Zaczęło się od znalezienia w marcu promocji wizzair’a na lot Gdańsk- Bergamo/Mediolan za jedyne 39zł/os. więc nie zastanawiając się kupiliśmy 2 bilety. Powrót kilka dni później kupiliśmy z ryanair’a za 20euro/os. Następnie sprawdziliśmy na mapie dokąd lecimy i co tam możemy robić. Okazało się, że Bergamo, w którym znajduje się lotnisko jest urokliwym, zabytkowym miastem. Od Mediolanu dzieliło go 40km. Zdecydowaliśmy się więc, że będzie to nasza baza wypadowa. – na bookingu znaleźliśmy Pensjonat Affitta Camere Maffioletti, w którym zarezerwowaliśmy 3 noce dla 2 osób ze śniadaniami za 126 euro. 24.10 wyruszyliśmy Polskim Busem (13zł/2os) do Gdańska, z dworca odjeżdżał autobus miejski w kierunku lotniska (3zł/2os). Żeby było śmieszniej sprawdziliśmy jego numer, ale niestety żadne z nas nie wpadło na to by sprawdzić czy jedziemy z prawidłowego przystanku, mieliśmy więc dodatkową wycieczkę do pętli, skąd już prawidłowo dojechaliśmy do Portu Lotniczego w Gdańsku. Po odprawie dostaliśmy się na pokład i ruszyliśmy. Widoki z okien były bajeczne, pod nami rozciągały się ośnieżone Alpy i piękne jeziora.
 Na lotnisku zahaczyliśmy o Informację, gdzie wzięliśmy DARMOWE (na lotnisku w Gdańsku plany miasta były za 15zł…) przewodniki oraz plan miasta. Autobusem A1 dotarliśmy najbliżej (wg mapy i pani przy autobusie) naszego pensjonatu, do którego dojście zajęło kilka minut. W pensjonacie było miło, czyściutko, z balkonu widzieliśmy stare miasto , do którego spacerkiem dzieliło nas jakieś 15 minut drogi, mieliśmy też widok na porsche sąsiadów . Przywitali nas mili właściciele, nie dograliśmy jednak jednego szczegółu – właściciele nie znali ani jednego słowa (lub dla wygody nie chcieli znać) w innym języku niż włoski. Co lepsze nie było nam to kompletnie potrzebne, świetnie się dogadaliśmy po włosku i na migi (znaliśmy tylko 3 słowa: buongiorno, grazie i ciao – wystarczyło!) – Pani zaprowadziła nas do pokoju tłumacząc wszystko szybkim włoskim pytając tylko co chwilę – capito? na co oczywiście z przekonaniem kiwaliśmy głowami. Po odświeżeniu się zaopatrzeniu w pieniądze na włoską pizzę i mapę ruszyliśmy do centrum. Było pięknie! Stare miasto – Citta Alta znajduje się na wzgórzu, na które można wjechać kolejką lub podziwiać widoki i wejść wzdłuż dawnych murów (zdecydowanie wolimy wędrówki).
 Zaczęło się już ściemniać, a Bergamo nabrało nastrojowego wyglądu. Zmęczeni i głodni wybraliśmy stosunkowo niedrogą knajpę z niezbyt wysokim coperto (czyli napiwkiem, na który warto zwrócić uwagę – jest w niemal każdej restauracji i wynosi 1-3,5euro/os!) Bez problemu dogadałam się z panią po francusku i uniknęłam kompromitacji łamania angielszczyzny. Za pizzę i 2 kieliszki wina (opieprz gratis, że chciałam słodkie wino do kolacji;) ) zapłaciliśmy 15 euro.
 Gdy wracaliśmy ok. 22 było już zupełnie ciemno, także na naszej malowniczej drodze wzdłuż murów! Na szczęście od czego jest latarka w telefonie! Padliśmy zmęczeni i zadowoleni – budzik: 7:00, plan na kolejny dzień: Mediolan (Milano). Obudziliśmy się w środku nocy… Wyspani… Dookoła ciemno… Kręcimy się i w końcu doszliśmy do wniosku, że czas sprawdzić godzinę: po 8! Budzik źle nastawiliśmy, a okiennice zabierały nam całe światło, całe szczęście że sprawdziliśmy, bo przespalibyśmy cały wyjazd! Ubraliśmy się, przygotowaliśmy na wyprawę i powędrowaliśmy na iście włoskie śniadanie: kawa (w naszym przypadku capuccio) + ciacho. Najedzeni wyruszyliśmy na dworzec (30 min spacerkiem) podziwiając po drodze piękne centrum Cita Basa. Kupiliśmy bilet w automacie (9euro/os), który obsługiwał 5 języków i ruszyliśmy na podbój Mediolanu. Sam dworzec przysporzył nieco kłopotów, ponieważ był kilkupoziomowy, a my uparliśmy się, że znajdziemy informację (by zdobyć plan miasta), jak na złość jednak na każdym planie była gdzieś indziej, ostatecznie znajdowała się przy peronach… Również wystarczył język francuski i wyszliśmy z 2 planami. Punkt docelowy: Katedra Duomo di Milano. Po wyjściu z tego pięknego, ale zarazem znielubionego dworca natykamy się na kram z pamiątkami – warto się tu w nie zaopatrzyć, bo w centrum ceny powalają! za 2 euro można kupić magnesy, breloki i inne cuda, są też ubrania, torebki, i co kto chce z napisem I
|