się dzięki linie, a ta jest napędzana przez silnik znajdujący się w centralnej siłowni (powerhouse). Niegdyś były to silniki parowe, dziś elektryczne. ![]() Zwróćcie uwagę, że silnik napędzający linię Hyde stoi - to dlatego nie mogłem dziś tu dojechać znad wody tramwajem... ale dzielna ekipa techniczna już walczy z problemem: ![]() Wspominałem już o pracy gripmanów - a to ich narzędzie pracy: ![]() Dla bezpieczeństwa podróżujących gripmani bardzo dbają o obciążenie wagonika - wyobraźcie sobie, że ze względu na przeciążenie wagonik zrywa się z liny. Lepiej do tego nie dopuścić, więc czasem znalezienie wolnego miejsca w wagoniku graniczy z cudem i wtedy zostaje tylko... spacer. A tu zdjęcie liny: ![]() To może jeszcze trochę o wagonikach? Te są albo jednostronne, albo dwustronne, od ich budowy zależy czy trzeba je obrócić na końcu linii, by mogły jechać w drugą stronę. A tu pokłosie awarii - ten tramwaj nie był w stanie wrócić do domu o własnych siłach: ![]() Pora wracać w kierunku hostelu - po czym poznać, że wsiądę do tramwaju w Chinatown? ![]() jazda! ![]() I na sam koniec obrót tramwaju - odbywa się to ręcznie przez obsługę tramwaju na takich oto obrotnicach: ![]() instrukcja - wepchnąć, zatrzymać, przekręcić, wypchnąć ![]() to tyle z San Francisco! Dzień 19 - SFO-LGB-LAS JetBlue Tym razem odcinek lotniczy Na lotnisko dojeżdżam kolejką BART i melduję się w terminalu międzynarodowym, skąd operuje JetBlue (mimo, że lecę krajówką ![]() ![]() Jetblue ma stanowiska odprawy na samym końcu terminala - w linii 9 stanowisk check in. Dlaczego lecę JetBlue? Nie dość, że lot kosztował tylko 64 USD, to w cenie wliczony jest bagaż rejestrowany - uznałem, że przy takiej alternatywie nie ma co ruszać mil. Odprawy należy dokonać w automacie, a następnie oddać bagaż na stanowisku drop off. Bagaż oddany, karty pokładowe w ręku - jesteśmy gotowi do lotu ![]() Jeszcze tylko kontrola bezpieczeństwa i spacer na sam koniec pirsu - lot do Long Beach przyjmie pasażerów na pokład z bramki A12: ![]() Nasz samolot to dwuletni Airbus A320 o rejestracji N796JB. Jaki jest? W 100 procentach niebieski ![]() A wewnątrz? Szary ![]() Fotele są dość grube i bardzo wygodne: ![]() Zasiadając na miejscu pierwsze co rzuca się w oczy to ekran z kilkoma kanałami telewizji: ![]() Oprócz tego, system rozrywki pozwala na słuchanie płatnego w normalnych warunkach radia satelitarnego Sirius XM. Przełączać się między kanałami można za pomocą przycisków w podłokietniku: ![]() Jeszcze przed startem przeglądam bogatą ofertę darmowych napojów i przekąsek: ![]() Wybór na prawdę bogaty - linia niby tania, a ofertą na pokładzie zdecydowanie przewyższa takich graczy jak AA, Delta czy United. Atmosfera wśród załogi jest także zdecydowanie bardziej wyluzowana niż u "dużych". Szybkie spojrzenie za okno podczas instrukcji bezpieczeństwa (tak, wiem... powinienem był uważać ![]() Krótkie kołowanie w kierunku pasa startowego i równoległy start wraz z 757 United - mój pierwszy równoległy i to tak blisko! Takie rzeczy chyba tylko w USA ![]() Serwis rozpoczyna się od napojów - lot jest krótki, więc załoga oferuje tylko "fast service", co oznacza, że do wyboru jest tylko cola, dietetyczna cola, sprite i woda. Najpierw załoga zbiera zamówienia, a później szybko rozdaje zamówione napoje. Bardzo efektywny system, który kiedyś zaobserwowałem już w brazylijskim klonie JetBlue - linii Azul. ![]() Normalnie w tym momencie rozpocząłby się poczęstunek z drobnymi przekąskami, ale pasażer siedzący trzy rzędy przede mną zasłabł i zaczęło się szukanie lekarza na pokładzie - znalazło się dwoje, położyli pacjenta w korytarzu i na szczęście udało się go ocucić. ![]() JetBlue oferuje swoim pasażerom bezpłatny dostęp do pokładowego wifi, niestety lecieliśmy przez większość czasu nad wodą i Internet nie chciał działać ![]() ![]() Podchodząc do Long Beach mijamy po prawej stronie inne lotnisko - ktoś wie jakie? ![]() Lądujemy miękko dwadzieścia minut po czasie - załoga jeszcze uspokaja pasażerów, żeby nie martwili się o przesiadkę do Las Vegas, bo rejs będzie wykonywany tą samą maszyną, którą przylecieliśmy. Pora wyjść na zewnątrz i piechotką do terminalu. ![]() Prawdę mówiąc spodziewałem się dużego hubu JetBlue, a tu malutki terminal z kilkoma bramkami wzdłuż jednej ściany - coś jak lowcostowe lotniska w Europie. ![]() ![]() Zanim będziemy mogli odlecieć w dalszą podróż minie jeszcze trochę czasu, gdyż wokół samolotu zebrały się wszelkie możliwe służby ratunkowe w związku z pasażerem, który miał problemy zdrowotne. Czekam więc spokojnie wiedząc, że i tak zdążę w jakże doborowym ptasim towarzystwie ![]() Niebawem przyszła pora na boarding - opcje są dwie - schodki z tyłu lub pochylnia z przodu - Ameryka ![]() ![]() Jeszcze rzut oka w drugą stronę, a tam Szymon mówi "Lataj Jetblue"! ![]() Tym razem siedzę przed skrzydłem po drugiej stronie kadłuba. ![]() I znowu opóźnienie z powodu "ATC Delay" w Las Vegas. Stoimy dobre 15 minut na stanowisku postojowym przy progu pasa w Long Beach, by w końcu wzbić się w powietrze: ![]() ![]() I znowu szybki serwis, bo lot króciutki: ![]() Tymczasem za oknem zaczyna robić się pustynnie... ![]() i w końcu widać Las Vegas - w trakcie podejścia wykonujemy dużą pętlę z widokiem na miasto i lotnisko - po lewej stronie od lotniska główna ulica z hotelami i kasynami - The Strip. ![]() Witamy w Las Vegas! ![]() Kołując mam piękny widok na terminal Janet z którego operuje linia lotnicza, która teoretycznie nie istnieje - codziennie dowozi ona cywilnych pracowników okolicznych baz wojskowych, w tym słynnej tajnej bazy Groom Lake (Strefa 51) do pracy. ![]() Jeszcze tylko szybki odbiór bagażu i bus do centrum wynajmu samochodów przy lotnisku - to jest na prawdę duże i można tu przebierać w opcjach. Ja idę od razu do Dollar, gdzie musiałem się kłócić z niezbyt sympatycznym panem, że mam w umowie brak przedpłaconego paliwa. W końcu się ze mną zgodził i mogłem ruszać na parking. ![]() Na parkingu pokazałem moje pokwitowanie i Pan powiedział, że kabriolety stoją na samym końcu parkingu i spośród nich mogę sobie wybrać dowolny, który mi się będzie podobał. Poszedłem, a tam stały zaparkowane dwa Fordy Mustangi sprzed liftingu i jeden Mitsubishi Eclipse. Wszystkie z przebiegiem ponad 60 tyś mil - wróciłem więc do Panów obsługujących parking i grzecznie zapytałem czy nie mieliby czegoś z mniejszym przebiegiem. Chwilę pomyśleli i jeden powiedział, że chyba coś dla mnie będzie miał - zniknął gdzieś na 10 minut i przyjechał srebrnym Mustangiem po faceliftingu z zainstalowaną nawigacją Hertz Neverlost - samochód miał przebieg około 20 tyś mil i jeszcze tylko zostałem zapytany czy może być. Pewnie, że może! Oczywiście miły pan dostał ode mnie napiwek, a ja ruszyłem w drogę. ![]() Trasa na dziś to 134 mile (215 km) do St. George, gdzie czeka mnie darmowy nocleg za punkty w Holiday Inn Express St. George North - Zion. Po drodze zatrzymałem się jeszcze na stacji benzynowej, by w końcu coś zjeść - akurat padło na Subwaya. Wychodząc z tego przybytku podeszła do mnie starsza pani pytając czy bym jej nie pomógł, bo jechali nieopodal z mężem kamperem i skończyła im się benzyna. Widziała w oddali stację benzynową więc przyszła tu z kanistrem i zatankowała, ale nie ma siły by go donieść z powrotem i zapytała czy bym jej nie podwiózł. W sumie czemu nie - okazało się, że przeszła do stacji dobre 4 kilometry. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę i okazało się, że przyjechali z mężem z Ohio. Ja zaliczyłem dobry uczynek i mogłem jechać dalej - do hotelu dojeżdżam około 23.00 i odbieram paczkę z Amazona, która tam na mnie grzecznie czekała (złożyłem zamówienie przed wyjazdem z Polski Dzień 20 - Parki narodowe Zion i Bryce Canyon Kolejny dzień, zacznijmy więc od planu - dziś do przejechania jest około 271 mil, czyli około 440 km. Główne punkty programu to parki narodowe Zion i Bryce, tak więc nie ma co czekać - tankuję Mustanga i w drogę! ![]() Pogoda dziś jest całkiem niezła, więc trzeba korzystać - im dalej tym ziemia staje się bardziej wysuszona i czerwona... ![]() ![]() A to moja maszyna - otworzenie dachu i jazda po parku narodowym to na prawdę wielka frajda, zwłaszcza że widoki są na prawdę zacne. Jeśli będziecie mieli okazję być w tej okolicy na prawdę polecam wybór samochodu cabrio! ![]() ![]() Do Parku wjeżdżam dzięki rocznemu biletowi na wszystkie Parki narodowe w USA, wartego normalnie 80 USD. Ja kupiłem go na Allegro za 100 zł. Taki bilet jest ważny dla dwóch kierowców i ich towarzyszy w samochodzie. Na bramkach wjazdowych do parków sprawdzane są dokumenty kierowców, czy zgadzają się one z danymi na bilecie. Kierowca dostaje także mapę dróg w danym parku i miniprzewodnik. Witajcie w Zion! ![]() ![]() Największą atrakcją parku jest Zion Canyon. Nazwa Zion pochodzi od Mormonów, którzy tak nazwali to miejsce na cześć Syjonu. Park zbudowany jest z piaskowca tworzącego najróżniejsze formy. ![]() Zwiedzanie parku dla zmotoryzowanych jest bardzo proste - wystarczy po prostu jechać wzdłuż Canyon Scenic Drive. ![]() ![]() ![]() Pomyślałem, że fajnie by było mieć kamerkę w stylu GoPro ale, że takiej nie mam połasiłem się na patent McGivera - trochę czarnej taśmy Gaffa (tak, zawsze mam ze sobą ![]() Przez park przebiega długi tunel przez który ruch odbywa się wahadłowo - bądźcie przygoowani na dobre kilkanaście minut postoju. ![]() ![]() ![]() Pora zdjąć aparat z szyby i trochę pochodzić po okolicy: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Pogoda znowu jest coraz lepsza! ![]() ![]() A skoro jest to czemu nie zrobić sobie fajnej fotki? ![]() Po drodze ostatni punkt widokowy w Zion to punkt przy Górze Szachowej. Dlaczego Szachowej? Sami zobaczcie ![]() Jest koło południa, więc pora wsiadać do Mustanga i przejechać około 80 mil w kierunku Parku Narodowego Bryce. Droga staje się coraz bardziej zielona... ![]() ![]() ...ale tylko do czasu ![]() Przed samym kanionem Bryce warto zatrzymać się na kilka zdjęć w Czerwonym Kanionie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Kilka kilometrów dalej wjeżdżam do Parku Narodowego Bryce - jak to dobrze, że ból głowy i choroba z Yellowstone odpuściła ![]() A z czego znany jest Bryce? Tylko popatrzcie: ![]() ![]() ![]() Tak na prawdę Bryce nie jest kanionem, bo nie płynie nim żadna rzeka. Warunki klimatyczne powodują, że przez 200 dni w roku przekraczana jest granica zera stopni Celsjusza, co powoduje rozsadzanie skał przez wodę zbierającą się w szczelinach. Dodatkowo deszcz o odczynie kwasowym wzmacnia wietrzenie skał. Szacuje się, że wietrzenie przebiega tu w tempie 60 do 130 cm na 100 lat. ![]() ![]() Formacje skalne mają tu wysokość od 1,5 do 45 metrów i można je oglądać zarówno z góry (jak ja to robię) z kilku wyznaczonych przez władze parku punktów, jak i z dołu z licznych szlaków wytyczonych między ostańcami. ![]() ![]() "Spójrz na niebo bystrym okiem, może burza przejdzie bokiem" ![]() Przyfarciło mi się z tym zdjęciem ![]() I jeszcze kilka "brycowych" zdjęć. Mi się nie mogą znudzić: ![]() ![]() ![]() Amfiteatr Bryce: ![]() ![]() Wiele z formacji skalnych ma swoje nazwy - niestety nie spamiętałem ich ![]() Uch, to był aktywny dzień. Pora jechać do Page na kolejny darmowy nocleg w Holiday Inn, bo takiej wygody jeszcze się nie dorobiłem ![]() Droga czaruje pięknymi krajobrazami rodem z Dzikiego Zachodu: ![]() ![]() ![]() Przede mną jeszcze 100 km drogi do Page. Niebawem ciąg dalszy relacji -- 29 Gru 2014 16:46 -- Dzień 21 - Antelope Slot Canyon i Wielki Kanion ![]() Plan na dziś to odwiedzenie największej atrakcji Page - Kanionu Antylopy, później krótki przystanek przy Meandrze końskiej podkowy (Horseshoe Bend) i Wielki Kanion. Dzień zakończę we Flagstaff co oznacza, że do przejechania jest 215 mil. Dzień zaczynam od Kanionu Antylopy - znajduje się on na terenie rezerwatu plemienia Navajo, co oznacza że dostanie się do środka wymaga wykupienia odpowiedniej wejściówki od Indian oraz obecności przewodnika z jednej z kilku firm należących do plemienia. Co to oznacza w praktyce? Nie jest tanio. Do wyboru są trzy rodzaje zwiedzania: zwykła wycieczka za 37 USD od osoby, wycieczka w godzinie szczytu (10.30 lub 13.00) za 48 USD i wycieczka fotograficzna za 81 USD od osoby. Warto dopłacić do tej drugiej opcji ze względu na obecność promieni słońca wpadających do kanionu właśnie w tym czasie. Ja zdecydowałem się na dołożenie jeszcze kilku dolców do "imprezy" w pełnej opcji. Trwa ona o godzinę dłużej od standardowego touru, a przewodnicy organizują tak ruch w kanionie, żeby "zwykli" zwiedzający nie przeszkadzali w robieniu zdjęć "fotografom". W praktyce inni są po prostu przeganiani po kanionie, a wszystko jest dostosowywane pod fotografów, więc warto dopłacić ![]() Na wycieczkę zwłaszcza w wariancie fotograficznym warto się zapisać wcześniej przez Internet, bo miejsca na mojej były wyprzedane. Ja na szczęście miałem rezerwację. Sama wycieczka zaczyna się od pokazu tradycyjnego tańca z obręczami. Mnie to nie ruszyło na tyle, by zostawiać napiwek, a oczywiście był kładziony na to nacisk ze strony organizatorów... ![]() Do samego kanionu turystów wiozą takie oto samochody - oczywiście kierowca nie omija żadnej dziury po drodze, bo wytrzęsienie się to atrakcja sama w sobie. ![]() Dwadzieścia minut później stoimy pod samym wejściem do kanionu: ![]() Jeśli Wam się zdarzy tu być to oto garść wskazówek dotyczących fotografowania wewnątrz kanionu przekazana przez przewodnika: - Ustawcie czułość aparatu jak najniżej - na ISO 80 lub ISO 100 - Wartość przysłony należy ustawić sztywno na f11 - Załóż szeroki obiektyw zanim wejdziesz do kanionu i w żadnym razie nie zmieniaj go wewnątrz, bo kurz obecny w powietrzu momentalnie zabrudzi ci matrycę. - Im głębiej w kanion tym czasy wykonywanych zdjęć będą dłuższe - pod koniec kanionu mogą wynosić one nawet do kilkunastu sekund, więc warto mieć statyw i zdalny spust migawki, by zdjęcia nie wyszły poruszone. Poza tym fotografuje się zawsze w grupie, statyw przy statywie żeby nie popsuć innym zdjęcia. Ja już się zamykam i zostawiam Was ze zdjęciami, choć ktoś kto je oglądał stwierdził że wszystkie zdjęcia z Kanionu i tak wyglądają tak samo ![]() ![]() ![]() Przewodnik z kolei wielokrotnie podkreślał, że połowę roboty przy zdjęciach z Kanionu i tak robi Photoshop, więc raczej ciężko o dobre zdjęcia stąd bez obróbki. ![]() Co istotne, przewodnicy dokładnie wiedzą gdzie i kiedy pojawiają się promienie słońca i ustawiają wycieczki fotograficzne w odpowiednich miejscach na chwilę przed ich pojawieniem się. Same promienie pozostają na swoim miejscu ledwie przez kilka minut, więc ich wyłapanie jeżeli nie jest się członkiem wycieczki fotograficznej nie jest takie proste. ![]() ![]() Większość zdjęć w Kanionie wykonuje się patrząc w górę: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() I kolejny promień Słońca: ![]() ![]() ![]() Piasek lecący po ścianach kanionu to oczywiście robota przewodnika, ale wygląda on dostatecznie fajnie, by zrobić mu zdjęcie ![]() I ostatnie zdjęcia w górę ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem ![]() Kojarzycie? ![]() Pamiętajcie, że droga w dwie strony choć niepozorna zajmie Wam około godziny, dlatego warto wziąć ze sobą wodę z samochodu! Na miejsce to warto dotrzeć około południa, żeby obie strony meandru były ładnie doświetlone - mi się niestety nie udało, bo w południe byłem jeszcze na kurtuazyjnej wizycie u antylopy. Magią relacji teleportujemy się nad Wielki Kanion, czyli wisienkę na torcie w mojej objazdówce po okolicach Las Vegas. ![]() Ta wieża to prawdopodobnie pierwsza rzecz którą zauważycie wjeżdżając do parku narodowego, drugą jest dziura... duża dziura ![]() ![]() ![]() Wielkość dziury najlepiej odda Wam panorama w dużej rozdzielczości: ![]() link do pełnej rozdzielczości: https://www.dropbox.com/s/p4x5mihn5qn1t ... o.jpg?dl=0 Wielki Kanion został stworzony przez rzekę Kolorado, ma 446 km długości i osiąga głębokość do 1600m. Szerokość kanionu to od 800m do aż 29 km. Jest to największy kanion na Świecie. ![]() ![]() Zwiedzanie parku narodowego jest bardzo amerykańskie - jedzie się wzdłuż drogi zatrzymując się w kolejnych punktach widokowych ![]() Będąc tu pod wieczór postanowiłem poczekać na zachód Słońca dla takich widoków: ![]() Zgodnie z radami wyczytanymi w Internecie zdjęcia robiłem z Mather Point: ![]() A tu panorama w dużej rozdzielczości: ![]() link: https://www.dropbox.com/s/ke8nvmwt2jpdb ... o.jpg?dl=0 Na koniec jeszcze czeka mnie wieczorna podróż do Flagstaff. Po drodze moją uwagę przykuły dwa stojące na parkingu hot rody. Fajne, nie? ![]() ![]() PS Jako bonus dorzucam Wam jeszcze panoramy z Bryce o których zapomniałem ![]() link do dużej rozdzielczości: https://www.dropbox.com/s/5vpw1b98scwh6 ... d.jpg?dl=0 ![]() link do dużej rozdzielczości: https://www.dropbox.com/s/srfben0v2rvcd ... d.jpg?dl=0 Dzień 22 - Droga 66, Zapora Hoovera, Las Vegas ![]() Dziś wracam do Las Vegas - 280 mil drogi, zamiast jechać całą drogę autostradą postanawiam nadrobić trochę kilometrów (albo mil ![]() większymi... ![]() i mniejszymi ![]() ![]() Droga 66 to (Route 66) to kultowa trasa łącząca Chicago z Los Angeles. Przebiega ona przez Illinois, Missouri, Kansas, Oklahomę, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię. Droga ta została otwarta w 1926 roku. Droga ta została w 1985 roku zastąpiona przez autostradę Interstate 40, jednak w 2005 roku fragmenty starej drogi zostały uznane za drogę krajobrazową Historic Route 66. Łączna jej długość to niespełna 2270 km i dla wielu przejechanie całej jej długości jest nie lada gratką. Ja otwieram dach i ograniczam się do jej fragmentu ![]() Po drodze jest na prawdę niewiele ciekawych rzeczy... no może poza tym: ![]() ![]() W końcu w Kingman wpadam z powrotem na autostradę (zwaną tu Freeway'em) i pędzę w kierunku Las Vegas. ![]() Na zewnątrz jest całkiem ciepło, a my zbliżamy się do Zapory Hoovera. ![]() Tu widziana jest z perspektywy nowego mostu dzięki czemu ruch kołowy nie musi odbywać się bezpośrednio po niej: ![]() Żeby wjechać na teren zapory należy poddać się kontroli bezpieczeństwa, choć mi akurat strażnicy kazali jechać dalej. Poza tym trzeba się liczyć z koniecznością zaparkowania samochodu - parking wielopoziomowy najbliżej centrum dla odwiedzających kosztuje 10 USD, dalsze parkingi są bezpłatne, jednak wymagają spaceru, by wrócić z powrotem do zapory. ![]() Most o którym wspominałem przed chwilą to otwarty w październiku 2010 roku Mike O’Callaghan-Pat Tillman Memorial Bridge. Jest to pierwszy łukowy most wykonany ze stali i betonu w USA. Poza tym jego łuk jest najdłuższym łukiem tego typu na Półkuli Zachodniej. ![]() Sama zapora zaś znajduje się na rzece Kolorado na granicy stanów Arizona i Nevada. W 1936 roku, kiedy to ją ukończono była ona zarówno największą elektrownią wodną Świata jak i największą konstrukcją betonową na Świecie. Wysokość tamy to 224 metry, a jej długość to niespełna 380 metrów - jej szerokość to od 200 do 15 metrów. Tu z tyłu widoczne są czubki ogromnych kolumn pobierających wodę na potrzeby elektrowni: ![]() ![]() Zobaczcie jak to wyglądało wg. Wikipedii przed budową i w jej trakcie: ![]() ![]() Na wieczór docieram do Las Vegas, gdzie zatrzymuję się w Hiltonie Grand Vacations on the Las Vegas Strip. Głównie dlatego, że nie dość że był tani to nie ma w nim głupiej opłaty "Resort fee". Zwróćcie uwagę na to rezerwując hotel w Vegas, gdyż większość hoteli pobiera taką opłatę, a to potrafi konkretnie podnieść cenę noclegu. Na wieczór postanawiam przejść się po Stripie - mój hotel znajduje się na samym jego końcu, tuż obok Stratosphere: ![]() Wzdłuż głównej ulicy Las Vegas regularnie jeżdżą miejskie autobusy linii Deuce i Strip&Downtown Express, a bilety czasowe ważne ma te linie kosztują 6 USD w opcji dwugodzinnej i 8 USD w opcji 24-godzinnej. Vegas to Vegas, to musi kosztować Pierwszy przystanek - Bellagio i słynne fontanny, które co 15 minut tańczą do muzyki puszczanej z głośników. Dziś show odbywa się do "Time to say goodbye" Andrea Bocelliego i Sary Brightman. Ktoś chyba wiedział, że niedługo pora wracać do domu... ![]() W czasie mojego spaceru po mieście zrobiłem jeszcze kilka zdjęć, choć w sumie nie ma co się spodziewać, że poza hotelami znajdziecie tu coś ciekawego ![]() W założeniach wieża Eiffla znajdująca się przed hotelem miała mieć wielkość francuskiego pierwowzoru, ale ze względu na bliskość lotniska musiano ją zmniejszyć i zbudować w skali 1:2 ![]() A tu Flamingo: ![]() i pokaz pirotechniczny pod The Mirage: ![]() a na sam koniec The Venetian: ![]() i tyle z Las Vegas. Niczego się nie spodziewałem po tym mieście i niczego poza wielkimi hotelami praktycznie tu nie ma... no - może poza lotniskiem a... i Cirque du Soleil Dzień 23 - Przelot US Airways LAS-PHX-EWR (First) Wszystko co dobre szybko się kończy, więc pora powoli kierować się w kierunku domu. Na początek czeka mnie przelot na drugie wybrzeże Stanów - lot na wschód przez kilka stref czasowych oznacza "utratę" godzin z dnia, więc zależało mi na jak najwcześniejszym wylocie z Las Vegas. Niestety, żaden lot bezpośredni nie był dostępny w taryfach milowych, za to udało mi się złapać lot US Airways z przesiadką w Phoenix i to w klasie biznes (ok, ok First Wylot do Phoenix zaplanowany został na 6.40, co oznaczało że będę musiał wstać bardzo wcześnie, bo muszę jeszcze zatankować do pełna Mustanga i go oddać w centrum wynajmu samochodów przy lotnisku. Nie miałem już za wiele gotówki, a na dwóch stacjach benzynowych automaty przy dystrybutorach nie chciały za bardzo współpracować z polskimi kartami kredytowymi, dopiero na trzeciej stacji udało mi się zatankować co oznaczało opóźnienie w moim i tak dość napiętym planie dotarcia do lotniska... Samo zdanie samochodu było proste i bezproblemowe. Przy wypożyczaniu samochodu agent w Dollar prosił bym miał ze sobą paragon z ostatniego tankowania, bo będzie sprawdzane czy stacja benzynowa na której uzupełniałem paliwo jest w obrębie 10 mil od lotniska, ale nikt niczego nie sprawdzał. Zabrałem tylko swój plecak i wparowałem do busika wiozącego pasażerów do terminalu Terminalu 1. W terminalu byłem na mniej niż godzinę przed odlotem, więc czasu było nie dużo - na szczęście miałem w głowie, że mogę skorzystać ze stanowisk dla klasy First. I faktycznie, przy stanowiskach odpraw tej klasy nie było kolejki, więc szybko znalazłem się pod samą ladą. Po drodze złapałem jeszcze lecącą za mną przez pół terminalu dziewczynę, która była przekonana, że młoda osoba z dużym plecakiem nie powinna znajdować się w strefie odpraw klasy First. Musiała się tym razem rozczarować Miły Pan zobaczył mój paszport, zapytał dokąd lecę i usłyszał, że "do Newark... ale nie pamiętam przez co". Uśmiał się, sprawdził w systemie i przypomniał mi, że przez Phoenix. "OK, czemu nie" - usłyszał i znowu się ubawił. Po czym poznać, że jesteś w Las Vegas? Nawet na korytarzach jest kasyno ![]() Szybka kontrola bezpieczeństwa i trzeba zapakować się do pociągu wiozącego pasażerów do pirsu D: ![]() Po drugiej stronie wygląda to tak: ![]() Trochę jak w Dubaju, ale bez wodospadów Do Phoenix polecę 15-letnim Airbusem A320 o rejestracji N656AW: ![]() Na razie pod bramką D5 spokojnie. Boarding odbywa się wg standardów AA, co oznacza że lecący w klasie First wchodzą na pokład jako pierwsi. ![]() Już OneWorld ![]() Kabina klasy First w A320 US składa się z trzech rzędów w konfiguracji 2-2. Moje miejsce w tym locie to 1D: ![]() Na szczęście załoga nie była jakoś strasznie drobiazgowa i moja torba z aparatem mogła zostać w okolicach moich nóg ![]() ![]() Pushback o czasie i kołujemy w kierunku drogi startowej żegnając Las Vegas w pierwszych promieniach Słońca tego dnia: ![]() jakiś krótki ten A320 ![]() Ostatnie spojrzenie na Strip: ![]() i pa pa drogie miasto grzechu! ![]() Jak by się zastanowić... chyba już tu kiedyś byłem ![]() Lot do Phoenix to tylko 256 mil i lekko ponad godzina wg. rozkładu, dlatego serwis jest najbardziej ubogi z możliwych - oznacza to znienawidzony przez frequentflyerów koszyk z przekąskami. Załoga kabinowa serwuje przekąski z ciasno-wypchanego koszyka i w sumie nie znając oferty dopiero w ręku okazuje się co się wylosowało. Oto moje trafy: ![]() Batonik figowy i ciasteczka z czekoladą. Nieuchronnie zbliżamy się do lądowania w Phoenix. Zniżanie oferuje nam takie widoki: ![]() ![]() Lądowanie było dość twarde, na miejscu okazuje się że tym razem jesteśmy w gnieździe US Airways: ![]() Po wyjściu z samolotu okazuje się, że do Newark leci ta sama maszyna, jednak agent przy gacie informuje, że wystartujemy nie wcześniej niż o 11.30, co oznacza 3-godzinne opóźnienie. Czemu tak? "ATC Delay". Super... oznaczało to, że muszę odwołać moje plany na dzisiejszy wieczór, na który dostałem zaproszenie do siedziby Yacht Klubu Nowego Yorku (co nie jest takie proste) Na ekranach FIDS nie ma informacji o opóźnieniu, a gdy to się pojawiło opóźnienie było przesuwane o pół godziny co kolejne pół godziny. Na tablicy przy bramce agenci powiesili informację, by ignorować SMS-y od przewoźnika - samolot poleci nie wcześniej niż o 11.30. ![]() A maszyna czekała gotowa do lotu: ![]() OK, przesiadka mi się przedłużyła, lecę klasą First, więc pomyślałem że posiedzę sobie w saloniku US... ![]() ...jednak tam mnie nie wpuszczono, bo zasady są takie, że wejść do środka można tylko jeśli się ma w swojej trasie odcinek międzynarodowy lub jeśli się ma status Emerald lub Sapphire w linii innej niż linie amerykańskie. Muszę się przyznać, że zapomniałem o tym, ale ta zasada jest dla mnie dziwna, zwłaszcza że jednak lecę First. O 10.30 rozpoczęło się wpuszczanie pasażerów na pokład - tym razem moim miejscem jest fotel 2A. W kabinie pracowała jedna z najgorzej nastawionych do swojej pracy stewardess jaką widziałem - na szczęście okazało się, że pracuje ona w kabinie economy ![]() Pora nas wypchnąć z bramki - ze 123 minutowym opóźnieniem. Czyli i tak nie najgorzej w stosunku do tego co mówiono na początku. Czekając na lotnisku znalazłem informację, że opóźnienia sięgają 4 godzin w związku z naprawami na jednym z pasów startowych na lotnisku w Newark. Jak pech to pech. Dojeżdżając do progu pasa zatrzymaliśmy się na stanowisku postojowym. Kapitan poinformował przez głośniki, że do końca liczyli na to, że wylecimy wcześniej, ale kontrola lotów nie zgodziła się na przydzielenie slotu i teraz czeka nas co najmniej godzinny postój do momentu otrzymania zgody na start... cudownie... przynajmniej widoki za oknem były lotniczo ciekawe: ![]() Zagadka: Co to za maszyna? Tylko bez sprawdzania w Internecie ![]() Oczekiwanie się dłużyło, więc na stołach pojawiły się przekąski i napoje - dla mnie sok z żurawiny: ![]() W końcu po zapowiadanej godzinie oczekiwania znaleźliśmy się w powietrzu. Usłyszałem jak załoga rozmawiała między sobą, że jest już popołudnie, a nie przeładowano cateringu i mają do wyboru tylko śniadania. No cóż... mi się trafiła fritata z kiełbaską i ziemniakami, sałatka owocowa i charakterystycznie upieczony chlebek: ![]() Drugą opcją, której nie wybrałem były naleśniki na słodko. Lot mi minął bardzo szybko na pisaniu relacji. Myślałem, że przed lądowaniem będzie jeszcze jakiś drobny drugi serwis, ale to jest jedyne na co można liczyć: ![]() Samo podejście do Newark jest mało interesujące: ![]() ![]() Na lotnisku szybki odbiór bagażu i wsiadam do kolejki wiozącej pasażerów pomiędzy poszczególnymi terminalami lotniska. Moim celem jest parking spod którego odjeżdżają wszystkie busy okolicznych hoteli. Dziś nocuję w Holiday Inn Newark Airport - oczywiście za darmo Dzień 24 - Zakupy Plan na dziś to było spotkanie z hiszpanem2007 z innego forum lotniczego przed wieczornym powrotem do Europy! Zgodnie zmieniliśmy plan ze spotkania w Intrepidzie na spotkanie na zakupach Umówiliśmy się w outletowym centrum handlowym Jersey Gardens znajdującym się nieopodal lotniska w Newark. Jeszcze krótkie spojrzenie na status lotu mojego samolotu z Londynu do Newark i na razie nieciekawie - opóźnienie o co najmniej 2 godziny. System odprawy online był na ten rejs z jakiegoś powodu zablokowany, więc miałem wątpliwości czy rejs nie zostanie w ogóle odwołany. W każdym razie pora się wymeldować z hotelu - bagaż zostawiam na recepcji i jadę shuttle busem na lotnisko. Dokładnie z tego samego miejsca w którym zatrzymują się busiki hotelowe kursują busy do centrum handlowego - jeżdżą one co około 30 minut i są płatne 5 USD w jedną stronę lub 9 w dwie. Z Hiszpanem miałem się spotkać w centrum handlowym, jednak okazało się, że wsiadł do tego samego busika i mnie rozpoznał Siedząc w knajpie dowiedziałem się, że Dreamliner BA lecący po mnie został wypchnięty spod bramki i niebawem będzie w drodze. Ufff Jeśli chodzi o zakupy to koniecznie w centrum handlowym udajcie się do concierge'a, który ma swoje stanowisko na parterze przy wejściu po drugiej stronie centrum handlowego patrząc od strony wejścia którym się wchodzi z busa lotniskowego. Pokazując paszport możecie dostać książkę z rabatami, które sumują się ze wszystkimi innymi promocjami w danym sklepie. W większości przypadku obowiązuje jednak minimalna kwota zakupów jakich należy dokonać, by rabat zadziałał. Ogólnie ciuchy w tym centrum są dużo tańsze niż w Polsce. Bardzo polecam wizytę jeśli macie wolne kilogramy w swoim limicie bagażowym Przelot EWR-LHR-WAW British Airways Z centrum handlowego musiałem wrócić do hotelu po bagaż, a następnie z powrotem na lotnisko. Tam czekała mnie przejażdżka pociągiem lotniskowym do terminalu B. ![]() ![]() Sam terminal wygląda staro i nie zrobił on na mnie dobrego wrażenia - stanowiska check-in sprawiają wrażenie bycia upchniętymi w różnych miejscach przy czym stanowiska British Airways jako jedyne znajdują się na najniższym poziomie terminalu. ![]() Do samego lotu zostało mi ponad 5 godzin - na szczęście nie było problemu ze wczesnym oddaniem bagażu. Dzięki statusowi Ruby bagaż nadałem przy stanowisku dla klasy biznes (Club World). Bez problemu dostałem też miejsce przy oknie i naklejkę oznaczającą możliwość korzystania z priorytetowych kolejek na karcie pokładowej, mimo że mile chciałem naliczyć na kartę w której nie mam statusu. Zostaję też poinformowany, że mój lot nie odleci po 21.00, a raczej około 23.30 ze względu na opóźnienie przylatującego samolotu, ale nie powinno to stanowić problemu przy mojej przesiadce do Warszawy. W sumie wszystko mi jedno czy ten czas bym spędził tu czy w Londynie, więc nie ma problemu. Chwilę później dopiero mnie tknęło, że nie ma co robić na tym lotnisku przez 5 godzin. To nie Singapur, ani żadne inne duże azjatyckie lotnisko dające dużo możliwości spędzenia wolnego czasu - korzystam więc z karty Priority Pass i udaję się do saloniku biznesowego Art & Lounge: ![]() Przy wejściu zostaję poinformowany, że mogę tu zostać tylko do 22.00, bo o tej godzinie zamykają. OK, lepsze to niż nic. Sam salonik jest na prawdę fajny - jedyne czego tu brakuje to okien, ale to czepianie się: ![]() ![]() Wybór przekąsek też jest całkiem niezły. Zasiadam na kolację z soczkiem z żurawiny i widzę na laptopie, że "mój" Dreamliner dolatuje do Ameryki i najwyraźniej pilot się spieszy, bo jak tak dalej pójdzie to może uda nam się wylecieć nieco wcześniej niż o 23.30: ![]() Niedługo później okazuje się, że z saloniku korzysta linia La Compagnie, korzystającego z 1 (jednego) Boeinga 757-200 z 74 miejscami wyłącznie w klasie biznes. Co to oznacza? Tłok ![]() O 22:00 zgodnie z zapowiedzią przenoszę pod bramkę - mój lot rozpocznie się spod gate'a 55. Lotnisko jest tak skonstruowane, że nie ma raczej szans zobaczyć Dreamlinera BA. Usiadłem strategicznie, by słuchać rozmów całej załogi mojego lotu, która to usiadła w jednej grupie. Rozmowa zeszła na temat Dreamlinera - że to świetna maszyna, ale żaden inny samolot we flocie nie generuje takich opóźnień. BA podobnie jak LOT też chyba przeżywało problemy wieku dziecięcego Dreamlinerów. Mając status na pokład rocznego Boeinga 787-8 o rejestracji G-ZBJC wchodzę jako jeden z pierwszych. Tak wygląda brytyjska klasa biznes (Club World): ![]() A tak Economy Premium (World Traveller Plus): ![]() Moje miejsce niestety znajduje się jeszcze dalej, w zwykłej klasie bydlęcej zwanej przez BA World Traveller: ![]() Leciałem już kiedyś Dreamlinerem LOT-u SP-LRA w ramach promocyjnej trasy do Kijowa i z Powrotem jednego wieczoru, więc sama maszyna nie jest dla mnie jakimś zaskoczeniem. Wnętrze Sky Interior jest wielkim plusem maszyny: ogromne schowki na bagaż z lusterkami... ![]() ...podświetlany sufit... ![]() ![]() ...i wielkie przyciemniane elektronicznie okna... ![]() Lubię to! Moje miejsce to 36K przy oknie - sam fotel znany mi już jest z Airbusów A380 BA - jego design jest bardzo wygodny, łącznie z regulowanym zagłówkiem ze sztywnymi "rogami". ![]() Przed każdym pasażerem znajduje się duży ekran systemu rozrywki pokładowej znany między innymi z samolotów LOT - jego zawartość jest jednak dużo bardziej rozbudowana... ![]() Na każdym fotelu znajduje się koc, słuchawki i szczoteczka do zębów: ![]() Boarding przebiega bardzo sprawnie. Niebawem zostajemy wypchnięci z bramki i Dreamliner zaczyna głośno budzić się do życia - ale to tylko chwilowe, bo sam lot jest na prawdę cichy w porównaniu do innych maszyn. Ostatnie spojrzenie za okno i pożegnanie z nocnym Nowym Jorkiem: ![]() Niedługo później jesteśmy już nad Bostonem - cały lot do Londynu trwa około 6 godzin, czyli na prawdę niedługo. Prędkość nad ziemią to aktualnie 980 km/h - nie wiem czy to kwestia wiatru, czy samolotu, ale powtórzę się - lubię Dreamlinera. ![]() Serwis w klasie ekonomicznej startuje dobre 1,5 godziny po starcie. Opcja której nie wybrałem to ryba, a przed Wami curry z kurczakiem w stylu hinduskim. Oprócz tego sałatka z sosem vinegrette, pyszne ciastko cytrynowe i okropna zimna bułka (to chyba standard w BA ![]() Jak zapewne wiecie Boeingi 787 mają podświetlenie sufitu wyświetlające ponoć kolory mające ułatwiać walkę z jetlagiem. Czy to działa? Nie wiem, wiem że chyba teraz jest zachód Słońca: ![]() Wiele razy widziałem pytanie czy okna w Dreamlinerze ściemniają się na tyle mocno, że kabina jest rzeczywiście ciemna - odpowiedź: owszem - chociaż załoga tego lotu nie wymusiła pełnego wyciemnienia wszystkich okien. ![]() A za oknem piękne wygięte kompozytowe skrzydło: ![]() Załoga podczas całego lotu była praktycznie niewidoczna - zrobili co mieli zrobić i zniknęli. Nie było jak na naprawdę długich lotach kursów z tacami z napojami dla chętnych. Ruch się zaczął dopiero przed drugim serwisem. No właśnie - do lądowania została godzina, więc zaczyna się drugi szybki serwis. Nie ma tym razem wyboru - każdy dostaje suchego, niesmacznego croisanta z dżemem truskawkowym. ![]() Postanawiam sprawdzić gdzie jesteśmy, ale Dreamliner chyba się zgubił - gdzieś nad Atlantykiem... ![]() Natomiast pod nami ewidentnie pojawiła się Irlandia: ![]() Nad Londynem z kolei chmury zasłoniły całe niebo: ![]() A to zdjęcia z samego lądowania: ![]() ![]() Po lądowaniu zaczęło... kapać... Deszczowa londyńska pogoda? Nie... to Dreamliner... ![]() Koniec lotu! Podziękowanie dla załogi i niestety autobus. Nasza maszyna została ustawiona przy satelicie B Terminalu 5, jednak na stanowisku bez dostępu do rękawa. ![]() Paradoksalnie to chyba nie jest taka zła opcja, bo w ten sposób dużo szybciej pasażerowie dostają się do części Terminalu 5, gdzie strumień pasażerów przylatujących rozdzielany jest na poszczególne terminale. Stamtąd szybko dostaję się do busika wiozącego pasażerów do Terminala 3 skąd odprawiany jest lot do Warszawy. W tym miejscu zaczynam słyszeć głosy mówiące po polsku - tak... jestem coraz bliżej domu ![]() Terminal 3 na Heathrow nie jest zbyt ciekawy - w środku jest nisko i ciasno... ![]() ...a dodatkowo jak to na Heathrow bramki przypisane do odlatujących samolotów pojawiają się na ekranach stosunkowo późno. Żeby zapewnić sobie lepsze warunki udaję się do saloniku do którego wstęp daje karta Priority Pass - jest to Lounge no 1 i prezentuje się on również bardzo dobrze: ![]() ![]() Dla zainteresowanych - napoje alkoholowe są tutaj płatne dodatkowo Czas mi szybko zleciał więc pora udać się do gate'a numer 3. Bramka ta znajduje się w odnowionym pirsie terminalu z którego korzystają Airbusy A380 Emirates i QANTAS. ![]() a wśród nich wyglądający jak zabawka A320 BA czekający na pasażerów lecących do Warszawy: ![]() A nie mówiłem, że obok znajdą się jacyś duży sąsiedzi? ![]() Do Warszawy zabiera nas maszyna G-EUUV, czyli 6,5 roczny A320 z odświeżoną kabiną BA: ![]() ![]() Wnętrze już Wam opisywałem - mamy tu do czynienia z cienkimi fotelami, ale z gatunku tych wygodniejszych. Samolot ma o dwa rzędy mniej niż samoloty np. WizzAir, więc nie ma problemu z miejscem na nogi. ![]() Szybkie spojrzenie za okno, a tam nadal do zdjęć pozuje A380 Emirates. Niestety mój obiektyw był minimalnie za wąski na tego wieloryba ![]() Zbieramy się do odlotu mijając Concorde'a BA: ![]() A sam lot... przespałem... obudziłem się na prawdę niedaleko Warszawy: ![]() ![]() W dole znajome tereny... Okęcie: ![]() Delikatne lądowanie i krótkie kołowanie, by moja podróż w końcu zakończyła się... ![]() Krótkie Podsumowanie I tak oto z wielkim opóźnieniem (za co po raz kolejny przepraszam) kończymy relację. Było zróżnicowanie, tak jak zróżnicowane są Stany i Kanada. Co mi się najbardziej podobało? Chyba parki Banff i Jasper, później okolice Las Vegas. Z miast z kolei zdecydowanie Nowy York, Quebec i San Francisco. Co było największymi zawodami? Chyba tylko Las Vegas. Wyjazd nie miał słabych punktów jeśli chodzi o zwiedzanie, chociaż z perspektywy czasu można by śmiało sobie odpuścić zwiedzanie Toronto i Montrealu. Lotniczo najwyżej oceniam Air Canadę, JetBlue i American (w tej kolejności). Najsłabiej zdecydowanie US Airways i United - kompletnie niczym się nie wyróżniały na plus od innych linii. Poza tym Stany są rajem jeśli chodzi o wydawanie mil na loty ze względu na niskie podatki przy zakupie biletów. Gorąco polecam tę opcję - da się wydobyć dużo więcej z tych mil niż np. lot do Stanów w klasie ekonomicznej w "promocji milowej", gdzie trzeba dopłacić 2000 zł Na koniec jak zwykle dziękuję Wam, że dotarliście do tego momentu mimo długiej przerwy Oczywiście jeśli macie jakiekolwiek pytania... pytajcie Pozdrawiam! tygrysm | |
| Autor: | szymonpoznan1 [ 29 Gru 2014 20:21 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Zabrałeś mi 3 godziny z życia A ogólnie rewelacja! I genialne zdjęcia! | |
| Autor: | popcarol [ 29 Gru 2014 21:14 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Wow:)Ale wypas!! | |
| Autor: | Anonymous [ 29 Gru 2014 23:20 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Świetna relacja!!! Faworyt do relacji miesiąca | |
| Autor: | oedippus [ 30 Gru 2014 00:00 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Zacząłem czytać coś około 20... Bardzo ciekawa relacja. Opisy lotnisk i napotkanych samolotów na wielki +++ Bardzo ładne zdjęcia. Mewa z NY to mewa delawarska Larus delawarensis (charakterystyczny czarny pasek na dziobie) ; ) Aż chce się gdzieś lecieć, a podróż planuję dopiero na koniec lipca.... Za to najdalsza w życiu, Australia. Mam nadzieję że uda się polecieć A380 : ) | |
| Autor: | BusinessClass [ 30 Gru 2014 00:46 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Ważne pytanie do autora relacji: Napisz proszę, czy od momentu wyjścia z samolotu z Warszawy na Heathrow do chwili gdy na tym lotnisku doszedłeś do gate'u z którego leciałeś do Stanów, ktokolwiek poprosił Cię o paszport? Mam na myśli policję, immigration itp. Czy musiałeś go komukolwiek okazywać? | |
| Autor: | Natalia [ 30 Gru 2014 02:01 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Zazdroszczę takiej wyprawy! | |
| Autor: | tygrysm [ 30 Gru 2014 02:35 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
szymonpoznan1, super pocarol, dzięki! greg1291 super, dziękuję oedippus, cieszę się, że Cie wciągnęło i wielkie dzięki za uzupełnienie - w życiu bym nie pomyślał BusinessClass, tak! Jak wchodzisz do Terminalu 5 każdemu skanują kartę pokładową i sprawdzają dokument, ale chyba tylko pobieżnie na zasadzie by sprawdzić czy trafiłeś do dobrego terminalu, czy nazwisko się zgadza z rezerwacją i czy jesteś o czasie. Natalia, do odważnych Świat należy! A teraz podsumowanie kosztów: Loty: 64 000 mil M&M, 9 000 mil BA, 12 500 mil AF/KL + 3072 PLN Noclegi: 165 000 pkt. IHG + 1033 PLN (i to praktycznie same hostele, a w NY miałem darmowy nocleg) Pociągi Montreal-Quebec-Montreal: 211 PLN Samochód Calgary (4 dni): 592 PLN Samochód Yellowstone (2 dni): 412 PLN Samochód Las Vegas (4 dni): 720 PLN Parki narodowe USA: 100 PLN Parki narodowe Kanada: 113 PLN Antelope Slot Canyon: 251 PLN Wycieczka Niagara Falls: 256 PLN Reszta (komunikacja miejska, wstępy): 1285 PLN Czyli trochę wyszło niestety: 8050 zł i uwierzcie - to wszystko było tnąc koszty | |
| Autor: | olir1987 [ 30 Gru 2014 15:27 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
relacja super, ale czytałam ją na rady tak dużo informacji;) na pewno przyszłościowo bardzo przydatna dla wielu osób! | |
| Autor: | joker1977 [ 30 Gru 2014 16:12 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Anonymous napisał(a): Świetna relacja!!! Faworyt do relacji miesiąca Moje zdanie to "the best of the year" | |
| Autor: | dmirstek [ 30 Gru 2014 18:47 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Rewelacja, świeta relacja. Zazdroszczę i gratuluję wrażeń! | |
| Autor: | Malawi [ 31 Gru 2014 19:22 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Przeczytałem całą...i zdecydowanie nie żałuję. Świetna relacja, tylko pozazdrościć | |
| Autor: | pebe86 [ 01 Sty 2015 14:59 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Fenomenalny tekst, fenomenalne zdjęcia. Ja dla odmiany bardzo mile wspominam Waszyngton, bardzo wdzięczne miejsce do zwiedzania- większość głównych atrakcji blisko siebie, można prawie całość zaliczyć "z buta". A Muzeum Lotnictwa- rewelacyjne. Żałuję że nie byłem w Muzeum Szpiegostwa, byłem w Muzeum Holokaustu, ale powiem szczerze- bez szału (jeśli można to tak ująć). Do Muzeum Powstania Warszawskiego nawet się nie umywa (choć wiem że tematyka trochę inna, ale chodzi mi o atrakcyjność eksponatów). Mam jeszcze standardowe pytanie- jaki aparat i ew. jakie obiektywy użyte były do zdjęć? | |
| Autor: | inwencja [ 01 Sty 2015 16:48 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Twoja relacja wbija w fotel! Ogromnie Ci zazdroszczę wyjazdu, zdjęcia niesamowite a samą relację czyta się bardzo przyjemnie!:) Dobrze, że trafiłam na Twoją relację, bo teraz stwierdzam, że noworoczne postanowienie jakim jest oszczędzanie na podróże musi się udać!:) | |
| Autor: | Skibek [ 01 Sty 2015 18:03 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Super relacja.... bardzo merytoryczna i pomocna. Dziękuję Podziwiam również doskonałe przygotowanie do wyprawy, wszystko dopięte na ostatni guzik. | |
| Autor: | tygrysm [ 01 Sty 2015 23:11 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
Wow! Wielkie dzięki wszystkim za miłe słowa i za polubienia! pebe86, sprzęt foto był taki: - Pentax K-5IIs - Pentax DA 10-17 f3.5-4.5 fisheye - Pentax DA 12-24 f4 (chyba większość zdjęć) - Sigma DC EX 17-50 f2.8 HSM (ale go popsułem w Banff, więc wiele zdjęć nim nie narobiłem, a w normalnych warunkach jest to mój podstawowy obiektyw) - Pentax FA 50 f1.7 - Tamron 70-200 f2.8 więc sporo i ciężko inwencja, zdecydowanie warto! Skibek, nie ma sprawy. Podstawa to dobry plan! Wtedy ma się dwa razy więcej efektywnego czasu na miejscu | |
| Autor: | silazak [ 01 Sty 2015 23:36 ] |
| Temat postu: | Re: Dookoła Ameryki Północnej za mile |
tygrysm jestes oczywiscie w scislej czolowce jezeli chodzi o relacje z podrozy na forum . Jak dla mnie mistrz planowania | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |