| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo do-honolulu-malpy-straszyc-czyli-rtw-w-lewo,219,107957 | Strona 1 z 2 |
| Autor: | seba [ 23 Lut 2017 14:44 ] |
| Temat postu: | [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Tymi słowami rodzice zawsze mi odpowiadali, gdy pytałem ich co mogę robić, gdy mi się nudzi. Gdzie jest w góle to Honolulu...będąc małym brzdącem ledwo ogarniałem mapę. Daleko, bardzo daleko, chyba trzeba okrążyć świat żeby tam dolecieć. Marzenie z dzieciństwa? A gdyby je tak przekształcić w cel do osiągnięcia przed 30stką? Ostatni rok na zrobienie tego. Czas start! Zainspirowany relacjami @tom971 i własną potrzebą nakarmienia podróżniczego raka, kupuję w marcu 2016 pierwszy bilet Manila-Dubaj ze słynnej promocji Cebu. Koszt 70 zł. Dobry start, a kilka dni później, Wizzair ogłasza otwarcie kierunku DXB-KTW. Biorę. Powrót jest. Mijają miesiące, dokupuję kolejne odcinki po filipinach, dolot z Australii. Tutaj stop. Jak połączyć Polskę z Australią? Są mile w star alliance, Lot ma doskonały dolot do Toronto. Biorę i doklejam lot na Hawaje oraz do Melbourne. Finalnie trasa na Zachód czeka. ![]() Dzień 1 - 23.02 Wybija ten dzień, wstaję rano, sprawdzam czy wszystko mam. Plecak podręczny czeka. Ruszamy, czas to zrobić! Wsiadam w 105 i jadę na dworzec. Krótkie pożegnanie z globusem, z którego tak nie dawno jechaliśmy do Lwowa. ![]() Do pociągu 3 minuty, biegiem wpadam na zamknięcie drzwi. Mamy opóźnienie 5 minut. A można bylo spokojnie przejść... ![]() Podstawia się Finnair i lufa. ![]() Punkt 12.10 opuszczam Balice, czas na pierwszy z 12 lotów. Siedzenie 2C, prawie business class w małym Bombardierze Q400. Na pokładzie mnóstwo Ukraińców i starszych osób odmawiających różniec... Szybki serwis ![]() Dla koneserów (bo tu ich sporo) zdjęcie kolan. ![]() Lądujemy przed czasem. Sprawdzam tablicę, nic się nie zmieniło. Wylot do Toronto o 16.50. Mija mnie jakaś postać, którą znam, zaraz zaraz to przecież Borys Szyc. Ha, nie jest aż taki wysoki! Wokół kilka gwiazdek, pakują się na lot do Wrocławia. 787 stoi pod rękawem, ludzie dookoła robią mu zdjęcia i dyskutują czy to dreamliner czy nie. Eee jakiś mały, za mały. A może to on? Ja w spokoju czekam otwierając Kapuścińskiego w ręku... | |
| Autor: | tom971 [ 23 Lut 2017 17:17 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
seba napisał(a): .. kupuję ....pierwszy bilet Manila-Dubaj ze słynnej promocji Cebu... Dobry start.. No pewnie ze dobre otwarcie, od razu long haul, a nie jakieś WAW-LCA.. Prenumeruje ! I czekam na cd. | |
| Autor: | J.1 [ 23 Lut 2017 17:36 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
seba napisał(a): nakarmienia podróżniczego raka, Jeszcze pół roku i też dam mu zjeść do syta Pisz Seba, pisz , bo coś mi ostatnio motywacja organizacyjna siada. | |
| Autor: | seba [ 25 Lut 2017 04:40 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Boarding podzielony na 3 strefy przebiega bardzo sprawnie. Żegnam się przez telefon i pakuję na miejsce 9A. Okazuje się to na tyle szczęśliwe, że 9B jest wolne. Pierwsze wrażenie z samolotu bardzo pozytywne. W toaletach są nawet gerbery. Szok. Pierwszy serwis opóźnia się o dobrą godziną, bo solidnie nami miota nad Bałtykiem. Przychodzi papu, które jest naprawdę smaczne w przeciwieństwie do kolejnego. ![]() Przesypiam większość lotu, obudzony pseudo śniadaniem. Niestety jest ono tak suche że ledwo da się to zjeść. ![]() Podchodzimy do lądowania w tle mnóstwo światełek miasta. ![]() Pierwsza kontrola przy rękawie, druga klasyczna. Pan pyta mnie gdzie lecę dalej, mówię mu że hawaje, australia, bo to część RTW. Patrzy na mnie dziwnie, ale dopytuje tylko czym się zajmuję w Polsce. Nie dostaję pięczątki do paszportu tylko na arrival. Czas łapać autobus 192 (koszt 3,5 CAD) z dworca na dole. ![]() Przesiadka na zieloną linię metra i wysiadam na ulicy Church. Patrzę numer 576, a mój hostel ma...76. Czeka mnie 40 minutowy spacer. Padam ze zmęczenia, ale coś mnie tknęło żeby sprawdzić na kiedy kupiłem megabusa. Okazało się że nie na 25, a 24. Czyli jutro. Zasypiam. 24.02 - kanadyjski zakrzówek Wstaję rano i odwiedzam katedrę st Jamesa obok. Co mnie szokuje to flaga środowisk homoseksualnych w środku. W Polsce jest to nie do pomyślenia. ![]() ![]() Idę na Dworzec autobusowy (Bay 610), skąd jadę do Niagara Falls. Wysiadam i kawałek dalej słychać już szum wody. Wypogadza się, słońce wychodzi zza chmur. Magia, bo prognoza pogody zapowiadała burze i silne opady. Idę tak szybko jak to możliwe żeby zrobić dobre zdjęcia. ![]() Po 25 minutach jestem przy moście łączącym Kanadę i USA. ![]() Szum wody jest już niesamowicie słyszalny. Idę dalej, a tam pierwszy wodospad. ![]() ![]() Zaraz obok deptaka znajduje się kasyno. ![]() Idę dalej do głównego wodospadu, w centrum którego woda spiętrza się niesamowcie. Ilość pary wodnej jest ogromna, leci wszystko na nas. Jest pięknie, w końcu udał się zdobyć to miejsce! Stoję jak wryty, nie chcę się stąd ruszać. Mam jeszcze blisko 2h do autobusu powrotnego, ale czas upływa nieziemsko szybko. ![]() ![]() Czas się zbierać. Szybka wysylka kilku zdjęć to najbliższych i lecę na autobus. Po drodze mijam dziesiątki wielkich, ogromnych, monumentalnych ciężarówek, które mnie tak zachwyciły w USA. Nie mogę oderwać od nicj oczu. ![]() Dojeżdżam do Toronto, szybkie jedzenie i mały nocny spacer po centrum. Zaczynam od tutejszego "times square" które odkryłem eprzypadkowo. Jest to plac Dundas. ![]() ![]() Następnie kilka kroków w kierunku starego ratusza, obok którego jest wielki napis Toronto wraz z lodowiskiem. ![]() ![]() Ostatni cel to spacer w kierunku wybrzeża. ![]() ![]() Gdzieś tu powinien być szczyt wieży... ![]() Około 21 docieram do domu, piszę kilka słów dla Was i czas na spanie. Jutro plan to spacer po centrum Toronto. | |
| Autor: | przemos74 [ 25 Lut 2017 07:35 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Cudownie! Mam lekturę na kolejne dni | |
| Autor: | Aga_podrozniczka [ 25 Lut 2017 09:50 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
To ja mine sie z autorem relacji gdzies w powietrzu, on bedzie lecial do HNL, ja do LIH | |
| Autor: | joker1977 [ 25 Lut 2017 10:53 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Pamiętam pamiętam też to słyszałem. Zapowiada się kolejna super relacja z podróży RTW. Może się uda spotkać w Sydney Pozdr | |
| Autor: | seba [ 25 Lut 2017 15:21 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
@Aga_podrozniczka jaka robisz trase? Have five! Wysłane z android | |
| Autor: | Aga_podrozniczka [ 25 Lut 2017 20:38 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Ja lece tylko na Kauai, bez zadnych kombinacji. Z tego co widze w Twoich lotach, bede pare godzin za Toba | |
| Autor: | seba [ 26 Lut 2017 16:35 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
25.02 - Toronto i mecz Jest 8 rano, budzę się i sprawdzam pogodę. Za oknem leje, ale koło 10 ma się przejaśnić. Robię rekonesans co się dzieje w naszym kraju raju. 9.45 przejaśnia się, zapinam szybko bluzę, wsiadam do windy. Bzzzyt zamykamy drzwi. W środku widzę reklama wycieczek na Niagarę, koszt 60$. Szok. Megabusem zrobiłem to za całe 2$, a w prezencie usłyszałem od kierowcy że to ja jestem tym jednodolarowym szczęśliwcem. Uroczo. Wróćmy do dnia, ruszam w miasto. Wieje, bardzo wieje, ale może przegoni te chmury. Cel numer jeden to pobliska destylarnia whisky, która okazuje się zamknięta. Z zewnątrz budynek wygląda jak z amerykańskich filmów. ![]() Stąd idę prostą drogą wzdłuż parku, aż do St Lawrence Market. Otwieram drzwi, bucha gorącem. Mnóstwo ludzi, zapachów i oparów. To pierwsze tak zatłoczone miejsce w Toronto. Dziesiątki straganów z mięsem, owocami morza i warzywami. Co mnie zaskakuje, wśród nich nie ma nic innego niż w Polsce...pietruszka, marchewka, pieczarki. ![]() ![]() ![]() Czas opuścić ten tłum i iść w kierunku Hockey Hall of fame. ![]() Po drodze mijam mikro namiastkę budynko Flatron znanego z Nowego Jorku. ![]() ![]() W tle wyłania się charakterystyczna wieża telewizyjna. Dziś ją w końcu widać! Jest ogromna, jedna z najwyższych na świecie. Podchodzę do niej bliżej i bliżej, idąc nad samo wybrzeże. ![]() ![]() Zrywa się ogromny wiatr, który przepędza na chwile chmury. Wychodzi słońce po raz pierwszy tego dnia. Czas wybrać obiad, guglując słynne naleśniki z syropem klonowym natrafiam na knajpę Aunties and uncles. Cel obrany, idę. Trochę daleko, ale mijam po drodze chinatown, co owocuje w zakup suwenirków. Po 40 mintuach docieram do miejsca które sprawia nienajlepsze wrażenie, ale sporo ludzi wchodzi. Otwieram drzwi, jet 15.10. Pani uprzejmie informuje że miejsce jest czynne do...15. damn. Wracam do strony: http://www.blogto.com/toronto/the_best_ ... n_toronto/ gdzie znajduje niedaleko położony lokal Old School. 10 minut spaceru, dalej wieje i jest zimno. ![]() Wchodzę do środka, fajnie urządzony lokal, jak się później okazuje z pysznym jedzeniem. Zamawiam klasykę, pankake do którego podają syrop klonowy. Na plus, darmowa butelka wody. Czekam 15 minut i wreszcie są, klasyczne kojarzone przeze mnie z filmów naleśniory. Pycha, choć słodkie okrutnie. ![]() Odpoczywam, cel wrócić do hostelu, odpocząć i obejrzeć mecz hokeja. ![]() Po drodze docieram na campus Uniwersytetu. Pośròd budynkòw wyglądających jak Howard jest perełka. Pokeball. . ![]() ![]() Na koniec Queens Square. ![]() ![]() ![]() Tak dziś jest hokejowe szaleństwo, bowiem gra Toronto z Montrelem. Dwie najbardziej utytułowane drużyny NHL. Bilety od 200$ mnie skutecznie odstraszają, choć cena tuż przed meczem to już 450$. Na mieście widać wiele ludzi w barwach Leafsów. 18.15, opuszczam hostel i idę do RealSport pubu, gdzie są tłumy fanów obu drużyn. O zgrozo, nikt się nie bije, wszyscy razem przeżywają. Co za miejsce, czuć ducha walki, sportu, zwłaszcza, że budynek obok jest halą Air Canada Centre, gdzie ma miejsce całe zamieszanie. ![]() ![]() ![]() Co mnie szokuje to sielanka dookoła. Każdy kibicuje, ale na spokojnie, bez klasycznych "fuck" dookoła. Inaczej niż u nas. Mecz kończy się wynikiem 2:2, ale zaraz zaraz, jest jeszcze 5 minutowa dogrywka. Podnosi się wrzawa, jakby ludzie zoorientowali się że są na meczu. Ze mnie spływa zmęczenie, ale oglądam do końca. Bramkę zdobywa...Montreal;( Czas wracać do hostelu. Ostatnie spojrzenie na wieżę. Baj Toronto. ![]() Po drodze nachodzą mnie refleksje, jakie to Toronto jest. Z jednej strony nowoczesne, bezpieczne, pełne szklanych domów, wyluzowanych nieśpieszących się ludzi, wszechobecnego zapachu weedu i barów z kolorową tęczą. Z drugiej nie ma w nim takiego efektu łał, nie ma czegoś co by mnie ekstremalnie zaskoczyło. Czy nudne? Nie, ale nie zapadające strasznie w pamięć, za wyjątkiem pobliskiej Niagary. Ta jest oszałamiająca. 26.02 - gdzie jest ciepełko 2.30, pobudka i spacer na przystanek linii 300. Przystanek to szumnie nazwana plakietka z logo autobusu, łatwo przegapić. Zero informacji jakie jeżdżą tędy linie. Czekam na 300. Okazuje się że 300 ma dwie odmiany A i B. Ta pierwsza jedzie na lotnisko, druga w inną stronę. Koszt 3,5$. 50 minut i jestem na lotnisku. Szybkie śniadanie (500cal piechotą nie chodzi) i checkin. Dostaje economy plus, czemu? Nie mam pojęcia. Boarding, wypychanie i czas na lot do Chicago. Po 20 minutach mikroserwis. ![]() Siadamy na płycie lotniska 10 minut przed czasem. Co za ruch. Większy niż na parkingu pod lidlem w świąteczny czas. Czekam na mojego Unitedka... ![]() | |
| Autor: | julk1 [ 26 Lut 2017 17:03 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
seba napisał(a): Wstaję rano i odwiedzam katedrę st Jamesa obok. Co mnie szokuje to flaga środowisk homoseksualnych w środku. W Polsce jest to nie do pomyślenia. Mało kto wie, ale w Biblii tęcza jest symbolem przymierza pomiędzy Bogiem i człowiekiem, jest obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi nie nawiedzi już więcej wielka powódź (Stary Testament, Rdz 9,13). | |
| Autor: | seba [ 01 Mar 2017 04:56 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Na płycie korek, opóźnienie niemal 40 minut. W miedzyczasie wyłania się LOT. Lot 8,5h dwa serwisy z ... napojami i to tyle. Podchodzimy do lądowania, z góry widać Diamond Peak. ![]() Ok 15.30 dotykamy płyty lotniska w Honolulu. Słońce świeci, sielanka. Oznakowania do autobusów to jakaś porażka. Ludzie też nic nie wiedzą. W końcu po 20 minutach odnajduje przystanek. Jest on na levelu 1 na wprost od wejścia do international. Do Waikiki jeździ 19 lub 20. Wsiadam, koszt biletu 2.5$. po godzinie melduję się w hostelu (Waikiki Beachside Hostel). Genialne położenie ok 2min od plaży. Rzucam plecak i idę nad wodę. W końcu ciepło, ciepełko, słońce i palmy. Tu jest taak kolorowo, tak radośnie. Ludzie ubrani w hawajskie motywy, kwiaty w kobiecych włosach, nawet autobusy mają kolorowe tęcze. ![]() ![]() Na zegarku jest 16.40, wpada mi do głowy szatański plan, wdrapania się na Diamond Peak. Google pokazuje 1.15h, idę. Idę szybko. Czuję jak stopy mnie bolą, ale chce tam wejść. ![]() ![]() Niemal dobiegam do wejścia, a tam...okazuje się że ostatnie wejście jest o 16.30, a raczej było. Godzina w plecy, zawiedziony, rozczarowany schodzę na dół. Wrócę tu jutro, nie dam za wygraną. Trafiam na zachód słońca, który przeobraża to miasto w jakiś bajkowy sen. ![]() Na ulicach rozbłyskują światełka na drzewach, pochodnie wzdłuż uliczek. Jest niesamowicie klimatycznie. ![]() ![]() ![]() Na nadmorskim deptaku, mnóstwo fontann, rzeźb, kolorowych kwiatków i oczywiście surferów. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() To miejsce strasznie zaskarbia moje serducho i budzi wiele emocji. Niczym pierwsza młodzieńcza miłość. Taki wewnętrzny uśmiech. To miasto ma duszę, choć nieco przypruszoną czarną strefą, czyli licznymi bezdomnymi. Sprawdzam pogodę na jutro i czar pryska. Cały dzień ma padać. Jestem przerażony, ale muszę przecież wejść na górę Diamond Peak. Padać ma od 9/10, wejście na górę, krater, otwierają o 6. Trzeba będzie wcześnie wstać. Musi się udać! wyścig z czasem i pogodą Wstaję około 6, oczy na zapałki, ale plan minimum to Diamond Peak. Wychodzę jak jest jeszcze szaro, słońce powoli wstaje. Idę, pędzę co sił, żeby zdążyć wejść i coś zobaczyć. Z lewej strony nadciągają ciemne chmury, z drugiej wschód słońca. ![]() ![]() Co wygra, chmury, słońce czy ja? Przyspieszam kroku, dochodzę do bramki. Kupuję za dolara bilet. W głowie pełno myśli, a na szlaku już niektórzy schodzą z góry. Może lepiej obronili się przed pogodą? Idę szybciej, jest stromiej. Przede mną całe rodziny... ![]() Na końcu jeszcze schody, więcej schodów, kto wygra, chmury czy ja? Wbiegam co sił na górę, w końcu jest, jest krater o którym marzyłem od roku żeby wejść. Stoję tam z pół godziny, nie mam sił. A to dopiero początek hardkoru na dziś. Robię sporo zdjęć, odpoczywam. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Powoli schodzę na dół, już nie muszę pędzić, bo i tak za godzine będzie padać. ![]() Jestem na dole, jakby się przejaśniło. Patrzę na listę, następne mam Koko Peak, czyli "stairs do heaven". Wsiadam w autobus 23, który jedzie inaczej niż na google. Kawałek muszę podejść do podnóża torów kolejowych. Wygląda to dość przerażająco, jest ich tyyyle. Wejdę, muszę wejść. ![]() W miedzyczasie przeklinam dziewczynie pogodę, chmur jakby więcej. Jeszcze raz patrzę na schody, na buty, idę. Początkowo przystanek co 150 przęseł, boże jak to męczy. Później co 100, co 50. Organizm sam już nie wie gdzie jest, z każdym przęsłem, co raz więcej ludzi siebie wspiera, pytają się czy ktoś da radę, czy wszystko ok. Patrzę za siebie... ![]() Ostatnie metry są tak strome, że tory służą za poręcze. Jak to męczy! Przystanek co 20 schodków. ![]() Na samym szczycie mam w głowie 1200 przęseł. Masakra. Jeszcze małe podejście na paltformę i widzę to... ![]() ![]() ![]() ![]() Warto było, tak bardzo warto było. Wysiłek ustaje, znika w niepamięć. Rozpogadza się i wychodzi słońce, nawet błękit nieba. W oddali widzę zatokę do której pójdę w nagrodę. To Hanauma Bay. Czeka mnie jeszcze długi powrót przez schody, po drodze mijam dziesiątki ludzi, którzy pytają czy ciężko, jak daleko, zawsze odpowiadam że warto, że muszą tam wejść. ![]() Schodzę na dół idąc nad zatokę. Jest bajkowa, piękna i ... można tam zejść. ![]() Koszt to 7,5$. Po wejściu mamy 15 minutowy film, ukazujący obecne w zatoce rafy, zakazy, nakazy itd. Co roku odwiedza to miejsca ponad milion ludzi. Schodzę na dół, chcę się rzucić do wody. Chowam w płatnej przechowalni wszystkie cenne rzeczy i wbiegam w wodę. ![]() ![]() Błogo, patrzę jeszcze na Koko Peak i niedowierzam że to zrobiłem. ![]() Dwa wzgórza w jeden dzień. Nienormalność. Po relaksie wracam do Waikiki, skąd jadę do Aloha Tower. To był błąd, bo nie ma tu nic ciekawego, a sama wieża mnie nie urzeka. ![]() Po drodze spotykam hawajskich tancerzy...zapraszających na pokład statku;) ![]() Zaczyna padać, więc łapię autobus 13 na Waikiki i dojeżdżam do hostelu. Deszcz ustaje, siadam na plaży, koniec dnia. Co to był za dzień, co to jest za miejsce. Budzi we mnie mnóstwo emocji, tych pozytywnych, aż nie chce stąd jechać. Dziś już nie patrzę na jutrzejszą pogodę, chce spokojnie zasnąć. | |
| Autor: | Aga_podrozniczka [ 01 Mar 2017 07:04 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Niestety pada od poniedzialku. Na Kauai padalo troche rano i pada od jakiejs 16.00 do teraz czyli wtorku wieczorem. Dobrze, ze udalo Ci sie troche zwiedzic w poniedzialek. Ja tez fartownie zaliczylam szlak zanim pogoda popsula sie. | |
| Autor: | seba [ 01 Mar 2017 07:07 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Dziś miało lać od 10, a zaczęło koło 16/17. Hawaje i deszcz, tego bym się nie spodziewał. Ma lać przez najbliższe 2 tygodnie. Jutro lecę do Melbourne, mam nadzieję że pogoda będzie lepsza. Wysłane z android | |
| Autor: | lukste9 [ 01 Mar 2017 07:46 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
Ja laduje w poniedzialek w Honolulu I oby @seba te 2 tyg deszczu sie nie sprawdzily | |
| Autor: | seba [ 01 Mar 2017 07:48 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
@lukste9 jak cos potrzebujesz to pisz. Wysłane z android | |
| Autor: | seba [ 04 Mar 2017 13:15 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
museum day Wstaję rano i schodzę na śniadanie, gdzie radość ludzi dookoła mnie zaskakuje. Przecież jest tak ciemno, ponuro jak w listopadowy poniedziałek. Pracownik hostelu oznajmia wszystkim, że dziś jest tzw. Museum day, bo na inne zwiedzanie to szkoda czasu. Chyba że ktoś się nie zgadza to niech skacze do oceanu. W planach miałem pojechać do ogrodów Ho'omaluhia i świątyni Byodo-in Temple. Jednak oba miejsca są w górach, nad którymi wiszą złowieszcze czarne chmury. Wybieram zatokę Pearl Harbour, historyczne miejsce do którego da się dojechać autobusem 42 w ponad godzinę (blisko 17km). Ruszam, autobus co chwila się zatrzymuje (tu ciekawostka, przystanki są na żądanie, a postój na nich oznajmia się ciągnąc linkę! 21...wiek). ![]() Docieram na przystanek Arizona i udaję się nad zatokę. W oddali widać muzeum Arizona (ten biały budynek) oraz statki które można zwiedzać. ![]() ![]() ![]() Nie rajcuje mnie to szczególnie (jestem z nad morza) więc odwiedzam dwie hale z projekcjami filmowymi i modelami statków. ![]() Cała zatoka hmmm jak zatoka, więc nie ma co się rozczulać. Na nabrzeżach liczne zbiory torped. Tu ciekawostka, jedna z nich to tzw załogowa dla kamikadze. Co Ci ludzie mieli w głowach... ![]() Dla potomnych: wstęp do całego kompleksu muzeów (Arizona+statki to 65$). Ja odpuszczam. Czas wracać, jadę tym samym autobusem i wysiadam w rejonie pałacu Lolani. ![]() W ponurych barwach dnia nie jest on porywczy na zdjęciach, jednak na żywo jest naprawdę ciekawy. Niedaleko znajduje się kościół Sw. Andrzeja ![]() oraz jeden, którego nazwa wyleciała mi z głowy. ![]() Hyc, kościoły mamy za sobą, zmierzam w kierunku Waikiki. Droga jakaś taka długa, z lewej strony nadciągają chmury, coś zaczyna kropić. Ale ale, chce jeszcze zobaczyć jedną plażę. Odbijam w prawo, uciekając magicznym sposobem od deszczu. Spacer nad zatoka? Zawsze! Nawet w taką pogodę. ![]() W oddali widzę sesje zdjęciowe par młodych (kto by nie chciał się tu żegnić?) i dreptam stopami dalej. Czas kupić kilka suwenirów i gdy wychodzę przeznaczenie mnie dopada. Leje przeokrutnie, tak że cudem dobiegam do domu. Chowam się i czekam aż przejdzie. Deszcz ustaje, biegnę szybko pożegnać się z oceanem. Szybkie spojrzenie, małe pożegnalne zdjęcie. Siadam w swoim ulubionym miejscu, ale sielanka nie trwa zbyt długo. Znów zaczyna kropić. Nocny spacer musi niestety obejść się smakiem, bo leje jakby ktoś odkręcił kran. To lulu. Lot nr 100 i zmiana czasu Wstaję punkt 4.30, ogarniam ostatnie rzeczy i idę na 19stkę, autobus na lotnisko (podobnie jak 20). Odprawa trwa 2 minuty, spacer przez kilka korytarzy, bezkolejkowe security i idę pod swoją bramkę 29. Żeby tam dojść, przechodzi się przez kilka korytarzy które...nie mają ścian bocznych, więc ten zacinający z rana deszcz leci prosto na nas. Ameryka! ![]() Boarding 787 jetStar i w drogę. Przed nami 10,5h lotu, lotu który jest moim setnym. Podniosła chwila trwa tak długo (kilka sekund) że zasypiam. Podchodzimy do lądowania, koła piszczą dotykając pasa. Austrialio witaj ponownie! Wybornie. W Melbourne wszystkie formalności to kilka sekund i czas łapac Skybusa. 36$ za bilet RT. Pogoda w końcu mnie rozpieszcza, jest ciepło i błękitne niebo nie jest mi obce. Dobiegam do hostelu (Urban Central) i czas ruszać w miasto. Jaki dziś cel? Słynny dworzec kolejowy Flinders. Bzzzyt zjeżdżam winda i czas zacząć zwiedzanie. Idę w miasto. Po drodze kilka budynków nowoczesnej architektury, a w oddali widzę wieżę dworca. ![]() ![]() Tylko zaraz zaraz cały bok jest w rusztowaniach, czy zdjęcia będą wyglądały jak z budowy? Idę dalej i oddycham z ulgą, ufff najsłynniejszy bok i brama wejściowa są nietknięte przez budowlańców;))) ![]() Tuż obok znajduje się katedra Św. Piotra. Chcę wejść, ale w środku mają miejsce jakieś uroczystości, więc nie można robić zdjęć. Wrócę tu jutro i cyknę parę zdjęć. Idę kawałek w kierunku centrum telewizyjnego, w pobliżu którego jest wielka impreza. ![]() Ludzie tańczą, bawią się a całość ich wygłupów jest pokazywana na telebimie. Czad! Nie widziałem nikogo z alkoholem, można? Sielanka trwa, ja siedzę i obserwuję co się dzieje. ![]() Jest ciepło, ale mnie łapie zmęcznie. 22.30 zwijam się w burito i idę spać. Melbourne Spoglądam na pogodę, od 12 ma być ładnie, narazie chmury, chmury i...chmury. Skąd ja znam ten obrazek?hmmm. Koło 10.30 opuszczam pokój i idę w kierunki Royal Botanic Gardens. Przejaśnia się z każdym krokiem, jest ciepło. Termometry pokazują 22 stopnie, a koło godziny 15 ma być 30. ![]() Ogrody mnie zachwycają swoim zadbaniem ,wszystkie rośliny są podpisane, wszystko jest niesamowicie zadbane, przemyślane i oznakowane dla ludzi. W centrum znajdują się jeziorka, po których pływa...flisak. Mikrowenecja w Melbourne! ![]() ![]() ![]() Siadam, ten widok jest tak relaksujący że muszę tu posiedzieć. Nawet nie wiem kiedy upływa prawie pół godziny. Ruszam dalej na północ, wracając drogą wzdłuż parku, która jest odcinkiem przystosowanym dla biegaczy. Co to oznacza? Przy drodze są słupki z dystansem już pokonanym, z ziemi wyrastają punkty z wodą. Czy to nie jest miasto dla ludzi? Tak, dlatego corocznie wygrywa plebiscyty na najlepsze na świecie miasto do mieszkania. Wracam do centrum. Przechodzę mostem pod dworzec (tak ten słynny). ![]() Oraz katedrę. Dziś mogę wejść i zrobić małe zdjęcie z tajniaka. ![]() ![]() Zaczyna robić się gorąco, naprawdę gorąco. Żar leje się z nieba, jest ponad 30 stopni. Idę pod budynek parlamanetu. ![]() Jednak w oddali widzę katedrę. Skręt w prawo, jedne światła, drugie, trzecie. Stoję przy wstążkach. ![]() Tu ciekawostka, jest to symbol który upamiętnia złożenie petycji kobiet, aby miały równe prawa. Petycja była tak długa że była wielką rolką i odwijała się w podobny kształt jak rzeźba. Kilka kroków dalej jest katedra. To katedra św Patryka, którą poświęcił w 1986 papież Jan Paweł II. ![]() Ruszam dalej do ogrodów i budynku wystawy królewskiej. ![]() ![]() Siadam, muszę odpocząć. Jest gorąco. Trzeba wypić łyk wody, może dwa i można iść dalej w kierunku Queens Market, które mnie nieco rozczarowują. Nie ma tam nic nadwyczajnego, ot zwykły bazar. Wracam w kierunki chinatown gdzie można zjeść papu. Po drodze zahaczam o plac przy bibliotece głównej. ![]() Ile u ludzi, dzisiątki. Stoją, siedzą na trawie, ławkach, czy to jakieś kultowe miejsce? Jest darmowe wifi, podobnie jak w całym centrum, ale może to ma inny cel? Nie wiem. Jest 15.30, co robić dalej? Rzut oka na mapę, hmmm a może by tak pójść nad morze, a raczej ocean? Google podpowiada czas dojścia 1h. Ruszam. Pot leje się z czoła, jest upał, więc na plaży chowam się radośnie w cieniu. Patrzę na piasek, na wodę, na wodę na piasek. Nachodzi mnie wena i dopisuję kilka słów relacji. ![]() Czas wracać, jedyne co dziś planuję to porobić kilka nocnych zdjęć. Maszerując do centrum, zahaczam o albert park. To miejsce kultowowe dla fanów F1, czyli mnie. Co roku, kalendarz formuły jeden zaczyna się właśnie tutaj. To jeszcze 3 tygodnie! ![]() Po zmroku kręcę się po mieście by odkryć nadrzeczny deptak. Nie widziałem go wczoraj, a tu taki olśniewający widok. Napełniam butelkę wodą z publicznego źródełka i czas przejść się nad rzeką. Na szczęście deptak prowadzi mnie w kierunku hostelu. Jest piątek, sporo ludzi, mnóstwo ulicznych artystów. To miasto ma jakąś duszę, moc. ![]() ![]() ![]() ![]() Na skrzyżowaniach dziesiątki luksusowych i sportowych aut. Porsche, Ferrari, Rollsy, Astony czy Lambo to chleb powszedni! Bajka. Docieram do hostelu późnyn wieczorem by zarezerwowac wycieczkę nad ocenam kolejnego dnia (http://greatoceanroadmelbournetours.com ... stles-tour) 12 apostołów 7.20 podjeżdża pode mnie kolorowy busik, który ma zabrać mnie i 23 inne osoby na przygodę z koalami oraz spotkanie 12 apostołów. To skały, których został całe 5. Całą wycieczkę rozpoczynamy od zatoczki ![]() Potem były kolejne, ale pominę drobne przystanki. Ważniejszy punkt to koale, żyjące w naturalnym środowisku. Ochoczo wybiegam z busa, biegnę do drzewa żeby je zobaczyć. Jednak ich ilość (3) to troszkę mało. Spoglądam nad siebie, widzę tego słodziaka, drugi obok sięga powolnie, niczym slow motion na ekranie, po liść eukaliptusa i ... zasypia. ![]() ![]() Ja jeszczs zdążyłem szybko pobiec na punkt widokowy... ![]() Następny przystanek to 700letni las. Są trzy typy lasów, a ten w stanie Victoria ma najwyższe eukalipsusy. ![]() ![]() W mojej głowie już nie lasy, nie koale, tylko skały. Jedźmy już tam. Jak najszybciej. Trzask, zamykamy drzwi i jedziemy kolejne 45 minut. ![]() ![]() Docieramy. No nareszcie. Pogoda, przysłowiowa lampa. Otwieram drzwi, dwa schodki, deptaczkiem 10 minut i ukazuje się coś co mnie powala. To coś co na zdjęciacy wygląda zdumiewająco, ale na żywo jest obłędne. 12 apostołów. Chyba nic nie trzeba tu komentować. ![]() ![]() ![]() Nad głowami latają helikoptery (150$), a my po 45 minutach się zbieramy. Chcę jeszcze, więcej. Jakoś wewnętrznie mi ich mało. Myślę że już lepiej być nie może, a jednak! Docieramy nad zatokę skał. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Całość wieńcząc skałą London Bridge, której część niedawno się zawaliła. ![]() Ostatnie skały, ostanie wrażenia. Co za miejsce, rzuca na kolana swoim urokiem. Nie chcę wracać, ale jednak trzeba. Dzień się kończy, a jutro ruszma do Sydney, spotkać się z kumplem. W końcu będę miał z kim pogadać w następnych dniach;) | |
| Autor: | przemos74 [ 04 Mar 2017 14:42 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
12 Apostołów zawsze chciałem zrobić, ale nigdy nie miałem w Melbourne pełnego dnia, żeby wybrać się na wycieczkę. Czekam na więcej | |
| Autor: | marek2011 [ 04 Mar 2017 16:41 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
@przemos74: za krótko tu czy tam to nasze problemy kółkowiczów | |
| Autor: | MaciekM [ 04 Mar 2017 18:29 ] |
| Temat postu: | Re: [LIVE] Do Honolulu małpy straszyć...czyli RTW w lewo |
@seba Super relacja, zdraź proszę ile zapłaciełeś za tą wycieczkę do 12 apostołów? Trzymam kciuki za dalszą podróż. | |
| Strona 1 z 2 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |