| Forum strony Fly4free.pl https://forum.fly4free.pl/ | |
| Bez świątyń, Bangkoku i bagażu bez-swiatyn-bangkoku-i-bagazu,215,187654 | Strona 1 z 1 |
| Autor: | katewisienka [ 06 Gru 2017 23:06 ] |
| Temat postu: | Bez świątyń, Bangkoku i bagażu |
Dwa zestawy: t-shirt- bielizna-spodenki wystarczą, by obskoczyć urlop w Azji. Ceny ubrań i dostępność pralni uzasadniały zapchanie plecaka do połowy. Teraz okazało się, że można bez. ![]() W bożocielny czwartek Ukraińcy zrobili promocję na Bangkok -1444 zł z WAW z przesiadką w Kijowie. Nie maszerowaliśmy w procesji, więc łyknęliśmy czym prędzej 3 bilety na listopad i zaczęliśmy myśleć co dalej. Poprzednio zaliczyliśmy co trzeba, teraz- uznaliśmy- przyszła pora na deser. Żadnych świątyń, Buddy i Bangkoku. ![]() Tylko, że na wstępie Robkowi zaginął bagaż i deser trzeba było zostawić na później. Priorytetem stały się czyste majtki. Ze zdobytym zestawem odzieżowym i marzeniem o prysznicu wbiliśmy do hotelu... w trakcie likwidacji. Zapomnieli powiadomić, ups. Zaproponowali inny, na Khao San. Po 2 dobach w drodze centrum imprezowe Bangkoku nie było na liście życzeń, ale w obliczu szukania lokum z plecakiem na grzbiecie uznaliśmy, że tajski masaż i Chang dadzą radę. Dały: ulica szalała, my spaliśmy. ![]() Po Robkowej przepierce ruszyliśmy do Kanchanaburi. 2,5 h jazdy zafundowało nam zmianę scenerii: ciszę, jaszczurki, śniadanka nad rzeką. Sielskie miejsce na dłuższe 'trochę'. ![]() Okazało się, że mieszkamy 300 m od mostu na rzece Kwai. Obejrzeliśmy most i cmentarz jeńców wojennych, którzy polegli w trakcie budowy Kolei Śmierci. ![]() Historia w tle jest straszna, ale miasteczko ma energię, świetne knajpki i tętniący życiem nocny market. Ze wszystkim: od silnika łodzi podwodnej po chińskie pierożki. Wybór w garkuchniach taki, że kilka wieczorów to mało. My mieliśmy trzy, trzeba było jeść więcej. ![]() Kanchanaburi godzina jazdy dzieli od parku narodowego Erawan. Ludzie przyjeżdżają tu dla 7- poziomowego wodospadu w dżungli, którego każdy lewel to inna bajka: wapienne baseny, cienkie strumyki, kaskady. Każdy inny, wszystkie zachwycające. ![]() Na całej trasie można moczyć kuper, więc w ślad za Tajami też się kąpaliśmy, pozwalając rybkom wyżerać naskórek z pięt. Fish SPA w cenie biletu (300 bahtów). Dobrze wykorzystany dzień. ![]() Po powrocie ustaliliśmy, że bagaż Robka wciąż jest w Kijowie, ale zmierza w naszym kierunku. Póki co-pranie ręczne. ![]() Rankiem ruszyliśmy do Amphawy na jeden ze słynnych pływających targów. Plan A zakładał Damnoen Saduak, ale ów szlagier wycieczek dzieliło od Kanchanaburi 3,5 h jazdy, bylibyśmy tam w godzinach szczytu. Wybraliśmy mniejszy i ponoć prawdziwszy targ w Amphawie, choć dla nas główną zaletą były popołudniowe godziny działania. ![]() ![]() Cała impreza odbywa się na łodziach cumowanych wzdłuż kanałów. Tu się gotuje, smaży, handluje. I jest wszystko! Gigantyczne krewety, zupy rybne, egzotyczne owoce i ręcznie wycinane mydła. Spróbowaliśmy wszystkiego, chyba łącznie z mydłem. Było dobrze, choć czy autentycznie, nie wiem. ![]() W każdym razie kiedy obżarci postanowiliśmy się zwijać, okazało się że nazwa oddalonego o 100 km Kanchanaburi wywołuje rechot. Że niby się nie da. Że może przez Bangkok? Albo taksówką? Wyglądało to średnio, aż pewien koleś od tuk-tuka wstrzymał słońce, ruszył ziemię, 4 razy przyjechał na czerwonym i 2 raz po chodniku, ale tak zorganizował przejazd busami, że droga powrotna zajęła nam mniej niż dojazd. Magik albo po prostu dusza-człowiek. ![]() Walizki nie wyczarował, więc chyba to drugie. Rano opuszczaliśmy Kanchanaburi... Telefon na lotnisko wyjaśnił, że walizka pozdrawia z Bangkoku. Obiecano, że dotrze jeszcze tej nocy. Dotarła i radość była wielka, choć patrząc z boku widać, że 2 zestawami da się obskoczyć wyjazd. ![]() Kolejny dzień upłynął w drodze do Surathani. Pokonaliśmy prawie 800 km tuk-tukami, autobusami, pociągami. I złego słowa nie dam powiedzieć o komunikacji. Noc spędziliśmy w kapsule i to jest moje odkrycie. W końcu się wyspałam! Przy 2 chrapiących facetach kapsuły mają głęboki sens. ![]() Rankiem ruszyliśmy do Khaolak i tu liczyliśmy na nasz deser: plażę, morze, relaks. Ale zaczęło się od oberwania chmury. Nat, właścicielka cudnego Nautical Home B&B wyjaśniła, że o tej porze roku regularnie koło 16:00 jest tropikalna ulewa. Niebo zawiesza się nad górami i leje, aż ulice spływają rdzawą rzeką. Termometry pokazują stabilne 34 stopnie, wilgotność 89%. Mnie pasowało. ![]() Jak zresztą wszystko w Khaolak: lokalizacja, rozmiary miasteczka, okolica. Kurort jak u Kopciuszka. Chcesz czy nie, o północy zamykają knajpy, bary, cichnie muzyka i wszyscy idą spać. Zdrowo. Może w sezonie jest inaczej, ale w listopadzie nawet jedyny klub działał tylko siłą rozpędu. Jest za to wysyp knajpek, działający 3 x w tygodniu bazar i bar z lanym Changiem, gdzie kończyliśmy wieczory. ![]() ![]() Nat poleciła w okolicy kilka miejsc i zapełniliśmy nimi dni. Skutery są idealne na takie wycieczki. Robiliśmy trekkingi po parkach narodowych, wodospadach, plażach. Nat pokazała nam też swoją ulubioną Coconut Beach i z miejsca się zakochaliśmy. Bo kto by się nie zakochał? ![]() ![]() Po drodze widać zabudowania opuszczone po tsunami z 2004 r. Zginęło wtedy 4-10 tys. ludzi. W Khaolak jest Muzeum Tsunami, ale nie byliśmy tam. Widzieliśmy tylko statek, który fala wepchnęła 2 km wgłąb lądu. Zostawiono go w tam, by uzmysławiał potęgę żywiołu. Dziś niewiele zostało śladów po tym armagedonie, raptem pojedyncze budynki, zawłaszczane przez bujną przyrodę. ![]() Zależało nam natomiast na 2 wycieczkach: rejsie po Similianach i parku narodowym Khao Sok. Rozpytaliśmy po biurach, ale ceny powalały. I o ile całodzienne Similiany za 2000 THB dało się przełknąć, to Khao Sok postanowiliśmy spakietowć sami. W biurze chcieli 3000- 3900 THB/os. Wypożyczyliśmy Mazdę - 1400 THB, benzyna - 500, wstęp do parku - 900, wynajęcie łódki -1500. Przy podziale na 3 wychodzi 1450 THB/os. ![]() Khao Sok było dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam: szmaragdowa woda, strzeliste, wyrastające z jeziora skały i dżungla. Świetne miejsce, którego wadą jest tylko to, że leży 100 km od Khaolak. I kiedy się ekscytowałam, że to najpiękniejsza rzecz jaką widziałam, nie wiedziałam jeszcze nic o Similianach. ![]() Bo jednak najpiękniejsze było przede mną. Jeśli wyobrażacie sobie siebie na Seszelach, jedźcie na Similiany! Jeśli marzy wam się Dominikana, jedźcie na Similiany. Nawet kiedy śnicie o Mielnie... ![]() Dla białych plaż, raf, obrzydliwie kiczowatego błękitu, słońca, kokosów i spacerujących niemrawo waranów. Mam podejrzenia, że tak może wyglądać raj. Ideałem byłoby zostać tu na jedną, dwie noce i mieć go tylko dla siebie. Ale to nie dla grzeszników, którym czas wyznacza bilet powrotny. ![]() ![]() Bo ci bawią się na Phuket. Ostatniego dnia złapaliśmy busa do Old Town, gdzie czekał nas wieczór i poranny lot do Bangkoku. Ale najpierw spacer, a warto, bo miasto jest inne niż wszystkie. ![]() Inna jest architektura, inny klimat tworzony przez sporą nie-mniejszość chińską. Najlepiej widać to na nocnym markecie, gdzie ten tajsko-chiński misz-masz smakowo-zapachowy jest podbity do potęgi. Takiej różnorodności gastronomicznej też nie było wcześniej. ![]() Sok z trzciny cukrowej, ryby, pierożki, sataye, mohito w wiaderkach. Muzyka, knajpy, ludzie. Dużo tego. Bazar jest wielki, wybór towarów kosmiczny, a ceny najniższe jakie dotąd spotkałam. Dziękowałam w duchu za roztropność i plecak do połowy pusty. Tu się zapełnił po brzegi. ![]() Rankiem czekał nas krótki lot do Bangkoku. Zakupy, masaż, ostatnia papaya salad, potem Kijów, Warszawa. Koniec. Smuteczek na końcu nosa. ![]() EPILOG Na taśmach wyjeżdżają bagaże, jeden z pierwszych Robkowy, uff. Tym razem bez przygód. Opuszczamy lotnisko, gdy głośne "ku#wa" zatrzymuje nas w drzwiach. Odwracam głowę i kątem oka widzę wieeelkie pęknięcie przez długość Robkowej walizki... Chwilo trwaj! | |
| Strona 1 z 1 | Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni) |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ | |